W sobotę wieczorem Ambasada Rosji przekazała, że polskie MSZ nie rekomenduje, by doszło do oficjalnej ceremonii złożenia kwiatów na warszawskim cmentarzu żołnierzy radzieckich, a także akcji "Nieśmiertelny Pułk" organizowanej tradycyjnie 9 maja. Swoje stanowisko w tej sprawie zabrał prezydent stolicy, Rafał Trzaskowski.W sobotę 7 maja na stronie Ambasady Federacji Rosyjskiej w Polsce opublikowano specjalny komunikat dotyczący "brak możliwości przeprowadzenia" w tradycyjny sposób, uroczystości Dnia Zwycięstwa w dniu 9 maja na terenie Warszawy. - Ambasada Federacji Rosyjskiej w Rzeczypospolitej Polskiej z głęboką przykrością informuje, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej "nie rekomendowało" przeprowadzenia ceremonii złożenia wieńców i kwiatów na Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie ulokowanego na ul. Żwirki i Wigury, a także akcji "Nieśmiertelny Pułk" w dniu 9 maja 2022 r. - można przeczytać w oficjalnym oświadczeniu.Rosjanie przekazali, że strona polska powołała się na aktualną sytuację na Ukrainie, informując, że "rosyjskie ceremonie na terenie Polski są związane z rosyjską operacją specjalną na Ukrainie, a przede wszystkim sprzeczne z polskim prawem". Rodzime MSZ poinformowało, że ceremonie organizowane przez Rosjan na terenie naszego kraju mogą nawoływać do wojny napastniczej czy też propagować totalitarny ustrój.
Mer Kijowa Witalij Kliczko jest przekonany, że po 9 maja kijowianie, którzy w wyniku rosyjskiej agresji opuścili miasto, będą mogli do niego wrócić. Zaznacza jednak, by nie spieszyć się z planowaniem przyjazdu, gdyż groźba niepożądanych działań ze strony Rosji wciąż jest aktualna.Odparcie ofensywy na Kijów z pewnością było jednym z większych osiągnięć ukraińskiej armii. Władimir Putin nie spełnił tym samym jednego ze swoich głównych celów i nie obalił rządu Ukrainy, instalując w jego miejscu marionetkowych władz, podporządkowanych Moskwie.Należy jednak zaznaczyć, że zanim udało się odeprzeć atak wroga, Kijów pozostawał pod ostrzałem i nie można było nazwać go bezpiecznym miejscem. Z tego powodu na zachód Ukrainy, a także poza granice kraju wyjechały rzesze mieszkańców stolicy, którzy, jak ma nadzieję Wołodymyr Zełenski, po zakończeniu się koszmaru powrócą w rodzinne strony.Podobne marzenie ma także mer Kijowa Witalij Kliczko, który w radiu NV poinformował, że przed najazdem rosyjskich wojsk, w mieście mieszkało ok. 3,5 mln osób. Teraz jest ich około 2,2 mln, a i tak 1 mln to rezydenci, którzy wrócili od czasu najostrzejszych walk.
Wicemarszałek rosyjskiej Dumy, Piotr Tołstoj, opowiedział we włoskiej gazecie "La Repubblica" o prawdziwym celu Rosji w Ukrainie. Polityk, potwierdzając imperialistyczne ambicje Kremla, ogłosił, że "operacja specjalna" zakończy się, gdy wojska rosyjskie dojdą do granicy z Polską. Po raz kolejny powielone zostały także kłamliwe tezy, mówiące o denazyfikacji Ukrainy.Wojna w Ukrainie, po ponad 70 dniach od jej rozpoczęcia, sprawia wrażenie, jakby utknęła w martwym punkcie. Zdziwiony brakiem sukcesów Rosji jest nawet sojusznik Putina Alaksandr Łukaszenka, który powoli łagodzi swój ton i zdaniem Pentagonu wcale nie ma zamiaru angażować się w walki.Co prawda Ukraińcy mają za sobą niekwestionowane sukcesy, takie jak odparcie ofensywy na Kijów, zatopienie krążownika "Moskwa" czy trafienie okrętu wojskowego Admirał Makrow, jednak zacięte walki wciąż toczą się o wschód Ukrainy i południowe obwody. Analitycy, obserwujący uważnie kolejne ruchy Rosji, głosili swego czasu, że możliwy jest scenariusz, iż w wyniku braku potencjału do dokonania decydującego przełomu, Rosjanie skupią się na utworzeniu korytarza prowadzącego do Kremla i zaanektują Doniecką i Ługańską Republiki Ludowe. Najnowsza wypowiedź przedstawiciela rosyjskiej Dumy przeczy jednak tym doniesieniom.
Maciej Skrzątek, znany szerzej jako wróżbita Maciej, podzielił się swoimi przewidywaniami na temat najbliższej przyszłości. Zdaniem znanego jasnowidza, z powodu feralnego ustawienia planet, już za kilka dni nastąpi m.in. nasilenie działań wojennych na Ukrainie.Wróżbita Maciej jest postacią bardzo medialną. Znany jasnowidz przez wiele lat był twarzą kanału Ezo TV, a od jakiegoś czasu prowadzi audycję "MeloMagia" w Meloradiu. Maciej Skrzątek pojawia się także w programach ezoterycznych na antenie TVN i TVN7.
Premier Mateusz Morawiecki ostrzegł przed znużeniem i zmęczeniem trwającą od ponad 70 dni wojną w Ukrainie. W swoim najnowszym podcaście zaznaczył jednak, że wierzy, iż Ukraina zwycięży w walce z Rosją i pozostanie wolna oraz suwerenna. Pochwalił się także, że w ramach konferencji darczyńców w Warszawie zebrano ponad 6 mld dolarów na pomoc naszym sąsiadom.Podcast z udziałem premiera Mateusza Morawieckiego ukazał się w jego oficjalnych mediach społecznościowych w sobotę 7 maja. Szef polskiego rządu mówił w nim m.in. o tym, że wojna w Ukrainie stała się w ostatnich miesiącach najważniejszym tematem, a jej polityczne i gospodarcze konsekwencje odczuwamy wszyscy.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odpowiedział na list 12-letniego Brytyjczyka, który wyraził swoje poparcie dla walczącej Ukrainy i przyznał, że wierzy w jej zwycięstwo. - U mnie ok i dziękuję za pomoc - odpisał przywódca.O sprawie informuje na Facebooku brytyjski resort edukacji. Do wpisu dołączono fotografię chłopca trzymającego list od Wołodymyra Zełenskiego.
Aleksandr Łukaszenka poderwał wojska na ćwiczenia, co wzbudziło niepokój Ukrainy. Jednak Kamil Kłysiński, ekspert z Ośrodka Studiów Wschodnich, uważa, że białoruski dyktator tylko buduje napięcie, ale nie przystąpi do wojny. Jego zdaniem przywódca robi wszystko, aby wyrwać się z wojennej sytuacji.- Nie wierzę, że Alaksander Łukaszenka w swoich interesach byłby gotów rozwinąć manewry w coś bardziej groźnego, w jakąś ofensywę czy choćby prowokację - przyznał analityk.
Wojskowa administracja obwodu zaporoskiego twierdzi, że armia rosyjska zmienia taktykę. Zdaniem Ukraińców Rosjanie "działają dużo ostrożniej" niż w pierwszych dniach inwazji. Wskazali też, w jakie miejsca celują najeźdźcy.O nowych posunięciach armii Putina wojskowa administracja obwodu zaporoskiego poinformowała za pośrednictwem komunikatora Telegram.
Prezydent Wołodymyr Zełenski po raz kolejny skrytykował działania Niemiec w obliczu wojny w Ukrainie. - Nie można być trochę złym i trochę dobrym: prawą ręką nakładamy sankcje, a lewą ręką podpisujemy kontrakty z Rosjanami. To jest hipokryzja – ocenił i zaapelował o dalsze nakładanie sankcji na agresora.Wołodymyr Zełenski wziął w piątek udział w spotkaniu brytyjskiego think-thanku, podczas którego mówił o potencjalnych dalszych krokach Kremla. Polityk ostrzegł przed dalszą ekspansją Rosji i w tym kontekście wezwał do bardziej stanowczych kroków wobec reżimu Władimira Putina.
Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn poinformował w piątek o niebezpieczeństwie na granicy polsko-białoruskiej. Nawiązał również do kolejnych propagandowych działań Rosji uderzających bezpośrednio w Polskę.Z komunikatu Stanisława Żaryna wynika, że na granicy polsko-białoruskiej nieustannie dochodzi do prób jej forsowania i wtargnięcia na terytorium naszego kraju. Rzekoma agresja migrantów ma być wspierana przez białoruskich pograniczników.
Premier Ukrainy podziękował Mateuszowi Morawieckiemu za kampanię billboardową zatytułowaną "Stop Russia Now!". - Prócz bezpośredniego wsparcia wolnego świata, niemniej ważne jest przemówić do sumień polityków i obywateli, i zaapelować o powstrzymanie rosyjskiej agresji przeciwko mojemu krajowi - napisał Denys Szmyhal.Od wybuchu wojny w Ukrainie Polska stała się jednym z najbliższych sojuszników Kijowa. Pomimo sprawnych zabiegów rosyjskiej propagandy, która za wszelką cenę chce poróżnić Polaków i Ukraińców, nasze relacje są dobre jak nigdy przedtem.W kierunku naszego narodu niejednokrotnie skierowane zostały liczne podziękowania, m.in. ze strony samego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Najnowsze wyrazy wdzięczności przekazał za pośrednictwem Twittera premier Ukrainy Denys Szmyhal.
Choć Białoruś wspiera politycznie Rosję, to nadal nie wysłała swoich wojsk do Ukrainy. Wypowiedź rzecznika Pentagonu w sprawie dalszych kroków, które może podjąć Mińsk cytuje serwis Ukraińska Prawda. John Kirby miał powiedzieć, że "na razie nic nie wskazuje na to, że Białoruś dołączy do wojny w Ukrainie".Tymczasem wojna w Ukrainie trwa już 72 dni, ale zaatakowana strona ostrzega, że Rosja przygotowuje się do "groteskowej maskarady". O tym, co może wydarzyć się już 9 maja pisaliśmy w tym artykule.
Większość Polaków opowiada się za udziałem polskich żołnierzy w misji pokojowej w Ukrainie zorganizowanej przez NATO, ONZ lub Unię Europejską. Z sondażu IBRiS wynika, że 56,8 proc. Polaków popiera uczestnictwo mundurowych w takiej akcji. Opinie rozkładają się podobnie bez względu na polityczne preferencje.Propozycję wysłania do Ukrainy misji pokojowej wysunął Jarosław Kaczyński w trakcie marcowej wizyty w Kijowie. Pomysł był szeroko komentowany, również przez rosyjskich rządzących, ale ostatnio dyskusja w tej sprawie przycichła.
Dane wywiadowcze przekazane przez władze USA pomogły siłom ukraińskim zatopić w kwietniu rosyjski krążownik Moskwa, flagowy okręt Floty Czarnomorskiej – podały stacje NBC i CNN oraz dziennik "New York Times", powołując się na anonimowe amerykańskie źródła rządowe.Źródła nie są zgodne co do konkretnej roli, jaką amerykański wywiad odegrał w ataku na krążownik Moskwa. Część rozmówców twierdzi, że Amerykanie potwierdzili jedynie cel zidentyfikowany wcześniej przez Ukraińców, ale według innych dane wywiadowcze z USA były kluczowe w jego namierzeniu – pisze „NYT”.Nie jest jasne, czy władze USA wiedziały, że Ukraina zamierza zaatakować okręt; nie brały też udziału w podejmowaniu decyzji o uderzeniu - twierdzą źródła.
Swiatosław Pałamar - zastępca dowódcy pułku Azow, który broni zakładów metalurgicznych Azowstal w Mariupolu, przyznał, że "sytuacja jest krytyczna", a "Rosjanie nie przestrzegają żadnych norm". Ponownie wezwał do ewakuacji ludności cywilnej i rannych żołnierzy. - Przeciwnik zabija ludzi na oczach całego świata - alarmował.Całkowite zajęcie Mariupola ma być wykorzystane jako propagandowy chwyt z okazji Dnia Zwycięstwa (9 maja), kiedy ulicami zniszczonego miasta ma przejść defilada. Zastępca mera Mariupola Siergiej Orłow przyznał, że Rosjanie zachęcają Ukraińców do sprzątania miasta. - Płacą im za to jedzeniem - zdradził na antenie TVN24.
Aleksandr Łukaszenka przyznał w wywiadzie dla agencji Associated Press, że jego zdaniem "operacja" w Ukrainie "przeciąga się w czasie". Oskarżył Ukrainę o "prowokowanie Rosji" i wykonywanie poleceń USA. Przekonywał, że Białoruś "robi wszystko, aby tej wojny nie było". Zaapelował do NATO i ostrzegał przed ewentualną "reakcją" armii rosyjskiej.Wywiad z Aleksandrem Łukaszenką ujrzał światło dziennie tego samo dnia, gdy media obiegły informacje o nieplanowanych wcześniej ćwiczeniach wojskowych, które zorganizowano na Białorusi. Więcej o tych niepokojących ruchach pisaliśmy w tym artykule.
Premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla "Gazety Polskiej" zapewnił, że Rosja zapłaci za zerwanie kontraktu gazowego, a także wstrzymanie dostaw tego surowca do naszego kraju. Podkreślił również, że dzięki odpowiedniej dywersyfikacji dostaw, polscy odbiorcy nie ucierpią z powodu braku rosyjskiego gazu.Szef polskiego rządu w mocnych słowach odniósł się do działań Federacji Rosyjskiej, zaznaczając, że wstrzymanie dostaw gazu do Polski to element wojny surowcowej prowadzonej przez Władimira Putina.Polski premier podkreślił, że nasz kraj będzie domagał się od Rosji odszkodowań za zerwanie kontraktu gazowego. - Władimir Putin udowodnił, że zamierza posługiwać się surowcami w celu wymuszania określonych zachowań różnych państw. W tym przypadku chodziło o zapłatę rublami za gaz. Nie ugięliśmy się przed tym szantażem - przekazał premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z "Gazetą Polską".Morawiecki zaznaczył również, że dzięki skutecznej i szybkiej dywersyfikacji dostaw polski odbiorca nie odczuje braku dostaw rosyjskiego surowca. Premier w czasie rozmowy z "Gazetą Polską" podkreślił, że gaz płynie do naszego kraju poprzez interkonektory oraz gazoport w Świnoujściu, a wkrótce również popłynie przez gazociąg Baltic Pipe.Morawiecki wyraził nadzieję, że wszystkie europejskie państwa zrezygnują z dostaw rosyjskiego gazu, a także innych surowców energetycznych. Dodał również, że Polska zaproponowała na arenie międzynarodowej plan całkowitego odejścia od importu surowców z Rosji. Co ciekawe, Polska stała się orędownikiem wprowadzenia zakazu kupowania rosyjskiej ropy po obniżonych cenach.
Rosjanie przeprowadzili zmasowany atak rakietowy na ukraińskie miasta. Eksplozje było słychać m.in. w okolicy Kijowa i Dniepru. Z kolei mer Lwowa poinformował, że w wyniku ostrzału rakietowego część mieszkańców została odcięta od prądu. W całym kraju zawyły syreny alarmowe.Wojna w Ukrainie trwa już 69. dni. Choć Rosjanie koncentrują się na zajęciu wschodnich regionów kraju, to nie zaniechali ataków na duże miasta w innych częściach Ukrainy.
Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało oświadczenie, w którym oskarżyło Izrael o wspieranie neonazistów w Ukrainie. Dzień wcześniej szef resortu Siergiej Ławrow przekonywał, że Wołodymyr Zełenski ma żydowskie korzenie, a "największymi antysemitami są sami Żydzi". Izrael domaga się przeprosin.Teza o konieczności "denazyfikacji" Ukrainy jest powtarzana przez rosyjskich rządzących od początku wojny w Ukrainie. O tym, jakie jeszcze zaskakujące twierdzenia padały z ust Siergieja Ławrowa, pisaliśmy w tym artykule.
Papież Franciszek przyznał w rozmowie z włoskim dziennikiem, że być może "szczekanie NATO pod drzwiami Rosji" skłoniło Władimira Putina do ataku na Ukrainę. Zdradził, że zwrócił się z prośbą o spotkanie z prezydentem Rosji, ale wciąż czeka na odpowiedź. Wizyty w Kijowie na razie planuje. Publicysta Tomasz Terlikowski ocenił, że wywiad Ojca Świętego jest "dramatyczny".To nie pierwszy raz, kiedy na papieża Franciszka wylała się fala negatywnych komentarzy za słowa dotyczące wojny w Ukrainie. Już wcześniej był krytykowany za unikanie stwierdzenia, że to Rosja zaatakowała Ukrainę. Na początku kwietnia na oficjalnym profilu Ojca Świętego na Twitterze pojawił się wpis nawiązujący do wojny, w którym na końcu padło stwierdzenie, że "wszyscy jesteśmy winni".
- Nie przestaną, dopóki całkowicie nie oczyszczą naszej ziemi - napisała Służba Bezpieczeństwa Ukrainy w opisie ujawnionego nagrania rozmowy rosyjskich żołnierzy. Wojskowi wysłani przez Władimira Putina wprost stwierdzają, że są "mięsem armatnim". W innej rozmowie pada wyznanie, że to sami Rosjanie zepsuli swój czołg, by nie walczyć w bitwach.Dwa kolejne nagrania pokazujące, co dzieje się po rosyjskiej stronie barykady wojny w Ukrainie. Okazuje się, że nie wszyscy szeregowi żołnierze podzielają zapędy generałów, dowódców i samego Władimir Putina.- To piekło. Robimy za mięso armatnie - słychać na jednej z przechwyconych rozmów rosyjskich żołnierzy. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) ponownie dostarcza nagrań wprost z frontu.
W poniedziałek Rosjanie ponownie uderzyli w ukraińską Odessę. W wyniku ataku rakietowego zginęło 7-letnie dziecko, są także osoby ranne. To już kolejny raz w ostatnich dniach, gdy wojska Władimira Putina zaatakowały strategiczny port.Lokalne władze zdążyły już potwierdzić wiadomość o ataku rakietowym przypuszczonym przez rosyjską armię. Szef władz obwodowych Maksym Marczenko podał, że "są zabici i ranni".Póki co, dzięki doniesieniom ukraińskiego deputowanego Ołeksija Honczarenki, wiadomo, że zginęło 7-letnie dziecko, natomiast ciężko ranna jest 17-letnia dziewczyna. Ustalanie dokładnej liczby poszkodowanych trwa.Z kolei Dowództwo Operacyjne "Południe" ukraińskiej armii poinformowało o uszkodzeniu budynku sakralnego.Мощные взрывы в районе Одессы #Украина #UkraineRussiaWar pic.twitter.com/rgEj9eNPCM— Алексей Кириленко (@kirilenkoap) May 2, 2022
Wybuch w zakładach produkujących amunicję w rosyjskim Permie. W wyniku zdarzenia śmierć poniosły trzy osoby, jedna została ranna. W sieci krąży nagranie z pożaru w fabryce opublikowane przez ukraińskiego dziennikarza.Do wybuchu dojść miało w niedzielę wieczorem. Pierwsze informacje o zdarzeniu podał portal Echo Permu, który powołał się na świadków tragedii.
Anonimowe źródło w ukraińskiej armii wskazuje, iż na Kremlu została podjęta decyzja dotycząca dalszej ekspansji wojennej Rosji. Celem ma stać się Mołdawia. - Apetyt Moskwy wciąż rośnie. Teraz jej celem na południu Ukrainy jest dostęp do Naddniestrza, gdzie podobno Rosjanie są uciskani - ostrzegł Mychajło Podolak. - Czy w Naddniestrzu może się zdarzyć to samo, co w Mariupolu? Tak, może się zdarzyć. Trudna sytuacja, nagromadzenie sprzętu, tysiące czołgów - mówił jeszcze 23 kwietnia Wołodymyr Zełenski podczas konferencji prasowej.Brytyjski dziennik "The Times" dotarł do informatora w ukraińskiej armii. Ustalenia wojska jasno wskazują, że Władimir Putin nie zatrzyma się na Ukrainie. Rosja wykorzysta teren Naddniestrza i zaatakuje z innej strony, a później rozpocznie kolejną "operację specjalną" w Mołdawii?
Rosjanie okradli firmę zajmującą się handlem maszynami rolniczymi w Melitopolu. Jak donosi amerykańska stacja CNN, towar miał zostać przewieziony do Czeczenii. Na nieszczęście rabusiów, po dotarciu na miejsce okazało się, że pojazdy nie mogą być eksploatowane z pewnego istotnego powodu.To nie pierwsze doniesienia o zuchwałych kradzieżach rosyjskich wojskowych. Wcześniej media informowały o tym, że Rosjanie wywożą z ukraińskich domów wszystko, co da się spieniężyć lub wysłać do Rosji do rodziny. Wśród zdobyczy były m.in. pralki i lodówki. Kradziono także samochody, które trafiały na Białoruś.
TikTokerka Dasha Evtukh pokazała jedzenie, którym żywią się rosyjscy żołnierze walczący w Ukrainie. Dziewczyna otworzyła kartonowe pudełko, będące na wyposażeniu każdego wojskowego i odkryła w nim mnóstwo produktów. Niestety, w środku oprócz smakołyków takich jak herbatniki czy powidła, znaleźć można było także przykre niespodzianki.Doniesienia o słabym morale rosyjskich wojsk pojawiają się w mediach praktycznie od początku wojny w Ukrainie. Jego przyczyną mają być przede wszystkim brak odpowiednio skoordynowanego dowodzenia oraz liczne klęski.Nie bez znaczenia pozostaje zapewne także fakt, że rosyjscy żołnierze skarżą się na warunki, w jakich przychodzi im walczyć. Wielu z nich jest oszukiwanych, gdyż wmawia się im, że będą witani z otwartymi ramionami, tymczasem boje są niezwykle zacięte, a Ukraińcy wszelkimi sposobami próbują pokonać okupanta.Z tego też powodu coraz częściej wojskowi szukają sposobów na uniknięcie służby i szybki powrót do domu. Po tym, co ujawniła ostatnio ukraińska TikTokerka Dasha Evtukh, ich motywy stają się jeszcze bardziej zrozumiałe.
Kremlowska propaganda jest jedną z najbardziej wyrachowanych na świecie. Rosyjskie władze od początku wojny w Ukrainie, którą nawiasem mówiąc wciąż nazywają "operacją specjalną", karmią swoich obywateli kłamstwami na temat tego, jak wygląda sytuacja w okupowanym kraju. W efekcie w mediach sponsorowanych przez rząd można usłyszeć same niedorzeczne tezy, które nijak mają się do rzetelnych informacji.Tylko w ostatnich dniach z oficjalnych rosyjskich przekazów można było dowiedzieć się kolejnych absurdalnych rzeczy, takich jak ta, że Polska rzekomo chce przejąć kontrolę nad Ukrainą. Ani słowa nie usłyszymy zaś o klęskach armii rosyjskiej, śmierci wielu żołnierzy czy uderzeniu w szefa rosyjskiego wojska.Nic więc dziwnego, że aż 74 proc. Rosjan popiera działania w Ukrainie, a około 80 proc. stoi murem za Władimirem Putinem. W tak zmanipulowanym społeczeństwie łatwo rodzi się więc agresja wobec Ukraińców, która jest coraz bardziej zauważalna wśród szarych obywateli.Portal Onet postanowił zatem sprawdzić, co takiego codziennie słyszą i widzą przeciętni Rosjanie. W tym celu przeprowadzono eksperyment polegający na obejrzeniu wiadomości w sponsorowanej przez rosyjski rząd telewizji. Jego wyniki są szokujące.
Angelina Jolie odwiedziła Lwów i spotkała się m.in. z uciekającymi przed wojną Ukraińcami i niosącymi im pomoc wolontariuszami. Podczas wizyty gwiazdy na dworcu w mieście zawyły syreny alarmowe, a aktorka musiała przerwać spotkanie i udać się do schronu przeciwlotniczego. W sieci pojawiło się nagranie.Amerykańska gwiazda od początku wojny w Ukrainie okazuje ogromne wsparcie dotkniętym konfliktem Ukraińcom. Angelina Jolie została specjalną wysłanniczką UNHCR, czyli organizacji koordynującej pomoc uchodźcom, która działa przy ONZ, i niedawno pojawiła się we Lwowie.