Z ustaleń "The Guardian" wynika, że Rosjanie wywożą przymusowo tysiące osób z Mariupola i innych okupowanych miast. Mieszkanki oblężonych miejscowości zdradziły w rozmowie z brytyjskim dziennikiem, że żołnierze wyciągali je ze schronów, wpychali do busów i wywozili do "obozów filtracyjnych". - To było bardzo poniżające - przyznała jedna z nich.Tymczasem rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zaprzecza, jakoby Ukraińcy mieliby zmuszani do wyjazdu. Potwierdził, że do Rosji wywieziono około 420 tys. osób, ale jego zdaniem mieszkańcy samodzielnie i dobrowolnie podejmowali decyzje o "ewakuacji z zagrożonych terenów".
Tuż przed wywiadem z koordynatorem punktu na granicy w Hrebenne nasi reporterzy dotarli do przerażających informacji. Jak się okazuje, Rosjanie nie zabierają zwłok swoich żołnierzy ze sobą, a w Ukrainie brakuje worków na ciała. Marcin Wojciechowski, koordynator namiotu "Rycerzy Kolumba" na polsko-ukraińskiej granicy w Hrebenne, opowiedział nam o dramatycznej sytuacji w Ukrainie. Rosjanie nie zabierają ciał swoich żołnierzy. Na ulicach miast czy drogach można napotkać rozkładające się zwłoki. O koszmar wyrządzony przez wojsko Putina muszą zadbać Ukraińcy, aby nie doszło do problemu epidemiologicznego.- Zwrócili się do nas nasi koledzy zza wschodniej granicy, jakbyśmy mogli dostarczyć im worki na ciała. Jest ciepło, a wiemy, że po stronie wschodniej Ukrainy wojska rosyjskie nie zabierają swoich żołnierzy, którzy polegli w walce. Trzeba zabezpieczyć ciała, więc proszą nas o wsparcie, abyśmy mogli im przekazać worki na ciała. Staramy się zrobić to jak najszybciej - opowiada Marcin Wojciechowski.
Służba Bezpieczeństwa Ukrainy ostrzega przed kolejną prowokacją ze strony Rosji. Z jej doniesień wynika, że Rosjanie chcą zebrać ciała ludności cywilnej i przedstawić je jako masowe ofiary poległe z rąk armii ukraińskiej. Agencja Interfax-Ukraina wskazuje, że wybrali już miejsce, w którym dokonają falsyfikacji.Tymczasem we wtorek napłynęły kolejne porażające informacje z wyzwolonych miast. O tym, czyje zwłoki znaleziono w Irpieniu pisaliśmy w tym artykule.
Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy przekazał, że rosyjska jednostka, która dopuściła się morderstw w Buczy, zostanie ponownie wysłana do Ukrainy. Rosjanie mają powrócić w niezmienionym składzie. Niewykluczone, że zostaną wysłani w kierunku Charkowa.Tymczasem na jaw wychodzą kolejne brutalne zbrodnie, których mieli dopuścić się Rosjanie w podkijowskich miejscowościach. Jak już informowaliśmy, u 10-letnich ofiar rozpoznano ślady gwałtu i tortur.
Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch ujawnił najnowsze plany prezydenta Andrzeja Dudy w związku z wojną w Ukrainie. W najbliższym czasie prezydent odwiedzi Londyn. Sekretarz stanu nie wyklucza też prezydenckiego wyjazdu do Kijowa, ale zaznacza, że "wszystko będzie zależało od sytuacji". W tym tygodniu stolicę Ukrainy odwiedzą przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i szef unijnej dyplomacji Josep Borrell. Przedstawiciele UE spotkają się z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim.
Ukraińska rzeczniczka praw człowieka Ludmyła Denisowa i deputowana Łesia Wasylenko ujawniły kolejne wstrząsające informacje z wyzwolonych miejscowości. W Irpieniu (obwód kijowski) znaleziono zwłoki dzieci ze śladami gwałtu i tortur. Wśród ofiar były dziewczynki poniżej 10. roku życia.Podkijowskie miejscowości wyzwoliły się spod rosyjskiej okupacji w ubiegłym tygodniu. Zniszczony przez Rosjan Irpień został odbity w piątek 1 kwietnia.
Skalę ludobójstwa dokonanego przez rosyjską armię w Buczy trudno zrozumieć i jeszcze trudniej się z nią pogodzić. Po tym, jak Rosjanie wycofali się z okolic Kijowa, mieszkańcy miasteczka, którzy przetrwali rzeź, próbują pojąć horror, z jakim przyszło im się zmierzyć.Brytyjski dziennik "The Guardian" dotarł do ocalałych z masakry w Buczy. Ludność tego niewielkiego miasteczka w Ukrainie mierzy się z traumą i nie wie, czy uda jej się na nowo poukładać swoje życie. Wspomnienia, którymi podzielono się z dziennikarzami są szokujące i pokazują prawdziwy obraz bestialstwa Rosjan.
Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier przyznał w poniedziałek, że pomylił się w swojej polityce wobec Władimira Putina. Jak wskazał, jednym z najpoważniejszych błędów było popieranie budowy gazociągu Nord Stream 2. Z żalem dodał również, że nie powiodła się próba budowy "wspólnego europejskiego domu", który obejmowałby Rosję.Po ujawnieniu wstrząsających zbrodni w Buczy i innych miejscowościach nieopodal Kijowa, demokratyczny świat jeszcze surowiej zaczął spoglądać na Rosję i Władimira Putina. Wiele krajów, w tym USA, ogłosiło, że domaga się zaostrzenia sankcji i międzynarodowego procesu.W rezultacie podejście do agresora zmieniły również będące do tej pory powściągliwymi Niemcy. Tamtejsza minister obrony zrewidowała dotychczasowe poglądy i zapowiedziała, że poważnie rozważy wstrzymanie importu rosyjskiego gazu.Równie krytyczny okazał się być milczący dotychczas prezydent Frank-Walter Steinmeier. W najnowszej rozmowie z dziennikarzami polityk przyznał się do poważnych błędów w polityce wobec Rosji i porażki we włączeniu mocarstwa do europejskiej rodziny.
We wtorek premier Mateusz Morawiecki spotka się szefową brytyjskiego MSZ Liz Truss, która jest w trakcie wizyty w Polsce. Jak podała Kancelaria Premiera Rady Ministrów, rozmowa będzie dotyczyć m.in. kwestii pomocy dla Ukrainy, która kilka pod koniec lutego br. została zaatakowana przez Rosję.Liz Truss pojawiła się w Polsce w poniedziałek, 4 kwietnia 2022 roku i jeszcze tego samego dnia odbyła spotkanie z ministrem spraw zagranicznych Ukrainy Dmytrem Kułebą. We wtorek z kolei szefowa brytyjskiego MSZ spotka się z premierem Morawieckim i swoim odpowiednikiem w Polsce, ministrem Zbigniewem Rauem.
Biuro prokurator generalnej Ukrainy Iryny Wenediktowej poinformowało dziś, że na terenie sanatorium dziecięcego w Buczy znaleziono ciała pięciu osób. Wszystkie miały związane ręce. Ofiary miały być "nieuzbrojonymi cywilami".W komunikacie ukraińskiej prokuratury czytamy, że ofiary miały zostać pobite przed śmiercią. Wcześniej Iryna Wenediktowa informowała, że w regionie kijowskim prowadzone są śledztwa dotyczące czynów sił rosyjskich, które można uznać za zbrodnie wojenne.
Prokuratura Krajowa poinformowała, że polscy prokuratorzy zwrócili się do strony ukraińskiej oferując pomoc przy wyjaśnieniu zbrodni wojennych w Buczy w Ukrainie. Analogiczna deklaracja została skierowana do Międzynarodowego Trybunału Karnego.Polska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie napaści Rosji na Ukrainę 28 lutego bieżącego roku. - Celem śledztwa jest przede wszystkim szybkie zabezpieczenie materiału dowodowego obrazującego zbrodnie wojenne popełniane przez siły zbrojne agresora na terytorium Ukrainy - wskazywano w komunikacie Prokuratury Krajowej.
Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden zaapelował o wszczęcie procesu w sparwie rosyjskich zbrodni w Buczy i nałożenie kolejnych sankcji na Rosję. - Ten człowiek jest brutalny i to, co się dzieje, jest oburzające - mówił po powrocie do Białego Domu ze swojej rezydencji w Delaware.Zbrodnie w Buczy i innych miejscowościach nieopodal Kijowa wstrząsnęły światem. Choć większość z nas wiedziała, że po Władimirze Putinie można spodziewać się wszystkiego, obrazki z Ukrainy zszokowały swoją drastycznością i bijącym z nich okrucieństwem.Na to, co wydarzyło się kilka dni temu błyskawicznie i stanowczo zareagował polski rząd, nazywając masakrę ludobójstwem i domagając się kolejnych, dotkliwych sankcji przeciwko Rosji. Jak się okazuje, głos ten nie jest osamotniony. Podobny przekaz popłynął dziś od naszego największego sojusznika, czyli Stanów Zjednoczonych.
Władimir Putin wydał dekret o "odwecie wizowym". Zgodnie z jego założeniami, dyplomaci i dziennikarze z 48 krajów, w tym z Polski i Stanów Zjednoczonych, aby wjechać na teren Rosji będą potrzebowali wizy, a nie jak do tej pory paszportu dyplomatycznego. Decyzja prezydenta Rosji to odwet za sankcje nałożone przez zachodnie państwa na jego kraj oraz wysokich urzędników Kremla.Zaledwie tydzień temu szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow ujawnił, że za zamkniętymi drzwiami Kremla powstaje specjalny dokument, który ma być odpowiedzią na zachodnie sankcje wobec Moskwy.Okazało się bowiem, że choć Władimir Putin wydawał się być niewzruszony restrykcjami, które nałożono na niego i jego współobywateli, coś jednak pękło w przywódcy Rosji i postanowiono o zastosowaniu kroków odwetowych.
- W tej chwili toczy się bitwa w łuku donbaskim. I ta bitwa zdecyduje o tym, kiedy strony usiądą do stołu negocjacyjnego i kto będzie miał jakie karty w ręku - twierdzi gen. Waldemar Skrzypczak. Jak dodaje, losy wojny rozstrzygną się w ciągu dnia lub dwóch, mało prawdopodobne przy tym, by Rosjanie utrzymali rubież Dniepru.To już 40. dzień wojny w Ukrainie, która dla Rosjan miała być błyskawiczną operacją wojskową zakończoną niekwestionowanym zwycięstwem i poszerzeniem strefy wpływów. Bohaterski opór Ukraińców sprawił jednak, że armia Władimira Putina od ponad miesiąca nie może rozprawić się z okupowanym sąsiadem, ponosząc przy tym olbrzymie straty.Jak donosi amerykański ośrodek ISW, ukraińskie wojska wygrały bitwę o Kijów, zmuszając Rosjan do wycofania się spod stolicy. Mimo tego, wojna jest daleka od zakończenia i, co gorsza, przybiera najbrutalniejsze z możliwych oblicze.
Dmitrij Miedwiediew nie wytrzymał i w stanowczy sposób zaatakował premiera, Mateusza Morawieckiego. Wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji nazwał szefa polskiego rządu "pseudopremierem", który "oszalał na gruncie rusofobii". W swoim wpisie uderzył również w Prawo i Sprawiedliwość. Od dłuższego czasu w światowych mediach można usłyszeć o konieczności nakładania sankcji na Rosję. Wiele osób postuluje, by znacznymi ograniczeniami byli objęci również oligarchowie, a także najważniejsze osoby w państwie.Wśród nich znajduje się premier Mateusz Morawiecki, który wielokrotnie przypominał o konieczności nałożenia sankcji na rosyjskich polityków, w tym członków partii Jedna Rosja.Jak się okazało, jedna z jego wypowiedzi nie przypadła do gustu byłemu prezydentowi Rosji, który w niewybredny sposób uderzył w szefa polskiego rządu.Dmitrij Miedwiediew napisał za pośrednictwem swojego Telegramu, że Mateusz Morawiecki to "pseudopremier", który "oszalał na gruncie rusofobii".
Mateusz Morawiecki w mocnych słowach zwrócił się do prezydenta Francji Emmanuela Macrona, kanclerza Niemiec Olafa Scholza i byłej kanclerz Angeli Merkel, krytykując ich bierną postawę wobec Władimira Putina. Polski premier stwierdził, że milczący są współodpowiedzialni zbrodniom dokonywanym na ludności cywilnej w Ukrainie i porównał rosyjskiego prezydenta do Hitlera oraz Stalina.Świat wciąż pozostaje w szoku po tym, jak w ukraińskiej Buczy ujawniono masowy grób, w którym miało znajdować się prawie 300 ciał. Nikt nie ma już wątpliwości, że Władimir Putin jest zbrodniarzem wojennym, odpowiedzialnym za masakrę w Ukrainie.Na doniesienia o tragedii mocno zareagował polski rząd, którego szef zaapelował o pilne zwołanie Rady Europejskiej i jeszcze bardziej dotkliwe sankcje, które w końcu powstrzymają prezydenta Rosji.Dziś Mateusz Morawiecki po raz kolejny odniósł się do informacji o ludobójstwie w okolicach Kijowa. Z ust polskiego premiera padły także krytyczne słowa pod adresem europejskich polityków, wykazujących się bierną postawą wobec Putina.
Według rzeczniczki rosyjskiego MSZ, zdjęcia przedstawiające zabitych Ukraińców w Buczy to prowokacja. Maria Zacharowa uważa, że za przygotowaniem tych fotografii stoją Stany Zjednoczone oraz NATO. - Ich nadrzędnym celem jest zniszczenie reputacji Rosji.- podkreśliła.Kilka dni temu, światowe media obiegły zdjęcia oraz informacje o niewyobrażalnej masakrze, do której doszło w miejscowości Bucza (obwód kijowski). Zarówno ukraińskie władze, jak i dziennikarze opublikowali wstrząsające zdjęcia i nagrania, które ujawniły skalę rosyjskiej zbrodni.Na materiałach dokładnie widać dziesiątki ciał na ulicach, zastrzelonych ludzi ze związanymi rękoma, a także płytkie groby, w których odnajdowane są kolejne ciała. Jak wiadomo, rząd w Kijowie zareagował naprawdę szybko i oficjalnie powiadomił o sprawie Międzynarodowy Trybunał Karny.Jak się okazało, na odpowiedź strony rosyjskiej nie trzeba było długo czekać. Głos w sprawie ludobójstwa w Buczy postanowiła zabrać rzeczniczka tamtejszego MSZ, Maria Zacharova.- Zdjęcia cywilów zabitych w ukraińskiej Buczy to prowokacja - podkreśliła w wywiadzie telewizyjnym. - Kto za nią stoi? Oczywiście Stany Zjednoczone i NATO - mówiła z pełnym przekonaniem.Podczas swojego wystąpienia podkreśliła, że są to działania, których głównych celem jest zniszczenie reputacji Federacji Rosyjskiej.
Niemiecka minister obrony Christine Lambrecht (SDP) oświadczyła na antenie telewizji ARD, że tamtejszy rząd powinien zacząć rozmyślać nad wstrzymaniem importu rosyjskiego gazu, po tym, jak siły Władimira Putina dopuszczają się masowych zbrodni wojennych na terenie Ukrainy. - Musi być zdecydowana reakcja. Takie zbrodnie nie mogą pozostać bez odpowiedzi - podkreśliła minister obrony Niemiec podczas rozmowy z telewizją ARD. Warto zaznaczyć, że słowa Christine Lambrecht odnoszą się do zbrodni, której dopuścili się Rosjanie w ukraińskiej wiosce Bucza. Podczas skoordynowanego odwrotu, zamordowali oni nawet 300 cywilów. Około 50 z nich miało zostać zabitych w sposób przypominający egzekucję.
Była prokurator ds. zbrodni wojennych, Carla Del Ponte zwróciła się do Międzynarodowego Trybunału Karnego oficjalną prośbą o wydanie nakazu aresztowania prezydenta Rosji Władimira Putina. - Prezydent Rosji jest zbrodniarzem wojennym - podkreśliła.W wywiadzie dla szwajcarskiego dziennika "Le Temps" Del Ponte określiła Władimira Putina zbrodniarzem wojennym. Podkreśliła również, że nakazy aresztowania przywódcy Federacji Rosyjskiej i jego najbliższych współpracowników powinny zostać wydane w trybie natychmiastowym, ponieważ mogli oni zostać pociągnięci do odpowiedzialności za popełnione zbrodnie wojenne na terenie Ukrainy.- Jest to jedyne istniejące narzędzie do aresztowania sprawcy zbrodni wojennej - podkreśliła Carla Del Ponte. Była prokurator ds. zbrodni wojennych dodała, że nakaz aresztowania nie oznacza, że Putin od razu trafi do więzienia. - Gdyby został w Rosji, nigdy nie zostałby aresztowany. Aczkolwiek warto zaznaczyć, że nakaz uniemożliwiłby mu opuszczenie kraju i byłby to silny sygnał, że ma przeciwko sobie większość świata - zaznaczyła Del Ponte.
Węgierski premier ogłosił zwycięstwo w niedzielnych wyborach parlamentarnych. Z przeliczonych 99 proc. głosów jasno wynika, że koalicja rządząca Fideszu i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej (KDNP) osiągnęła 53 proc. wszystkich głosów. Podczas oficjalnego przemówienia z ust polityka padły skandaliczne słowa. W niedzielę 3 kwietnia na Węgrzech zakończyło się głosowanie w wyborach parlamentarnych. Rządząca koalicja Fideszu i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej (KDNP) wywalczyła w nich już czwarte z rzędu zwycięstwo. Jak wiadomo, na czele bloku stoi szef krajowego rządu oraz znany polityk, Victor Orbán.- Koalicja rządząca Fideszu i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej (KDNP) osiągnęła wielkie zwycięstwo w niedzielnych wyborach parlamentarnych na Węgrzech - poinformował późnym wieczorem premier Węgier. Szef tamtejszego rządu w niewybredny sposób uderzył w Unię Europejską. Podczas swojego przemówienia użył skandalicznych słów.- Odnieśliśmy wielkie zwycięstwo. Tak wielkie, że widać je nawet z księżyca, a już na pewno z Brukseli - oznajmił węgierski premier.
Dokumentalista i wolontariusz Mateusz Lachowski opowiadał na antenie TVN24 o tym, jak wygląda życie w wyzwolonych ukraińskich miastach. Na swojej drodze spotkał starszą panią, która ze łzami w oczach prosiła, by jej nie zabierać. Przytoczył też historie mężczyzny zastrzelonego w trakcie spaceru z psem i 10-latki ostrzyżonej na chłopca.W podróży do zniszczonych miast towarzyszył mu jeden z ukraińskich żołnierzy. W trakcie robienia zdjęć dokumentalista rozmawiał z ludźmi i rozdawał im jedzenie.
Wojna w Ukrainie obejmuje nie tylko działania militarne w terenie, ale także ataki w cyberprzestrzeni. Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa i amerykańscy wojskowi są przekonani, że Władimir Putin - w związku z niepowodzeniami na froncie - może planować obecnie eskalację cyberwojny.Amerykańcy wojskowi i specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa pozostają w stanie podwyższonej gotowości na wypadek potencjalnych ataków ze strony Rosji. Ich zdaniem eskalacja konfliktu w sieci wciąż nie nastąpiła, a szybkie zaognienie sytuacji jest bardzo prawdopodobne.
Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson zadeklarował przekazanie walczącym Ukraińcom pocisków przeciwokrętowych, które mają wspomóc obronę Odessy. - O cokolwiek Zełenski poprosi, dostanie, jeśli będziemy to mieli - pisze "The Sunday Times", powołując się na źródło rządowe.Wojna w Ukrainie trwa od ponad miesiąca. Eksperci nie mają wątpliwości, że Rosjanie przecenili swoje możliwości, a wspierana przez Zachód Ukraina ma realne szanse na pokonanie wroga. Walczący Ukraińcy otrzymali między innymi tysiące nowoczesnych zestawów przeciwpancernych oraz przeciwlotniczych.
Do niebywałych scen doszło w małopolskiej parafii Stanisława Męczennika w Stanisławiu Dolnym. W czasie niedzielnej mszy, benedyktyn z Tyńca głosił, że wojnę w Ukrainie wywołali Amerykanie, a teraz chcąc zwalić winę na Rosjan. Podczas swojego kazania, ksiądz Jacek poruszył również temat kobiet, dzieci, a także wygłosił kilka kontrowersyjnych tez dotyczących Jezusa.Do nietypowego zdarzenia doszło w minioną niedzielę 27 marca w kościele w Stanisławiu Dolnym (woj. małopolskie). Podczas jednej z mszy, benedyktyn wizytujący tamtejszą parafie wygłosił wiele kontrowersyjnych tez m.in. dotyczących wojny na terenie Ukrainy. Duchowny w czasie swojego kazania mówił m.in. o tym, że polskie kobiety powinny uważać na Ukrainki, ponieważ te zaczną uwodzić i odbijać im mężów. Dodał również, że "Jezus kocha tylko wierzących, a innych ludzi wypluwa". Według informacji przekazanych przez "Gazetę Krakowską" wiele osób z oburzeniem opuściło kościół.
Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy przekazał kolejne, zaskakujące informacje dotyczące rosyjskiej armii. Z udostępnionych danych wynika, że kondycja żołnierzy Władimira Putina na ukraińskim froncie jest niezwykle słaba. Wśród okupantów zdarzają się liczne przypadki dezercji, poddawania się batalionów, czy wysyłania do rosyjskiego sztabu próśb o dymisję. Już od ponad miesiąca trwa rosyjska ofensywa na terytorium Ukrainy. Okazuje się, że działania wojsk Władimira Putina nie przynoszą większych sukcesów, a Ukraińcy bronią skutecznie swojego kraju. Informacje na temat rosyjskich wojsk, a także tragicznego stanu ich morale przekazał Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy. - Według dostępnych informacji stan moralny i psychiczny personelu wroga oraz poziom motywacji pozostaje niezwykle niski - brzmią oficjalne doniesienia strony ukraińskiej, wydane w 39. dobie działań zbrojnych tuż za naszą wschodnią granicą.Ukraińskie media informują, że spora liczba rosyjskich żołnierzy chce uniknąć konfrontacji ze zdeterminowanymi obrońcami. - Rosyjscy dowódcy różnych szczebli 3. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych z Zachodniego Okręgu Wojskowego odmawiają udziału w walkach - poinformował portal Ukraińska Prawda.Rosjanie masowo składają raporty dotyczące zwolnień z jednostek stacjonujących w Ukrainie. Ukraińskie media informują, że dalszej walki odmówiła również spora liczba mundurowych z 2. Batalionowej Grupy Taktycznej z Południowego Okręgu Wojskowego.
Kontrowersyjna gala Royal Division organizowana przez Antka Królikowskiego wywołała niezwykłe poruszenie w polskiej przestrzeni medialnej. Na pomysł włodarza federacji MMA w stanowczy sposób zareagował prezydent Opola, Arkadiusz Wiśniewski. Samorządowiec podkreślił, że nie wyrazi zgody na organizację gali, której elementem miałaby być walka pomiędzy sobowtórami prezydenta Zełenskiego i Putina. Sobotnia konferencja prasowej federacji MMA Royal Division przejdzie do historii jako jedna z najbardziej haniebnych. Tuż przed jej startem, kontrowersyjny celebryta zapowiedział skandal w skali międzynarodowej. Jak się okazało, jego zapowiedzi okazały się prawdziwe, aczkolwiek nikt nie przypuszczał, że aktor posunie się tak daleko.Królikowski zapowiedział, że na jego gali dojdzie do walki sobowtórów Władimira Putina oraz Wołodymyra Zełenskiego. Jego decyzja wywołała niemałe poruszanie nie tylko w środowisku freak fightów, ale również całej opinii publicznej. - Długo zastanawiałem się, kogo najbardziej chciałbym zobaczyć w oktagonie. Kogo chciałbym zobaczyć w prawdziwej walce jeden na jeden. Jakiego człowieka chciałbym zobaczyć postawionego w sytuacji bez wyjścia, w której musi zareagować całym swoim ciałem na przeciwnika. Chciałbym zobaczyć tego kogoś w tarapatach, postawionego przed trudną decyzją spotkania się, ponieważ ta osoba unika tej konfrontacji, rozmowy, dialogu - tłumaczył swoja kuriozalną decyzję Antek Królikowski.
Rosjanie uprowadzili, a następnie zamordowali sołtyskę podkijowskiej wsi Motyżyn, Olgę Suchenko. Oprócz kobiety ofiarami działań żołnierzy Putina padli zarówno jej mąż, jak i syn. Zwłoki rodziny zostały ujawnione tuż po wyzwoleniu okręgu kijowskiego - poinformowała w niedzielę agencja Ukrinform, powołując się na sołtysa wsi Makariw Vadyma Tokara. W niedzielę, w 39. dzień wojny tuż za naszą wschodnią granicą, ukraińska agencja Ukrinform przekazała wstrząsające informacje dotyczące rosyjskich działań na terenie okręgu kijowskiego. Niestety, siły Putina prowadzą zbrodnicze działania względem ludności cywilnej.W sobotę 2 kwietnia, dwa dni po odbiciu Buczy, wiceminister obrony Ukrainy poinformowała, że Rosjanie całkowicie wycofują się z obwodu kijowskiego. Jak się okazuje, ukraińskie siły, które odzyskują okupowany teren, natrafiają na wstrząsające obrazy świadczące o bezwzględności sił Władimira Putina.Koszmarne wiadomości napływają z zachodniej części obwodu kijowskiego. We wsi Motyżyn Ukraińcy znaleźli zwłoki tamtejszej sołtyski Olgi Suchenko, a także członków jej rodziny.
Jarosław Kaczyński udzielił wywiadu niemieckiej gazecie „Welt am Sonntag” (niedzielne wydanie „Die Welt"). Prezes PiS podkreślił, że nie wolno wspierać wielkiego mocarstwa, jakim jest Rosja, a działania europejskich państw powinny być odpowiednio skoordynowane. Odniósł się do trudnej sytuacji, która ma miejsce na terytorium Ukrainy, a także jego wizyty w okupowanym Kijowie.Szef Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński wskazał, że solidarność jest podstawową zasadą współżycia społecznego. W swojej wypowiedzi podkreślił również, że nasz naród potrzebuje silnego państwa narodowego. Polityk dodał , że jego ugrupowanie domaga się ścisłego stosowania traktatów unijnych, a także wyraźnego rozdzielenia kompetencji Unii Europejskiej oraz państw narodowych. - Trzy filary Prawa i Sprawiedliwości to po pierwsze: solidarność jako zasada współżycia społecznego, co w pewnym sensie wiąże się także z katolicką nauką społeczną. Po drugie - przekonanie, że potrzebujemy silnego państwa narodowego. Jest to jedyna konstrukcja, która może zagwarantować prawdziwą demokrację, podmiotowość obywateli i pomyślność całej wspólnoty narodowej, która dla nas jest wspólnotą kultury i historycznej pamięci, a nie wspólnotą etniczną. Po trzecie: Europa powinna także wykorzystać swój ogromny potencjał, stać się supermocarstwem, również militarnym - przekazał Kaczyński. Szef PiS, zapytany o wizytę na terenie okupowanej Ukrainy, odpowiedział, że miała być ona znakiem solidarności z narodem ukraińskim. - Miało to jednak także przyczyny historyczne: wraz z moim bratem Lechem przemawialiśmy na wielkiej demonstracji na Majdanie w Kijowie w 2008 roku - podkreślił Kaczyński. Zaznaczył również, że oba narody łączy silna więź historyczna. - Chcieliśmy też dowiedzieć się, co dokładnie zamierza zrobić kierownictwo polityczne w Kijowie skupione wokół prezydenta Zełenskiego. Jednocześnie przedstawialiśmy mu nasze pomysły. Pierwotnie proponowaliśmy zorganizowanie w Kijowie demonstracji na dużą skalę jeszcze przed wybuchem wojny tak jak w Gruzji w 2008 roku i na Ukrainie w 2013 roku. Ale rząd ukraiński tego nie zaakceptował - dodał polityk.Kaczyński zaznaczył, że gdy Joe Biden znajdzie rozwiązanie jak usunąć Putina z wykonywanego urzędu, to będzie niezwykle szczęśliwy.