Trump zaklina rzeczywistość w sprawie Iranu. Albert Świdziński: „Amerykanie przegrali tę wojnę”
W geopolityce liczby rzadko kłamią, chyba że płyną z mównicy prezydenckiej. Donald Trump ogłaszał bliski koniec napięć i rychłe podpisanie porozumienia z Teheranem już niemal sześćdziesiąt razy. Te deklaracje nie znajdują absolutnie żadnego pokrycia w faktach. Z analizy kryzysu, o której w programie “Obraz świata” na łamach serwisu Goniec.pl opowiada analityk i ekspert ds. bezpieczeństwa Albert Świdziński, wyłania się obraz globalnego mocarstwa, które ugrzęzło w dyplomatycznej i militarnej pułapce.
luzja potęgi
Donald Trump regularnie zapewnia opinię publiczną o kolejnych pasmach sukcesów w konflikcie z Iranem, budując narrację o rzekomej dominacji Waszyngtonu. Eksperci ds. bezpieczeństwa rysują jednak zupełnie inny, o wiele bardziej pesymistyczny obraz tej sytuacji. Rozbieżność między oficjalnymi komunikatami Białego Domu a faktycznym układem sił na Bliskim Wschodzie staje się wręcz niemożliwa do ukrycia. Mimo gigantycznego budżetu obronnego i potężnej przewagi technologicznej, Stany Zjednoczone znalazły się w strategicznym impasie, z którego prezydent USA próbuje wyjść za pomocą czysto PR-owych sztuczek.
Błędnie zdefiniowany środek ciężkości
Amerykańskie siły zbrojne mogły pochwalić się zniszczeniem części irańskiej marynarki, ale dla reżimu ajatollahów nie miało to decydującego znaczenia. Waszyngton konsekwentnie uderzał w cele, które nie były kluczowe dla przetrwania tamtejszej władzy. Zamiast ugiąć się pod presją, Iran z powodzeniem przeszedł na asymetryczne i nowoczesne metody prowadzenia konfliktu. Co najważniejsze, obronił swoje cele polityczne i utrzymał kontrolę nad cieśniną Ormus, przez którą przepływa strategiczna część światowych dostaw ropy. Tradycyjne, konwencjonalne ataki na stare "stalowe ptaki" okazały się w ujęciu politycznym bezwartościowe.
– Wybrał drogę niezwykle prestiżowej porażki w peryferyjnym konflikcie i obnażenia relatywnej słabości USA wobec drugorzędnego przeciwnika, jakim jest Iran – diagnozuje działania amerykańskiego prezydenta Świdziński. – Trump nie tylko nie osiągnął swoich celów, ale nie był też w stanie wymusić na Irańczykach posłuszeństwa. Tym samym podważył podstawy swojej polityki wobec regionu – dodaje rozmówca Gońca.
Dyplomatyczna fasada Białego Domu
Zamiast zrewidować nieskuteczną strategię, Biały Dom postawił na zaklinanie rzeczywistości. Prezydencka retoryka opiera się na ciągłym utwierdzaniu wyborców w przekonaniu, że ostateczne zwycięstwo i historyczne porozumienie są na wyciągnięcie ręki. Tymczasem strona irańska, doskonale świadoma amerykańskiej bezsilności i obawy przed otwartą, pełnoskalową eskalacją, stawia coraz twardsze warunki. Głównym z nich jest całkowite wycofanie się wojsk Stanów Zjednoczonych z ich strefy wpływów.
Waszyngton miota się dziś między gniewnymi groźbami a kuluarowymi prośbami o spokój, co tylko obnaża brak realnej strategii wyjścia z kryzysu. Opinia publiczna jest karmiona optymistycznymi komunikatami, mającymi przykryć całkowity brak postępów.
– Stany poniosły klęskę, na dodatek będąc prowadzonymi przez człowieka, który jest groteskowy – ostro podsumowuje postawę prezydenta ekspert w rozmowie z Gońcem.
Gorzka pigułka do przełknięcia
Sytuacja na Bliskim Wschodzie obnażyła bolesną prawdę: współczesnego teatru działań wojennych nie wygrywa się wyłącznie budżetem i technologiczną arogancją. Brak precyzyjnych narzędzi, pozwalających na złamanie woli przeciwnika bez uciekania się do skrajnych rozwiązań siłowych, doprowadził USA do ściany. Przeciąganie tego stanu jedynie potęguje straty wizerunkowe mocarstwa.
Co zatem pozostaje w tej sytuacji amerykańskiej dyplomacji? Według eksperta konieczne jest pragmatyczne cięcie kosztów politycznych, nawet jeśli będzie wymagało to teatru iluzji.
– Stany Zjednoczone przegrały już tę wojnę i właściwą metodą byłoby - jak konkluduje Świdziński w “Obrazie świata” - zabranie zabawek, powiedzenie wbrew wszystkiemu, że wygrały, a następnie po prostu zwinięcie się stamtąd.
Wszystko wskazuje na to, że ogłoszenie fałszywego triumfu, a zaraz po nim cicha ewakuacja, może być dziś jedynym sposobem na zatrzymanie dalszej erozji amerykańskiego prestiżu w tym regionie świata.
Źródło: Goniec