Awantura na wizji? Ostre słowa o Nawrockim wyprowadziły Bąkiewicza z równowagi
Emocje w studiu telewizyjnym sięgnęły zenitu, a widzowie przecierali oczy ze zdumienia, obserwując bezpardonową wymianę zdań między zaproszonymi gośćmi. W programie prowadzonym przez Magdalenę Ogórek doszło do skandalicznej sytuacji, która błyskawicznie stała się tematem numer jeden w mediach społecznościowych. Głównym punktem zapalnym okazała się postać Karola Nawrockiego, kandydata wspieranego przez Prawo i Sprawiedliwość, wobec którego padły szokujące oskarżenia.
- Rozmowa w programie Magdaleny Ogórek
- Skandaliczne słowa Rafała Lipskiego
- Robert Bąkiewicz nie bez winy
Rozmowa w programie Magdaleny Ogórek
Program prowadzony przez charyzmatyczną Magdalenę Ogórek od dawna przyciąga przed ekrany rzesze widzów spragnionych politycznych emocji w gwiazdorskim wydaniu. Tym razem gospodyni zaprosiła do studia postacie o zupełnie innych światopoglądach, co od samego początku zwiastowało ogromne napięcie. Przy stole zasiedli – Robert Bąkiewicz, były prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, oraz Rafał Lipski, działacz kojarzony z lewicową stroną sceny politycznej, znany ze swoich bezkompromisowych wypowiedzi. Atmosfera była gęsta już od pierwszych minut, a Magdalena Ogórek, mimo wieloletniego doświadczenia, z trudem panowała nad dynamiką tej rozmowy.
Tematem przewodnim spotkania była sytuacja 67‑latki z Torunia, skazanej nieprawomocnie na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu na rok. Izabela M. była bohaterką hejtu w internecie, gdzie napisała w mediach społecznościowych o Jerzym Owsiaku: "Giń człowieku i to jak najszybciej. Dość okradania. Dość twojego dorabiania się z naiwności Polaków".
Widzowie śledzący format Magdaleny Ogórek przyzwyczajeni są do tego, że w jej programach nie brakuje kontrowersji, ale tym razem przekroczono granice, które rzadko są naruszane w telewizji na żywo. Zaproszeni goście, reprezentujący skrajne bieguny polskiego sporu, nie szczędzili sobie złośliwości, a każda kolejna minuta rozmowy przybliżała uczestników do punktu bez odwrotu.

Skandaliczne słowa Rafała Lipskiego
W pewnym momencie dyskusja zeszła na temat prezydenta Karola Nawrockiego, czego nikt w studio, łącznie z samą prowadzącą, nie był w stanie przewidzieć.
W trakcie burzliwej dyskusji Rafał Lipski powiedział, że prezydent Karol Nawrocki „sprowadzał prostytutki do burdelu”.
Magdalena Ogórek natychmiast zwróciła się do polityka, pytając czy zdaje sobie sprawę z tego co właśnie powiedział, a Robert Bąkiewicz także nie pozostał obojętny odpowiadając Lipskiemu:
— Jest pan politycznym śmieciem. Tego typu zarzuty, które pan stosuje, są poniżej poziomu. Normalnie dostałby pan w gębę i skończyłaby się zabawa — mówił.
Magdalena Ogórek próbowała wielokrotnie tonować nastroje, przypominając o kulturze debaty, jednak jej starania spełzły na niczym. Robert Bąkiewicz, wydawał się być wyjątkowo zmotywowany, by zaznaczyć swoją obecność i bronić konserwatywnych wartości oraz postaci Nawrockiego. Z kolei Rafał Lipski od samego początku przyjął postawę ofensywną, budując atmosferę konfrontacji, która ostatecznie doprowadziła do sporu, który dzisiaj jest jednym z głośnych tematów w mediach.
Robert Bąkiewicz nie bez winy
Mimo że Robert Bąkiewicz z oburzeniem bronił Karola Nawrockiego przed atakami Lipskiego, on sam również znajduje się w samym centrum poważnych kłopotów prawnych, o których media rozpisują się od wielu tygodni. Postać ta nie jest bez skazy, a na jego wizerunku cieniem kładą się zarzuty prokuratorskie, które stawiają go w bardzo niekorzystnym świetle. Choć w studio Ogórek zgrywał moralistę, to w rzeczywistości musi on mierzyć się z wymiarem sprawiedliwości w związku ze swoimi wcześniejszymi działaniami, które przez śledczych zostały uznane za niezgodne z prawem.
Prokuratura postawiła Robertowi Bąkiewiczowi aż trzy poważne zarzuty, które dotyczą między innymi wydarzeń związanych z jego działalnością publiczną i manifestacjami. Chodzi o głośną sprawę „wyrywania chwastów”, jak sam to określał, co w języku prawniczym przełożyło się na oskarżenia o naruszenie nietykalności cielesnej oraz kierowanie gróźb karalnych. Śledczy badają również wątki dotyczące zniszczenia mienia oraz zakłócania legalnych zgromadzeń, co stawia Bąkiewicza w pozycji oskarżonego, któremu grozi realna kara pozbawienia wolności, jeśli zarzuty te zostaną potwierdzone przed niezawisłym sądem.
Robert Bąkiewicz kategorycznie nie przyznaje się do winy i utrzymuje, że wszelkie działania prokuratury mają charakter polityczny i są próbą zdyskredytowania go w oczach opinii publicznej. Podczas przesłuchań i w swoich mediach społecznościowych twierdzi, że działał w obronie wartości narodowych i tradycyjnych, a stawiane mu zarzuty są absurdalne.
