Wicemarszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty może stracić stanowisko. Konfederacja zbiera już podpisy pod wnioskiem w sprawie odwołania go z funkcji. Zdaniem posłów działacz Lewicy znieważył powagę Sejmu w trakcie debaty nad projektem ustawy "Stop LGBT".Dotychczas wniosek poparło 20 posłów. Wśród nich znaleźli się nie tylko członkowie Konfederacji - odwołania Czarzastego domagają się także politycy PiS i Solidarnej Polski.
Kaja Godek skierowała do Polaków list, w którym odtrąbiła zwycięstwo nad "homolobby". W piśmie zrelacjonowała przebieg sejmowych obrad ws. projektu ustawy "Stop LGBT" z własnej perspektywy, przekonując, że posłowie opozycji "wsparli ruch o charakterze totalitarnym". Dołączyła także pełną listę nazwisk parlamentarzystów, którzy domagali się odrzucenia dokumentu.Antyaborcyjna aktywistka wysłała komunikat za pośrednictwem newslettera Fundacji Życie i Rodzina. Jest opatrzony zdjęciami i cytatami.
Posłowie Koalicji Obywatelskiej znaleźli się w niemałych opałach po tym, jak siedmiorga z nich zabrakło ich na piątkowym głosowaniu w sprawie podwyżki akcyzy. Prawo i Sprawiedliwość o mały włos przeforsowało swój pomysł, co spowodowało, że w opozycyjnym klubie narosła frustracja i wkrótce mają ruszyć postępowania dyscyplinarne. Jak donosi Onet, klub parlamentarny KO mierzy się z kolejnym kryzysem. Po tym, jak niektórzy jego członkowie we wrześniu bawili się na imprezie urodzinowej Roberta Mazurka zamiast słuchać wystąpienia szefa NIK w Sejmie, posłowie znów wykazali się brakiem odpowiedzialności i zaniedbali swoje służbowe obowiązki.
Sejm odrzucił poprawkę Senatu, która zapewniała projektowi Polskiego Ładu vacatio legis do 2023 roku. To oznacza, że zmiany, w tym podwyższenie składki zdrowotnej, wejdą w życie już od stycznia 2022 roku. Według senatorów wprowadzane zmiany podatkowe były zbyt poważne, by nie objąć ich przedłużonym czasem wprowadzania ustawy i dostosowywaniem przepisów.
W czwartek 28 października po godzinie 21:30 rozpoczęło się czytanie ustawy Kai Godek "Stop LGBT". Pod Sejmem od południa trwały protesty przeciwko projektowi złożonego przez aktywistkę prolife/anti-choice. - "Stop LGBT" powstał jako projekt troski o rodzinę i dzieci - padło z mównicy sejmowej.Projekt "Stop LGBT" reprezentował Krzysztof Kasprzak. Włodzimierz Czarzasty poinformował, że reprezentanci aktywistów nie noszą maseczek, gdyż przedstawili zaświadczenia lekarskie. - Długofalowym celem lobby lgbt jest znaczenie małżeństwa i rodziny - grzmiał Krzysztof Kasprzak z mównicy sejmowej. Wskazywał, że "pierwsze homokomando powstało w nazistowskich Niemczech"- Geje chcą adoptować dzieci, żeby je molestować i gwałcić - grzmiał z mównicy Krzysztof Kasprzak nawołując do zatrzymania "homopropagandy".Pozostała część artykułu pod materiałem wideo
Po słowach posła Konfederacji Roberta Winnickiego, w Sejmie wywiązała się awantura. Założyciel i prezes Ruchu Narodowego wezwał do uczczenia pamięci brytyjskiego polityka, Davida Amessa, który został zamordowany podczas pełnienia obowiązków w swoim okręgu wyborczym. Do zabójstwa brytyjskiego członka partii konserwatywnej doszło 15 października 2021 roku. Polityk został zamordowany przez 25-letniego obywatela Wielkiej Brytanii pochodzenia somalijskiego.
W czwartek w Sejmie odbędzie się pierwsze czytanie projektu "Stop LGBT". Przed budynkiem na Wiejskiej zgromadzą się uczestnicy dwóch dużych manifestacji, którzy zaprotestują przeciwko dyskryminującej ustawie. Ich organizatorzy zapraszają wszystkich chętnych do udziału w marszach sprzeciwu wobec zmian proponowanych przez Kaję Godek.Marsze zorganizowane zostaną w odpowiedzi na zapowiedziane na czwartek pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy "Stop LGBT", za którym stoją znana aktywistka Kaja Godek oraz Fundacja Życie i Rodzina.
Jarosław Kaczyński ma powody do zadowolenia. Prawo i Sprawiedliwość może pochwalić się wzrostem poparcia. Najnowszy sondaż to jednak poważny cios dla Donalda Tuska. Powracający z Europy przywódca miał zapewnić Platformie Obywatelskiej zagrożenie partii rządzącej. Stało się jednak inaczej i KO zanotowało w sondażu spadek.- Zło PiS jest widoczne i permanentne - mówił w lipcu Donald Tusk. - Platforma jest niezbędna jako siła, żeby wygrać z PiS-em walki o przyszłość - dodawał w czasie ogłaszania swojego powrotu do polskiej polityki.Nadzieje związane z powrotem Donalda Tuska nie ziszczają się w rzeczywistości. Najnowszy sondaż poparcia dla partii politycznych pokazuje, że to Jarosław Kaczyński ma więcej powodów do zadowolenia.
Tuż po tym, jak premier Morawiecki przemawiał w Parlamencie Europejskim, Donald Tusk pojawił się w Sejmie. Lider Platformy Obywatelskiej nie ukrywał, że PiS wypadło na arenie europejskiej wyjątkowo źle. - PiS i prezes Kaczyński nie potrafią przyznać się do błędu - ostro skwitował Donald Tusk.Sejmowa konferencja Donalda Tuska miała podkreślić krytyczne stanowisko Platformy Obywatelskiej wobec działania Prawa i Sprawiedliwości. - W Europie prawie wszyscy dostrzegli, że rząd PiS nie wyraża woli większości Polaków, jeśli chodzi o kwestię praworządności - zawyrokował Donald Tusk w odniesieniu do słów, które padły we wtorek z ust premiera Mateusza Morawieckiego (więcej na ten temat przeczytasz >tutaj<).
Od I kadencji Sejmu Jarosław Kaczyński zasiada w ławach poselskich. Co dokładnie robi prezes PiS? Sprawdziliśmy jego aktywność w izbie niższej parlamentu. Zarówno jego działania, jak i ich brak w innych aspektach może zaskakiwać. Okazuje się, że Jarosław Kaczyński jest w kwestii głosowań jednym z najaktywniejszych polityków. Jeśli zaś chodzi o inne aktywności, nie wygląda to już tak kolorowo.95,94 - to procentowy udział Jarosława Kaczyńskiego w głosowaniach, jakie odbywają się w Sejmie. Prezes PiS zagłosował w 4185 ze wszystkich 4362, które się odbyły.Opowiadanie się za lub przeciw przechodzącym przez Sejm ustawom to nie jedyne zajęcie posłów. Nie zawsze, jak w kwestii głosowań Jarosław Kaczyński jest wzorem do naśladowania.
W Sejmie doszło do spięcia między szefem "ludowców" Władysławem Kosieniakiem-Kamyszem, a wicemarszałkiem Ryszardem Terleckim. Powodem zaognionej dyskusji był temat polexitu.Władysław Kosiniak-Kamysz w swoim wystąpieniu mocno uderzył w PiS. Jego zdaniem PiS ucieka od debaty nad statusem Polski w UE, ponieważ "boi się słów prawdy".- Hasło "polexit" nie zostało wymyślone przez opozycję. Je w rzadkim przypływie szczerości ujawnił, wasz tajny plan, pan marszałek Terlecki. I to po jego wystąpieniu podejmowaliście uchwałę o tym, że trzeba być w Unii Europejskiej - stwierdził stanowczo lider PSL.Co więcej, Kosiniak-Kamysz zarzucił partii rządzącej, że wszystkie działa, które podejmuje mają prowadzić Polskę wprost do wystąpienia z Unii Europejskiej. Wprost oskarżył formacje rządzącą o "zdradę testamentu Ojca Świętego Jana Pawła II".Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Donald Tusk w czwartek odwiedził Sejm. Powodem wizyty było posiedzenie Klubu Parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej. Temat poruszany przez byłego szefa Rady Europejskiej był istotny dla przyszłości partii. Pokonanie Prawa i Sprawiedliwości w nadchodzących wyborach wydaje się priorytetem Donalda Tuska.Koalicja Obywatelska po powrocie Donalda Tuska zyskała nie tylko w sondażach. Członkowie partii liczyć mogą na wsparcie ze strony swojego lidera. Polska Agencja Prasowa podała, że w czwartek Donald Tusk pojawił się w Sejmie. Polityk zwrócił się do członków KO osobiście.
Decyzją Sejmu, program 500 plus czekają znaczące zmiany. Modernizacje dotkną przede wszystkim rodziców oraz opiekunów pobierających pieniądze. Świadczenie nie będzie już wypłacane do ręki. Wycofywany jest również tradycyjny sposób składania wniosków. Rząd liczy na ponad 3 mln zł oszczędności.Zmiany w 500 plus zostały przyjęte w czwartek wieczorem przez Sejm. Od nowego roku rodzice oraz opiekunowie uprawnieni do pobierania świadczenia muszą przygotować się na zmiany. Spora rewolucja czeka również ZUS.Od stycznia 2022 roku to właśnie ZUS, a nie ośrodek pomocy społecznej będzie przyjmować wnioski o przyznanie 500 plus. Zakład będzie dodatkowo również rozpatrywał wnioski oraz wypłacał pieniądze. To jednak nie koniec zmian.
Alfred Bujara, szef sekcji handlowej NSZZ “Solidarność”, ma nowy pomysł na uszczelnienie zakazu handlu. Jego zdaniem sklepy w Polsce są otwarte zbyt długo i należy skrócić godziny pracy. Działacz jest przekonany, że zmiany w tym zakresie “pomogłyby małym sklepom”.Walka o zmiany w zakazie handlu trwa. Już nie tylko niedzielne ograniczenia są przedmiotem dyskusji. Szykuje się również rewolucja w ciągu tygodnia.
W środę 13 października późnym wieczorem odbyła się sejmowa debata w sprawie projektu ustawy o budowie zabezpieczenia granicy państwowej. W ten sposób partia rządząca chce zapanować nad kryzysem na granicy z Białorusią. Politycy firmujący budowę nowego muru nie pojawili się w ławach sejmowych.Wczoraj odbyło się drugie czytanie projektu ustawy. Ostatecznie Sejm skierował dokument do dalszych prac w komisji. Podczas obrad na sali sejmowej zabrakło polityków Prawa i Sprawiedliwości, co wzbudziło wzburzenie internautów.
Ostatnie wydarzenia pokazują, jak bardzo zdestabilizowała się sytuacja na polskiej scenie politycznej. Zawirowania wokół sporu z Unią Europejską, napięcia na granicy polsko-białoruskiej, szalejąca inflacja, a do tego protestujące coraz liczniej grupy zawodowe mają swoje odbicie w badaniach poparcia politycznego. Takie badania ujawniły właśnie wybitnie kłopotliwy problem Jarosława Kaczyńskiego.Od wyborów w 2015 roku Prawo i Sprawiedliwość lideruje w sondażach poparcia. Partia Jarosława Kaczyńskiego jeszcze w ubiegłym roku na jesieni notowała poparcie powyżej 35 proc., co zmieniło się diametralnie po decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji z 22 października 2020.Od tamtego momentu PiS nie może trwale przekroczyć z poparciem pułapu 40 proc., co niejednokrotnie zdarzało się w poprzednich latach. Ostatnio partia zbliżyła się do tego progu w badaniu Pollster dla "SE" w połowie września, kiedy to PiS zaliczyło 39,5 proc. wyniku poparcia.Jednak w ostatnim czasie partia Jarosława Kaczyńskiego notuje kolejne spadki w poparciu. Wynika tak z dwóch najnowszych sondaży przeprowadzonych w ostatnich dniach. W każdym z nich PiS wyraźnie traci głosy Polaków.Pozostała część artykułu pod materiałem wideo
Optujący za zmianą hymnu poseł Janusz Kowalski został przyłapany na nieznajomości tekstu Mazurka Dąbrowskiego. - Jestem zestresowany - wyjaśniał, gdy Radomir Wit chciał dowiedzieć się od posła Solidarnej Polski, jak zaczyna się druga oraz trzecia zwrotka. Na swoją obronę Janusz Kowalski stwierdził, że bardziej niż polski hymn woli śpiewać Rotę.Nieznajomość kolejności wersów i zwrotek Mazurka Dąbrowskiego nie przeszkadza Januszowi Kowalskiemu z Solidarnej Polski głośno przychylać się do propozycji zmian w hymnie.Polityk stwierdził, że ufa w tej kwestii ministrowi Piotrowi Glińskiemu. - Jeśli uważa on, że trzeba zamienić kolejność zwrotek hymnu, popieram go zdecydowanie - jednoznacznie zadeklarował Janusz Kowalski.Hitem internetu staje się jednak rozmowa posła Kowalskiego z Radomirem Witem. Dziennikarz TVN24 próbował pomóc politykowi w wyrecytowaniu zwrotek hymnu. Tłumaczenie Janusza Kowalskiego wydaje się absurdalne.Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Hakerzy opublikowali w sieci numery telefonów posłów i senatorów Prawa i Sprawiedliwości. Za atakiem na parlamentarzystów stoją najprawdopodobniej te same osoby, które wywołały aferę mailową i włamały się na skrzynkę Michała Dworczyka.Wygląda na to, że właśnie obserwujemy kolejną odsłonę tzw. afery mailowej. Na prowadzonym w języku rosyjskim kanale, gdzie wcześniej publikowano domniemane ważne rządowe dokumenty ze skrzynki szefa KPRM Michała Dworczyka, właśnie ujawniono numery telefonów do posłów i senatorów PiS, w tym członków rządu.Onet błyskawicznie porównał je z tymi, które znajdują się w posiadaniu redakcji i okazało się, że są prawdziwe. Może to być ostateczny dowód na prawdziwość ujawnianej od miesięcy korespondencji.
Dyskusja w związku ze stanem wyjątkowym była 30 września tak emocjonalna, że posłanka KO Katarzyna Piekarska, opuściła salę plenarną z urazem. - Nie byłam jednak w stanie wytrzymać - wyznała polityczka. Działaczka tak mocno uderzyła w mównicę sejmową, że zraniła się w rękę.Stan wyjątkowy przy granicy z Białorusią został już oficjalnie przedłużony o 60 dni. Zanim Sejm oficjalnie przychylił się do wniosku rządu, a prezydent Andrzej Duda podpisał rozporządzenie, w izbie niższej odbyła się burzliwa dyskusja.Zarówno ze strony opozycji, jak i partii rządzącej padło wiele mocnych słów względem politycznych przeciwników. Doszło nawet do incydentu, podczas którego posłanka Katarzyna Piekarska odniosła uraz dłoni.
Choć rzadko to się zdarza, sejm wreszcie podjął decyzję jednogłośnie. Posłowie zagłosowali za ustanowieniem nowego święta państwowego. Polacy mogą już zaznaczyć w kalendarzach datę 27 grudnia. W tym terminie będą odbywały się obchody Narodowego Dnia Zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego. Żaden z polityków nie opowiedział się przeciw tej decyzji. Porozumiano się także w kwestii wolnego od pracy.W związku z jednogłośną decyzją sejmu 27 grudnia Polacy będą obchodzili Narodowy Dzień Zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego. Jest to gest, który ma upamiętniać zwycięski zryw Polaków przeciwko Niemcom z lat 1918-19. Inicjatorem tej ustawy był prezydent RP Andrzej Duda.Podczas głosowania w sejmie 451 posłów poparło ustawę, którą zainicjowała głowa państwa. Wśród wszystkich obecnych na sali parlamentarzystów nie było ani jednego głosu sprzeciwu. Posłowie podkreślili jednak, że choć 27 grudnia będzie świętem państwowym, nie będzie to dzień wolny od pracy.– W hołdzie bohaterom – uczestnikom narodowego zrywu z lat 1918-1919, którzy wyzwolili Wielkopolskę spod panowania niemieckiego i przyłączyli ją do odrodzonej Rzeczypospolitej – czytamy w preambule ustawy.Pozostała część artykułu pod materiałem wideo
Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak zostali przyłapani podczas sejmowych obrad. Okazuje się, że emocje były nie tylko przy ulicy Wiejskiej. Prezes Prawa i Sprawiedliwości oraz minister obrony narodowej z zainteresowaniem oglądali oprawę kibiców Legii Warszawa przed meczem z Leicester, który rozgrywany był w ramach Ligii Europy.Choć czwartkowe obrady sejmu, które dotyczyły przedłużenia stanu wyjątkowego na granicy polsko-białoruskiej, wywołały wielkie emocje, Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak byli wyraźnie zainteresowani czymś innym. Prezes PiS oraz minister obrony narodowej oglądali na tablecie to, co działo się na stadionie Legii Warszawa.Zdjęcia, które opublikował na swojej stronie portal Super Express, wskazują na to, że Jarosław Kaczyński skupił się na oprawie kibiców Legii Warszawa, podczas gdy jego koledzy ostro dyskutowali z opozycją na temat wydarzeń przy granicy polsko-białoruskiej. Stołeczny klub piłkarski wieczorem grał z Leicester i ostatecznie pokonał angielską drużynę w spotkaniu grupy Ligii Europy.
Prawo i Sprawiedliwość po raz kolejny postawiło na swoim. Sejm przegłosował właśnie zmiany w regulaminie, które umożliwią przyjęcie wniosku o przedłużenie stanu wyjątkowego zwykłą większością głosów. Za przyjęciem projektu było 229 posłów.Zmiana w regulaminie Sejmu to przygotowywanie się partii rządzącej do przedłużenia stanu wyjątkowego na granicy Polski z Białorusią o 60 dni. Wniosek ma być głosowany w czwartek wieczorem, kiedy to trafi do izby niższej parlamentu wprost z biurka prezydenta Andrzeja Dudy.
Grzegorz Braun po raz kolejny wywołał niemałe zamieszanie w Sejmie. Kontrowersyjny poseł, jak to ma w zwyczaju, odmówił założenia maseczki ochronnej. W związku z tym incydentem marszałek Piotr Zgorzelski podjął decyzję o wykluczeniu parlamentarzysty Konfederacji z obrad.Grzegorz Braun znany jest ze swoich niecodziennych zachowań. Od początku pandemii kwestionuje on zasadność noszenia maseczek i stosowania się do innych zaleceń pandemicznych. Poseł nieraz został ukarany przez Sejm, jednak konsekwentnie trzyma się swoich reguł. Tym razem doprowadził do tego, że wyrzucono go z sali obrad.
Do Sejmu trafił projekt zmian w regulaminie izby niższej. Zakłada on możliwość przedłużenia stanu wyjątkowego przy granicy dzięki zwykłej, a nie bezwzględnej większości głosów posłów. Politycy opozycji są jednogłośni - członkowie Prawa i Sprawiedliwości zmieniają regulamin, bo obawiają się przegranej.Dziennikarz Radia Zet Jacek Czarnecki ustalił nieoficjalnie, że czołowi politycy Prawa i Sprawiedliwości chcą zmiany regulaminu Sejmu przed głosowaniem nad możliwym przedłużeniem stanu wyjątkowego w pasie przy granicy z Białorusią.
Czwartkowa Komisja Finansów Publicznych debatowała w sejmie nad Polskim Ładem. W trakcie obrad pojawiły się prośby o ich odroczenie, ponieważ posłowie opozycji nie zapoznali się jeszcze dokładnie z dokumentem, który liczy ponad pół tysiąca stron. Prawo i Sprawiedliwość jednak nie wyraziło zgody. Rząd chce jak najszybciej uchwalić ustawę, choć wielu polityków nie wie, za czym tak naprawdę głosuje.Nie ulega wątpliwościom, że Prawo i Sprawiedliwość chce zrobić wszystko, by przepisy podatkowe zawarte w Polskim Ładzie zaczęły obowiązywać od 2022 roku. Podczas czwartkowych obrad, które prowadził Henryk Kowalczyk, pojawił się wyraźny sprzeciw opozycji. Posłowie nie ukrywali, że potrzebują więcej czasu na zapoznanie się z tak dużym dokumentem.W trakcie sejmowych obrad Komisji Finansów Publicznych poseł Koalicji Obywatelskiej Janusz Cichoń powiedział wprost, że ani on, ani jego koledzy nie poradzili sobie jeszcze z ogromem przepisów zawartych w Polskim Ładzie i potrzebują pomocy ekspertów. Warto przypomnieć, że dokument zmienia aż 20 obowiązujących ustaw podatkowych. Polityk zaapelował o przesunięcie posiedzenia na 5 października. PiS jednak konsekwentnie odrzucał wnioski opozycji.
Na 4 października zapowiedziano wielką demonstrację największych organizacji broniących praw zwierząt. Tysiące osób przejdzie ulicami Warszawy, aby pokazać, że w Polsce niezbędne są drastyczne zmiany dotyczące ochrony zwierząt.Prezes fundacji "Viva!" Cezary Wyszyński podkreśla, że przez 12 miesięcy organizacje nie otrzymały żadnej informacji w temacie "Piątki dla zwierząt". Przypominamy, że projekt został "zamrożony" przed rokiem, gdyż wzbudził spore poruszenie społeczne.- Nie dostaliśmy żadnego oficjalnego wytłumaczenia, dlaczego projekt mający poparcie 2/3 posłów nie został ponownie poddany pod głosowanie. Każdy rok opóźnienia we wprowadzeniu ustawy to kilkanaście milionów zwierząt hodowanych i zabijanych w wyjątkowo okrutny sposób. Badania wskazują, że postulaty z projektu „Piątki” są popierane przez 70% polskiego społeczeństwa - stwierdza Wyszyński.Prezes Stowarzyszenia "Otwarte klatki" dodaje, że Polacy wciąż oczekują zmian w prawie, które w wymiernym stopniu wpłynie na poprawę sytuacji zwierząt domowych i hodowlanych. Stąd też zapowiedź protestu, który odbędzie się 4 października w Warszawie.Pozostała część artykułu pod materiałem wideo- Porzucenie prac nad „Piątką dla zwierząt” było oczywiście dużym rozczarowaniem, ale to nie znaczy, że przestajemy walczyć o lepszą ochronę zwierząt w Polsce. Choć politycy udają, że tego nie słyszą, to Polacy zdecydowanie oczekują zmian. Dlatego chcemy przypomnieć politykom, że nie zgadzamy się na spychanie ochrony zwierząt na margines - tłumaczy Paweł Rawicki.Data przemarszu nie jest przypadkowa, ponieważ 4 października wypada Światowy Dzień Zwierząt. Manifestacja rozpocznie się o godzinie 17:00 na Placu Trzech Krzyży i wyruszy w kierunku Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Finalny przystanek zostanie zorganizowany przed Sejmem.Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:Pierwsza żona Krawczyka zaapelowała do Ewy KrawczykPiotr Kraśko w "Faktach po Faktach" zabrał głos na temat przyznanej koncesji na nadawanieNowy projekt w ramach Polskiego Ładu. Rodziny "4 plus" zwolnione z podatkuJeżeli chcesz się podzielić informacjami ze swojego regionu, koniecznie napisz do nas na adres [email protected]Źródło: Fundacja "VIVA!'
Czwartkowe wystąpienie Grzegorza Brauna w sejmie wywołało gigantyczną aferę. Poseł, który słynie z kontrowersyjnych wypowiedzi, tym razem przekroczył wszystkie granice, grożąc ministrowi zdrowia. Prezydium Sejmu zastosowało najwyższą możliwą karę. Decyzja została podjęta jednomyślnie, co potwierdził wicemarszałek sejmu.Jak dotąd wypowiedzi Grzegorza Brauna kończyły się skandalem w mediach, ewentualnie usunięciem z debat oraz obrad sejmowych. W czwartek 16 września poseł Konfederacji zwrócił się w kierunku ministra zdrowia i powiedział: „będziesz wisiał”. Tym razem spotkają go znacznie surowsze kary.W sprawie nagannego wystąpienia Grzegorza Brauna wieczorem tego samego dnia zgromadziło się Prezydium Sejmu. Podczas obrad jednogłośnie zadecydowano, że poseł musi ponieść konsekwencje większe od wykluczenia z obrad. Wicemarszałek Włodzimierz Czarzasty z Lewicy oświadczył, że członek Konfederacji przez pół roku będzie otrzymywał połowę uposażenia i w tym samym okresie nie będzie otrzymywał diety poselskiej.
W mediach społecznościowych doszło do sprzeczki między Pawłem Kukizem a Borysem Budką. Poszło o ustawę antykorupcyjną, która niedawno trafiła do sejmowej komisji. Poseł Platformy Obywatelskiej zarzucił artyście nieudolne układanie się z Prawem i Sprawiedliwością. Nie musiał długo czekać na odpowiedź lidera partii Kukiz’15.Antykorupcyjna ustawa partii Kukiz’15 stała się przedmiotem komisji sejmowej ds. zmian w kodyfikacjach w czwartek 16 września. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości podczas obrad natychmiast odrzucili poprawki zgłoszone przez opozycję. To natomiast nie spodobało się Borysowi Budce.Niezadowolony taką sytuacją poseł Platformy Obywatelskiej postanowił zwrócić się wprost do Pawła Kukiza za pośrednictwem mediów społecznościowych, sugerując, że współpraca z partią rządzącą nie przynosi efektów, na jakie liczył. Po chwili na Twitterze wywiązała się sprzeczka między politykami.– W tej chwili na posiedzeniu sejmowej komisji Twoi nowi koledzy z PiS odrzucili poprawki opozycji i „wyłamali zęby” przepisom antykorupcyjnym. Zakaz pracy parlamentarzystów w spółkach skarbu państwa dopiero od nowej kadencji. Chyba nie o to Ci chodziło, prawda? – napisał na swoim profilu Borys Budka.