Tajemnicza śmierć w centrum Krakowa. Ciało 29-letniego Białorusina leżało na ziemi. Okoliczności śmierci młodego mężczyzny badane są przez policję. Jest już pierwsze zatrzymanie w tej sprawie, ale kluczowe pytania nie znalazły jeszcze odpowiedzi. Najważniejsze będzie ustalenie pochodzenia niejasnych obrażeń zmarłego.Makabryczne odkrycie w centrum Krakowa. W nocy z czwartku na piątek około 3 nad ranem na ul. św. Jana na Starym Mieście policja otrzymała wiadomość, że na ulicy leży ciało młodego mężczyzny.29-latek nie dawał znaków życia, natychmiast wezwano służby, ale na jakąkolwiek pomoc było już za późno. Akcja reanimacyjna nie przyniosła żadnych efektów i lekarz stwierdził zgon. Zagadki zaczęły się mnożyć.
Na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych białoruski reżim wezwał Polskę do rozebrania zapory na granicy. Jak przekonują przedstawiciele Aleksandra Łukaszenki, "zależy im na ochronie" Puszczy Białowieskiej, a bariera stanowi zagrożenie dla bioróżnorodności i jest sprzeczna z prawem międzynarodowym.
Kolejna bezczelna prowokacja Mińska wobec Polaków. Jak poinformował, powołując się na wiceprezesa Związku Polaków na Białorusi, poseł Platformy Obywatelskiej Robert Tyszkiewicz, władze Białorusi zniszczyły kwaterę żołnierzy AK w Mikuliszkach. "Jest mi wstyd, Polsko, że to się dzieje" napisała o profanacji białoruska dziennikarka Hanna Liubakova.Stosunki polsko-białoruskie od dłuższego czasu nie należą do najlepszych i nic nie wskazuje na to, by ten stan miał się zmienić. Polska cierpliwie znosi wszelkie prowokacje reżimu Łukaszenki i nie daje się wciągnąć w dyplomatyczną wojnę, choć Mińsk dopuszcza się kolejnych haniebnych czynów.Rządzący graniczącym z Polską od wschodu krajem samozwańczy prezydent Alaksandr Łukaszenka nie zachowuje już żadnych pozorów i krok po kroku próbuje upokorzyć nasz naród.Oprocz tego, że dykatator próbował wywołać u nas kryzys migracyjny i doprowadził do śmierci niewinnych uchodźców, kuszonych wizją lepszego życia w Europie, dopuszcza się on także barbarzyństwa wobec polskiej mniejszości na Białorusi.Gnębienie takich postaci jak Andrzej Poczobut czy Andżelika Borys to fakty znane od dawna, jednak to, że zdecydował on ostatnio o likwidacji polskich szkół na podległym sobie terenie, a także w kuriozalny sposób nazwał nas większym zagrożeniem niz Rosja, zakrawa już o największy absurd.
Z ustaleń dziennika "Fakt" wynika, że Białoruś prawdopodobnie przygotowuje się do zaatakowania Ukrainy. Aleksandr Łukaszenka ma ściągać do kraju tysiące wagnerowców. Niewykluczone, że Białoruś dopuści się prowokacji na granicy z Ukrainą i wykorzysta to jako pretekst do ataku.W kontekście ewentualnego ataku ze strony Mińska warto zauważyć, że społeczeństwo białoruskie sprzeciwia się przystąpieniu do wojny po stronie Rosji. Z badania Chantham House wynika, że tylko 3 proc. Białorusinów popiera udział armii w ofensywie.
Aleksandr Łukaszenka ponownie uderzył w Polskę. Po przekonywaniu, że Polacy stoją pod granicami jego kraju z marzeniem o kupnie kaszy, teraz stwierdził, że Warszawa jest realnym zagrożeniem i kluczowe jest zablokowanie możliwości... otoczenia Białorusi przez Polskę.Aleksandr Łukaszenka stara się prześcignąć samego siebie i po raz kolejny zabłysnął wyjaśniającymi świat tezami. Białoruski dyktator nadal przekonuje, że to nie Rosja, a... Polska jest zagrożeniem.Nie ma wątpliwości, że prezydent Białorusi nie może się zdecydować, czy Warszawa jest super mocarstwem czyhającym na jego kraj, czy nieporadnym sąsiadem, który nie jest w stanie zapewnić obywatelom nawet podstawowych produktów, a ci w poszukiwaniu kaszy i soli zmuszeni są błagać na granicy o wpuszczenie do Białorusi.Najnowsze słowa Aleksandra Łukaszenki to ponownie wypowiedź z cyklu "złote myśli". Dyktator zarzucił militarne plany Warszawy wobec jego kraju. Wszyscy byli w błędzie i to prezydent Białorusi musiał nieść kaganek oświaty, wyjaśniając, że to nie Rosja jest obecnie agresorem?
Media społecznościowe obiegło zdjęcie syna Alaksandra Łukaszenki, niespełna 18-letniego Mikołaja, który niedawno miał swój bal maturalny. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wraz z koleżanką pojawili się na imprezie... w barwach flagi Ukrainy. Przypadek czy gest wsparcia?
Aleksander Łukaszenka podjął wstrząsającą decyzję, uderzającą w Polaków mieszkających na terenie Białorusi. Tamtejsze władze postanowiły zakazać nauczania w językach mniejszości narodowych, w tym również w języku polskim. Zmiana ma wejść w życie w roku szkolnym 2022/2023, przez co polskie szkoły Wołkowysku i Grodnie będą musiały przejść na nauczanie w języku rosyjskim.Już od jakiegoś czasu tuż za naszą wschodnią granicą można zaobserwować postępującą rusyfikacja mniejszości narodowych. Jak można się spodziewać, jest ona przymusowa i wprowadzana wbrew powszechnym preferencjom.Niestety, ale decyzje prezydenta Łukaszenki w bezpośredni sposób uderzą również w Polaków mieszkających na Białorusi. Polskie szkoły w Grodnie i Wołkowysku nie są jedynymi, które już wkrótce zostaną zlikwidowane. Taki sam los czeka również placówki w Brześciu czy w Mohylowie.Warto podkreślić, że kuriozalna decyzja Łukaszenki w otwarty sposób łamie prawa mniejszości narodowych, a także porozumienie ze Związkiem Polaków na Białorusi zawarte w sierpniu 1995 roku.Zgodnie z jej treścią, placówki mają zezwolenie na nauczanie w języku polskim, jeżeli będą one finansowane przez stronę polską. Warto podkreślić, że budowa szkół w Wołkowysku i Grodnie była możliwa dzięki pokaźnemu wsparciu finansowemu państwa polskiego jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku.
Sytuacja we wschodniej Europie pozostaje napięta. Białoruś zaplanowała "ćwiczenia mobilizacyjne" przy granicy z Ukrainą, a Aleksandr Łukaszenka robi wszystko, by zwiększyć liczebność swoich wojsk. Sposób, w jaki zachęca żołnierzy do działania, budzi zdumienie.Były deputowany rosyjskiej Dumy Ilja Ponomariow zamieścił na Twitterze zdjęcie ulotki, która ma zachęcać Białorusinów do udziału w wojnie. Polityk wyśmiał Aleksandra Łukaszenkę, zaznaczając, że więcej niż jego żołnierze, zarabiają "sprzątaczki".
Białoruski dyktator złożył nieoczekiwaną propozycję. Alaksandr Łukaszenka oświadczył, że jest gotów zezwolić na transport zboża z Ukrainy do bałtyckich portów przez terytorium Białorusi. W zamian reżim chce zniesienia najbardziej dotkliwych sankcji.Szacuje się, że w ukraińskich silosach utknęło 22 mln ton zboża. Bez niego wielu biedniejszym krajom na świecie grozi klęska głodu. Ukraina przed wojną dostarczała połowę wszystkich zbóż do Światowego Programu Żywnościowego ONZ. A Rosja nie godzi się na odblokowanie ukraińskich portów.
W okolicach Usnarza Górnego po białoruskiej stronie odnaleziono ciało 50-letniej kobiety. Informację o zgonie Syryjki przekazali członkowie rodziny, którzy szukali krewnej przez kilka tygodni. Kryzys na granicy polsko-białoruskiej wciąż trwa.W czwartek 2 czerwca członkowie rodziny zmarłej przekazali, że ostatni raz kontaktowali się z nią w kwietniu tego roku. Od tego czasu kobieta była zaginiona. Wcześniej 50-latce mieli towarzyszyć najbliżsi, ale białoruscy pogranicznicy rozdzielili ich i wywieźli Syryjkę w nieznane miejsce. Rodzina długo prowadziła poszukiwania z pomocą wolontariuszy.
Polski posterunek Straży Granicznej został zaatakowany przez białoruskie służby. Do incydentu doszło w ciągu minionej doby. Jednocześnie granicę polsko-białoruską próbowała sforsować grupa 50 osób.Nadal niespokojnie na granicy z Białorusią. Polska Straż Graniczna poinformowała o niebezpiecznym incydentem, w którym otwarcie udział brali funkcjonariusze Aleksandra Łukaszenki.W ciągu ostatnich 24 godzin doszło do ataku na polski posterunek Straży Granicznej. Służba w krótkim komunikacie otwarcie to potwierdziła.
Według informacji przekazanych przez "Gazetę Wyborczą" białoruscy komandosi odbywają szkolenie na jednym z podwarszawskich poligonów. Głównym założeniem operacji jest odpowiednie przygotowanie do wojny przeciwko stronie rosyjskiej. Białoruscy ochotnicy zdają sobie sprawę, że jest to bardzo dobry moment, by efektywnie przeciwstawić się dyktaturze. "Gazeta Wyborcza" poinformowała, że pod Warszawą ma miejsce szkolenie białoruskich komandosów, którzy chcą walczyć na terenie Ukrainy przeciwko armii Władimira Putina. Ochotnicy ze specjalnego batalionu białoruskiej opozycji są przygotowywani do pełnej gotowości bojowej zarówno przez Polaków, jak i Amerykanów.Warto podkreślić, że dokładne szczegóły tej operacji są owiane tajemnicą, aczkolwiek jak potwierdziła Gazeta Wyborcza, ćwiczenia odbywają się na terenie strzelnicy Shockfire w podwarszawskim Błoniu. - Nie możemy zdradzić zbyt wiele, bo ćwiczący u nas ochotnicy przez służby rosyjskie i białoruskie traktowani są jak terroryści - przekazał w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Dariusz Tomysek, szef strzelnicy, instruktor, były policjant polskiej jednostki specjalnej.
W mediach społecznościowych krąży nagranie, na którym widać brutalne zachowanie białoruskich służb wobec migrantów. Uchodźców, najprawdopodobniej Kubańczyków, brutalnie ciąganych po ziemi i wrzucanych na drut ostrzowy nagrali polscy pogranicznicy. Sceny na filmiku mrożą krew w żyłach.
Białoruska telewizja wyemitowała absurdalny materiał o inflacji i cenach na Zachodzie. Według autorki materiału śniadanie Brytyjczyka podrożało w ciągu roku o 40 funtów, a sól jest towarem deficytowym. Ma to być efekt sankcji nałożonych na Rosję i Białoruś.Ksenia Chudoliej z białoruskiej stacji telewizyjnej STV przygotowała reportaż o galopującym wzroście cen w krajach Zachodu. Nie zabrakło też przykładów z Polski. Na nagraniach widać sklepowe półki, sporo mówiono też o cenach paliwa w naszym kraju. Analiza materiału pojawiła się na kanale Wieści ze Wschodu, który monitoruje, co dzieje się u naszych sąsiadów.
Kreml planuje przeprowadzić referenda w samozwańczych republikach w Donbasie, a także na okupowanych ziemiach obwodu chersońskiego po to, by móc przyłączyć je do Rosji. Ponadto, Putin ostrzy sobie zęby także na Osetię Południową, o którą toczy spór z Gruzją. Najbardziej rewolucyjnym wydaje się być jednak pomysł namówienia Aleksandra Łukaszenki, by ten oddał pod rosyjską jurysdykcję teren Białorusi.Apetyt Władimira Putina na powiększenie terytorium Rosji ciągle się zaostrza. Dyktator, choć targany jest licznymi kłopotami we własnym kraju oraz dolegliwościami zdrowotnymi, wcale nie zamierza porzucać swoich imperialistycznych zapędów.Rosyjskie wojska wciąż napierają więc na miasta położone w Donbasie, ale jedynym ich sukcesem okazało się być w ostatnim czasie zdobycie Mariupola oraz szybkie opanowanie większości obwodu chersońskiego i części obwodu zaporoskiego.Nic dziwnego, że Kreml nie jest zadowolony z rezultatów "operacji specjalnej", która trwa już ponad trzy miesiące. Również rosyjskie elity coraz częściej okazują niesmak, wyrażając sprzeciw wobec polityki Putina i snując plany dotyczące jego potencjalnych następców.Moskwa próbuje gasić pożar we własnych szeregach i na siłę szuka jakiegokolwiek sukcesu, potwierdzającego słuszność podjętych działań. W związku z tym, rosyjski serwis Meduza.io podaje, że planowane jest przeprowadzenie referendów w sprawie przyłączenia do Rosji nowych ziem, należących do Ukrainy, ale nie tylko.
Białoruskie wojska wewnętrzne będą zaangażowane w obronę granic. Znowelizowane prawo dotyczy także użycia broni. Kilka dni wcześniej Ukraina ogłosiła, że stawia betonowe bloki na granicy z Białorusią.O zmianach w wymiarze wojskowym informuje portal Ukraińska Prawda. Powołując się na agencję Interfax i serwis reform.by przekazuje, że Białoruś rozszerzyła zakres działania wojsk i zmodyfikowała niektóre uprawnienia.
- Pokażę, jak to się robi - oświadczył nagle Aleksandr Łukaszenka w czasie spotkania z białoruską młodzieżą. Prezydent zareagował w ten sposób na zmagania dziecka siedzącego w pierwszym rzędzie. Co więcej, dyktator przekonywał, że warto wrócić do spuścizny ZSSR, w tym komunistycznych organizacji młodzieżowych.W czasie swojej prezydentury Aleksandr Łukaszenka lubi podkreślać, że przed objęciem kolejnych państwowych funkcji był zwykłym Białorusinem. Na spotkaniu z młodzieżą pokazał natomiast, że gotowy jest pomóc każdemu i w każdej chwili.W czasie wygłaszania kolejnych szumnych tez i przekonywania do powrotu do spadku po ZSRR, Aleksandr Łukaszenka dostrzegł zmagania jednego z dzieci. Siedziało ono w pierwszym rzędzie i nie mogło... otworzyć butelki z sokiem. Jedno zdanie prezydenta wystarczyło.
Aleksandr Łukaszenka podjął bezprecedensową decyzję. Białoruski dyktator, aby przekonać swoich obywateli o poważnym zagrożeniu płynącym ze strony Zachodu i Polski, postanowił powołać nowy rodzaj sił zbrojnych. Zdaniem ekspertów to próba znalezienia wroga w obliczu osobistych wewnętrznych problemów, a także oznaka wiernego wypełniania zobowiązań wobec Władimira Putina.Aleksandr Łukaszenka wtóruje Moskwie w jej wrogiej wobec demokratycznych państw zachodnich narracji. Sojusznik Putina coraz częściej atakuje słownie m.in. Polskę, odgrażając się nam umową z "potęgą atomową" i buńczucznie stwierdzając, że nie takim Białoruś "łamała rogi".Od słów do czynów droga jednak krótka, czego wyrazem może być podjęta ostatnio przez dyktatora przełomowa decyzja. Nieuznawany na arenie międzynarodowej przez większość państw samozwańczy prezydent Białorusi powołał właśnie pod broń nowy rodzaj sił zbrojnych.
Alaksandr Łukaszenka zrobił kolejny niespodziewany krok. Postanowił zakazać jednej z najbardziej znanych międzynarodowych lektur dotyczących totalitaryzmów - chodzi o "Rok 1984" autorstwa George'a Orwella. Książkę dotknął zakaz sprzedaży.Informacje w tej kwestii dostarczyła zablokowana przez władze Nasza Niwa. Redakcja powołała się na dokument, który znalazł się w rękach ich dziennikarzy.
Białoruś rozszerza stosowanie kary śmierci. Aleksandr Łukaszenka podpisał projekt, który wskazuje, że za próbę popełnienia "aktu terroryzmu" można zostać skazanym na rozstrzelanie. Białoruska opozycja twierdzi, że zaostrzenie przepisów to reakcja na aktywności "kolejowych partyzantów".Niezależny serwis Nasz Niwa wskazuje, że zarzuty związane z terroryzmem ma na Białorusi wielu więźniów politycznych. Niewykluczone, że zmiany w prawie mogą być wymierzone również w tę grupę.
Mieszkańcy pogranicza Ukrainy donoszą, że na granicy białoruskiej nadal panują napięcia. Widać "balustrady" w postaci dużych, betonowych słupów czy duże ilości piasku transportowanego wywrotkami. Z kolei brytyjski wywiad podaje, że Białoruś zapowiedziała rozmieszczenie sił specjalnych wzdłuż granicy z Ukrainą.
Białoruski minister obrony Wiktor Chrenin wygłosił kontrowersyjne oświadczenie dla jednej z tamtejszych gazet. Polityk poinformował, że Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym może się rozrosnąć. Podkreślił, że działanie organizacji nie ulegnie zmianie, a jej głównym celem będzie reagowanie na bieżące zagrożenia. W poniedziałek 16 maja państwowa agencja prasowa Białorusi Biełta przytoczyła wywiad tamtejszego ministra obrony, Wiktora Chrenina. Polityk wygłosił tezę odnoszącą się do rozszerzenia Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym.Warto podkreślić, że w tym roku Układ o Bezpieczeństwie Zbiorowym skończył 30 lat, a z kolei 15 maja minęło 20 lat od utworzenia Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Jak podkreślił szef resortu obrony Białorusi, przez te wszystkie lata organizacja cały czas się rozwijała.Zaznaczył, że równomierny i stały rozwój był możliwy w głównej mierze dzięki ujednoliconej strukturze, a także ćwiczeniom, które są organizowane co roku. - Ich tematy są różnorodne. Wyciągane są wnioski, na podstawie tych wydarzeń podejmowane są decyzje i organizacja się rozwija - podkreślił Chrenin.Polityk zapowiedział kolejne działania, które mają zostać podjęte w ramach organizacji. - Przeciwdziałanie zagrożeniom biologicznym to kolejny kierunek rozwoju Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Do końca roku mają pojawić się odpowiednie jednostki odpowiedzialne za ochronę radiologiczną, chemiczną i biologiczną - przekazał.W trakcie wywiadu postawił również niezwykle odważną hipotezę dotyczącą przyszłej struktury organizacji. Poinformował, że będzie ona się rozszerzać.- Wkrótce zobaczymy, jak zmieni się porządek świata. Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym zademonstrowała swoją zdolność bojową, a także swoją miłość do pokoju. Myślę, że za kilka lat będzie to więcej niż sześć krajów. To będą dziesiątki krajów, które cenią pokój i stabilność zamiast agresywności i zmian ustrojowych innych państw - zapowiedział Chrenin.W swojej wypowiedzi podkreślił również, że funkcjonowanie organizacji się zmieni i będzie reagować na aktualne zagrożenia.- Zagrożenia i wyzwania zmieniają się cały czas. Z pewnością nie sądzę, że kolorowe rewolucje, terroryzm, przemyt narkotyków, handel niewolnikami i zagrożenia biologiczne jakoś znikną. Na tym tle organizacja będzie się rozwijać, definiując odpowiednie jednostki i aktywa, które mają na celu przeciwdziałanie nowym wyzwaniom i zagrożeniom - podsumował białoruski minister obrony.
Państwowa białoruska agencja BiełTA przekazała, że już jutro 16 maja Aleksandr Łukaszenka wybiera się do Moskwy. W stolicy Rosji będzie uczestniczył w spotkaniu liderów państw Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Wiemy już, o czym będzie rozmawiał między innymi z Władimirem Putinem.
Były oficer grom ppłk rez. Andrzej Kruczyński w rozmowie z Wirtualną Polską skomentował działania Aleksandra Łukaszenki. - Białoruś jest pionkiem w grze - twierdzi ekspert. Czy w takim razie sojusznik Rosji może zagrozić Polsce?Aleksandr Łukaszenka od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę pozostaje najwierniejszym sojusznikiem Władimira Putina. Z ust białoruskiego przywódcy w ostatnich tygodniach niejednokrotnie padały groźby skierowane między innymi do Polaków.
Do sieci wypłynęło niezwykle nietypowe nagranie Aleksandra Łukaszenki, który zachwalał umiejętności taktyczne Ukraińców w rozmowie ze swoimi generałami. Białoruski przywódca podkreślił, że szczególną skutecznością wykazują się grupy mobilne, które atakują regularnie i niespodziewanie.Już od niemal trzech miesięcy trwa rosyjska agresja na terytorium Ukrainy. Każdego dnia światowe media obiegają informacje o kolejnych sukcesach ukraińskiej armii, która stawia stanowczy i skuteczny opór siłom Putina. Kunszt taktyczny Ukraińców docenił sam Aleksander Łukaszenko, który w rozmowie ze swoimi generałami podkreślił, że tamtejsze siły wykazują się szczególną efektywnością w walkach z Rosjanami. "Wojenna analiza" była skierowana w głównej mierze do najwyższych rangą generałów, jak również innych istotnych funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. Została ona przeprowadzona we wtorek 10 maja, aczkolwiek dopiero w piątek została ona udostępniona szerszemu gronu odbiorców.Dyktator z podziwem wypowiadał się o taktyce ukraińskiej armii, a także kazał wyciągać z nich wnioski, szkoląc w podobny sposób białoruskie wojska. Łukaszenko podkreślił, że w chwili obecnej głównym priorytetem szkoleniowym jest praca nad rozwojem małych „mobilnych grup". W jego opinii, siły zbrojne Ukrainy poradziły sobie niezwykle dobrze w starciu z rosyjską armią.Zaskakujące słowa dyktatora do generalicji- Najskuteczniejsze, w tym po stronie ukraińskich sił zbrojnych, okazały się ugrupowania mobilne, które natychmiast i niespodziewanie zbliżając się do znacznie przewyższającego ich wroga, zadają ciosy - zaznaczył Łukaszenko.- Kolejny raz odnoszę się do doświadczeń konfliktu ukraińskiego. Podkreślam w szczególności, jeśli czołgi, to są bardzo popularne wśród wojskowych T-72. Nasze zmodernizowane czołgi to dobra broń. A jeśli chodzi o lekko opancerzone pojazdy Cayman, to pamiętajmy, że skłanialiśmy się ku temu, aby nasza armia była nadal mobilna - kontynuował dyktator.Meanwhile: Lukashenka has already praised Ukrainian army, Ukrainian mobile groups tactics, says Belarusian armed forces should learn from that pic.twitter.com/hwD2CbQOWt— Liveuamap (@Liveuamap) May 13, 2022 Zaznaczył, że rodzima armia powinna być gotowa do realizacji podobnej taktyki, aczkolwiek potrzebuje do tego celu odpowiedniej broni, jak i sprzętu. Warto podkreślić, że jeszcze przed wybuchem wojny, Łukaszenko przekazał, że potencjalny atak Rosji na Ukrainę zakończyłby się w przeciągu 4-5 dni.- Ukraina nigdy z nami nie będzie walczyć. Ta wojna potrwa maksymalnie trzy-cztery dni. Tam nie będzie komu z nami walczyć. Ci, których teraz pokazują z drewnianymi automatami, jak trenują. Możemy zaraz pójść do sąsiedniej sali, nagrać na komórkę taki trening i pokazać. A jak tylko choć trochę zapachnie wojną, Wołodzia Zełenski zaraz zwieje - przekazał białoruski przywódca. Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:Sankcje nałożone na Rosję wywołają "nowe epidemie"? Złowieszczy wpis Dmitrija MiedwiediewaRosja tłumi bunty w wojsku. "On tych dowódców dla przykładu rozebrał, ręce związał"Matura WOS 2022. Arkusze maturalne z lat ubiegłych, przekonaj się, czy zdaszŹródło: 24TV.UA / Goniec.pl
Podczas obchodów Dnia Zwycięstwa w Mińsku, Alaksandr Łukaszenka, zapytany przez dziennikarkę reżimowych mediów o możliwość rzekomego ataku Polski na Białoruś, zlecił jej by "zajęła się rodzeniem dzieci". "Przed atakiem" i tak miałaby ją obronić białoruska armia. 9 maja, w trakcie obchodów Dnia Zwycięstwa w Mińsku, dziennikarka reżimowej białoruskiej telewizji zapytała Aleksandra Łukaszenkę, co sądzi na temat rzekomego "ataku Polski na Białoruś". - Straszą ludzi tym, że Polska już zaraz napadnie na Białoruś i uzasadniają to tym, że na swoim terytorium prowadzą teraz ćwiczenia na dużą skalę. Po co Warszawie taka akcja marketingowa? - brzmiała wypowiedź dziennikarki. Oprócz zgodnej z propagandową narracją odpowiedzi, otrzymała również seksistowski komentarz. - Słuchaj, nie przeżywaj, waszym zadaniem jest rodzenie dzieci i ich wychowywanie. O wszystkim innym my będziemy decydować - podkreślił białoruski przywódca.
Białoruś kieruje "siły operacji specjalnej" na granicę z Ukrainą. W ten sposób chce odpowiedzieć na rzekome zagrożenie ze strony sąsiada. Zgrupowania zostaną wzmocnione również przy granicy z Polską i Litwą. Ma to być "reakcja" na manewry NATO.O najnowszych ruchach białoruskich wojsk poinformował szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Białorusi generał Wiktor Hulewicz.
W czasie białoruskich obchodów "Dnia Zwycięstwa" Aleksandr Łukaszenka skomentował możliwość ataku Polski na Białoruś. Określając Polskę i Litwę, jako "ci lokaje" stwierdził, że jego kraj jest na to gotowy. - Nie takim łamaliśmy rogi - powiedział prezydent Białorusi. Podkreślił, że jego kraj ma umowę z "potęgą atomową".- Kompletni głupcy. Głupcy, którzy zajmują się PR, ale nie wiedzą, jak żyje zwykły polski żołnierz, niemiecki żołnierz - powiedział w Dniu Zwycięstwa Aleksandr Łukaszenka w odniesieniu do ćwiczeń NATO. Największą uwagę w czasie oficjalnych białoruskich obchodów rocznicy zakończenia II wojny światowej w Europie przykuła jednak uwaga dotycząca rzekomego ewentualnego ataku Polski na Białoruś. Aleksandr Łukaszenka zaprezentował wyjątkową pewność siebie.