Skalpel w rękach polityki. Kto naprawdę ponosi winę za tragedie w Szpitalu Południowym?
Wyobraźcie sobie miejsce, w którym sterylny szpitalny korytarz niepostrzeżenie zamienia się w poczekalnię do kostnicy, a wasza karta pacjenta staje się brudnopisem dla urzędniczej fikcji. Brzmi jak makabryczny thriller medyczny? Niestety, to obraz polskiej ochrony zdrowia, jaki wyłania się z głośnej afery wokół jednego ze stołecznych szpitali. Oś tej historii stanowią porażające oskarżenia wyciągnięte na światło dzienne przez byłego ordynatora placówki. To nie jest kolejna, zwykła opowieść o błędach w sztuce lekarskiej. To bezwzględny portret patologii, w której wy – pacjenci – możecie stać się zaledwie „fantomami do nauki” jak zostało to określone w przestrzeni medialnej i publicznej, a oddział ratunkowy – areną dla politycznych wpływów. Teza jest tu brutalnie prosta: w zderzeniu partyjnych koneksji z ludzkim życiem, zepsuty system traktuje to drugie wyłącznie jako koszt wliczony w ryzyko.