Dramatyczne informacje ws. zaginionej Beaty Klimek. Ekspert nie ma wątpliwości

Od zaginięcia Beaty Klimek minęło już ponad pięć miesięcy. Obecnie służby milczą w sprawie przeszukania domu męża zaginionej. Zdaniem Arkadiusza Andały, szefa biura detektywistycznego, sprawca miał przygotować się do zabójstwa. Mężczyzna uważa wręcz, że po zaginięciu doszło do zaniedbań ze strony służb, w wyniku których stracono cenne dowody. Trudno uwierzyć, co jeszcze detektyw zarzuca śledczym.
Od zaginięcia Beaty Klimek minęło pięć miesięcy
Beata Klimek ostatni raz widziana była 7 października 2024 roku. Wówczas kamera monitoringu, którą zainstalowała w mieszkaniu, nagrała, jak razem z dziećmi opuszcza ona posesję. Kobieta miała wówczas odprowadzić dzieci na przystanek, a następnie udać się do pracy. Pani Beata rzeczywiści była wówczas ze swoimi pociechami na przystanku, a później wróciła do domu.
Widzieli ją okoliczni mieszkańcy. Jednak jej wejścia na piętro do mieszkania kamera już nie zarejestrowała. Była wyłączona. Ktoś to musiał zrobić - mówi detektyw Arkadiusz Andała.
Co ważne po zaginięciu przed domem kobiety stało jej auto, bez którego się nigdzie nie ruszała. Ponadto jej telefon zamilkł równo o godzinie 8:40. Zdaniem detektywa, w domu Klimków musiało wydarzyć się coś tragicznego. Teraz szef biura detektywistycznego postanowił wypunktować działania śledczych. Jego zdaniem doszło do zaniedbań, w wyniku których stracono cenne dowody. Oto co jeszcze zarzuca funkcjonariuszom.
Dalsza część artykułu pod wpisem.
81-latka szła chodnikiem, nie żyje. Tragedia w polskiej miejscowości 12-latek przez 12 dni walczył o życie. Tragiczna wiadomość ze szpitala, zrozpaczony tata zabrał głosŚledztwo cały czas stoi w miejscu
Dodajmy, że detektyw Andała po wizycie w Poradzu jest przekonany, że Beata Klimek została zamordowana. Jak jednak tłumaczy, udowodnienie tego oraz znalezienie jej zwłok będzie bardzo trudne z uwagi na długi upływ czasu. Co ważne, służby już czterokrotnie przeszukiwały posesję, na której ostatni raz przebywała Klimek. Funkcjonariusze sprawdzili wówczas całą działkę, znajdujące się wokół stawy, a 26 listopada ubiegłego roku do badań trafiły próbki z garażu należącego do Jana K.
ZOBACZ: Decyzja Donalda Trumpa opłakana dla Polski. Donald Tusk bije na alarm
Później na miejscu obecne były także psy, które miały odnaleźć zwłoki kobiety. Po raz czwarty służby pojawiły się natomiast na działce 26 marca 2025 roku. Wszystko ze względu na informację, według której jeden z mieszkańców Poradza miał po zaginięciu Beaty Klimek widzieć kurhan usypany ze świeżej ziemi w ogrodzie przylegającym do posesji. Świadek dokładnie opisał miejsce. Dodał nawet, że na górce leżała łopata, co miało świadczyć o tym, że jest to grób zaginionej. Niestety informacje nie okazały się prawdziwe. Ciała bowiem nie odnaleziono, a w wyznaczonym miejscu znajdowała się jedynie zakopana plandeka.
Detektyw Arkadiusz Andała uważa, że sprawca dokładnie ukrył zwłoki, a we wsi panuje zmowa milczenia. Z tego powodu wiele osób nie chce informować śledczych. Ponadto szef biura zwraca uwagę na samo zachowanie służb. Jego zdaniem policja początkowo nie potraktowała sprawy poważnie. Dlaczego?
Zdaniem detektywa policja nie potraktowała sprawy poważnie
Detektyw cytowany przez serwis “Fakt” tłumaczy, że oficjalne śledztwo w sprawie spowodowania śmierci Beaty Klimek wszczęte zostało dopiero 14 listopada 2024 roku przez Prokuraturę Okręgową w Szczecinie. Miesiąc później, bo 6 grudnia, sprawę przejęła Prokuratura Regionalna w Szczecinie. Ponadto Andała zwraca uwagę na niezabezpieczenie cennych dowodów, które utracono już bezpowrotnie.
Dopiero po ponad miesiącu od zgłoszenia, zaginięcie uznane zostaje za sprawę kryminalną. Traktowano je wcześniej jako obyczajówkę. Zabrakło policyjnego nosa, dodam elementarnej wiedzy, dochodzeniowcom. (…) Po wstępnej rozmowie z domownikami, rozpytaniu, gdy padnie tzw. siedem złotych pytań, dochodzeniowiec powinien wiedzieć, że trzeba zabezpieczyć niezbędne dowody. Były to odbitki linii papilarnych z bezpieczników oraz kamery, która znajdowała się w domu Beaty Klimek. To są kluczowe dowody do procesu poszlakowego i udowodnienia, że ktoś składa fałszywe zawiadomienia i mataczy. Uważam, że ten miesiąc zwłoki sprawił, że bezpowrotnie utracono ważne dowody do procesu poszlakowego. Policja nie może zastawiać się procedurami, żadne procedury nie mogą zastąpić zdrowego rozsądku - wyjaśnia.
ZOBACZ: Zbigniew Ziobro przekazał nieoczekiwaną wiadomość. Ujawnił prawdę o swojej chorobie
Arkadiusz Andała zwraca także uwagę, że policja początkowo mogła przyjąć za wiarygodną wersję opowiadaną przez Jana K., który twierdził, że kobieta wyjechała i dobrowolnie opuściła rodzinę. Co ważne, o ewentualnym zaniedbaniu śledztwa świadczyć może także fakt, że na stanowisku komendanta policji w Łobzie doszło do zmiany. W kwietniu objął je nadkomisarz Jacek Krzyżewski, który od stycznia bieżącego roku był pełniącym obowiązki.
“Ta wersja o porzuceniu rodziny i wyjeździe do kochanka do Niemiec była sprzeczna z tym, co mówiła rodzina zaginionej i jej dzieci. Dlaczego nikomu nie zapaliła się czerwona lampka?” - zastanawia się Andała, który uważa również, że sprawca od dłuższego czasu przygotowywał się do zbrodni. Jego zdaniem miał już miejsce, w którym ukryje zwłoki, a 7 października zrealizował swój wcześniejszy plan.
Mając poszlaki, można kogoś skazać. Tak było w przypadku zaginięcia Alicji Cesarz z Chorzowa. Do tej pory nie znaleziono jej ciała, a jednak jej mąż został skazany, bo były poszlaki. Teraz szukanie dowodów na terenie posesji Jan K. jest po czasie - dodaje Andała.
Detektyw wspomina także zaskakujące zachowanie męża Beaty Klimek. Podczas wizyty Arkadiusza Andały, Jan K. oprowadzał go z całą ekipą dziennikarzy po mieszkaniu, z którego rzekomo miała wyprowadzić się pani Beata. Mężczyzna pokazał wówczas bałagan i dwie zdechłe myszy, co miało być wyraźnym dowodem niechlujstwa zaginionej żony. Ponadto opowiadał on o niej w samych negatywach.





































