Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt wywołała polityczne poruszenie. Głowa państwa zablokowała przepisy, za którymi w Sejmie rękę podniósł sam prezes PiS, Jarosław Kaczyński. Czy to dowód na polityczną samodzielność prezydenta, czy pragmatyczny ukłon w stronę polskiej wsi?
Podczas ostatnich rozmów polsko-niemieckich powrócił temat odszkodowań za straty wojenne. Wymiana zdań między przedstawicielami obu państw ujawniła rozbieżności w podejściu do zamknięcia tego rozdziału historii. Równocześnie propozycje rozwiązania problemu spotkały się z krytycznym komentarzem na polskiej scenie politycznej.
W przestrzeni publicznej wybuchła ostra wymiana zdań między czołowymi politykami w sprawie jednego z najboleśniejszych i najtrudniejszych tematów w relacjach polsko-niemieckich. Powodem są słowa premiera, które padły podczas wizyty w Berlinie, a które zostały zinterpretowane jako propozycja nowego kierunku w rozwiązaniu dawnego sporu.
Jarosław Kaczyński pojawił się na Kongresie Młodych w Lublinie, ale uwagę uczestników przyciągnęło nie jego przemówienie, lecz nietypowe wejście. Prezesa PiS powitano muzyką techno i napisem „Vixa”, co szybko stało się viralem w sieci.
Podczas lubelskiego kongresu młodych konserwatystów padło słowo, które w krótkim czasie zdominowało polityczne dyskusje w sieci.Nagroda przyznana jednemu z głównych gości wydarzenia stała się pretekstem do poważnej debaty o wizji Polski w Europie.
W PiS narasta napięcie, którego nie udało się już przykryć ani kursem partyjnej dyscypliny, ani spotkaniem „ratunkowym” na Nowogrodzkiej. Choć miało ono „uspokoić nastroje”, jak przyznają sami politycy, przyniosło coś zupełnie przeciwnego.
Atmosfera w największej partii opozycyjnej gęstnieje z tygodnia na tydzień, a ostatnie wydarzenia ujawniają głębokie pęknięcia w strukturach Zjednoczonej Prawicy. Jarosław Kaczyński staje dziś przed wyjątkowym wyzwaniem. W obliczu narastającego chaosu i wzajemnych oskarżeń prezes PiS zdecydował zwołanie spotkania w trybie pilnym.
- Hołownia zaczął jako przywódca partii być o wiele mniej wiarygodny niż jako marszałek Sejmu – mówi w Rozmowie Gońca prof. Andrzej Rychard. Socjolog dodaje, że seria działań lidera Polski 2050 „nie budowała już jego wiarygodności, tylko ją podkopywała”.
W Prawie i Sprawiedliwości doszło do znaczących przetasowań w strukturach odpowiedzialnych za tworzenie programu wyborczego. Zespół powołany przez Jarosława Kaczyńskiego nie obejmuje Mateusza Morawieckiego, co wywołało wewnętrzne napięcia i podzieliło środowisko partyjne. Decyzja ma być elementem strategicznej zmiany, mającej na celu odświeżenie wizerunku ugrupowania i przygotowanie do kolejnych wyborów.
Zwycięstwo kandydata obozu prawicy w wyborach prezydenckich na pierwszy rzut oka wydaje się spełnieniem marzeń polityków z Nowogrodzkiej. Jednak wnikliwa analiza rzuca na tę wizję zupełnie nowe światło. Sukces Karola Nawrockiego może doprowadzić partię w 2027 roku w ramiona polityków, których jeszcze niedawno uznawano za absolutny margines.
Jarosław Kaczyński powołał nowy zespół, który pracuje nad odświeżonym programem Prawa i Sprawiedliwości. Na liście nominowanych pojawiło się wiele znanych nazwisk związanych z poprzednimi rządami Zjednoczonej Prawicy, jednak zabrakło byłego premiera Mateusza Morawieckiego.
To wyniki, które wstrząsnęły całym politycznym zapleczem. Najnowszy sondaż pokazuje przepaść, której PiS nie widział od dziesięciu lat, a KO wykorzystuje moment i wchodzi na prowadzenie jak nigdy dotąd.
W polskiej polityce znów wrze, a atmosfera gęstnieje od sugestii, insynuacji i ostrych komentarzy. Wicepremier Krzysztof Gawkowski w rozmowie z Radiem Zet przedstawił zaskakujące twierdzenia dotyczące rzekomych zakulisowych spotkań Jarosława Kaczyńskiego i prezydenta Karola Nawrockiego.
Wypowiedź Radosława Sikorskiego ponownie poruszyła temat, który w polskiej polityce od lat budzi emocje i niekończące się dyskusje. Mimo, że mówi się o nim rzadko, wystarczy kilka zdań, by powróciły dawne wątpliwości. Co sprawiło, że sprawa z przeszłości znów stała się głośna – i czy przyniesie nowe pytania? Tym bardziej że dotyczy nie tylko pamięci o Andrzeju Lepperze, ale też najnowszych słów Jarosława Kaczyńskiego, które dodatkowo rozgrzały debatę. Właśnie ten zestaw nazwisk sprawia, że atmosfera ponownie staje się wyjątkowo napięta.
Jarosław Kaczyński podczas spotkania z sympatykami w Kwidzynie nawiązał do śmierci Andrzeja Leppera, oceniając, że nie była ona samobójstwem. Do wypowiedzi prezesa Prawa i Sprawiedliwości odniósł się syn zmarłego polityka, który mocno skrytykował te słowa i stwierdził wprost, że lider PiS powinien „odejść już na emeryturę, a nie takie farmazony wygadywać”.
W ogniu pytań podczas spotkania z wyborcami, Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński zaskoczył publiczność nagłym powrotem do przeszłości. Odpowiadając na kwestie dotyczące relacji jego partii z rolniczą „Solidarnością”, lider PiS niespodziewanie nawiązał do tragicznie zmarłego Andrzeja Leppera, sugerując, że nie była to śmierć naturalna. Sprawę dosadnie skomentował wicepremier Radosław Sikorski.
Podczas spotkania z Jarosławem Kaczyńskim w Elblągu, prezes Prawa i Sprawiedliwości szeroko odniósł się do kwestii zarzutów przedstawionych Zbigniewowi Ziobrze, oraz jego potencjalnego aresztowania. Lider opozycji nie zamierzał przebierać w słowach, i wziął byłego ministra sprawiedliwości pod swój parasol ochronny.
W sobotę 15 listopada Jarosław Kaczyński zabrał głos ws. śmierci Andrzeja Leppera. Prezes PiS zaskoczył całą Polskę, wprost sugerując, że lider Samoobrony "został zamordowany przez ludzi ze swoich środowisk". Po tych słowach w Polsce od razu się zakotłowało.
Sensacyjne plotki zatrzęsły sceną polityczną po tym, jak współpracownik Telewizji Republika, Krzysztof Puternicki, opublikował w mediach społecznościowych informację o rzekomym tajnym spotkaniu Donalda Tuska ze Sławomirem Mentzenem, do którego miało dojść pod koniec sierpnia w Trójmieście. Na odpowiedź lidera Konfederacji nie trzeba było długo czekać.
Spór Jarosława Kaczyńskiego ze Zbigniewem Komosą z miesięcznicy smoleńskiej od miesięcy wzbudzał emocje zarówno wśród polityków, jak i opinii publicznej, zakończył się ważnym orzeczeniem. Sąd Okręgowy w Warszawie podtrzymał wcześniejszą decyzję niższej instancji i tym samym zamknął etap, który miał zdecydować o dalszych losach postępowania. Oskarżyciel już zapowiada dalsze kroki.
W polskiej polityce nie brakuje osób, które konsekwentnie budują swoją pozycję i zdobywają zaufanie najważniejszych liderów. Jedna z nich w ostatnich miesiącach znalazła się w centrum uwagi mediów, zyskując istotny awans i pojawiając się na najważniejszych wydarzeniach publicznych u boku wpływowych postaci.
Marsz Niepodległości 2025 w Warszawie, który zgromadził według szacunków stołecznych służb około 100 tysięcy osób, stał się nie tylko największą patriotyczną manifestacją w Europie, ale i areną zaostrzonej wojny politycznej. Wydarzenie to, naznaczone incydentami (jak złamanie zakazu pirotechniki przez polityków) i kontrowersyjnymi hasłami, zostało wykorzystane przez prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego, do przekazania ostrego komunikatu. Kaczyński, biorąc udział w marszu, zadeklarował jego otwartość dla wszystkich patriotów, jednocześnie wystosowując bezprecedensową, brutalną krytykę pod adresem Donalda Tuska.
Marsz Niepodległości 2025, który ruszył 11 listopada z Ronda Dmowskiego pod hasłem: "Jeden naród, silna Polska", tradycyjnie stał się nie tylko manifestacją patriotyzmu i podziałów ideologicznych, ale także areną sporu o frekwencję. Podczas gdy miasto, na podstawie własnych szacunków, podało wstępne dane, redakcje internetowe, opierając się na analizie gęstości i długości tłumu, przedstawiły znacznie wyższe liczby.
Marsz Niepodległości 2025 w Warszawie rozpoczął się po godzinie 14:00 na Rondzie Dmowskiego i ruszył w kierunku błoni Stadionu Narodowego pod hasłem "Jeden naród, silna Polska". Wśród uczestników, którzy nieśli biało-czerwone flagi, byli czołowi politycy, w tym prezydent Karol Nawrocki oraz Jarosław Kaczyński i Krzysztof Bosak. Trasa marszu została szybko naznaczona poważnymi kontrowersjami i złamaniem przepisów.
W polityce rzadko kiedy pojawiają się słowa, które natychmiast stają się komentarzem dnia. A jednak tym razem Marcin Mastalerek - były szef Gabinetu Prezydenta i rzecznik PiS, nie owijał w bawełnę. W jednym zdaniu uderzył w samo serce partyjnej strategii. Gdy zapytano go o udział Jarosława Kaczyńskiego w Marszu Niepodległości, odpowiedział bez ogródek.
Jarosław Kaczyński już wielokrotnie przemawiał pod pomnikiem Marszałka Józefa Piłsudskiego, jednak poniedziałkowe wystąpienie lidera PiS na długo zapadnie w pamięć opinii publicznej. Polityk podkreślił, że niepodległość Polski została wystawiona na ciężką próbę. - Obecnie mamy do czynienia ze stanem, w którym niepodległość jest rzeczywiście zagrożona - zaznaczył Kaczyński. Takich scen już dawno nie było.
Nowy sondaż pokazuje wyraźny zwrot w nastrojach społecznych. Polacy nie mieli wątpliwości, kto dziś cieszy się największym zaufaniem i sympatią. W rankingu ulubionych polityków jeden z liderów zdeklasował konkurencję, zdobywając niemal dwukrotnie wyższe poparcie niż rywale.
Poranne obchody miesięcznicy smoleńskiej na Placu Piłsudskiego w Warszawie przerodziły się w scenę pełną napięć i dramatycznych słów. Jarosław Kaczyński, prezes PiS, podczas swojego wystąpienia nie szczędził krytyki pod adresem Zbigniewa Ziobry i osób, które jego zdaniem - „pozwalały przez osiem lat okradać Polskę na miliardy”.