Łozo o kulisach odejścia z Afromental. „Byłem jak mięso w maszynce”
Był u szczytu popularności, występował na największych polskich scenach i brylował w telewizyjnych formatach. Mimo to zdecydował się porzucić bezpieczną posadę frontmana i opuścić projekt, który sam współtworzył. Wojciech Łozowski, po latach milczenia, w szczerej rozmowie na łamach portalu Goniec.pl, otwarcie mówi o miażdżącej sile show-biznesu, trudnych wyborach i odwadze do zmian. Decyzja o rezygnacji z występów w formacji Afromental w 2017 roku kosztowała go wiele, jednak – jak sam dziś przyznaje – uratowała mu życiową i artystyczną wolność.
Mięso w medialnej maszynce
Kiedy Wojciech Łozowski wkraczał do wielkiego świata mediów, był zaledwie młodym chłopakiem z głową pełną marzeń. Jego formacja, Afromental, w błyskawicznym tempie stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów na polskim rynku muzycznym, a sam wokalista zyskał status pierwszoligowej gwiazdy telewizyjnej. Intensywność pracy, nieustanne trasy koncertowe i ciągła obecność w blasku fleszy zaczęły jednak z czasem zbierać swoje żniwo. Zmęczenie materiału okazało się ostatecznie silniejsze niż blichtr dużej sceny.
– Poczułem, że jestem w tym wszystkim zagubiony, że stałem się jak mięso w maszynce do mielenia. Przestałem rozumieć, co się dzieje, system po prostu mnie mielił – wyznaje muzyk w wywiadzie dla serwisu Goniec.pl. – Potrzebowałem się przegrupować, ulepić z tego mięsa coś nowego, świeżego. Musiałem odpocząć, aby w przyszłości móc zaoferować nową jakość, przede wszystkim dla samego siebie.
Sukces, który staje się kulą u nogi
Złota klatka popularności potrafi boleśnie uwierać. Choć artysta przez lata funkcjonował w wymarzonych przez wielu realiach, z każdym sezonem ramy wieloosobowego zespołu stawały się dla niego coraz ciaśniejsze. Życie na świeczniku zaczęło drastycznie ograniczać pole manewru, tłamsząc jego indywidualne, dalekosiężne aspiracje.
– Z czasem zaczęło mi to po prostu przeszkadzać. Czułem, że nie mogę realizować kolejnych marzeń ani pomysłów na życie, bo bezustannie trzyma mnie ten jeden projekt – tłumaczy Łozowski w programie “Prześwietlenie”. – To brzemię, będące jednocześnie cudownym sukcesem i pięknym życiem, stało się nagle kulą u nogi. Poczułem ogromną, wewnętrzną potrzebę, by w końcu móc robić to, na co naprawdę mam w życiu ochotę.
Lider i zakładnik odpowiedzialności
Droga do odzyskania niezależności nie należała do najłatwiejszych. Odejście lidera z tak ugruntowanej marki wykraczało daleko poza zwykłą zmianę osobistej ścieżki zawodowej. Decyzja ta wiązała się z paraliżującym wręcz poczuciem odpowiedzialności za pozostałych członków grupy oraz całą ekipę techniczną. Dla wielu z nich praca w zespole stanowiła fundamentalne źródło utrzymania. Osobiste plany wokalisty, w tym chęć wyjazdu do szkoły aktorskiej w Stanach Zjednoczonych, mogły mieć dramatyczne konsekwencje dla budżetów domowych jego najbliższych przyjaciół.
– Jeżeli przeze mnie nie zagralibyśmy całego sezonu, to sześciu chłopaków w zespole nie zarobiłoby kilkuset tysięcy złotych. A przecież oni mają rodziny, córki, własne życia i finansowe zobowiązania – podkreśla w rozmowie z Gońcem artysta, dobitnie obrazując potężny ciężar decyzyjny, z jakim musiał się wówczas zmierzyć.
Skok w nieznane w imię wolności
Ostateczne pożegnanie z muzycznym mainstreamem i porzucenie gwarantowanego bezpieczeństwa finansowego wymagało ogromnego zapasu czasu oraz życiowej dojrzałości. Proces rozstania z formacją, której Łozowski przed laty sam wymyślił nazwę i wznosił jej fundamenty, był żmudny i wieloetapowy. Muzyk w pełni świadomie zrezygnował ze statusu quo na rzecz nieskrępowanego rozwoju osobistego.
– Odejście z Afromental zajęło mi niemal trzy lata. To nie był impuls, szybka decyzja podjęta w zaledwie jeden miesiąc. Wszystko zostało bardzo głęboko przemyślane – mówi otwarcie po latach wokalista na łamach “Prześwietlenia”. – Czułem, że aby pójść dalej w rozwoju jako człowiek i nie stać w miejscu, muszę wykonać ten ruch. Czasami trzeba po prostu zamknąć oczy i skoczyć w nieznane. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że warto ryzykować, bo tylko wtedy naprawdę się rozwijamy.
Źródło: Goniec