Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Polityka > Klasztor jako instytucja totalna. Prof. Bartoś: „To legalne niewolnictwo”
Natalia Ziółkowska
Natalia Ziółkowska 23.06.2026 13:09

Klasztor jako instytucja totalna. Prof. Bartoś: „To legalne niewolnictwo”

Klasztor jako instytucja totalna. Prof. Bartoś: „To legalne niewolnictwo”
Prof. Tadeusz Bartoś

Doświadczenie życia w zakonie dominikanów, zamiast duchowego wzlotu, okazało się dla prof. Tadeusza Bartosia zderzeniem z mechanizmami kontroli i ubezwłasnowolnienia. W jego ocenie współczesne klasztory funkcjonują jak „instytucje totalne”, w których jednostka traci prawo do samostanowienia. – To jest legalne niewolnictwo, ponieważ co prawda dobrowolne, ale ludzie są tak urabiani, że postrzegają to jako coś szlachetnego – ocenia filozof. Zamiast wolności ewangelicznej, zakonnicy trafiają w tryby systemu, który zarządza każdą minutą ich życia.

Marketing kontra surowa rzeczywistość

Wizerunek dominikanów jako intelektualnej elity Kościoła, który przyciągał tłumy w latach 80., był w dużej mierze skutecznym PR-em. Prof. Bartoś, który wstąpił do zakonu jako 19-latek, wspomina szok, jakiego doznał po przekroczeniu progu klauzury. To, co widzieli ludzie z zewnątrz – śpiewy, dyskusje i otwartość – drastycznie różniło się od atmosfery panującej wewnątrz. 

– Wszedłem do nowicjatu i zobaczyłem coś zupełnie odwrotnego. Inny świat, inna atmosfera, oschłość i kontrola – wspomina w rozmowie z Gońcem. Zdaniem eksperta, instytucja wykorzystuje „złoty wiek” kościoła do przyciągania młodych ludzi, oferując im atrakcyjną fasadę, za którą kryje się system zdominowany przez regulaminy i zewnątrzsterowność.

CAŁA ROZMOWA DOSTĘPNA NA NASZYM KANALE YOUTUBE:

Klub męski i zanik ideałów

Kolejnym bolesnym odkryciem dla Bartosia było odejście zakonu od pierwotnych ideałów ubóstwa i wspólnoty na rzecz koterii towarzyskich. Zamiast religijnej żarliwości, wewnątrz murów zastał systemy nieformalnych powiązań i specyficzny tryb życia, który nazywa „klubem gejowskim”. 

– Przedmiot nie zgadzał się z tym, co miało być. Miałem wstąpić do zakonu religijnego, a wstąpiłem do klubu męskiego – mówi otwarcie profesor. Podkreśla, że zakony żebracze, które miały nie posiadać własności, stały się potężnymi właścicielami kamienic, stosując kreatywną księgowość, by utrzymać mit o swoim ubóstwie.

Cena wolności i „przeprogramowanie”

Odejście z zakonu po 20 latach nie było jedynie formalnością, lecz głębokim szokiem dla psychiki. Bartoś wskazuje, że wyjście z instytucji totalnej wymaga całkowitej zmiany sposobu myślenia i nauki samodzielnego podejmowania decyzji. Przez dwie dekady system uczył go, że każda decyzja – od miejsca zamieszkania po codzienne zajęcia – należy do przełożonego, który występuje w imieniu Boga. 

– Dla psychiki potrzeba około dwóch lat, żeby się przeprogramować i zacząć żyć nowym życiem – zauważa filozof. Zwraca uwagę, że wielu zakonników zostaje w systemie nie z wiary, lecz ze strachu przed brakiem zawodu, majątku i umiejętności przetrwania w świecie, w którym nikt już nie mówi im, co mają robić.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji