Niemcy zaoferowały Polsce pomoc w związku z incydentem w Przewodowie. Berlin nie widzi przeszkód w tym, by samoloty Eurofighter w trybie natychmiastowych rozpoczęły bojowe patrole nad Polską. Niemcy nie chcą pozostać bierni po wybuchu rakiety pochodzenia rosyjskiego, który we wtorek zabił dwóch Polaków. Berlin złożył Warszawie konkretną propozycję.
Nota dyplomatyczna na temat reparacji wojennych została ujawniona przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Rzecznik resortu, Łukasz Jasina, opublikował specjalny komunikat. Lista roszczeń, jakie Polska formułuje wobec Niemiec, nie jest krótka. Domaganie się 6 bilionów 220 miliardów 609 milionów złotych to tylko czubek góry lodowej. Termin "reparacje wojenne" został zastąpiony innym.Reparacje wojenne rozpalają od 1 września nie tylko polską politykę. Olaf Scholz jednoznacznie wskazał, że Warszawa nie może liczyć na wypłatę żadnych pieniędzy, a kwestia II wojny światowej została już zamknięta.PiS uważa inaczej. Ministerstwo Spraw Zagranicznych opublikowało szczegóły noty dyplomatycznej, która trafiła do Berlina. Lista żądań stawiana przez resort Zbigniewa Raua jest imponująca.
Niemiecka policja federalna zakończyła dochodzenie ws. uszkodzenia Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Duńska policja opublikowała natomiast wstępne wyniki śledztwa. W dokumencie pada jednoznaczne stwierdzenie, iż wycieki z rurociągu były spowodowane "potężnymi eksplozjami".Nord Stream 1 i Nord Stream 2 pojawiły się na ustach całej Europy 26 września. Wykryto wtedy gwałtowny spadek ciśnienia i wyciek gazu.Szybko okazało się, że awaria rurociągów Nord Stream mogła nie być dziełem przypadku. Niemal natychmiast podejrzenia padły na Kreml i samego Władimira Putina. Niemiecka i duńska policja rozpoczęły śledztwa. Znamy pierwsze wyniki i wnioski specjalistów.
Pijany i agresywny Polak w ciągu jednego dnia aż dwukrotnie pojawiał się na Dworcu Głównym w Hanowerze, by tam wdać się w bójkę, najpierw z pracownikiem kolei, a później z przechodniem. W trakcie interwencji policji mężczyzna wyrywał się i próbował gryźć funkcjonariuszy. Po przewiezieniu do szpitala chciał pogryźć także lekarza.Około godziny 11:00, na stacji kolejowej w Hanowerze, pijany 31-mężczyzna wdał się w potyczkę słowną z pracownikiem kolei. Słowa zamieniły się w rękoczyny, po tym, jak agresor znieważył pracownika, rzucił się na niego i dotkliwie pobił. Pijanym mężczyzną okazał się Polak.
Donald Tusk wystąpił na zorganizowanej w Poczdamie gali M100 Media Awards, gdzie wygłosił laudację na cześć narodu ukraińskiego. Były premier w stanowczych słowach skrytykował część zachodnich polityków, w tym tych niemieckich, za ich "bezczynność" w obliczu wojny w Ukrainie i oświadczył, iż "nie ma dla nas innego wyboru niż jednoznaczne zaangażowanie się" po stronie okupowanego przez rosyjską armię kraju. Jego przemówienie zostało szeroko skomentowane w sieci.W czwartek wieczorem w Poczdamie bezapelacyjnie triumfował cały naród ukraiński. Nasi wschodni sąsiedzi zostali w tym roku uhonorowani nagrodą M100 Media Award za to, że "z heroiczną odwagą i niezłomną wolą od miesięcy bronią się przed brutalną inwazją Rosji".W imieniu wszystkich obywateli okupowanego przez Rosjan od lutego kraju statuetkę odebrał brat mera Kijowa, Wołodymyr Kliczko, który dziękował ze sceny ambasador USA w Niemczech Amy Gutmann za wsparcie USA w walce z putinowskim reżimem oraz narodowi polskiemu za pomoc od pierwszych dni agresji. W imieniu Polaków wyrazy wdzięczności odebrał zaproszony przez Kliczkę na uroczystość Donald Tusk, który także zabrał głos.
Reparacje od Niemiec nie schodzą z głównego miejsca sceny politycznej. Posłowie w Sejmie niemal jednogłośnie przyjęli specjalną uchwałę. Co więcej, do grona państw, które powinny zapłacić Polsce za wyrządzone krzywdy, dołączyła Rosja. Grzechy ZSRR nie zostałī zmazane.Reparacje od Niemiec to temat, który 1 września wrócił do międzynarodowej dyskusji za sprawą Jarosława Kaczyńskiego. Pieniądze, mające otrzeć łzy i zadośćuczynić bestialstwo II wojny światowej, pozostają gorącym tematem.W środę Sejm przyjął specjalną ustawę. Posłowie i posłanki niemal jednogłośnie wezwały Niemcy do działania. Przeciwko było zaledwie 4 polityków. Na opróżnienie państwowych skarbców szykować ma się również Rosja. Władimir Putin może sprawdzać skrzynkę pocztową, oczekując wezwania do zlecenia przelewu.
Reparacje wojenne odbiły się kolejną czkawką, tym razem dosadny komentarz zaserwował Olaf Scholz. Kanclerz Niemiec nie ma dla Prawa i Sprawiedliwości dobrej wiadomości w kwestii przelewu na ponad 6 bilionów złotych. Poseł PiS Arkadiusz Mularczyk wyjaśnił niemieckiemu liderowi, że jeszcze nie wie, że myśli inaczej.Niemcy nie ustają w próbie zakomunikowania Prawu i Sprawiedliwości, że reparacje wojenne pozostaną jedynie w sferze marzeń. Głos w tej sprawie zabrał sam kanclerz Olaf Scholz.Kolejny jasny komunikat na temat braku możliwości upominania się o pieniężną rekompensatę za straty wojenne nadal nie dociera do PiS. Poseł Arkadiusz Mularczyk z uporem maniaka kroczy ścieżką wydeptaną 1 września przez Jarosława Kaczyńskiego i wyjaśnia kanclerzowi Niemiec, że ten się myli. Jedna rzecz ma zmienić zdanie Olafa Scholza.
Mateusz Morawiecki w kwestii reparacji wojennych od Niemiec nie ma zamiaru wyrwać się spod buta Jarosława Kaczyńskiego. Premier zapowiedział, że zachodni sąsiedzi otrzymają od Warszawy specjalną notę dyplomatyczną. Szef rządu podkreślił, że zawarte tam będą "dokładne analizy". Berlin ugnie się pod siłą argumentów? Mateusz Morawiecki nie ustaje w próbach zadowolenia Jarosława Kaczyńskiego. Obecnie premier walczy o względy prezesa PiS w oparciu o reparacje wojenne. 1 września uczniowie wrócili do szkół, a Jarosław Kaczyński do tematu należnych od Niemców pieniędzy. Szara eminencja rządów PiS nie szczędził wielkich słów oraz wielkich wyliczeń. Mateusz Morawiecki podziela zdanie prezesa. Premier zapowiedział dalsze działania w kwestii reparacji wojennych.
Były minister spraw zagranicznych, a obecnie europoseł Koalicji Obywatelskiej Radosław Sikorski skomentował chęć ubiegania się przez rząd PiS reparacji wojennych od Niemiec. Polityk uważa, że o pieniądze należy się upominać, ale nie w Berlinie, lecz w Moskwie. Z kolei szanse na uzyskanie od naszych zachodnich sąsiadów jakiegoklwiek zadośćuczynienia finansowego kwituje niewybrednym żartem.Wczorajsze oświadczenie Jarosława Kaczyńskiego na Zamku Królewskim, w którym prezes PiS ogłosił, że "zapadła decyzja o wystąpieniu o reparacje wobec Niemiec" nie było może wielką niespodzianką, ale pozwoliło na nowo wzniecić przygasającą już nieco debatę na temat roszczeń wobec Berlina.Niewykluczone zresztą, że taki był właśnie cel obozu władzy, bo zamiast o gospodarczej zapaści, kłamstwach ws. skażenia Odry czy nieudolnych próbach uzyskania pieniędzy z KPO, opinia publiczna dyskutuje o wyliczonej przez PiS-owskich ekspertów kwocie 6 bilionów 200 mld złotych, jaka ma zrekompensować poniesione przez Polskę w latach 1939-1945 straty. Problem rządzących polega jednak na tym, że Niemcy już ostudziły zapał prezesa, stwierdzając stanowczo, że kwestia reparacji jest zamknięta. Wygląda więc na to, że marzenia o wielkim bogactwie nad Wisłą przepadły, a przyparty do muru rząd Zjednoczonej Prawicy będzie musiał z podkulonym ogonem wrócić do negocjacji z Komisją Europejską.
Niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zabrało głos ws. żądań Jarosława Kaczyńskiego. Berlin nic nie robi sobie z kosmicznych wyliczeń prezesa PiS. - Stanowisko niemieckiego rządu nie uległo zmianie - powiedział rzecznik MSZ. Niemcy nic nie robią sobie z tupiącego nogą Jarosława Kaczyńskiego. Polska nie dostanie (a przynajmniej nie odbędzie się to dobrowolnie) pieniędzy w ramach reparacji wojennych.Niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie zamierza milczeć i głośno artykułuje sprzeciw wobec pociągania do odpowiedzialności materialnej za straty wojenne. Jarosław Kaczyński 1 września miał święcić tryumf, ale wszystko wskazuje, że będzie płakał z bezradności w poduszkę.
W dniu obchodów 83. rocznicy wybuchu II wojny światowej Jarosław Kaczyński przygotował dla Niemców wyjątkową niespodziankę. Przezes Prawa i Sprawiedliwości zapowiedział w czwartek realizację długo zapowiadanego planu domagania się od naszego zachodniego sąsiada zadośćuczynienia za wojenne straty w postaci reparacji. Jak zaznaczył, ubieganie się o nie "jest polskim obowiązkiem".Raport dotyczący strat wojennych poniesionych przez Polskę w wyniku agresji nazistowskich Niemiec w 1939 roku owiany był wielką tajemnicą, podobną do tej, jaka towarzyszyła sprawozdaniu z prac podkomisji Smoleńskiej.Nad dokumentem pracowano od września 2017 roku, a w skład zespołu dowodzonego przez posła PiS Arkadiusza Mularczyka wchodziło aż 30 naukowców, w tym historyków, ekonomistów i rzeczoznawców majątkowych.Wyniki ich wielomiesięcznych wysiłków zaprezentowano dokładnie w dniu 83. rocznicy wybuchu II wojny światowej na Zamku Królewskim w Warszawie. Wyjątkowy charakter wydarzeniu nadał swoją obecnością sam prezes PiS Jarosław Kaczyński, który już wcześniej oznajmił, że "nadszedł właśnie czas, by uderzyć pięścią w stół".
Według niemieckich mediów jedną z głównych przyczyn zeszłotygodniowego ataku w Berlinie na dwoje Polaków było używanie przez nich języka polskiego. W wyniku napaści ucierpiała 34-letnia kobieta oraz jej 15-letni syn. Sprawę napaści bada niemiecka policja, która prowadzi śledztwo w sprawie uszkodzenia ciała, zniewagi oraz stosowania gróźb karalnych. Do porażającego zdarzenia doszło 18 sierpnia w jednym z berlińskich supermarketów przy Emmentaler Strasse. Według relacji napadniętej kobiety, w trakcie zakupów była ona wraz z synem wnikliwie obserwowana przez obecnych w sklepie mężczyznę i kobietę. Jak przekazała poszkodowana, napastliwa para miała być poirytowana faktem, że komunikuje się ona ze swoim synem w języku polskim. Po wyjściu ze sklepu kobieta i chłopiec zostali zaatakowani. Rzuciwszy obelżywe i rasistowskie słowa w kierunku Polki, mężczyzna uderzył ją pięścią w ramię. Niestety, ale nie pomogły prośby 47-latki, by napastnik przestał. Matkę usiłował bronić 15-letni syn, który został uderzony w twarz. W sprawie interweniowali pracownicy supermarketu.
TVP Info znów zaskoczyło swoich widzów. Jeszcze nie tak dawno, śmiano się z Krystyny Pawłowicz, która twierdziła, że Odra płynie pod prąd, a już dziennikarze ukochanego medium Jacka Kurskiego zaczęli jej wtórować. Opowiadają oni dokładnie takie same bzdury. W rozmowie Edyty Lewandowskiej z posłem PO padły przypuszczenia, że całą winę za katastrofę na Odrze mogą ponosić Niemcy. Gośćmi "Gościa Wiadomości" w TVP Info 16 sierpnia byli Zbigniew Kuźmiuk (PiS) i Jarosław Urbaniak (PO). Tematem była kwestia skażenia Odry. Jak się wydaje, w rozsądku i logice Jarosław Urbaniak był osamotniony.
Ośmioosobowa rodzina jechała nad Bałtyk, ale do celu nie dojechała. Na autostradzie A20 doszło do tragicznego wypadku. Dziadkowie zginęli na miejscu, ale w pojeździe jechały również dzieci. Bus, który miał zawieźć ich na wymarzone wakacje, okazał się śmiertelną pułapką.Uśmiechy na twarzy, walizki pełne strojów kąpielowych i dmuchanych materacy. Wszystko miało przydać się nad morzem Bałtyckim, ale los okrutnie zakpił z ośmioosobowej rodziny.Tragiczne sceny rozegrały się na autostradzie A20 we wschodnich Niemczech. Dziadkowie zginęli na miejscu. Ich wnuki i dzieci miały nieco więcej szczęścia, o ile można użyć tego słowa w tak dramatycznych okolicznościach.
Donald Tusk nie ma zamiaru odpuścić szansy na zadanie ciosu Jarosławowi Kaczyńskiemu. Były premier zadbał o to, by tegoroczny "sezon ogórkowy" nie był nudny i odpowiedział na deklarację prezesa PiS o reparacjach wojennych od Niemiec. Oskarżył rywala o opowiadanie "fantazji" i "dyrdymałów".Donald Tusk ma hobby i polega ono nie tylko na zabieraniu wnuków na lody. Lider PO lubuje się w przysłuchiwaniu się słowom Jarosława Kaczyńskiego i następnie rozbieraniu jego wypowiedzi na części pierwsze.Nie inaczej było w Olsztynku, gdzie PiS odnotował sromotną porażkę w wyborach na włodarza miasta. Donald Tusk wrócił pamięcią do kolejnych deklaracji Jarosława Kaczyńskiego dotyczącego reparacji wojennych. Prezes PiS mydli wyborcom oczy wizją pociągnięcia zachodnich sąsiadów do odpowiedzialności. Były wicepremier wykorzystuje marzenia prawej strony sceny politycznej i domaga się uznania "wyższości racji" w sporze o II wojnę światową. To ma konkretną cenę. Zadaniem Donalda Tuska pokazuje także, że Jarosław Kaczyński zupełnie nie wie, czym martwią się obecnie zwykli ludzie.
Każdy chce, by jego wesele było niezapomniane, ale para z miejscowości Gammertingen w Niemczech przeszła samych siebie. Prezent dla gości zakończył się tragicznie. Podczas imprezy weselnej doszło do gigantycznego pożaru hali na terenie hurtowni opon. Lokalna policja podaje, że ogień pojawił się w wyniku pokazu sztucznych ogni.W nocy z soboty na niedzielę doszło do pożaru, który spędził sen z powiek blisko 300 strażakom. Płonęła hala na terenie hurtowni opon. Wszystko wskazuje, że płomienie pojawiły się jako nieprzewidziany skutek atrakcji dla gości weselnych bawiących się nieopodal.
Tragedia w zachodnim Berlinie. Jak podaje agencja Reutera, w tłum ludzi wjechał rozpędzony samochód. Nieoficjalnie mówi się o jednej ofierze śmiertelnej, są także ranni.Reuter w swoich donesieniach powołuje się na niemieckiego nadawcę publicznego rbb24. Ten podaje, że do zdarzenia doszło na skrzyżowaniu ulic Rankestrasse i Tauentzienstrasse.Rozpędzony samochód wjechał w spacerujący tłum ludzi, po czym zatrzymał się częściowo na chodniku. Kierowcę zatrzymano, motywy jego działania nie są jeszcze znane.Dziennik "Bild" informuje tymczasem o tragicznych skutkach incydentu. Śmierć ponieść miała jedna osoba, choć informacji nie potwierdziła miejscowa straż pożarna.Zobacz zdjęcia z miejsca zdarzenia. Fotografie z centrum Berlina znajdziesz w galerii poniżej:
- Przekazaliśmy Ukrainie czołgi w bardzo dużej liczbie. Uznaliśmy, że to w jakimś sensie nasz obowiązek udzielić takiej pomocy. Liczymy na wsparcie NATO, USA, a także ze strony Niemiec. Słyszymy, że Niemcy nie będą się chciały wywiązać z obietnicy. To dla nas duży zawód - powiedział w Davos prezydent Andrzej Duda. Prezydent, który przebywa w Davos, gdzie trwa Światowe Forum Ekonomiczne, został zapytany przez dziennikarzy o negocjacje z Niemcami w sprawie ewentualnego przekazania Polsce czołgów. Dziennikarz niemieckiego „Die Welt” zwrócił uwagę, że Polska przekazała ogromną liczbę czołgów Ukrainie, a Niemcy obiecały, iż zastąpią je swoimi czołgami, jednak nadal do tego nie doszło. Zapytał polskiego prezydenta, czego oczekuje od Niemiec w tej sprawie.- Oczekuję, że w pierwszej kolejności Niemcy będą pomagały Ukrainie. Dzisiaj przede wszystkim Ukraina potrzebuje pomocy. My przekazaliśmy Ukrainie czołgi, rzeczywiście w bardzo dużej liczbie. Podjęliśmy taką decyzję, gdyż uznaliśmy, że to jest w jakimś sensie nasz obowiązek jako sąsiada Ukrainy, żeby taką pilną pomoc przekazać - mówił prezydent.
Konsulat Generalny RP w Hamburgu został oblany farbami w kolorach flagi rosyjskiej. Przed budynkiem sprawcy podpalili opony. Policja zatrzymała w tej sprawie trzy osoby. Ostatecznie zostały zwolnione do domu bez postawienia zarzutów.Do ataku na polską placówkę konsularną doszło w nocy z soboty na niedzielę (21-22 maja). O szczegółach informuje niemiecki portal t-online.de.
Były kanclerz Niemiec i wielki przyjaciel Władimira Putina, Gerhard Schroeder, jest przekonany, że prezydent Rosji szuka możliwości wycofania się z wojny i "jest zainteresowany jej zakończeniem". Sam Schroeder powiedział, że chętnie zostałby mediatorem między stronami, gdzie reprezentowałby interes Niemiec. - Zawsze reprezentowałem niemieckie interesy - twierdzi były kanclerz Niemiec, który zasiada w spółkach Gazprom i Nordstream. To ostatnie przedsięwzięcie rozpoczęło się tworzyć za jego ostatniej kadencji w Bundestagu.
Kanclerz Niemiec Olaf Scholz w bardzo krytyczny sposób odniósł się do działań Federacji Rosyjskiej na terenie Ukrainy. Zapewnił, że jego kraj dołoży wszelkich starań, by pomóc potrzebującemu narodowi m.in. poprzez dostawy broni. Podkreślił również, że Rosja powinna zostać ukarana sankcjami już po aneksji Krymu w 2014 roku. Od dłuższego czasu w światowych mediach panuje przekonanie, że strona niemiecka nie chce wspomóc walczącej Ukrainy. Wielu ekspertów, czy też polityków w otwarty sposób atakuje naszych zachodnich sąsiadów, zarzucając zerową reakcję na barbarzyńskie działania strony rosyjskiej. Odpowiedź na wszelkie zarzuty wystosował kanclerz Niemiec, Olaf Scholz, który zapewnił, że jego kraj udzieli niezbędnej pomocy Ukrainie, wysyłając potrzebne uzbrojenie. Polityk na łamach tygodnika "Spiegel" przekazał, że zarówno on, jak i cały naród niemiecki zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Poinformował, że partia SPD jest partią pokojową, a jej przedstawiciele mają świadomość dramatycznych skutków dwóch wojen światowych. - Nadal robimy wszystko, co w naszej mocy, aby militarnie pomóc Ukrainie - mówił Scholz, podając za przykład fakt, że Niemcy przekazały ukraińskim siłom broń przeciwpancerną i przeciwlotniczą, amunicję, pojazdy i wiele rodzajów sprzętu wojskowego z zasobów Bundeswehry.Niemiecki przywódca zaznaczył jednak, że możliwości niemieckich sił zbrojnych, jeśli chodzi o dalsze dostawy broni pochodzącej z ich rezerw, nie są nieskończone i "zostały w dużej mierze wyczerpane". Podczas swojej wypowiedzi podkreślił, że Niemcy dokonały przekazania broni przy wsparciu USA, Francji, Włoch, Wielkiej Brytanii i Kanady. - Jesteśmy też gotowi pomóc naszym sojusznikom w szybkim szkoleniu z obsługi tej broni". Wyjaśnił też, że ważne jest, aby sprzęt wojskowy można było wykorzystać bez przedłużających się szkoleń, a najszybciej można to zrobić z bronią konstrukcji sowieckiej, którą Ukraińcy bardzo dobrze znają - dodał Olaf Scholz.
Szefowa niemieckiej dyplomacji Annalena Baerbock oświadczyła w środę w Rydze, że Niemcy do końca roku zaprzestaną importu ropy naftowej z Rosji, a w dłuższej perspektywie odejdą także od rosyjskiego gazu. Ponadto, polityczka zdecydowanie opowiedziała się za zwiększeniem obecności żołnierzy NATO na wschodniej flance Sojuszu.Annalena Baerbock wzięła dziś udział w spotkaniu ze swoimi bałtyckimi odpowiednikami w łotewskiej Rydze. Po wspólnych rozmowach szefowa niemieckiej dyplomacji zajęła zdecydowane stanowisko w sprawie importu energii z Rosji oraz współpracy wszystkich państw w obliczu wojny w Ukrainie.
Prezydent Niemiec spotkał się we wtorek w Warszawie z polskim przywódcą Andrzejem Dudą. Po wspólnych rozmowach obaj politycy wzięli udział w konferencji prasowej, podczas której Frank Walter-Steinmeier zapewnił o solidarności z Polską i Ukrainą m.in. w kwestii uchodźców, a także opowiedział się za rozliczeniem Rosji za zbrodnie wojenne dokonywane na ukraińskiej ludności cywilnej.Prezydent Niemiec Frank Walter-Steinmeier odwiedził Polskę po raz pierwszy od swojej reelekcji w lutym tego roku. Tematem wizyty była przede wszystkim brutalna agresja Rosji na Ukrainę i dalsza skoordynowana współpraca europejskich państw w tym zakresie.
Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier przyznał w poniedziałek, że pomylił się w swojej polityce wobec Władimira Putina. Jak wskazał, jednym z najpoważniejszych błędów było popieranie budowy gazociągu Nord Stream 2. Z żalem dodał również, że nie powiodła się próba budowy "wspólnego europejskiego domu", który obejmowałby Rosję.Po ujawnieniu wstrząsających zbrodni w Buczy i innych miejscowościach nieopodal Kijowa, demokratyczny świat jeszcze surowiej zaczął spoglądać na Rosję i Władimira Putina. Wiele krajów, w tym USA, ogłosiło, że domaga się zaostrzenia sankcji i międzynarodowego procesu.W rezultacie podejście do agresora zmieniły również będące do tej pory powściągliwymi Niemcy. Tamtejsza minister obrony zrewidowała dotychczasowe poglądy i zapowiedziała, że poważnie rozważy wstrzymanie importu rosyjskiego gazu.Równie krytyczny okazał się być milczący dotychczas prezydent Frank-Walter Steinmeier. W najnowszej rozmowie z dziennikarzami polityk przyznał się do poważnych błędów w polityce wobec Rosji i porażki we włączeniu mocarstwa do europejskiej rodziny.
Niemiecka minister obrony Christine Lambrecht (SDP) oświadczyła na antenie telewizji ARD, że tamtejszy rząd powinien zacząć rozmyślać nad wstrzymaniem importu rosyjskiego gazu, po tym, jak siły Władimira Putina dopuszczają się masowych zbrodni wojennych na terenie Ukrainy. - Musi być zdecydowana reakcja. Takie zbrodnie nie mogą pozostać bez odpowiedzi - podkreśliła minister obrony Niemiec podczas rozmowy z telewizją ARD. Warto zaznaczyć, że słowa Christine Lambrecht odnoszą się do zbrodni, której dopuścili się Rosjanie w ukraińskiej wiosce Bucza. Podczas skoordynowanego odwrotu, zamordowali oni nawet 300 cywilów. Około 50 z nich miało zostać zabitych w sposób przypominający egzekucję.
Wtorkowe słowa Jarosława Kaczyńskiego z Kijowa doczekały się oficjalnej odpowiedzi NATO. Jens Stoltenberg jednoznacznie podkreślił, że żądania prezesa PiS nie zostaną spełnione. Sekretarz generalny NATO jasno stwierdził, że żołnierze sojuszu nie będą wspierać Ukraińców w walkach z Rosją. Nie bez znaczenia było zdanie kanclerza Niemiec.Po spotkaniu premierów i Jarosława Kaczyńskiego z prezydentem Wołodomyrem Zełenskim i premierem Ukrainy Denysem Szmyhalem padły mocne i stanowcze słowa na temat wsparcia ze strony NATO.Ich autorem był Jarosław Kaczyński. - Sądzę, że potrzebna jest misja pokojowa NATO lub szerszego układu międzynarodowego, ale taka misja, która będzie działała na terenie Ukrainy i która będzie w stanie się obronić. To jest w tej chwili coś, czego Ukraina, Europa i cały demokratyczny świat najbardziej potrzebuje - mówił wicepremier ds. bezpieczeństwa w Kijowie.Wezwanie prezesa PiS do zwiększenia swojej aktywności w Ukrainie i stworzenie zupełnie nowej misji już dzień później zostało wykluczone przez sekretarza generalnego NATO.
Jasna deklaracja ze strony Niemiec: import rosyjskiego węgla zostanie najprawdopodobniej zakończony już jesienią 2022 roku. Potwierdził to wicekanclerz Robert Habeck, który jest zwolennikiem uniezależnienia się od Rosji.- Każdego dnia, a właściwie w każdej godzinie, żegnamy się po trochu z rosyjskim importem - powiedział w rozmowie z "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung" Robert Habeck.Wicekanclerz i minister gospodarki nie ukrywa, że jest silnym zwolennikiem podjęcia działań prowadzących do uniezależnienia się od węgla z Rosji. Dodaje jednak, że natychmiastowa decyzja o takim kroku byłaby dla Niemiec mocnym uderzeniem. Padła jednak dość wyraźna granica importu rosyjskiego węgla.
Szykuje się dyplomatyczny skandal na linii Rosja-Niemcy? Gerhard Schröder pojechał do Moskwy na negocjacje z Władimirem Putinem w sprawie zakończenia wojny w Ukrainie. - Ani niemiecki rząd, ani kierownictwo SPD nie wiedziało nic o tajnej misji - podaje niemiecki "Bild".Politico podało, że Gerhard Schröder jest już w Moskwie. W planie jego wizyty kluczowe jest spotkanie z Władimirem Putinem. - Były kanclerz Niemiec chce przekonać prezydenta Rosji żeby wycofał wojska z Ukrainy - podaje Politico.Doniesienia te wywołały spore zdziwienie za zachodnią granicą Polski. Niemieckie media podkreślają, że decyzja Gerharda Schrödera została podjęta przez byłego kanclerza Niemiec bez uprzedniej konsultacji z obecnymi władzami. To prywatne przedsięwzięcie.