Mit „niepokalanej ofiary”. Albert Świdziński: Dlaczego Polska boi się prawdy o swojej historii?
Polska pamięć historyczna pełna jest białych plam i narodowych mitów, które zamiast budować naszą siłę, zniekształcają obraz rzeczywistości. Utrzymywanie wizerunku wiecznej ofiary oraz ślepa wiara, że to my w pojedynkę obaliliśmy globalny komunizm, odbierają nam geopolityczną trzeźwość. O tym, dlaczego jako dojrzałe państwo musimy wreszcie zmierzyć się z niewygodną prawdą, dyskutował Albert Świdziński w programie „Obraz Świata” na łamach serwisu Goniec.pl.
Trudna prawda o Wołyniu i akcjach odwetowych
W debacie publicznej rzadko zdobywamy się na bezkompromisową szczerość dotyczącą najmroczniejszych kart naszej przeszłości. W programie Gońca analityk do spraw bezpieczeństwa i spraw międzynarodowych, Albert Świdziński, poddał surowej krytyce polskie uwarunkowania historyczne. Punktem wyjścia stały się skomplikowane relacje z Kijowem w kontekście rzezi wołyńskiej.
Choć historycy są zgodni, że zrównywanie działań Armii Krajowej z zaplanowanym ludobójstwem dokonanym przez UPA jest merytorycznym nadużyciem z uwagi na kolosalną dysproporcję ofiar, ekspert zwraca uwagę na niebezpieczną tendencję do całkowitego wybielania własnych kart.
– To nasz problem jako narodu, który upodobał sobie rolę wiecznej ofiary – diagnozuje analityk w programie “Obraz Świata”.
– Tworzymy mit, że zawsze byliśmy niepokalani i spotykała nas wyłącznie krzywda. To nie jest prawda, ponieważ my również dopuszczaliśmy się zbrodni. Pacyfikowaliśmy ukraińskie wsie i mordowaliśmy cywilów. Bez przyznania się do tych brutalnych faktów, budowa autentycznie sprawczego państwa, które nie boi się własnego cienia, staje się niemożliwa - dodaje Świdziński.
Solidarność i geopolityka, czyli kto naprawdę wygrał zimną wojnę
Kolejnym filarem polskiego mesjanizmu jest głębokie przekonanie o naszej decydującej roli w demontażu bloku wschodniego. Oficjalna narracja III RP głosi, że to zryw polskiego społeczeństwa wokół Solidarności zainicjował ostateczny upadek Związku Radzieckiego. Gość programu brutalnie rozprawia się z tą optyką, wskazując na znacznie szerszy, wręcz mocarstwowy kontekst.
– Lubimy myśleć, że to my obaliliśmy komunizm i dzięki nam Amerykanie wygrali zimną wojnę – ironizuje Świdziński na łamach Goniec.pl. – To zupełna nieprawda, na ostateczny wynik tego starcia mieliśmy zaledwie trzeciorzędny wpływ.
Ekspert przypomina również, że motywacje strajkujących na ulicach miast bywały znacznie bardziej prozaiczne, niż chcieliby tego twórcy patriotycznych podręczników.
– Większość robotniczych protestów w PRL wynikała z faktu, że brakowało kiełbasy, a racje żywnościowe były drastycznie zmniejszane – punktuje analityk, odzierając z przesadnego patosu heroiczną legendę tamtych dni.
Suwerenność z nadania a krew na froncie
To zderzenie z faktami prowadzi do najtrudniejszego wniosku: współczesna polska państwowość nie jest wyłącznie efektem naszej potęgi, lecz wynikiem sprzyjającej koniunktury międzynarodowej i procesów globalnych pod koniec ubiegłego stulecia. Ta perspektywa staje się wyjątkowo ostra, gdy zestawimy ją z obecną sytuacją za naszą wschodnią granicą, gdzie Ukraina każdego dnia realnie wywalcza swoją suwerenność krwią własnych obywateli.
– Niepodległość została nam po prostu dana, a nie przez nas wywalczona – podkreśla z mocą rozmówca “Obrazu Świata”. – Lubimy tworzyć mit, że zdobyliśmy ją tak heroicznie jak dzisiejsi Ukraińcy. Tymczasem ona spadła nam z nieba, jako efekt procesów, na które nie mieliśmy większego wpływu.
Wnioski płynące z tej analizy są jednoznaczne. Utrzymywanie wizerunku potęgi opartego na własnych złudzeniach jest dla państwa głęboko szkodliwe. Pozbawia ono elity polityczne zdolności do trzeźwej, racjonalnej oceny własnego potencjału w starciu z realnymi graczami. Tylko Polska w pełni świadoma swojej skomplikowanej historii – zarówno jej najpiękniejszych momentów, jak i najbardziej mrocznych epizodów – będzie zdolna do prowadzenia skutecznej, twardej i pragmatycznej polityki na arenie międzynarodowej.
Źródło: Goniec