Historia wyjazdu byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry oraz jego zastępcy Marcina Romanowskiego z Polski przypomina szpiegowskie kino akcji. Wciąż brakuje ostatecznych informacji na temat dokładnej trasy ucieczki polityków ściganych w związku z aferą Funduszu Sprawiedliwości. Ich ślady kluczą po całej Europie, a niespodziewane pojawienie się Ziobry w Stanach Zjednoczonych wywołuje konsternację zarówno nad Wisłą, jak i za oceanem. Co zawiodło na szczeblu krajowym i dlaczego polskie służby okazały się bezradne wobec technologii stworzonej w gmachach samego ministerstwa? Na te pytania w “Rozmowie Gońca” odpowiada Mariusz Gierszewski, dziennikarz śledczy Radia ZET.
Po publikacji wstrząsającego śledztwa dziennikarskiego Gońca, opisującego tragiczną śmierć 20-letniego Emila Gniazdowskiego na toruńskim Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, do sprawy oficjalnie odniósł się Rzecznik Praw Pacjenta (RPP). Instytucja zapowiada wnikliwą analizę działań personelu medycznego.
Emil Gniazdowski był zdrowy jak koń. Na imprezie w Toruniu przesadził z alkoholem, zatruł się, wymiotował. O 3:00 po dwudziestolatka przyjechała karetka. O 3:51 ambulans przewiózł go na SOR. O 3:57 w szpitalu przyjęli go jako pacjenta NN. O 5:10 umarł z powodu zadławienia treścią żołądkową. Prokuratura początkowo umarzyła śledztwo bez możliwości apelacji. Zrozpaczona matka pyta: „Gdzie byli lekarze? Gdzie były pielęgniarki? Dlaczego nikt nie pomógł mojemu synowi? Zamordowali go?”.
26 lipca 2023 r. Centrum Kultury "Muza" w Lubinie. Prowadzący poszukiwania dziewczynki mł. aspirant M.K. otrzymuje wyróżnienie Prokuratury Rejonowej w Lubinie – "Złoty paragraf" to docenienie jego pracy na rzecz praworządności w powiecie.Część 5. cyklu „Co się stało z dziewczynką z Domu Zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu"Nagrodę wręczają osoby odpowiedzialne za przyjęcie i nadzór sprawy, o której w sierpniu 2022 r. pisała cała Polska.Wiceszef prokuratury Włodzimierz Hładyk i szefowa komendy mł. insp. Joanna Cichła, sami kończyli rok z niemałymi zasługami dla jawności życia publicznego. Dzięki nim, mieszkańcy Lubina nie dowiedzieli się o dziecku nagranym 13 czerwca 2022 r. w domu zakonnym Towarzystwa Salezjańskiego oraz o materiałach z torturami na dzieciach, odnalezionych przy przeszukaniu izby zakonnej księdza Grzegorza O.Nikt nie wiedział, że nadzorowane przez nich śledztwo było ślamazarne, nieintuicyjne oraz niestarannie dokumentowane oraz że prowadzący je policjant wyróżnienie.Za co konkretnie młodszy aspirant Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego otrzymał "Złoty paragraf" Prokuratury Rejonowej w Lubinie?Prokuratura Okręgowa w Legnicy dziś nie odpowiada na to pytanie.Powodów wyróżnienia próżno też szukać w aktach sądowych Grzegorza O.Wręcz przeciwnie – łatwiej odnaleźć tam błędy lubińskich policjantów, które po tekstach Gońca przekazano do procedowania Biurze Spraw Wewnętrznych Policji.Ciężko bowiem nie odnieść wrażenia, że śledczy stawali na głowie, aby nie wyjaśnić okoliczności nagrania dziewczynki szykowanej na seks w najstarszej polskiej parafii w Lubinie.I to akurat śledczym się udało. Mł. insp. Joanna Cichła i wiceszef lubińskiej prokuratury Włodzimierz Hładyk wręczają nagrodę dochodzeniowcowi, który nie odnalazł ofiar Grzegorza O./źródło: KPP LubinAkt oskarżenia ze stycznia 2023 r. nie będzie dotyczył więc żadnych zidentyfikowanych ofiar wieloletniego pedagoga salezjanów, ani żadnego z licznych pedofili, z którymi Grzegorz O. rozmawiał o przekazywaniu dziewczynki i "ogarnianiu" innych dzieci.Prokurator Hładyk i komendantka Cichła doprowadzili do aresztowania człowieka na sześć miesięcy, w ciągu których nie ustalono niczego, co nie było oczywistością już w dniu jego zatrzymania.Zresztą dziwne rzeczy zaczęły się dziać na długo przed postawieniem Grzegorzowi O. zarzutów 18 sierpnia 2022 r.Mimo uzyskania nagrań sugerujących przygotowania do handlu dziećmi, przyjmujący zawiadomienie prokurator Hładyk, 20 lipca nakaże badać sprawę Grzegorza O. pod kątem posiadania dziecięcej pornografii.Kwalifikacja postawiona po osobistym spotkaniu prokuratora z kierownictwem Towarzystwa Salezjańskiego, nigdy się nie zmieni.Jakby werdykt zapadł nim rozpoczęło się śledztwo. – Przede wszystkim życzę wam wytrwałości w codziennej służbie, zdrowia, ale też szacunku ze strony społeczeństwa, bo mimo przychylności mieszkańców i wielu ciepłych słów, które do nas docierają, ten szacunek nie do końca jest zauważalny – przemawiała do zgromadzonych komendantka lubińskiej policji mł. insp. Joanna Cichła/źródło: UM LubinI tak najgłośniejsza sprawa badana przez komendę w 2022 r., zostawiła po sobie więcej pytań niż odpowiedzi.Nikt badający sprawę "posiadania dziecięcej pornografii" Grzegorza O., nie będzie chciał stawiać zarzutów dla salezjanina-katechety, który 22 dni ukrywał nagrania sugerujące handel dziećmi przez dyrektora podstawówki.Po wszczęciu dochodzenia policja co prawda każe przyjść katechecie na komendę, lecz nie spyta, dlaczego nie sprawdził czy nagrywane przez ścianę dziecko nie potrzebuje pomocy i dlaczego nie powiadomił policji o nagraniach przed dniem jej planowanego przekazania na seks.Pytania nie padły, bo – jak się zdaje – nikt przed przesłuchaniem nie odsłuchał nagrań załączonych do zawiadomienia, które prokuratura kazała traktować jako dowód w sprawie posiadania "dziecięcej pornografii".Katecheta Karol K. uczył najmłodsze dzieci religii. O nagraniach z dziewczynką w pokoju powiadomił po trzech tygodniach. Poszedł do kolejnego księdza, nie na policję /źródło: Młodzież Salezjańska/FacebookA na milczenie Karola K. jest paragraf. Zagrożony trzema latami pozbawienia wolności.Ale w Lubinie jakby nikt o tym nie wiedział. Albo nie chciał badać błędów i wypaczeń ludzi zakonu.Na Święto Policji zjechała wieruszka rejonu. Gospodarz miasta twierdził, że policjanci nie dostają wystarczającego wsparcia polityków. "Wszyscy się wypierają policjantów jeśli są trudne tematy czy problemy do rozwiązania", diagnozował prezydent Robert Raczyński/źródło: UM LubinTak jak nie chciano drążyć okoliczności odnalezienia profesjonalnie zniszczonego dysku twardego w pokoju księdza, historii usunięcia licznych plików z seksualnymi torturami dzieci na jego komputerze czy kwestii nadpisanego monitoringu z dnia, gdy w domu zakonnym nagrano przymuszenie dziecka do seksu.W śledztwie nadzorowanym przez jednostki Joanny Cichły i Włodzimierza Hładyka, nie przesłuchano nawet szefa wrocławskich salezjan, ks. Bartłomieja Polańskiego, który nie tylko był wieloletnim przyjacielem Grzegorza O., (co wynika z jego próśb o widzenie z aresztowanym) ale który był trzecią osobą poinformowaną o nagraniach z 13 czerwca. Ks. Bartłomiej Polański, inspektor (szef) wrocławskiego Towarzystwa Salezjańskiego. Karol K. powiedział mu o nagraniach z dziewczynką 5 lipca. Zakon przekaże je prokuraturze dopiero 15 dni późniejNikt nie chciał wiedzieć, dlaczego ks. Polański nie tylko nie zabezpieczył monitoringu i nie pobiegł na policję, lecz dlaczego sam zwlekał kolejne 5 dni z poinformowaniem osoby właściwej do zbadania pedofilii dyrektora salezjańskiej podstawówki – to jest salezjańskiego delegata ds. ochrony dzieci, ks. Piotra Lorka.W dniach zwłoki inspektora Polańskiego, urywa się zapis monitoringu z parkingu parafii.Nikt nie drążył też kwestii spotkania dla pedagogów i rodziców Salezjańskiej Szkoły Podstawowej w Lubinie, zorganizowanego przez kierownictwo zakonu po aresztowaniu księdza.Towarzystwo Salezjańskie już 24 sierpnia 2022 r. zapewniało społeczność szkoły, że wśród ofiar aresztowanego dyrektora nie ma uczniów salezjańskich szkół.W tamtej chwili wiedzieć o tym mógł tylko Grzegorz O., który – tak jak zakon – wyszedł obronną ręką ze śledztwa, które zostało oficjalnie wszczęte dopiero dzień po podejrzanym zebraniu.A ksiądz? Po sugestii przesłuchującego go policjanta, Grzegorz O. zaczął twierdzić, że to on był przymuszaną do seksu dziewczynką nagraną 13 czerwca w jego pokoju.Oficjalnie nie dano temu wiary i obiecano sądowi szukać dziewczynki (stąd pozwolenie na areszt), lecz w ciągu 6 miesięcy nie przesłuchano żadnego mieszkańca klasztoru, który realnie mógł widzieć, jak dziecko wchodziło lub wychodziło z pokoju księdza.Nie przesłuchano wieloletniego kierownika domu zakonnego, ks. Mariusza J., który mieszkając ścianę w ścianę z Grzegorzem O., mógł słyszeć wszystko to, co Karol K. nagrał dyktafonem przez inną sąsiadującą ścianę.Ksiądz Mariusz w klasztorze mieszkał 15 lat. Mógł więc posiadać nieocenioną wiedzę na temat życia prywatnego współlokatora, w tym o mężczyznach, których Grzegorz O. wprowadzał do budynku bez wpisywania na listę odwiedzin.Nikt nie chciał dociekać, czy to na pewno przypadek, że tego samego dnia, w którym policja wszczęła dochodzenie, księdza Mariusza J. zwolniono z pełnienia obowiązków kierownika Domu Zakonnego.Zamiast przesłuchiwać wartościowych świadków, zdecydowano się czekać na wyniki opinii fonoskopijnej, o którą zawnioskował adwokat Towarzystwa Salezjańskiego i Grzegorza O.Miała ona udowodnić prawdziwość zapewnień zakonnika o "udawaniu głosu dziewczynki".W ciągu 4 miesięcy mł. asp. M.K. nie przejrzał nawet jedynych nagrań z wewnątrz domu zakonnego, które mogły uchwycić wizerunek dziecka nagranego dyktafonem 13 czerwca ok. godz. 2.30 w nocy.Co ciekawe, aspirant przejrzał nagrania z 12 czerwca (dzień poprzedzający stręczenie dziecka) i skończył przeglądanie taśm na 13 czerwca o północy – punktualnie dwie i pół godziny przed momentem uchwycenia domu dziecka.Jakby chciał się dowiedzieć, czy dziecko nie weszło do klasztoru kwadrans po północy.Oficjalnie oglądanie przerwał "z uwagi na czasookres jaki obejmuje zapis kamer".Dokładnie z tego samego powodu M.K. nie odsłuchał do końca trwającego 42 minuty nagrania dołączonego do zawiadomienia, w którym ksiądz chwalił się na temat okrucieństw zadawanych dziewczynce i omawiał kolejny czyn handlu dziećmi (towar następnego dnia miał przekazać "tatuś z Chorzowa").Długość nagrania (42 min) uniemożliwiła policjantowi, ot pierwsza rzecz z brzegu, odsłuchać krytycznych informacji na temat stanu zdrowia dziewczynki bądź jej tożsamości.W aktach nie ma też śladu, by od sierpnia do grudnia próbowano ustalić tożsamość innych ofiar pedofili ujawnionych na demonicznych nośnikach księdza: tych gwałconych, płaczących z bólu kilkulatek, podpisanych polskimi imionami, przechowywanych obok "zdjęć z zajęć szkolnych lub wycieczek".Grzegorz O. jako dyrektor salezjańskiej szkoły podstawowej. Od sierpnia do grudnia, nie ma w aktach śladu po próbach ustalenia tożsamości ofiar pedofilów ujawnionych na nośnikach księdzaGdy w grudniu 2022 r. prowadzący postępowanie M.K. po ponad trzech miesiącach zaznajomił się z opiniami biegłego informatyka, stwierdził brak możliwości przypisania osoby Grzegorza O. w przeglądanych materiałach "pornograficznych z udziałem małoletnich poniżej 15 roku życia".Orzekł tak, mimo iż nie przejrzał do końca załączonych przez biegłego materiałów i nie dysponował oględzinami (czyli zdjęciami) nagiego ciała księdza.Te byłyby przydatne. Oprawcy i dzieci na zamieszczonych przez biegłego wydrukach z bestialskich filmów, często mieli zamaskowane twarze.Policjant robiący oględziny nie opisał też treści rozmów na Skype załączonych przez biegłego, mogących stanowić dowód do dużo poważniejszych zarzutów.Nie opisał rozmów narkotyzowaniu i wykorzystywaniu dziewczynki w czasie rzeczywistym. Jakby nie chciał wiedzieć, czy zaprzyjaźniony użytkownik Skype, nie mógł czasem być "wujkiem", któremu Grzegorz O. zarezerwował dziewczynkę na dzień 16 czerwca 2022 r.Młodszy aspirant całkowicie pominął fakt, że z innymi, szukającymi seksu z dziećmi użytkownikami Skype, Grzegorz O. wymieniał się polskimi numerami telefonów czy dyskutował o postępie w zdobywaniu nowych ofiar.Nawet biegły uznał to za istotne – wydruki z tych rozmów zawarł w swoich opiniach, otworzonych przez laureata "Złotego Paragrafu" dopiero po 105 ("opinia końcowa") i 131 ("opinia wstępna") dniach od ich powstania, co jest notabene rażącym naruszeniem prawa obowiązującego policjantów. Mł. asp. otworzył opinie po przeszło 100 dniach od ich powstania tylko po to, by dowiedzieć się, że są one niepełne. Nie wniósł jednak o ich uzupełnienieFakt. Byłoby niezręcznie opisać inkryminujące rozmowy ze Skype, bo wtedy padłyby pytania, dlaczego do tej pory nie wniesiono do Microsoft i operatorów GSM o dane użytkowników omawiających handel dziećmi z księdzem trzymanym już piąty miesiąc w areszcie.M.K. zapewne jeszcze głupiej było się tłumaczyć z całkowitego przeoczenia treści pedofilskich trzymanych na obu smartfonach zabezpieczonych przy podejrzanym, co w maju 2023 r. doprowadziło do decyzji sądu o zwrocie telefonu Huawei P30, na którym biegły ujawnił gwałt na kilkuletniej dziewczynce.Jakkolwiek M.K. nie wytłumaczył wpadki przełożonym – pomogło. Wszak w lipcu 2023 r. Prokuratura Rejonowa w Lubinie wyróżniła go dyplomem uznania. Policjant który prowadził nieudolne poszukiwania dziewczynki, został wyróżniony indywidualnie. Brawa bili: komendant wojewódzki, posłanka PiS, przedstawiciel kancelarii premiera czy szefowa Powiatowego Centrum Pomocy RodziniePrzełożonym nie przeszkadzało zatem to, że M.K. nie dowiedział się, czy zdjęć i filmików z ofiarami pedofili na zabezpieczonych telefonach, nie utworzono ich aparatami. To mógłby być kolejny dowód na poważniejsze zarzuty.Przez niezauważenie materiałów pedofilskich na zatrzymanych telefonach, nie można było też zbadać, czy dziewczynka z telefonu Samsung, jest tą samą osobą, którą biegły odnalazł na filmiku z komputera Acer.Dziewczynkę z Acera wykorzystywano seksualnie na filmie nagranym w pomieszczeniu przypominającym pokój dla księdza – z wiszącymi komżami, kapami liturgicznymi i katolickimi dewocjonaliami.Tego bardzo specyficznego i (na logikę) istotnego dla sprawy materiału, policjant M.K. także nie opisał w oględzinach.Tak jak nie odnalazł śladu po licznych zdjęciach z imieniem dziewczynki z nagrania 13 czerwca w tytule oraz wulgarnymi opisami jej miejsc intymnych – nawet biegły uznał je za istotne i załączył do badanej opinii.Policjant pominął zatem filmik z "polskiej parafii" i imieniem dziewczynki, przy czym nie było tak, że miał zerowe pojęcie o otaczającym go świecie.Robiąc oględziny materiału ze słowem "Cambodia" w tytule, policjant odważył się stwierdzić, że ofiarami pedofili na nagraniach są dzieci poniżej 15. roku życia "których wygląd sugeruje pochodzenie indochińskie".Dzięki pominięciu w oględzinach niewygodnych dla księdza materiałów (wszystkich nie obejrzał ze względu na ich ilość i drastyczność), "niemożliwość przypisania Grzegorza O. w przeglądanych treściach pornograficznych z udziałem małoletnich" mogło brzmieć choć trochę bezpiecznie.Największą zagadką jest jednak nazwisko o które pytał się policjant.Stawiał je obok imienia dziewczynki, na które założono konto Skype i którym posługiwał się ksiądz wołający do niej na nagraniu 13 czerwca.Policjant pytał się o to nazwisko każdego z trzech świadków przesłuchanych po aresztowaniu podejrzanego i każdy z trzech świadków twierdził, że nic mu to nazwisko nie mówi.W aktach nie ostał się żaden inny ślad o przełomowym ustaleniu w postaci danych osobowych potencjalnej ofiary.Jakim cudem? Prokuratura już czwarty tydzień nie odpowiada na pytanie o okoliczności pozyskania tej informacji, tak jak nie odpowiada proszona o komentarz do każdego z szeregu możliwych błędów popełnionych przez podwładnych komendantki Joanny Cichły. Mimo to, 26 lipca 2023 r., w Święto Policji, prowadzący opisane wyżej śledztwo, odbierał wyróżnienie za zasługi na rzecz praworządności.26 lipca 2023, Prowadzący nieudolne poszukiwania ofiar pedofilii w Kościele otrzymuje wyróżnienie prokuratury/Źródło:UM w LubinieDzień wcześniej, 25 lipca, Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu (dział ds. cyberprzestępczości 2. Wydziału Śledczego) wydała nakaz przeszukania i wydania nośników księdza trzymanych w Komendzie Powiatowej Policji w Lubinie.Nakaz mają realizować funkcjonariusze CBZC. ***30 grudnia 2022 r., 2:40 rano.Z Prokuratury Krajowej, za pośrednictwem systemu informatycznego PROK-SYS, wysłano żądanie o status aresztowanego do sprawy 4333-4.Ds.2423.2022.Tabelkę "tryb przyśpieszony (pilna sprawa)" uzupełniono literą "T" jak "tak".Sygnał z centrali przyspieszył koniec sprawy salezjanina podejrzanego o posiadanie "dziecięcej pornografii".Centrala prokuratury mieści się na warszawskim Mordorze, przy ul. Postępu 3 Fot. Goniec
Rozmach, z jakim działają współcześni przemytnicy narkotyków w Polsce, dawno przestał przypominać przaśne lata 90., a coraz częściej przypomina operacje logistyczne zagranicznych karteli dysponujących niemal nieograniczonymi budżetami. Błyskawiczne, gigantyczne zyski z handlu zakazanymi substancjami bezlitośnie obnażają słabości państwa, zderzając się z niewydolnymi i powolnymi procesami w polskich sądach. Aby zrozumieć ten fenomen, wystarczy spojrzeć na statystyki i spektakularne realizacje służb, o których w rozmowie na łamach serwisu Goniec.pl w programie “Rozmowa Gońca” opowiadał Bertold Kittel – wielokrotnie nagradzany dziennikarz śledczy, od lat badający i obnażający struktury zorganizowanej przestępczości.
Upadek komunizmu zapoczątkował w Polsce nie tylko transformację gospodarczą, ale i bezwzględną, krwawą wojnę gangów. Na ulicach Trójmiasta w latach dziewięćdziesiątych polała się krew, a po wyeliminowaniu starych bossów władzę przejęło zupełnie nowe pokolenie przestępców. Błyskawicznie ewoluowali oni z drobnych, osiedlowych dilerów w potężnych, międzynarodowych baronów narkotykowych, nawiązując równorzędną współpracę z kartelami z Ameryki Południowej. O kulisach tej kryminalnej rewolucji opowiada wielokrotnie nagradzany dziennikarz śledczy Bertold Kittel w wywiadzie przeprowadzonym na łamach serwisu Goniec.pl.
Tuż po II wojnie światowej zrujnowane Trójmiasto przyciągało poszukiwaczy wrażeń, awanturników i życiowych rozbitków. Szybka delegalizacja prywatnej inicjatywy przez władze komunistyczne zepchnęła lokalną przedsiębiorczość do podziemia, tworząc specyficzny, zamknięty ekosystem. Z biegiem dekad bałtyckie porty przekształciły się w tętniące życiem centrum nielegalnego handlu walutami i luksusowego seksbiznesu. Z tego nieoficjalnego źródła pełnymi garściami czerpali nie tylko pospolici przestępcy, ale również PRL-owskie elity. O kulisach narodzin tej przestępczej symbiozy opowiada dziennikarz śledczy Bertold Kittel w rozmowie na łamach serwisu Goniec.pl.
Przez dekady uczelnie teatralne i filmowe funkcjonowały niczym oblężone twierdze, w których pod płaszczykiem rzekomego hartowania ducha sankcjonowano systemowe nadużycia i psychiczne łamanie studentów. Autorytarny dyktat wykładowców traktowano jako uświęconą tradycję, niezbędną do osiągnięcia artystycznej wielkości. Dziś ten toksyczny paradygmat kruszeje. Jak zauważa znakomity aktor Marcin Kowalczyk w rozmowie na łamach Goniec.pl w programie “Prześwietlenie”, nadchodzi czas radykalnej zmiany. Asertywność i rosnąca świadomość granic wśród najmłodszych adeptów sztuki skutecznie demontują stare, opresyjne struktury polskiego szkolnictwa.
Współczesny rynek medialny przypomina drapieżny ekosystem, w którym najcenniejszą walutą jest cudza prywatność, a głównym towarem eksportowym – wykreowany sztucznie skandal. W czasach, gdy dla klikalności i taniej sensacji bezrefleksyjnie przekraczane są kolejne granice etyki dziennikarskiej, Marcin Kowalczyk – aktor doskonale znany polskiej publiczności z wyrazistej roli Magika w filmie Jesteś Bogiem – wybiera świadomy bojkot. W szczerej rozmowie w programie Gońca “Prześwietlenie”, artysta kreśli brutalny obraz portali plotkarskich, demaskuje mechanizmy manipulacji i tłumaczy, dlaczego konsekwentnie broni swojej niezależności przed bezwzględnym przemysłem pogardy.
Gdzie szukać politycznego paliwa, gdy partia liże rany, a wiejski elektorat bywa kapryśny? Przemysław Czarnek zdaje się mieć gotową receptę. Podczas dzisiejszych (17 maja) obchodów 45-lecia powstania NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”, były minister edukacji dwoił się i troił, by udowodnić, że to on jest dziś głównym trybunem ludowym prawicy. W jego wystąpieniu nie zabrakło wielkich słów o chrześcijaństwie, straszenia złą Unią Europejską i uderzania w tony, które mają na nowo rozpalić gniew polskiej wsi.Obecność Przemysława Czarnka na rolniczych uroczystościach to wyraźny sygnał: polityk, który dotąd kojarzył się głównie z ideologicznymi wojnami w szkołach i na uczelniach, szeroko rozkłada skrzydła. Wieś to dla Prawa i Sprawiedliwości być albo nie być, a Czarnek doskonale wie, jak grać na emocjach tamtejszych wyborców.
Dla wielu życie w blasku jupiterów i na scenie to synonim spełnienia, jednak dla Magdy Tarnowskiej prawdziwa walka o siebie rozegrała się z dala od świateł rampy. Znana tancerka w szczerej rozmowie w programie “Prześwietlenie” Gońca odsłania kulisy swojego najtrudniejszego życiowego zakrętu, który zamiast do upadku, doprowadził ją do radykalnego przewartościowania priorytetów. To opowieść o bolesnym rozstaniu, dniach spędzonych w absolutnym milczeniu i budowaniu relacji z sacrum na fundamencie, w którym jest miejsce zarówno na trudne emocje, jak i na odnaleziony po latach spokój.
Sukces w telewizyjnym show i ogólnopolska rozpoznawalność dla wielu są szczytem marzeń, jednak dla Magdy Tarnowskiej stały się testem asertywności oraz walką o zachowanie resztek prywatności. W programie “Prześwietlenie” Gońca, popularna tancerka, znana z bezkompromisowego podejścia do rzemiosła, przerywa milczenie na temat mrocznych kulis zawodowego tańca towarzyskiego oraz destrukcyjnego perfekcjonizmu, który przez lata definiował jej poczucie własnej wartości.
W świecie współczesnego show-biznesu, gdzie walka o zasięgi i Kryształową Kulę często przesłania elementarną przyzwoitość, dobrowolna rezygnacja Piotra Kędzierskiego i Magdy Tarnowskiej z udziału w finale „Tańca z Gwiazdami” brzmi jak manifest normalności. Choć telewizyjne formaty z zasady żywią się rywalizacją do ostatniej kropli potu, ta para udowodniła, że prawdziwa dojrzałość polega na umiejętności zejścia ze sceny w odpowiednim momencie. W programie “Prześwietlenie” serwisu Goniec.pl, Magda Tarnowska opowiedziała, co stało za tą sensacyjną decyzją. Konflikt z produkcją czy nagły uraz, a może rzadko spotykana w mediach pokora oraz trzeźwa ocena własnych ograniczeń warsztatowych?
Pojawienie się zaawansowanych modeli językowych postawiło polskie uczelnie przed bezprecedensowym wyzwaniem. W dobie powszechnego dostępu do sztucznej inteligencji tradycyjne formy weryfikacji wiedzy, takie jak prace dyplomowe, stają się przedmiotem gorącej debaty. Czy stoimy u progu upadku akademickiej rzetelności, czy jedynie obserwujemy kolejny etap odwiecznej gry między studentem a systemem? Na to pytanie w programie Gońca "Prześwietlenie" odpowiedział popularyzator nauki dr Tomasz Rożek.
Współczesna nauka, uzbrojona w potężne teleskopy i skomplikowane równania mechaniki kwantowej, coraz śmielej zagląda w zakamarki wszechświata, o których nie śniło się starożytnym filozofom. Jednak w miarę postępu technicznego, zderzenie twardych dowodów z terytorium teologii staje się coraz gwałtowniejsze. Czy za pomocą termodynamiki można udowodnić istnienie Stwórcy? A może próba obliczenia prawdopodobieństwa wiary jest największym błędem logicznym, jaki może popełnić współczesny intelektualista? Na te pytania odpowiada w “Prześwietleniu” fizyk dr Tomasz Rożek.
Były minister sprawiedliwości i prokurator generalny, Zbigniew Ziobro, oficjalnie stał się uciekinierem przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Po uchyleniu immunitetu przez Sejm i postawieniu zarzutów kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, polityk opuścił Europę i przebywa na terytorium Stanów Zjednoczonych. Podczas gdy prokuratura inicjuje żmudną procedurę ekstradycyjną, na jaw wychodzą sensacyjne wątki dotyczące roli prawicowych mediów w ułatwieniu mu ucieczki oraz kontrowersji wokół jego amerykańskiej wizy. Prokurator Ewa Wrzosek - Radca generalny w Biurze Ministra Sprawiedliwości w “Rozmowie Gońca” ujawnia kulisy ucieczki Ziobry.
Młodzi ludzie, mierzący się z dotkliwym kryzysem psychicznym i narastającym poczuciem osamotnienia, coraz częściej szukają wsparcia u algorytmów zamiast u profesjonalistów. Zjawisko to nie tylko niesie ze sobą ryzyko błędnych diagnoz, ale przede wszystkim obnaża dramatyczną niewydolność systemowej opieki terapeutycznej. W świecie, gdzie technologia z precyzją imituje empatię, granica między realnym wsparciem a matematyczną symulacją zaczyna niebezpiecznie się zacierać. Na ten temat rozmawialiśmy w programie Gońca "Prześwietlenie" z dr Tomaszem Rożkiem, założycielem Fundacji “Nauka. To Lubię”.
Decyzja polityczna z 11 maja może wstrząsnąć polskim rynkiem wirtualnych finansów. Złożony w polskim parlamencie wniosek legislacyjny ma na celu całkowitą delegalizację komercyjnego obrotu wirtualnymi walutami, co rodzi pytania o przyszłość tego sektora gospodarki i modele jego funkcjonowania. Porozmawiał z nami o tym Artur Dziambor, polityk i pełnomocnik w Ministerstwie Rozwoju i Technologii.Poselski projekt ustawy Prawa i Sprawiedliwości zakłada całkowity zakaz prowadzenia działalności związanej z kryptoaktywami, grożąc surowymi sankcjami dla przedsiębiorcówArtur Dziambor określa inicjatywę jako motywowany partyjnie happening polityczny, a nie realną próbę ochrony obywateliZalecanym przez polityka modelem legislacyjnym jest wdrożenie unijnego rozporządzenia MiCA bez narzucania na szczeblu krajowym restrykcyjnych, autorskich ograniczeń
Sprawa rzekomej ucieczki i uniknięcia odpowiedzialności przez Zbigniewa Ziobrę stała się symbolem niemocy polskich instytucji, które po zmianie władzy miały przywrócić w kraju praworządność. Choć obietnice rozliczeń były fundamentem kampanii wyborczej koalicji 15 października, rzeczywistość brutalnie obnażyła słabość sądów, prokuratury i służb specjalnych. Dziś, gdy standardowe procedury karne zawodzą, ostatnią deską ratunku pozostaje ofensywa dyplomatyczna. Czy polskie państwo odzyska sprawczość, czy pozostanie jedynie wizerunkową wydmuszką?
Alicja Szemplińska awansowała z utworem "Pray" do wielkiego finału 70. Konkursu Piosenki Eurowizji, który odbywa się w Wiedniu. Występ Polki spotkał się z wyjątkowo pozytywnym odbiorem widowni. W rozmowie z naszym portalem oceniła go także osoba, która ma w tym niebagatelne doświadczenie - Elżbieta Zapendowska.Awans Alicji Szemplińskiej do wielkiego finału Eurowizji po czternastym w kolejności występie z utworem “Pray”Merytoryczna i chłodna analiza Elżbiety Zapendowskiej, w której autorytet wokalny potwierdza wysoką wartość polskiej piosenkiHistoryczny kontekst – udany start wokalistki na arenie europejskiej po anulowanym z powodu pandemii konkursie w 2020 roku
Majowy szczyt Donalda Trumpa i Xi Jinpinga w Pekinie zapowiada się emocjonująco. Amerykański prezydent wkracza do stolicy Chin, niosąc ze sobą kontrowersyjny temat sprzedaży broni dla Tajwanu, co rodzi pytania o jego faktyczną pozycję negocjacyjną. W tle toczy się globalna gra o wpływy gospodarcze, zablokowaną Cieśninę Ormuz oraz dominację w Ameryce Łacińskiej. Skomentował to dla nas Radosław Pyffel, socjolog, badacz Azji i były przedstawiciel RP w Azjatyckim Banku Inwestycji Infrastrukturalnych.Brak spektakularnego przełomu: Zamiast radykalnych decyzji, analitycy spodziewają się utrzymania chwiejnej równowagi między oboma mocarstwamiTajwan w centrum konfliktu: Zapowiadany pakiet zbrojeniowy dla wyspy staje się główną kością niezgody i kluczową kartą przetargową WaszyngtonuSłabnąca "karta energetyczna" USA: Wojna z Iranem i kryzys przesyłowy na Bliskim Wschodzie strukturalnie osłabiają pozycję negocjacyjną Stanów Zjednoczonych
Wyobraźcie sobie państwo, w którym nawet rodzinne zdjęcie staje się elementem strategii nuklearnej. Matka przywódcy przez lata praktycznie nie istnieje oficjalnie, bo jej pochodzenie mogłoby zarysować mit „świętej krwi” dynastii. Siostra staje się twarzą gróźb pod adresem świata. Żona ma ocieplać wizerunek reżimu luksusowymi torebkami i uśmiechami na paradach. A kilkuletnia córka pojawia się obok międzykontynentalnych rakiet, wywołując pytanie, czy Korea Północna właśnie przygotowuje kolejne pokolenie dynastii Kimów. Problem polega na tym, że wokół kobiet Kim Dzong Una od lat funkcjonuje tyle propagandy, przecieków i sensacyjnych historii, że czasami dużo trudniej oddzielić fakty od politycznej legendy niż w jakimkolwiek innym państwie świata.
W trybie natychmiastowym rozwiązano umowę z krakowskim dorożkarzem, który znęcał się nad zwierzętami podczas Międzynarodowych Targów Końskich w Pajęcznie. Mężczyzna został nagrany, gdy szarpał i kopał konie, a ostatecznie otrzymał cios kopytem w twarz. Reakcja prezydenta Krakowa, Aleksandra Miszalskiego, była bezkompromisowa, a sprawa wywołała ogólnopolską dyskusję o kompetencjach osób odpowiadających za przewozy konne. Skomentowała to dla nas zoopsycholożka Daria Siemion.Nagranie z Pajęczna ujawniło bezwzględną agresję krakowskiego dorożkarza wobec zwierząt przebywających na placu targowymPrezydent Krakowa, Aleksander Miszalski, natychmiast wypowiedział umowę sprawcy i kategorycznie potępił stosowanie przemocyZoopsycholożka Daria Siemion punktuje skrajne przebodźcowanie koni na targach oraz całkowity brak wiedzy woźnicy
W sobotę, 9 maja 2026 roku, na terenie Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie odbyła się impreza muzyki elektronicznej Circoloco Warsaw. Wydarzenie to wywołało natychmiastowe oburzenie opinii publicznej ze względu na wpływ potężnego hałasu na zlokalizowany tuż obok Rezerwat Przyrody Morysin w kluczowym momencie okresu lęgowego. Skomentowała to w rozmowie z naszym portalem zoopsycholożka Daria Siemion.Festiwal techno zorganizowany tuż obok rezerwatu przyrody spotkał się z bezwzględnym potępieniem ze strony przyrodników, wykazujących bezpośredni, destrukcyjny wpływ nocnego hałasu na żywy ekosystemOrganizatorzy z firmy Awake Events oraz dyrektor muzeum Paweł Jaskanis bronili decyzji o organizacji wydarzenia, argumentując, że zastosowano głośniki kierunkowe, a impreza odbyła się na podstawie decyzji Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora ZabytkówZoopsycholożka Daria Siemion obala te tłumaczenia, wskazując na śmiertelne zagrożenie dla ptaków i małych ssaków oraz całkowite zignorowanie polskiego prawa chroniącego lęgi
Wyjazd byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry do Stanów Zjednoczonych oraz niewyjaśnione powiązania obozu Zjednoczonej Prawicy z rynkiem kryptowalut wywołują ożywioną dyskusję na polskiej scenie politycznej. Decyzje podejmowane rzekomo w cieniu interwencji administracji USA oraz zaniechania poprzedniej władzy w kwestii regulacji finansowych stają się potężnym obciążeniem wizerunkowym dla partii opozycyjnej. O kuluarach tych wydarzeń i ich dalekosiężnych konsekwencjach na łamach serwisu Goniec.pl dyskutowaliśmy z ekonomistą i publicystą Kazimierzem Krupą.
Wyjazd Zbigniewa Ziobry do Stanów Zjednoczonych stawia przed polskim rządem bezprecedensowe wyzwanie na styku prawa międzynarodowego i dyplomacji. Były minister sprawiedliwości dotarł do USA mimo unieważnionych dokumentów krajowych oraz ciążących na nim 26 zarzutów prokuratorskich, dotyczących m.in. zarządzania Funduszem Sprawiedliwości. Obecna sytuacja wymaga od Warszawy ostrożnej strategii komunikacyjnej, która zabezpieczy interesy prawne Polski bez ryzyka eskalacji konfliktu z amerykańską administracją. Porozmawiał o tym z nami profesor Włodzimierz Batóg, historyk i amerykanista z Uniwersytetu Warszawskiego.Wstrzemięźliwość dyplomatyczna: Resort spraw zagranicznych musi zrezygnować z nacisków medialnych, które pozostają bezskuteczne wobec amerykańskiego aparatu administracyjnegoProcedury imigracyjne: Zasadniczą przeszkodą w ekstradycji pozostaje nieokreślony status prawny i ewentualny wniosek o azyl polityczny uciekiniera na terytorium USAKontekst polityczny i logistyczny: Pobyt byłego ministra w Ameryce to bezpośredni efekt funkcjonowania sieci kontaktów dyplomatycznych powiązanej z ruchem MAGA oraz wyraźnego ochłodzenia relacji rządu w Warszawie z obecną władzą w Waszyngtonie
Wyjazd Zbigniewa Ziobry do Stanów Zjednoczonych wywołał natychmiastowe reakcje polityczne w kraju. Ze względu na głęboką asymetrię sojuszu i priorytety bezpieczeństwa narodowego, polska dyplomacja posiada jednak znikome instrumenty nacisku na amerykańską administrację w kwestii ewentualnego sprowadzenia byłego ministra do kraju. Porozmawiał o tym z nami profesor Włodzimierz Batóg, amerykanista z Uniwersytetu Warszawskiego.Brak otwartego konfliktu dyplomatycznego – działania na linii Warszawa-Waszyngton będą prowadzone wyłącznie zakulisowo, bez publicznych oskarżeńStrategiczne interesy blokujące Polskę – twarde stanowisko wymuszające powrót polityka wykluczają uzależnienie zbrojeniowe oraz warte miliardy kontrakty energetyczneAsymetria sił w sojuszu – w odróżnieniu od mocarstw zachodnioeuropejskich, Polska nie dysponuje kapitałem politycznym ani gospodarczym, by stawiać warunki amerykańskiej dyplomacji
Porażka polityczna Viktora Orbána na Węgrzech zmienia układ sił w Europie Środkowo-Wschodniej. Kreml traci swoje główne narzędzie wpływu wewnątrz Unii Europejskiej i NATO, co wymusza poszukiwanie nowych kanałów destabilizacji zachodnich sojuszy. Wektor rosyjskich operacji psychologicznych i dezinformacyjnych ulec może przesunięciu i w najbliższych latach w jeszcze większym stopniu skupić się na Polsce, stanowiąc realne zagrożenie dla uczciwości wyborów parlamentarnych w 2027 roku. Skomentowała to dla nas ekspertka do spraw bezpieczeństwa wschodniego, Aleksandra Wójtowicz.Po utracie bliskich relacji z Węgrami, Federacja Rosyjska jest zmuszona do znalezienia nowych, politycznych punktów zaczepienia w Europie ŚrodkowejGłównym wektorem wpływu na polskie wybory w 2027 roku będą zorganizowane kampanie w cyberprzestrzeni, w tym udokumentowane operacje Doppelgänger i OverloadStrategia Moskwy w polskiej przestrzeni publicznej systematycznie ewoluuje: od początkowych prób zniechęcania do wspierania Ukrainy, aż do wprowadzania bezpośrednich narracji prorosyjskich