Merytokracja po polsku. Albert Świdziński o „szczerej pogardzie” do elit
Czy polska klasa polityczna cierpi na nieuleczalny kompleks prowincjonalizmu? Gdzie podziała się merytokracja, o której od lat tak chętnie dyskutuje się w warszawskich gabinetach? O tragicznej kondycji rodzimego establishmentu, systemowym blokowaniu talentów i strachu przed szczerością wobec obywatela dyskutowali w studiu portalu Goniec.pl mówił analityk do spraw geopolityki i strategii Albert Świdziński. Diagnoza, jaka wyłania się z tej rozmowy, jest brutalna: polskie państwo samo podcina sobie skrzydła.
Kompleks poddostawcy i zachodnia iluzja
Jednym z największych grzechów głównych polskiego establishmentu jest jego głęboka wtórność oraz niemoc w kreowaniu własnej, suwerennej myśli strategicznej. Zamiast analizować globalne wyzwania przez pryzmat nadrzędnego interesu państwa, krajowe elity nierzadko bezrefleksyjnie kopiują zachodnie wzorce, często przyjmując je za pewnik z wieloletnim opóźnieniem.
– Szczytem marzeń polskiego establishmentu była sugestia, że możemy jedynie aspirować do doszlusowania do Zachodu w roli poddostawcy. To był szczyt ich ambicji. Uznano, że historia się skończyła, znamy swoje miejsce w szeregu i powinniśmy być z tego zadowoleni – diagnozuje ostro Albert Świdziński w programie “Obraz Świata”.
Gość nie kryje głębokiej irytacji wobec zjawiska, które określa mianem tandety myślenia. Jak zauważa analityk, polscy decydenci rzadko potrafią trzeźwo ocenić zachodzące w świecie zmiany, a ich postawa budzi coraz większy sprzeciw.
– Nie znoszę naszej rodzimej prowincjonalności, a jest ona najbardziej widoczna właśnie wśród tych, którzy usilnie starają się uchodzić za zachodni establishment. Szczerze mówiąc, wolę zadawać się z prostym chamem niż z tymi ludźmi. Budzi to we mnie szczerą pogardę – przyznaje bez ogródek ekspert, uderzając w salony polityczno-eksperckie.
Państwo w szponach klik i koterii
Prowincjonalność intelektualna nie bierze się jednak z powietrza. Jest ona bezpośrednim pokłosiem wadliwego systemu, w którym awans rzadko opiera się na twardej wiedzy, a znacznie częściej na układach. Merytokracja, będąca fundamentem sprawnie funkcjonujących państw, w polskich realiach wciąż pozostaje mitem. Od dziesięcioleci elity mają potężny problem z dopuszczaniem do głosu jednostek wybitnych, o ile te nie posiadają odpowiedniego umocowania towarzyskiego lub politycznego.
– W Polsce zawsze mieliśmy problem z merytokratyczną selekcją elit. Dominowały koterie, kliki i blokowanie ludzi utalentowanych. Uważam, że w ogromnym stopniu zmagamy się z tym zjawiskiem do dzisiaj – ocenia analityk.
Brak przejrzystych ścieżek awansu prowadzi do systematycznej degradacji instytucji publicznych i spółek Skarbu Państwa. Skutki tego widać jak na dłoni, gdy kluczowe decyzje podejmują osoby pozbawione kompetencji, a zdolni reformatorzy boleśnie zderzają się z urzędniczym betonem.
– Znaczna część naszych recept politycznych jest formułowana w całkowitym oderwaniu od tego, jaką jakość prezentuje establishment polityczny i ekspercki w naszym kraju. To nie moja wina, że są oni skrajnie niekompetentni, ale taka jest niestety rzeczywistość – kwituje gorzko rozmówca portalu Goniec.pl.
Polityka niczym sprzedaż cudownych garnków
Fatalna jakość elit przekłada się wprost na drastyczny spadek poziomu debaty publicznej. Zamiast partnerskiego dialogu, polscy politycy serwują wyborcom teatr iluzji. Celowo unika się trudnych dyskusji o realnych zagrożeniach i kosztach, chociażby w kontekście niezbędnej modernizacji armii czy głębokich reform strukturalnych.
– Relacja między politykami a społeczeństwem przypomina tę między nieświadomym seniorem, który kupuje cudowne garnki, a naciągaczem próbującym mu je za wszelką cenę wcisnąć. W takim układzie nigdy nie mówi się prawdy, dlatego brakuje w nim jakiegokolwiek społecznego szacunku – podsumowuje obrazowo Świdziński w “Obrazie Świata”.
To właśnie ów strach przed konfrontacją z trudną prawdą, połączony z kolesiostwem i intelektualną wtórnością, tworzy w Polsce błędne koło niemocy. Dopóki elity nie zrzucą gorsetu zachodnich kompleksów i nie otworzą drzwi dla autentycznych talentów, rozwój państwa pozostanie sztucznie hamowany przez tych, którzy z urzędu powinni o niego dbać.
Źródło: Goniec