Remigiusz Mróz krytykuje sztuczną inteligencję w literaturze. Stanowcze słowa o Oldze Tokarczuk
Wkraczająca do świata literatury sztuczna inteligencja budzi coraz większe obawy, stając się zarzewiem niezwykle ostrego konfliktu w branży wydawniczej. Głos w debacie zabrał Remigiusz Mróz. W rozmowie w programie “Prześwietlenie” na łamach serwisu Goniec.pl najpopularniejszy polski autor kryminałów wytoczył ciężkie działa przeciwko modelom językowym, wprost oskarżając ich twórców o kradzież własności intelektualnej. Pisarz nie ukrywał również głębokiego rozczarowania postawą Olgi Tokarczuk, która przyznała się do korzystania z wirtualnych asystentów. Czy stoimy u progu zmierzchu tradycyjnego pisarstwa?
Cyfrowa kradzież w biały dzień
Zastępowanie ludzkiej kreatywności algorytmami to dziś jeden z najbardziej palących problemów dla wydawców. Pisarze coraz głośniej nagłaśniają prawny oraz etyczny wymiar działania nowoczesnych technologii. Programy oparte na sztucznej inteligencji są karmione tysiącami tekstów, w tym chronionymi prawem autorskim dziełami, na co ich prawowici właściciele nigdy nie wyrazili zgody.
– To wszystko, co powstało, powstało na bazie plagiatów – punktuje stanowczo Remigiusz Mróz w rozmowie z Gońcem. – W moim przekonaniu wypełnia to znamiona plagiatu.
Giganci technologiczni budują swoje zaawansowane narzędzia, omijając fundamentalne prawa autorskie. Według autora to grzech pierworodny tej technologicznej innowacji, który uderza bezpośrednio w rynek sztuki.
Cień noblistki i milczenie branży
Polska debata na temat nowoczesnych technologii w sztuce nabrała bezprecedensowego rozpędu po niedawnym wyznaniu Olgi Tokarczuk. Polska laureatka Literackiej Nagrody Nobla za 2018 rok publicznie przyznała się do konsultowania swoich pomysłów fabularnych z AI. Ta deklaracja wywołała w środowisku ogromne emocje, dzieląc twórców na entuzjastów i krytyków. Zamiast złości, poczytny twórca kryminałów odczuł jednak w związku z tą sytuacją osobisty zawód.
– U mnie wywołało to rzeczywiście trochę więcej smutku – przyznaje szczerze rozmówca Gońca. – Abstrahując od samej Olgi, do której mam ogromny szacunek i sympatię, pomyślałem o tym, ilu może być takich autorów na świecie, którzy to robią, ale nie mówią o tym głośno.
Słowa te rzucają światło na zjawisko, które może stanowić dziś starannie ukrywaną tajemnicę poliszynela w kręgach literackich.
Kurczący się horyzont twórczy
Eksperci i publicyści zastanawiają się, gdzie przebiega granica między ułatwianiem sobie researchu a kapitulacją przed maszyną. Wyręczanie się programami komputerowymi to nie tylko kwestia zawodowej etyki, ale przede wszystkim realne zagrożenie dla unikalności i jakości literatury.
– Korzystanie z tych modeli sprawia, że nasz horyzont twórczy bardzo się kurczy – zauważa w “Prześwietleniu” Mróz. – Oddajemy po prostu za dużo kreatywności tym automatom.
Zautomatyzowane oprogramowanie potrafi perfekcyjnie naśladować styl i generować spójne akapity, ale wciąż pozostaje odtwórcą, z natury pozbawionym autentycznego doświadczenia i wrażliwości.
Triumf ludzkich emocji
Mimo postępującej automatyzacji i rosnących możliwości programów, polski pisarz pozostaje optymistą w kwestii przyszłości tradycyjnego czytelnictwa. Zaznacza, że relacja między twórcą a odbiorcą opiera się na szczerości, której nie da się wygenerować za pomocą sieci neuronowych.
– AI może poznać i napisać te wszystkie książki, które już zostały napisane, ale nigdy nie napisze tych, które nie zostały jeszcze napisane – konkluduje na łamach serwisu Goniec.pl. – Tylko człowiek może stworzyć coś, czego rzeczywiście nie było.
W dobie cyfrowej rewolucji unikalna, ludzka więź oraz prawdziwe emocje okazują się najważniejszym kapitałem, którego żaden, nawet najbardziej zaawansowany system nie zdoła nam odebrać.
Źródło: Goniec