Szymon Marciniak kilkanaście dni temu oczarował piłkarski świat, bezbłędnie prowadząc finał tegorocznego mundialu. Uznany sędzia zyskał wielu zwolenników swojego talentu, a świadczy o tym liczba przychylnych opinii, które zostały wygłoszone tuż po końcowym gwizdku w meczu Argentyna - Francja. Arbiter w czasie rozmowy z Radiem Zet zapowiedział, że będzie chciał pójść w ślady Michała Listkiewicza i w przyszłości będzie startował na prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej.Szymon Marciniak od jakiegoś czasu znajduje się na ustach niemal wszystkich kibiców piłki nożnej. O polskim arbitrze zrobiło się głośno, gdy otrzymał szansę zaprezentowania swoich umiejętności w finale mistrzostw świata. Świetnym występem zaskarbił sobie szacunek wielu fanów, a także zapisał się w annałach piłki nożnej.Dokładnie 18 grudnia dostąpił największego zaszczytu w swojej karierze i poprowadził finał mundialu, w którym Argentyna po rzutach karnych pokonała Francję. To właśnie dzięki temu arbiter z Płocka został pierwszym polskim sędzią głównym, który poprowadził najważniejszy mecz w piłce nożnej.Sędzia oraz jego ekipa poszli w ślady Michała Listkiewicza, który w 1990 roku mógł z bliska obserwować finałowe starcie na mundialu we Włoszech.
W nowy rok piłkarska reprezentacja Polski wejdzie formalnie bez swojego opiekuna. Wyjście z grupy podczas zakończonych niedawno mistrzostw świata w Katarze nie uchroniło Czesława Michniewicza przed utratą pracy, a wręcz przeciwnie, to właśnie awans przesądził o jego dramatycznym losie. Aktualnie trwa poszukiwanie nowego szkoleniowca biało-czerwonych. Niewykluczone, że ponownie zostanie nim polski trener. Według informacji podanych przez TVP Sport podpisanie umowy ma nastąpić do końca stycznia.Nie przedłużenie wygasającej umowy z Czesławem Michniewiczem obiło się szerokim echem zarówno w polskich, jak również światowych mediach. Długo wyczekiwany awans do fazy pucharowej mundialu nie uchronił "sympatycznego" szkoleniowca przed utratą pracy. Czarę goryczy przelała zbyt zachowawcza, wręcz rachityczna gra polskich piłkarzy. Dodajmy do tego toksyczną atmosferę wokół kadry, a także "aferę premiową" i decyzja Cezarego Kuleszy wydaje się być racjonalna. Od kilku dni do siedziby Polskiego Związku Piłki Nożnej spływają życiorysy różnych trenerów, którzy mogliby przejąć funkcję selekcjonera piłkarskiej reprezentacji. Cześć z nich to rodzimi fachowcy, którzy do tej pory szlifowali swój trenerski warsztat na polskiej ziemi.Wśród możliwych kandydatów jest jednak wielu zagranicznych fachowców, którzy chcą przejąć stery w reprezentacji Polski i mieć okazję współpracować z jednym z najlepszych piłkarzy globu, Robertem Lewandowskim. Jak się okazuje, taki scenariusz jest jednak mało prawdopodobny, ponieważ szef PZPN jest otwartym zwolennikiem polskiej myśli taktycznej.
Czwartkowy konkurs w ramach Turnieju Czterech Skoczni był bardzo udany dla polskich skoczków. Czołowe persony naszej kadry nie zawiodły, Piotr Żyła zajął 2 miejsce, a Dawid Kubacki uzupełnił podium, plasując się na 3 miejscu. Niestety, ale na odmiennym biegunie znalazł się młody zawodnik Jan Habdas, który zajął odległą 49 lokatę. Tuż po konkursie nie krył swojego rozczarowania, a na twarzy pojawiły się łzy.Polacy w genialny sposób zainaugurowali tegoroczny Turniej Czterech Skoczni. Liderzy naszej kadry pokazali, że znajdują się w świetnej formie i udowodnili to podczas konkursu w niemieckim Obersdorfie. W odmiennym nastroju rywalizację na najwyższym szczeblu rozpoczął Jan Habdas. Młody i niezwykle utalentowany skoczek dopiero stawia swoje pierwsze kroki w zawodach Pucharu Świata. W bieżącym roku wystąpił tylko w Wiśle, ale nie zdołał awansować do drugiej serii. Miejsce na legendarny Turniej Czterech Skoczni zagwarantowały mu świetne występy w ramach Pucharu Kontynentalnego, a także 5 miejsce podczas niedawnych mistrzostw Polski.
W Wiadomościach TVP poruszono temat zamieszek w Paryżu. Motyw migracji został wykorzystany, aby wrócić do sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Po raz kolejny przypomniano też wpis posłanki i ostrzeżono, że dojście opozycji do władzy wiązać się będzie z niekontrolowanym napływem migrantów z obcych kręgów kulturowych.
Czesław Michniewicz został wyróżniony w wyjątkowy sposób, bo tuż po mundialu w Katarze jego osobę nominowano do prestiżowej nagrody. "Były" selekcjoner naszej kadry znalazł się teraz obok prawdziwych trenerskich gigantów, ponieważ Międzynarodowa Federacja Historyków i Statystyków Futbolu (IFFHS) umieściła go w gronie kandydatów do zdobycia tytułu trenera roku 2022 na świecie.Występ polskiej reprezentacji na mundialu w Katarze kompletnie podzielił nasze społeczeństwo. Część rodaków otwarcie twierdzi, że nasza kadra osiągnęła bardzo dobry wynik i po 36 latach posuchy i wielkich upokorzeń, w końcu dotarła do fazy pucharowej mistrzostw świata. Z kolei inni jawnie i bez żadnego skrępowania twierdzili, styl gry Roberta Lewandowskiego i spółki był tak żenujący, że cztery mecze naszych "orłów" oglądali z poczuciem potężnego wstydu. W ich mniemaniu, głównym winowajcą był Czesław Michniewicz, który w bezpośredni sposób odpowiadał za wszelkie elementy taktyczne. Faza grupowa była prawdziwą drogą przez mękę. Wymęczony remis z Meksykiem, nieprzekonująca wygrana 2:0 z Arabią i na koniec koszmarna porażka 0:2 z Argentyną będą prześladować piłkarskich fanów przez wiele lat. W fazie pucharowej nie było lepiej. Porażka 1:3 z Francją spowodowała, że nasze "orły" szybko wylądowały na lotnisku w Warszawie i mogły udać się na "zasłużony" wypoczynek.
Goździki mają wiele rewelacyjnych zastosowań. Nie jest tajemnicą, że Polacy sięgają po nie szczególnie w okresie jesienno-zimowym, jednak szereg ich wyjątkowych właściwości, może być przydatny na przestrzeni całego roku kalendarzowego. Jak się okazuje, mogą się one świetnie sprawdzić w łazience, ponieważ pomogą wyeliminować powszechny, a zarazem niezwykle irytujący problem. Goździki od lat znajdują zastosowanie w polskich domach szczególnie w okresie świątecznym. Ich aromat, a także intensywny smak sprawiają, że są one używane szczególnie w obrębie kuchni. Okazuje się jednak, że mogą one być wykorzystane w innych sferach naszego codziennego życia. Oprócz urozmaicania wielu napojów oraz potraw, mogą rozwiązać szereg innych problemów. Do czego warto na co dzień wykorzystywać goździki? Spieszymy z pomocą.Charakterystyczny, a przede wszystkim intensywny aromat goździków ma swoich oddanych zwolenników, jak również otwartych przeciwników. Jedni nie wyobrażają sobie bez nich świąt, inni kompletnie je ignorują, stawiając na inne korzenne przyprawy.
We wtorek 27 grudnia, polskie media obiegła smutna wiadomość o śmierci byłego reprezentanta Polski, Andrzeja Iwana. Nie żyje piłkarz Andrzej Iwan, medalista MŚ na mundialu w Hiszpanii w 1982 roku. Zmarł w Krakowie. R.I.P— Marek Balawajder (@MarekBalawajder) December 27, 2022 Z ekipą "Białej Gwiazdy" oraz zabrzańskim Górnikiem Iwan wywalczył łącznie cztery tytuły mistrza Polski (trzy z Górnikiem). Zdobył ponad 90 bramek w dawnej I lidze (obecnie Ekstraklasa).Tuż po zakończeniu swojej piłkarskiej przygody próbował swoich sił jako trener. Był m.in asystentem Adama Nawałki w Wiśle, a także Zagłębiu Lubin. Pracował również jako ekspert i był cenionym komentatorem piłkarskim. Andrzej Iwan był wychowankiem Wandy Kraków, a przede wszystkim legendą krakowskiej Wisły, a także były piłkarz Górnika Zabrze, czy też greckiego Arisu Saloniki.Jak podał dziennikarz radiowy Marek Balawajder, były piłkarz i trener odszedł w wieku 63 lat. Przez większość swojej zawodowej kariery był związany z Wisłą Kraków, dla której rozegrał 198 spotkań i strzelił 69 bramek.Andrzej Iwan był cenionym reprezentantem Polski. W drużynie narodowej rozegrał 29 spotkań i strzelił 11 bramek. Został powołany na mundial w Argentynie w 1978. Występował także na mundialu w Hiszpanii w 1982 roku, gdzie Polacy zajęli trzecie miejsce.Oprócz krakowskiego klubu reprezentował barwy m.in. Górnika Zabrze oraz niemieckiego VfL Bochum.Druzgocące wiadomości obiegły sieć. Nie żyje Andrzej Iwan, były reprezentant Polski, a także medalista z mundialu w Hiszpanii z 1982 roku. Legendarny piłkarz Wisły Kraków zmarł w wieku 63 lat. Przyczyna śmierci nie jest znana.Wiadomo, że były piłkarz zmarł w rodzinnym Krakowie w wieku 63 lat. Przyczyna śmierci nie jest znana. Warto podkreślić, że przez wiele lat zmagał się z problemem alkoholowym.
Rywalizacja Adama Małysza z Jane Ahonenem przez wiele lat elektryzowała cały świat skoków narciarskich. Legendarny fiński zawodnik postanowił zabrać głos i ujawnił kulisy ich sportowej "walki". Okazuje się, że w tej pięknej historii nie zabrakło wielu negatywnych wątków. - Grożono mi śmiercią - mówił wieloletni rywal legendarnego "orła z Wisły".Choć od czasów legendarnej rywalizacji na linii Adam Małysz - Jane Ahonen minęło już kilkanaście lat, kibice z rozrzewnieniem wspominają konkursy, w których zarówno Polak, jak i jego fiński rywal wchodzili na nieosiągalny dla innych poziom i dominowali w zawodach Pucharu Świata. Pięć triumfów w Turnieju Czterech Skoczni, dwie Kryształowe Kule, a także dziesięć medali mistrzostw świata. To zaledwie część bogatego dorobku Janne Ahonena, który zdołał zgromadzić w czasie swojej ponad dwudziestoletniej kariery skoczka narciarskiego. Fin zapadł w pamięć polskich kibiców w głównej mierze ze względu na zaciekłą rywalizację z Adamem Małyszem. Fiński skoczek po latach powrócił do wspomnień z tamtego okresu i nawiązał do walki z polskim zawodnikiem.
Robert Lewandowski nie odpuścił i pozwał swojego byłego agenta i menadżera, Cezarego Kucharskiego. W lutym mężczyzna musi stawić się przed warszawskim sądem. Został oskarżony o szantażowanie piłkarza FC Barcelony, a także jego żony Anny Lewandowskiej.Oskarżenia w kierunku byłego menadżera kapitana reprezentacji Polski dotyczą lat 2019-2020. To właśnie wtedy Kucharski miał wielokrotnie grozić zarówno piłkarzowi, jak i jego żonie Annie ujawnieniem "twardych" dowodów na rzekome nieprawidłowości w rozliczeniach podatkowych. Jak się okazało, groźby nie były jedynym niekorzystnym działaniem Kucharskiego. Menadżer miał przekazywać kopie kontraktów reklamowych Roberta Lewandowskiego zawartych z międzynarodowymi koncernami różnych branż.
Niepokojące doniesienia z okolic Tarnowa. Doszło tam do niebezpiecznego skażenia potoku na wysokości żeremi bobrów w Nowej Jastrząbce. Na miejscu trwają intensywne działania strażaków, którzy starają się nie dopuścić do rozprzestrzenienia się trującej substancji. Jak informuje Radio Kraków, najprawdopodobniej chodzi o substancję ropopochodną, którą ktoś celowo wylał do wody.
Przepisy drogowe równo obejmują wszystkich? Niekoniecznie. Dziennikarskie kamery Faktu zarejestrowały jak limuzyna, na której pokładzie znajdował się kardynał Kazimierz Nycz, pomimo sygnalizacji świetlnej wjeżdża na przejście dla pieszych, omal nie rozjeżdżając spacerowiczów. Do zdarzenia doszło w sercu Warszawy.
Dramatyczny incydent rodem z horrorów rozegrał się na dworcu kolejowym w Lesznie. 40-letni mężczyzna wpadł pod koła pociągu, próbując wsiąść do wagonu. Niestety, ale za swoją złą decyzję zapłacił bardzo wysoką cenę. Na miejscu bardzo szybko zaroiło się od służb. Trwa ustalanie szczegółowych okoliczności tego porażającego zdarzenia.Fatalny wypadek miał miejsce w środę 21 grudnia w godzinach popołudniowych na dworcu kolejowym w Lesznie. 40-letni mężczyzna wpadł pod koła pociągu IC “Artus” relacji Przemyśl - Gdynia, zmierzającego w stronę Poznania. Ze wstępnych ustaleń miejscowych służb wynika, że 40-letni mężczyzna na co dzień zamieszkujący województwo kujawsko-pomorskie wysiadł w Lesznie z pociągu, a następnie próbował do niego wskoczyć, gdy skład już odjeżdżał. Niestety, ale ta próba się mu nie udała. Finalnie pasażer wpadł pod pociąg, który zatrzymał się niedaleko za terenem dworca. Jak informują lokalne media, 40-latek trafił do tamtejszego szpitala. W chwili zdarzenia był przytomny, ale miał ranę głowy, odniósł też ciężkie obrażenia nóg. Jak donosi portal Leszno Nasze Miasto, amputowano mu jedną nogę powyżej kostki.PKP przekazało w specjalnym komunikacie, że fatalny wypadek nie miał większego wpływu na na ruch kolejowy na stacji. Pasażerowie przesiedli się do innych pociągów. Policja i komisja badania wypadków kolejowych wyjaśnia dokładne okoliczności zdarzenia. Artykuły polecane przez Goniec.pl:GIS ostrzega przed popularnymi herbatnikami. "Nie należy spożywać"Radna PiS przebrała się za anioła. "Rada Miasta to nie szopka"Skandaliczne słowa przyjaciela Putina o Polsce. "Zmierzymy się z Polakami bezpośrednio" Źródło: Leszno Nasze Miasto
Do przerażającego incydentu drogowego doszło tuż za naszą zachodnią granicą, na autostradzie A38 w pobliżu Leinfelde-Worbis. 80-letni kierowca jechał pod prąd, a następnie z wielką siłą wbił się w inny samochód osobowy. Wiadomo, że w jego wnętrzu znajdowali się Polacy. Niestety, ale żadna osoba nie zdołała przeżyć. Trwa ustalanie szczegółowych okoliczności tego zdarzenia.Fatalny wypadek miał miejsce we wtorek 19 grudnia na jednym z odcinków autostrady A38 w okolicach miejscowości Leinfelde-Worbis. 80-latek wyjechał z parkingu na autostradę niewłaściwym pasem i kontynuował jazdę “pod prąd”. Niestety, ale zła decyzja starszego mężczyzny miała tragiczne konsekwencje. Po przejechaniu 3 kilometrów jego samochód z wielką siłą wbił się w osobowe mitsubishi, które poruszało się prawidłowo.
Zimowa aura sprzyja różnego rodzaju nietypowym sytuacjom. Taki stan rzeczy w idealny sposób obrazuje incydent, który miał miejsce na jednej z polskich dróg. Zdarzenie bardzo szybko poróżniło Polaków, którzy nie byli jednomyślni w ocenie tego interesującego sporu. Nagranie trafiło do sieci i z marszu stało się prawdziwym hitem. Ostatnie dni na rodzimych trasach stały pod znakiem śniegu, a także trudnych warunków, które skutecznie utrudniały komunikację wielu zmotoryzowanym. Gęste opady śniegu, a przede wszystkim błoto pośniegowe, wywoływały prawdziwy chaos, irytując zestresowanych kierujących.Jak można się spodziewać, w sieci pojawiło się wiele nagrań przedstawiających wiele nietypowych incydentów. Szczególną estymą internautów cieszył jeden z nich. Okazało się, że zarejestrowana sytuacja drogowa podzieliła Polaków. Warto podkreślić, nagranie z jednej z polskich dróg zostało opublikowane na YouTube przez popularny kanał STOP CHAM.
Liść laurowy i jego nietypowe zastosowanie może uratować białe pranie. Każdy powinien znać ten sprytny trik. To tani sposób na to, by nie martwić się zafarbowanym praniem, które straciło śnieżną biel. Wystarczy zaledwie kilka liści laurowych i nieco czasu.Niebywały trik z liściem laurowym doceni każdy, kto zaliczył w życiu wpadkę podczas robienia prania. Przyprawa, która służy do podkreślania smaku zup i sosów jest zbawieniem dla każdego, kto robiąc białe pranie, wrzucił do pralki czerwoną skarpetkę, lub zieloną bluzkę.Co zrobić, aby zafarbowane białe pranie odzyskało dawny blask? Wystarczy otworzyć szufladę z przyprawami i wyjąć z niej liść laurowy.
Do kuriozalnej sytuacji doszło w miejscowości Nowe Skalmierzyce. Proboszcz tamtejszej parafii, w trakcie mszy świętej poinformował zebranych wiernych, że decyzją biskupa kościelne dzwony zostaną wyciszone. Powodem zaskakującej zmiany miała być skarga jednego z mieszkańców, któremu dźwięk kurantów bardzo przeszkadzał. W sieci pojawiło się nagranie z odczytu biskupiego listu przez proboszcza.
Województwo dolnośląskie, miejscowość Szklary Górne nieopodal Lubina. W jednym z mieszkań doszło do tragedii. Mężczyzna, który wrócił z pracy do mieszkania, zastał tam śpiącą małżonkę oraz dwuletniego wnuczka. W pewnym momencie, na skutek gorszego samopoczucia zaczął podejrzewać ulatniający się dwutlenek węgla. Zaniepokojony wezwał służby i starał się obudzić wnuczka oraz żonę. Niestety oboje ulegli zaczadzeniu. Kobieta się wybudziła, dziecka niestety nie udało się uratować.
Dramatyczne informacje z woj. warmińsko-mazurskiego. Na tamtejszym jeziorze Gil Mały, nieopodal miejscowości Miłomłyn (pow. ostródzki), łowiący wędkarz wpadł pod lód. Pomimo poszukiwań 63-latka nie udało się odnaleźć. - Ze względu na zmrok czynności zostały wstrzymane. Nasze działania będą kontynuowane jutro od godzin porannych - powiedział w rozmowie z Gońcem.pl oficer prasowy komendy powiatowej policji w Ostródzie, podkom. Michał Przybyłek.
Są wyniki sekcji zwłok Moniki Dejk-Ćwikły, wokalistki rockowego zespołu Obrasqi. Kobieta zniknęła we wtorek po południu, w trakcie spaceru ze swoim psem. Jej ciało wyłowiono wczoraj z Jeziora Klasztornego na terenie Kartuz. Jak poinformowała dzisiaj prokuratura, przyczyną zgonu było utonięcie.
Tragiczne informacje z Podhala. Wczoraj, podczas wieczornej wędrówki jedną z leśnych dróg, w południowej części masywu Lubonia Wielkiego, grupa turystów natknęła się na zamarznięte zwłoki kobiety. Przybyli na miejsce ratownicy jedynie potwierdzili zgon znalezionej osoby.
Kompletnie pijany ksiądz doprowadził do porażającego wypadku drogowego w jednej z miejscowości na Mazurach. Z wielką siłą uderzył w samochód osobowy, którym jechał ojciec z dwiema córkami. Po wszystkim nieodpowiedzialny duchowny próbował uciec z miejsca zdarzenia.Szczegóły tego potwornego wypadku zostały przytoczone przez serwis Onet.pl. Wiadomo, że doszło do niego przed tygodniem w jednej z mazurskich miejscowości. Duchowny z Białej Piskiej wracał na swoją parafię, ponieważ godzinę przed fatalnym wypadkiem spotkał się z młodzieżą przygotowującą się do bierzmowania.Przerażający incydent miał miejsce na jednym z odcinków drogi wojewódzkiej numer 667 (we wsi Drygały, między Nową Wsią Ełcką a Białą Piską) w czwartek 8 grudnia. Około godziny 17:00 miejscowe służby zostały poinformowane o wypadku z udziałem dwóch pojazdów osobowych. W jednym z nich jechał ksiądz, w drugim ojciec oraz jego dwie córki, 6- i 14-letnia.
Katowicka policja poszukuje pewnej kobiety podejrzewanej o kradzież drogich kosmetyków w jednej z lokalnych drogerii. Jej zachowanie zarejestrowany kamery monitoringu. Poszukiwana weszła do sklepu z dzieckiem w wózku. Funkcjonariusze proszą o pilną pomoc w ustaleniu tożsamości kobiety.Kryminalni z VI komisariatu w Katowicach prowadzą szczegółowe czynności w sprawie kradzieży kosmetyków, do której doszło 18 października 2022 r. w sklepie kosmetycznym przy ulicy 3 Maja 30 w Katowicach.Podejrzewana kobieta tuż po wejściu do sklepu ukradła kosmetyki o wartości prawie 520 złotych. Jej wizerunek zarejestrował sklepowy monitoring.
Na obrzeżach miasta, funkcjonariusze zauważyli renault zgłaszającego. Policjanci poinstruowali kierowcę, w jaki sposób ma jechać i rozpoczęli pilotaż. Chwilę później dołączyli do nich policjanci z patrolówki, którzy zabezpieczyli eskortowany samochód z tyłu.Przez ciężkie warunki drogowe spowodowane przez intensywne opady śniegu, a co za tym idzie korkujące się ulice, pewna kobieta w zaawansowanej ciąży, nie mogła dotrzeć do jednej z białostockich placówek medycznych. Z pomocą przyszli lokalni policjanci, którzy szybko wkroczyli do akcji. Już po kilkunastu minutach kobieta trafiła pod opiekę lekarzy.Mężczyzna poprosił o pomoc mundurowych. Ci nie wahali się ani chwili i niezwłocznie ruszyli na pomoc przyszłemu ojcu i jego rodzącej żonie.Mroźna, a także śnieżna zima dała się we znaki mieszkańcom Białegostoku. To właśnie tam we wtorek 13 grudnia doszło do niezwykle niebezpiecznej sytuacji z udziałem rodzącej kobiety.Tuż po godzinie 17 dyżurny lokalnej jednostki policji został poinformowany, że mężczyzna wiezie swoją rodzącą żonę do szpitala. Szczerze obawiał się, że przez niezwykle wymagające warunki na drodze spowodowane intensywnymi opadami śniegu, a przede wszystkim zakorkowane ulice, nie dotrze na czas do szpitala.Jak się okazało, już po kilkunastu minutach szczęśliwa, aczkolwiek zdenerwowana przyszła mama trafiła pod opiekę kadry medycznej.
Będzie jednak program "Babcia plus"? Pierwszy raz wspominała o nim minister Marlena Maląg jeszcze w 2021 roku. Teraz, jak wskazuje Fakt, temat miałby powrócić, a to za sprawą "Strategii Demograficznej 2040", czyli dokumentu zaprezentowanego niedawno przez resort rodziny i polityki społecznej. Jak wskazuje dziennik, znajduje się tam jeden zapis, który miałby otwierać furtkę do wprowadzenia głośnego programu.
Zima 2022 pozostanie na długo w pamięci wielu Polaków. Z jednej strony brak węgla, z drugiej jego zaporowe ceny. Dodatkowo dochodzą słowa Jarosława Kaczyńskiego, który podpowiadał, że "trzeba w tej chwili palić wszystkim, poza oponami czy podobnymi szkodliwymi rzeczami, bo Polska musi być ogrzana". Ci, którzy zbyt dosłownie potraktowali słowa prezesa PiS mogą czekać kłopoty. W całej Polsce ruszyły kontrole źródeł ciepła oraz rodzajów stosowanego opału.
Uczestnik naszej sondy podzielił się swoimi refleksjami na temat oszczędzania, inwestowania oraz tego, czym młode osoby powinny kierować się przy wyborze studiów.
"Wiadomości" TVP pod koniec głównego wydania w niedzielę 11 grudnia ledwo wspomniały o Laurze Bączkiewicz, która godnie reprezentowała Polskę w konkursie Eurowizji Junior 2022. Wokalistka, która zajęła 10. miejsce, nie była chyba dobrym tematem na materiał, gdyż poświęcono jej zaledwie 30 sekund.
Związek młodszej kobiety oraz starszego mężczyzny zawsze zbudza sporo emocji. Wiele osób ma poważne wątpliwości odnośnie do szczerości uczuć jednej ze stron. Nie inaczej było w przypadku pewnego francuskiego małżeństwa. Wiele bliskich osób oraz znajomych ostrzegało Marcela, przed jego piękną, a zarazem dużo młodszą małżonką. Po czasie okazało się jednak, że miłość nie zawsze jest ślepa.Historia Marcela Amphoux nie wyróżnia się spośród tysięcy podobnych. Mężczyzna był samotnikiem, prowadzącym skromne życie w malutkim miasteczku umiejscowionym we francuskich Alpach. Otwarcie przyznawał, że nie potrzebuje do szczęścia zbyt wiele.Co ciekawe, deklarował, że nie wierzył w miłość. Sądził, że związek z kobietą nie jest mu potrzebny do pełni szczęścia. Jak się jednak okazało, zmienił swoje zdanie, gdy w jego okolicy pojawiła się osobliwa i niezwykle atrakcyjna paryżanka. Co ciekawe, kobieta skusiła się na jego posiadłość.Warto podkreślić, że dom Marcela położony był w niezwykle malowniczej okolicy we francuskich Alpach. Był ulokowany nieopodal popularnego kurortu, który przyciągał tysiące turystów spragnionych zimowych emocji.Mężczyzna odziedziczył posiadłość po swoich rodzicach. Jak się okazało wraz ze znacznym wzrostem zainteresowania okolicą przez turystów, jego dom zyskiwał na wartości. Jego realny potencjał dostrzegła pewna mieszkanka Paryża, która chciała go dla siebie.W jej głowie pojawił się przebiegły plan. Chciała uwieść, a następnie wyjść za mąż za starszego Francuza. Tym samym weszłaby w posiadanie niezwykle cennej posiadłości.Wkrótce potem przyjechała więc w Alpy na urlop. Sprytnie zaaranżowała spotkanie ze starszym o 21 lat Marcelem i za wszelką cenę chciał go uwieść.Jak można się spodziewać, bardzo szybko zawróciła mu w głowie, sprawiając, że mężczyzna zakochał się w niej do szaleństwa. Bardzo szybko zakomunikował swojej rodzinie i przyjaciołom, że chce się ożenić. Jego otoczenie przyjęło tą decyzję z ogromną rezerwą, próbując za wszelką cenę odwieść go od tego pomysłu. Niestety, ale było za późno.Sytuacja rodzinno-miłosna Marcela skomplikowała się w momencie, gdy mężczyzna postanowił odremontować swój dom. Chciał, aby jego bliscy mogli w nim przebywać za darmo. Co ciekawe, jego dobroduszny pomysł nie przypadł Sandrine do gustu. Od razu było widać, że kobiecie zależy jedynie na posiadłości.Najbliżsi starali się przekonać mężczyznę, aby nie brał ślubu, jednak ten nie dał się przekonać i w końcu dopiął swego. Już po samej ceremonii przebiegła Sandrine wróciła do Paryża, pozostawiając męża samego w alpejskim miasteczku. Rodzina Marcela chciała mu uświadomić, że kobieta jest z nim jedynie z powodu jego drogiej posiadłości. Zakochany mężczyzna jednak w dalszym ciągu nie chciał dopuścić do siebie tej wiadomości.