Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Milczenie owiec wobec Kremla. Dlaczego prawica odwraca wzrok od rosyjskich gróźb?
Janusz Schwertner
Janusz Schwertner 05.06.2026 15:20

Milczenie owiec wobec Kremla. Dlaczego prawica odwraca wzrok od rosyjskich gróźb?

Milczenie owiec wobec Kremla. Dlaczego prawica odwraca wzrok od rosyjskich gróźb?
Władimir Putin fot. EastNews

Wyobraźcie sobie poranek, w którym od rosyjskich czołgów dzieli was zaledwie kilkanaście kilometrów. Brzmi jak mroczna abstrakcja? Jeśli Ukraina upadnie, ten koszmar stanie się naszą nową rzeczywistością pod Przemyślem. Tymczasem polska prawica, zamiast dbać o nasze bezpieczeństwo tu i teraz, woli ścigać się na to, kto zbierze więcej lajków, cynicznie grając na antyukraińskich nastrojach. Polska racja stanu w sposób skrajnie nieodpowiedzialny przegrywa dziś z zasięgami na Facebooku i Instagramie.

Milczenie owiec wobec kremlowskiego wilka

Zastanówcie się, jak to możliwe, że politycy tacy jak Krzysztof Bosak, Sławomir Mentzen, Grzegorz Braun czy prezes IPN Karol Nawrocki zużywają niemal sto procent swojej politycznej energii na zniechęcanie was do pomocy Ukrainie? Jasne, ukraińskie gloryfikowanie zbrodniarzy z UPA jest skandalem i musimy, jak zawsze, twardo walczyć o prawdę historyczną. Ale spójrzcie na szerszy, geopolityczny obraz. Kiedy Władimir Putin, Dmitrij Miedwiediew i kremlowscy propagandyści w swoich telewizjach wprost fantazjują o odbieraniu nam niepodległości, mordowaniu Polaków i podboju naszych ziem, prawica nagle chowa głowę w piasek. 

To milczenie jest przerażające, bo wojna to nie są chłodne, telewizyjne depesze podające, że „zginęły dwie osoby”. Wojna to rozerwane płuca, spadające na głowy stropy zrujnowanych bloków mieszkalnych i brutalny sadyzm znany z Buczy, gdzie rosyjscy żołnierze strzelali w tył głowy i zmuszali czteroletnie dziewczynki do czynności seksualnych na oczach ich zdesperowanych matek. To ci sami oprawcy mogą wkrótce zapukać do naszych drzwi, jeśli pozwolimy, by wschodni sąsiad upadł.

Hipokryzja w cieniu Orderu Orła Białego

Polityka to oczywiście gra interesów, a na oburzeniu można zbić spory kapitał w sieci. Tylko że to, co serwują nam dziś liderzy prawej strony, to absurd i żerowanie na najniższych instynktach. Krzyczą głośno o rychłym odebraniu Orderu Orła Białego ukraińskiemu przywódcy. 

Odświeżmy im zatem pamięć: tego państwowego odznaczenia nie przypinał Zełenskiemu Donald Tusk, Radosław Sikorski czy Włodzimierz Czarzasty. Zrobił to prezydent Andrzej Duda – ten sam, którego politykę i prezydenturę prezes Nawrocki jeszcze niedawno wychwalał pod same niebiosa. Czy wy też dostrzegacie tę rażącą hipokryzję? Kiedy na szali leży przyszłość całego państwa, słupki sondażowe i tanie poklaski w mediach społecznościowych ważą dla nich więcej niż perspektywa starcia zbrojnego z reżimem Putina.

My, spasiona szlachta i oni – nasze tarcze na Wschodzie

Odrzućmy wreszcie naiwny romantyzm i zgubny mit o bezwarunkowym "projekcie przyjaźń". Nie musimy traktować Wołodymyra Zełenskiego jak współczesnego Mahatmy Gandhiego, ani naiwnie udawać, że Ukraina to raj na ziemi, wolny od cwaniactwa czy historycznych zafałszowań. Przyjmijmy do wiadomości brutalnie trafną analogię: wyobraźcie sobie naszą ojczyznę jako bogatą, spasioną i gnuśną szlachtę wielkopolską, która chce w spokoju pić swoje wino i pilnować rodowego dobytku. 

A kim w tej historii są Ukraińcy? To dzisiejsze wojsko zaporowskie, które na wschodnich rubieżach własną krwią bije się z barbarzyńską hordą. Nie musimy zapraszać ich na niedzielny obiad ani wchodzić z nimi w zażyłe mariaże, ale dopóki tłuką rosyjskiego wroga i trzymają go z dala od nas, naszym absolutnym, pragmatycznym obowiązkiem jest słać im amunicję i pieniądze.

Puenta: Tchórze uciekną pierwsi

Warto zrozumieć jedno niewzruszone prawo geopolityki: wsparcie dla walczącego Kijowa nie jest akcją charytatywną dla wschodniego sąsiada – to nasza najtańsza polisa ubezpieczeniowa. Jeśli dacie się otumanić fali nienawiści rozkręcanej przez krzykaczy zabiegających o fotel w parlamencie, ich kraj w końcu opadnie z sił. Kiedy to nastąpi, a rosyjscy żołnierze staną z karabinami pod polską granicą, zgadnijcie co się stanie. 

Ci sami polityczni influencerzy, polujący dziś na kliki w sieci, uciekną stąd jako pierwsi. Żeby bowiem nie uciec z bombardowanej stolicy i zaryzykować własnym życiem w obliczu przeważających sił wroga – jak zrobił to w 2022 roku znienawidzony dziś przez wielu Zełenski – trzeba mieć w sobie coś więcej, niż tylko puste frazesy i kalkulator polityczny w dłoni.

Źródło: Goniec

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji