Media społecznościowe obiegło zdjęcie syna Alaksandra Łukaszenki, niespełna 18-letniego Mikołaja, który niedawno miał swój bal maturalny. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wraz z koleżanką pojawili się na imprezie... w barwach flagi Ukrainy. Przypadek czy gest wsparcia?
Alaksandr Łukaszenka nie przestaje zadziwiać. Białoruski dyktator, który słynie z kontrowersyjnych wypowiedzi, tym razem zaszokował swoim wyglądem. Z okazji zakończenia matur na Białorusi polityk pokazał się w młodzieżowej stylizacji, przemawiając do uczniów. Nowy image został szeroko skomentowany przez niezależne media i internautów.Alaksandr Łukaszenka wywołuje liczne kontrowersje. Oprócz tego, że od lat wspiera Władimira Putina w jego autorytarnych rządach, biorąc rosyjskiego prezydenta za niedościgniony wzór, to ostatnio wygłasza coraz więcej kuriozalnych tez i wykonuje zaskakujące ruchy.Chcąc np. zmobilizować swoich żołnierzy do aktywnego udziału w działaniach wojska, dyktator próbuje kusić ich śmiesznymi wynagrodzeniami, które nie umywają się nawet do pensji pań sprzątających. Są też bardziej kontrowersyjne decyzje, takie jak ta, by zakazać nauczania w językach mniejszości narodowych, w tym również w języku polskim. Mimo tego, iż kolejne postanowienia dyktatora spotykają się z krytyką trzeźwo myślących komentatorów, on zdaje się jednak nie przejmować tym, co myślą o nim inni. Zamiast więc oddać się chwili refleksji, tym razem białoruski przywódca zdecydował się zaprezentować w nietypowym dla siebie wydaniu.
Aleksandr Łukaszenka podzielił się swoimi "obawami" z Władimirem Putinem podczas poniedziałkowego spotkania. Jego zdaniem Zachód, w tym Polska, zamierza "rozczłonkować Ukrainę". Stwierdził, że podobne plany przygotowano względem Białorusi.Polska znalazła się na celowniku rosyjskiej propagandy już na początku inwazji na Ukrainę. W ostatnich tygodniach narrację Kremla zaczął powielać także Mińsk, a Aleksandr Łukaszenka próbował nawet przekonywać Białorusinów, że Polacy zazdroszczą im "dobrobytu".
- Pokażę, jak to się robi - oświadczył nagle Aleksandr Łukaszenka w czasie spotkania z białoruską młodzieżą. Prezydent zareagował w ten sposób na zmagania dziecka siedzącego w pierwszym rzędzie. Co więcej, dyktator przekonywał, że warto wrócić do spuścizny ZSSR, w tym komunistycznych organizacji młodzieżowych.W czasie swojej prezydentury Aleksandr Łukaszenka lubi podkreślać, że przed objęciem kolejnych państwowych funkcji był zwykłym Białorusinem. Na spotkaniu z młodzieżą pokazał natomiast, że gotowy jest pomóc każdemu i w każdej chwili.W czasie wygłaszania kolejnych szumnych tez i przekonywania do powrotu do spadku po ZSRR, Aleksandr Łukaszenka dostrzegł zmagania jednego z dzieci. Siedziało ono w pierwszym rzędzie i nie mogło... otworzyć butelki z sokiem. Jedno zdanie prezydenta wystarczyło.
Alaksandr Łukaszenka zrobił kolejny niespodziewany krok. Postanowił zakazać jednej z najbardziej znanych międzynarodowych lektur dotyczących totalitaryzmów - chodzi o "Rok 1984" autorstwa George'a Orwella. Książkę dotknął zakaz sprzedaży.Informacje w tej kwestii dostarczyła zablokowana przez władze Nasza Niwa. Redakcja powołała się na dokument, który znalazł się w rękach ich dziennikarzy.
Białoruś rozszerza stosowanie kary śmierci. Aleksandr Łukaszenka podpisał projekt, który wskazuje, że za próbę popełnienia "aktu terroryzmu" można zostać skazanym na rozstrzelanie. Białoruska opozycja twierdzi, że zaostrzenie przepisów to reakcja na aktywności "kolejowych partyzantów".Niezależny serwis Nasz Niwa wskazuje, że zarzuty związane z terroryzmem ma na Białorusi wielu więźniów politycznych. Niewykluczone, że zmiany w prawie mogą być wymierzone również w tę grupę.
Przy okazji szczytu Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym Aleksandr Łukaszenka spotkał się z Władimirem Putinem. Przywódcy omawiali trzy, ważne tematy. Już zapowiedzieli kolejne konsultacje.Z informacji Biełty wynika, że przywódca Białorusi i prezydent Rosji rozmawiali przez 40 minut. Redakcja ujawniła, na jakich zagadnieniach się skupili.
Państwowa białoruska agencja BiełTA przekazała, że już jutro 16 maja Aleksandr Łukaszenka wybiera się do Moskwy. W stolicy Rosji będzie uczestniczył w spotkaniu liderów państw Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Wiemy już, o czym będzie rozmawiał między innymi z Władimirem Putinem.
Były oficer grom ppłk rez. Andrzej Kruczyński w rozmowie z Wirtualną Polską skomentował działania Aleksandra Łukaszenki. - Białoruś jest pionkiem w grze - twierdzi ekspert. Czy w takim razie sojusznik Rosji może zagrozić Polsce?Aleksandr Łukaszenka od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę pozostaje najwierniejszym sojusznikiem Władimira Putina. Z ust białoruskiego przywódcy w ostatnich tygodniach niejednokrotnie padały groźby skierowane między innymi do Polaków.
Białoruś skierowała "siły operacji specjalnej" na granicę z Ukrainą, Polską i Litwą. Zdaniem prof. Dariusza Kozerawskiego w ten sposób Aleksandr Łukaszenka realizuje "scenariusz rosyjski" i chce "rozproszyć" uwagę mediów. Analityk nie wyklucza prowokacji na granicy polsko-białoruskiej.Ekspert stwierdził, że "w ramach planów strategicznych planów Kremla" Aleksandr Łukaszenka "chce umocnić swoją pozycję w państwie".
Podczas obchodów Dnia Zwycięstwa w Mińsku, Alaksandr Łukaszenka, zapytany przez dziennikarkę reżimowych mediów o możliwość rzekomego ataku Polski na Białoruś, zlecił jej by "zajęła się rodzeniem dzieci". "Przed atakiem" i tak miałaby ją obronić białoruska armia. 9 maja, w trakcie obchodów Dnia Zwycięstwa w Mińsku, dziennikarka reżimowej białoruskiej telewizji zapytała Aleksandra Łukaszenkę, co sądzi na temat rzekomego "ataku Polski na Białoruś". - Straszą ludzi tym, że Polska już zaraz napadnie na Białoruś i uzasadniają to tym, że na swoim terytorium prowadzą teraz ćwiczenia na dużą skalę. Po co Warszawie taka akcja marketingowa? - brzmiała wypowiedź dziennikarki. Oprócz zgodnej z propagandową narracją odpowiedzi, otrzymała również seksistowski komentarz. - Słuchaj, nie przeżywaj, waszym zadaniem jest rodzenie dzieci i ich wychowywanie. O wszystkim innym my będziemy decydować - podkreślił białoruski przywódca.
Białoruś kieruje "siły operacji specjalnej" na granicę z Ukrainą. W ten sposób chce odpowiedzieć na rzekome zagrożenie ze strony sąsiada. Zgrupowania zostaną wzmocnione również przy granicy z Polską i Litwą. Ma to być "reakcja" na manewry NATO.O najnowszych ruchach białoruskich wojsk poinformował szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Białorusi generał Wiktor Hulewicz.
W czasie białoruskich obchodów "Dnia Zwycięstwa" Aleksandr Łukaszenka skomentował możliwość ataku Polski na Białoruś. Określając Polskę i Litwę, jako "ci lokaje" stwierdził, że jego kraj jest na to gotowy. - Nie takim łamaliśmy rogi - powiedział prezydent Białorusi. Podkreślił, że jego kraj ma umowę z "potęgą atomową".- Kompletni głupcy. Głupcy, którzy zajmują się PR, ale nie wiedzą, jak żyje zwykły polski żołnierz, niemiecki żołnierz - powiedział w Dniu Zwycięstwa Aleksandr Łukaszenka w odniesieniu do ćwiczeń NATO. Największą uwagę w czasie oficjalnych białoruskich obchodów rocznicy zakończenia II wojny światowej w Europie przykuła jednak uwaga dotycząca rzekomego ewentualnego ataku Polski na Białoruś. Aleksandr Łukaszenka zaprezentował wyjątkową pewność siebie.
Zaskakujące słowa Aleksandra Łukaszenki, z których Władimir Putin raczej nie będzie zadowolony. Prezydent Białorusi w wywiadzie dla Associated Press wyraził zaskoczenie czasem trwania wojny w Ukrainie i zrezygnował z nazywania jej "operacją specjalną". Dla Kremla to duży cios. - Łukaszenka się boi - stwierdził Michał Kacewicz z Biełsat TV.Władimir Putin traci silne poparcie Aleksandra Łukaszenki? Najnowszy wywiad prezydenta Białorusi pozwala zacząć wątpić w niezmienne trwanie sojusznika przy rosyjskim boku.- Łukaszenka boi się zaangażowania w wojnę. Będzie starał się robić wszystko, by tego uniknąć. Widzi, jakie straty ponosi armia rosyjska - ocenił słowa Aleksandra Łukaszenki dziennikarz Biełsat TV Michał Kacewicz w rozmowie w programie "Newsroom" WP.
Aleksandr Łukaszenka poderwał wojska na ćwiczenia, co wzbudziło niepokój Ukrainy. Jednak Kamil Kłysiński, ekspert z Ośrodka Studiów Wschodnich, uważa, że białoruski dyktator tylko buduje napięcie, ale nie przystąpi do wojny. Jego zdaniem przywódca robi wszystko, aby wyrwać się z wojennej sytuacji.- Nie wierzę, że Alaksander Łukaszenka w swoich interesach byłby gotów rozwinąć manewry w coś bardziej groźnego, w jakąś ofensywę czy choćby prowokację - przyznał analityk.
Choć Białoruś wspiera politycznie Rosję, to nadal nie wysłała swoich wojsk do Ukrainy. Wypowiedź rzecznika Pentagonu w sprawie dalszych kroków, które może podjąć Mińsk cytuje serwis Ukraińska Prawda. John Kirby miał powiedzieć, że "na razie nic nie wskazuje na to, że Białoruś dołączy do wojny w Ukrainie".Tymczasem wojna w Ukrainie trwa już 72 dni, ale zaatakowana strona ostrzega, że Rosja przygotowuje się do "groteskowej maskarady". O tym, co może wydarzyć się już 9 maja pisaliśmy w tym artykule.
Aleksandr Łukaszenka przyznał w wywiadzie dla agencji Associated Press, że jego zdaniem "operacja" w Ukrainie "przeciąga się w czasie". Oskarżył Ukrainę o "prowokowanie Rosji" i wykonywanie poleceń USA. Przekonywał, że Białoruś "robi wszystko, aby tej wojny nie było". Zaapelował do NATO i ostrzegał przed ewentualną "reakcją" armii rosyjskiej.Wywiad z Aleksandrem Łukaszenką ujrzał światło dziennie tego samo dnia, gdy media obiegły informacje o nieplanowanych wcześniej ćwiczeniach wojskowych, które zorganizowano na Białorusi. Więcej o tych niepokojących ruchach pisaliśmy w tym artykule.
W środę Białoruś rozpoczęła nieplanowane wcześniej ćwiczenia wojskowe. Z ustaleń ukraińskich mediów wynika, że wojska zbliżają się do granicy z Ukrainą i Litwą. Informacje o nagłych ruchach białoruskich sił pojawiły się zaledwie kilka godzin po tym, jak Aleksandr Łukaszenka spotkał się z Władimirem Putinem.W kontekście czwartkowych ćwiczeń warto pamiętać, że Rosja wykorzystywała tereny Białorusi do atakowania Ukrainy od początku wojny, która wybuchła 24 lutego. Rosyjskie wojska gromadziły się na Białorusi w związku m.in. ze wspólnymi manewrami, które zorganizowano 10 lutego.
Kara śmierci na Białorusi zostanie rozszerzona. Parlament zatwierdził zmiany w kodeksie karnym. Wydano już oficjalne oświadczenie Rady Republiki. Wyrok śmierci będzie mógł być wydany w przypadku "usiłowania przeprowadzenia aktu terroryzmu".Na Białorusi można zostać skazanym na karę śmierci. Wykonanie wyroku następuje poprzez rozstrzelanie. Politycy Alaksandra Łukaszenki zdecydowali jednak, że obecne przepisy to za mało.Serwis Biełsat powołał się na oświadczenie Rady Republiki - izby wyższej białoruskiego parlamentu - i poinformował, że kara śmierci na Białorusi zostanie rozszerzona. Dodano nowy zapis pozwalający na wydanie najsurowszego wyroku.
Przeszłość Alaksandra Łukaszenki znacznie odbiega od obecnego wizerunku prezydenta Białorusi. Dyktator, który pławi się obecnie w luksusie, przed laty ledwo wiązał koniec z końcem, a kolejne pomysły na stanie się "kimś" spełzały na niczym. Co skrywa nieślubne dziecko dojarki z białoruskiego kołchozu?Pragnienie bycia ważnym, podziwianym i znaczącym towarzyszyło Alaksandrowi Łukaszence praktycznie od zawsze. Co w odniesieniu do jego trudnego dzieciństwa wydaje się marzeniem samotnego chłopca.Zanim jednak Alaksandr Łukaszenka zasiadł na prezydenckim fotelu i wprowadził swoją dyktaturę w całym kraju, był postawnym chłopcem ze osiedla Kopyś znad Dniepru. O ojcu prezydenta Białorusi wiadomo mało, niewiele więcej o jego samotnej matce.
Podczas kazania wielkanocnego Aleksandr Łukaszenka przekonywał rodaków, że mieszkańcy sąsiednich państw proszą o wpuszczenie na Białoruś, ponieważ brakuje im kaszy i soli. Na te kuriozalne stwierdzenia zareagowali Białorusini mieszkający w Polsce. Nagrali filmik, aby pokazać dyktatorowi, jak naprawdę wygląda życie w sąsiednim państwie.Tymczasem z analizy Ośrodka Studiów Wschodnich wynika, że to Białorusini mają powody do obaw o "dobrobyt", który zachwalał Aleksandr Łukaszenka. Eksperci są przekonani, że Mińsk nie zrekompensuje strat, z którymi mierzy się białoruska gospodarka po nałożeniu sankcji przez Zachód.
Aleksandr Łukaszenka nie przewidział, że skutki wspierania Rosji będą aż tak dotkliwe dla białoruskiej gospodarki. Zdaniem Kamila Kłysińskiego, analityka z Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW), Mińsk nie zrekompensuje ogromnych strat finansowych związanych z utratą rynków zbytu i załamaniem eksportu. Wskazał, że dwa pakiety zachodnich sankcji okazały się wyjątkowo dotkliwe, a Białoruś, wbrew opinii tamtejszych rządzących, już mierzy się z kryzysem.Tymczasem Aleksandr Łukaszenka przekonuje obywateli, że żyją w dobrobycie, którego zazdroszczą im sąsiedzi. Jego zdaniem Polacy, Litwini i Łotysze przyjeżdżają do Białorusi po sól i kaszę, ponieważ tych produktów ma brakować w ich krajach.
Białoruś rozszerzy możliwości stosowania kary śmierci. Centrum Praw Człowieka Wiasna informuje, że za sprawą nowelizacji kodeksu karnego, przyjętej przez izbę parlamentu, na śmierć będzie można skazać również osoby "usiłujące przeprowadzić akt terroryzmu". Niezależne białoruskie media wskazują, że tego typu zarzuty ma wielu więźniów politycznych.Obrońcy praw człowieka szacują, że od momentu ogłoszenia niepodległości w Białorusi wykonano około 400 egzekucji.
Polska, Litwa i Łotwa trafiły na celownik Alaksandra Łukaszenki, który postanowił wyznać w czasie wielkanocnego przemówienia, że obywatele sąsiednich krajów rzekomo zazdroszczą Białorusi dobrobytu. Prezydent podczas przemówienia w cerkwi we wsi Kopyś zasugerował nie tylko, że jego kraj się wzbogacił, ale również iż kraje sąsiednie mają problem z żywnością.W czasie wielkanocnego przemówienia w cerkwi Alaksandr Łukaszenka próbował przekonać swoich obywateli, iż ich sytuacja zmieniła się diametralnie: oczywiście na lepsze.Prezydent Białorusi posłużył się przykładem obywateli państw sąsiadujących z jego krajem. W opinii Aleksandra Łukaszenki obecnie Polacy, Litwini i Łotysze przekraczają granicę jego kraju, by kupić kaszę i sól, gdyż mają trudności z ich zdobyciem u siebie.
Na Białorusi z dnia na dzień rośnie liczba zatrzymanych. Paweł Łatuszka, były ambasador Białorusi w Polsce, a obecnie opozycjonista, tłumaczył w rozmowie z Wirtualną Polską, że ma to związek z faktem, że Aleksandr Łukaszenka obawia się utraty władzy. Ekspert wskazał, że przywódca zwiększył ochronę o 30 procent, ponieważ boi się, że jego helikopter może zostać zestrzelony.Tymczasem Aleksandr Łukaszenka nadal nie spełnił najważniejszej prośby Kremla - nie wysłał białoruskich wojsk do Ukrainy. O tym, co społeczeństwo uważa o przystąpieniu do inwazji po stronie Rosji pisaliśmy w tym artykule.
Białoruskie władze zakomunikowały, że tamtejsza armia przygotowuje się, by skutecznie odpowiedzieć na prawdopodobne prowokacje ze strony zachodnich sąsiadów. Sekretarz stanu Rady Bezpieczeństwa Białorusi oświadczył, że potencjalny atak na terytorium jego kraju spotka się z potężną i zdecydowaną odpowiedzią. Dodał również, że jest zaniepokojony znaczącym wzrostem uzbrojenia, a także liczebności armii sąsiednich państw. Niespokojna sytuacja na terenie Ukrainy wzbudza wiele emocji, nie tylko na terenie okupowanego kraju. Swoje zdanie na temat gwałtownych zmian powiązanych z konfliktem przekazała również Białoruś. Reżim Łukaszenki przekazał, że jej armia przygotowuje się do odpowiedzi na prawdopodobną agresję sąsiednich krajów zachodnich. Aleksander Volfovich, sekretarz stanu Rady Bezpieczeństwa Białorusi, oświadczył, że jeśli państwa zachodnie przystąpią do ataku na Mińsk, jego kraj w zdecydowany sposób odpowie na agresję. Dodał, że również na terytoriach agresorów dojdzie do licznych wybuchów, a także gigantycznych zniszczeń.Sekretarz podkreślił, że jego kraj jest żywo zaniepokojony, że liczba żołnierzy, a także uzbrojenia w sąsiednich państwach znacząco wzrasta. Wskazał również, że wszyscy sąsiedzi Białorusi modernizują swoją armię, co jest niezwykle niepokojącym sygnałem.
Unia Europejska 8 kwietnia przyjęła piąty pakiet sankcji wobec Rosji i Białorusi. Obejmuje on m.in. zakaz importu rosyjskiego węgla. Dzisiaj Szwajcaria z jednym wyjątkiem również przyjęła proponowane zmiany, a lista nowych sankcji weszła w życie 13 kwietnia o godz. 18:00.Szwajcarska Rada Związkowa potwierdziła dzisiaj, że kraj ten po raz kolejny skopiował unijny pakiet sankcji wobec Rosji i Białorusi. Warto zauważyć, że jest to wyjątkowa sytuacja, bowiem Szwajcaria zerwała z wieloletnią tradycją zachowywania neutralności po tym, jak rosyjskie wojska zaatakowały Ukrainę.- Federalny Departament Spraw Gospodarczych, Edukacji i Badań Naukowych (EAER) nałożył sankcje finansowe i ograniczenia w podróżowaniu na kolejne 200 osób. Obecnie lista szwajcarskich sankcji jest w pełni zgodna z listą sankcji UE. Zmiany wejdą w życie 13 kwietnia 2022 r. o godz. 18:00 - czytamy w oświadczeniu.Wyjątkiem w sankcjach, które zaproponowała UE, są te obejmujące zakazy transportowe. W oświadczeniu wyjaśniono to faktem, że "nie jest to konieczne ze względu na położenie geograficzne kraju". Mimo wszystko w opracowaniu mają być odpowiednie poprawki do rozporządzeń w sprawie podjętych środków.Wśród osób, które zostały objęte kolejnym pakietem sankcji, są nie tylko oligarchowie, politycy i wojskowi, ale również m.in. osoby związane z machiną propagandy Rosji i dwie córki Władimira Putina - Jekaterina Tichonowa i Marija Woroncowa.Przypomnijmy, że zaledwie w zeszły czwartek Szwajcaria zamroziła rosyjskie aktywa, których wartość szacuje się na 7,5 mld franków.Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:Ofensywa w Donbasie "w ciągu kilku dni". Ekspert o możliwych scenariuszach na zwycięstwoUkraińcy pokazali, jak Rosjanie zniszczyli ich dobytek. Realia rosyjskiej okupacjiPutin może zadać bolesny cios USA. W grę wchodzą dwa scenariuszeŹródło: Polsat
Władimir Putin spotkał się z Alaksandrem Łukaszenką w celu omówienia sytuacji w Ukrainie i dalszej współpracy. Prezydent, cytowany przez rosyjskie media, oznajmił, że "Rosja i Białoruś będą wspólnie tworzyły infrastrukturę w kosmosie". Zaznaczył, że nie przeszkodzi im w tym "presja z zewnątrz", a "zadania operacji specjalnej zostaną spełnione".Ostatni raz Władimir Putin i Alaksandr Łukaszenka widzieli się 11 marca. Wówczas Reuters donosił o rosyjskiej deklaracji dotyczącej przekazania sąsiadowi "najnowcześniejszego sprzętu wojskowego". W zamian za to Białoruś miała dostarczyć sojusznikowi "nowoczesne technologie rolnicze".