Watykan jako machina polityczna. Bartoś: „Udają religijnych, a są cwaniakami”
Współczesna struktura Kościoła rzymskokatolickiego ma więcej wspólnego z globalną korporacją i państwem niż z pierwotną wspólnotą chrześcijańską. Prof. Tadeusz Bartoś w analizie dla Gońca bezlitośnie punktuje dualizm Watykanu, który pod płaszczykiem nauczania Jezusa prowadzi twardą grę polityczną. – To jest centrala administracyjna dla ponad miliarda wierzących, działająca jak machina państwowa z dyplomatami i konkordatami – ocenia.
Celibat jako narzędzie finansowe
Wbrew powszechnym przekonaniom, celibat w Kościele nie został wprowadzony ze względów duchowych, lecz jako praktyczne narzędzie zarządzania majątkiem i ludźmi. Bartoś przypomina, że w średniowieczu chodziło o to, by majątki kościelne nie przechodziły na rodziny duchownych. Dziś celibat służy „skoszarowaniu” księży, co ułatwia ich dyscyplinowanie przez biskupów.
– To spoiwo organizacyjne. Nie można byłoby tak łatwo przenosić wikarego dekretami, gdyby miał żonę i dzieci – wyjaśnia profesor. Dzięki celibatowi hierarchia utrzymuje pełną władzę nad życiem podwładnych, stosując system nagród w postaci lepszych parafii dla tych, którzy są „mili” dla biskupa.
CAŁA ROZMOWA DOSTĘPNA NA NASZYM KANALE YOUTUBE:
Cienie pontyfikatu Jana Pawła II
Prof. Bartoś rzuca również nowe światło na końcowy okres panowania papieża Polaka, wskazując na rolę kardynała Stanisława Dziwisza. W jego ocenie sekretarz papieża stał się „hamulcowym”, który w pewnym momencie przejął Jana Pawła II niemal na własność, blokując dostęp do schorowanego hierarchy nawet wysokim dostojnikom.
– Dziwisz to taki krakowski cwaniaczek, który później nawet spuścił z papieża krew i zaczął ją sprzedawać jako relikwie – ocenia ostro Bartoś.
Profesor podkreśla, że istnieją dowody na to, iż papież wiedział o przestępstwach seksualnych w Kościele, jednak reagował na nie słabo lub wcale, co kładzie się cieniem na jego dziedzictwie.
Zmierzch monopolu i nowa etyka
Choć instytucja Kościoła jest sprawna i żywotna w krajach trzeciego świata, w Europie i Polsce przechodzi nieuchronny kryzys autorytetu. Bartoś zauważa, że naturalne zmiany socjologiczne odebrały proboszczom monopol na organizowanie życia społecznego i kulturalnego. Zamiast chrześcijańskiego wpędzania człowieka w poczucie winy, filozof proponuje powrót do greckiego pojęcia eudajmonii – dobrostanu opartego na relacjach i przyjaźni.
– Chrześcijaństwo opiera się na poczuciu winy, z którego Jezus ma wybawiać. Ale jeśli nie ma grzechu, nie ma z czego wybawiać – zauważa. Zdaniem Bartosia, przyszłość należy do celebrowania życia i budowania silnych interakcji społecznych, bez konieczności odwoływania się do arbitralnych nakazów „głównego ciecia”, za jakiego często uważa się Boga w tradycyjnym ujęciu.