Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Pracowała ze sprawcą zbrodni w Prusicach, teraz zabiera głos. "Traktuje się nas jak śmieci"
Krzysztof Górski
Krzysztof Górski 02.04.2025 10:31

Pracowała ze sprawcą zbrodni w Prusicach, teraz zabiera głos. "Traktuje się nas jak śmieci"

taśma
Fot. policja

Informacja o tragedii, do której doszło kilka dni temu w Prusicach na Dolnym Śląsku, w mgnieniu oka obiegła całą Polskę. 51-letni funkcjonariusz Służby Więziennej zastrzelił córkę, teściową i syna. Do mediów wciąż docierają kolejne doniesienia na temat koszmarnej zbrodni. Teraz głos w sprawie zabrała współpracownica sprawcy.

Horror w Prusicach

Horror rozegrał się w piątkowy wieczór (28.03) w Prusicach Dolnym Śląsku. To niewielka miejscowość licząca niewiele ponad 2 tys. mieszkańców. Właśnie tam, w jednym z domów jednorodzinnych, doszło do strzelaniny. 51-letni Adam Sz. miał oddać strzały z broni palnej do swojej teściowej, a następnie do córki i syna. Na miejscu zginęły 5-letnia dziewczynka oraz 71-letnia kobieta. 9-letni chłopczyk z ciężkimi obrażeniami został przewieziony do wrocławskiego szpitala. W poniedziałek, 31 marca przekazano, że jego życia nie udało się uratować.

police-4261182_1280(14).jpg
Fot. pixabay.com
Awantura na konferencji Patryka Jakiego. Dziennikarka go wyśmiała, po chwili było jeszcze ostrzej Mąż Beaty Klimek został przebadany wariografem. Wydano ważne oświadczenie

Stanowisko Ministerstwa Sprawiedliwości

Prokuratura ustaliła, że napastnik był w trakcie rozwodu. Popełnił zbrodnię tuż po kłótni z małżonką. Miał jej powiedzieć, że “teraz będzie cierpieć” - informuje Wirtualna Polska. “Wstępne ustalenia na miejscu zdarzenia wskazują, że 51-letni mężczyzna po kłótni z żoną wyjął broń, swoją prywatną broń, ponieważ posiada pozwolenie, oddał strzał w głowę w kierunku teściowej. Następnie udał się do pomieszczenia, gdzie spały jego małoletnie dzieci i tam również oddał strzały w kierunku córki, jak i syna” - powiedziała WP prok. Stocka-Mycek, rzeczniczka prasowa PO we Wrocławiu.

ZOBACZ: Tragiczny wypadek na torach. PKP informuje o utrudnieniach

51-latek od wielu lat był funkcjonariuszem Służby Więziennej. Tuż po ataku sam próbował popełnić samobójstwo. “Najbardziej istotne jest teraz zapewnienie bezpieczeństwa i udzielenie opieki psychologicznej matce, będącej również naszą funkcjonariuszką. Apelujemy o uszanowanie prywatności rodziny” - przekazała wiceministra sprawiedliwości Maria Ejchart. Resort przekonuje, że “nic nie wskazuje na to, by praca czy warunki pracy mogły wpłynąć na zachowanie mężczyzny”. Jego współpracowniczka ma jednak inne zdanie.

"Traktuje się nas jak śmieci"

Każdy funkcjonariusz ma możliwość skorzystania z opieki psychologicznej, jeśli uzna, że znalazł się w trudnej sytuacji służbowej lub prywatnej. Sprawca nigdy nie zgłosił się po taką pomoc. Jednocześnie przechodził standardowe, regularne badania psychologiczne. Ich wyniki wskazywały, że był zdolny do służby. SW nie dostała również sygnałów, które wskazywałyby na potrzebę interwencji - czytamy w komunikacie Ministerstwa Sprawiedliwości.

Ze słowami władz nie zgadza się funkcjonariuszka SW, która która przez wiele lat służyła ze sprawcą tragedii w Zakładzie Karnym przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu. “Pracowaliśmy razem dziesięć lat, znam zarówno sprawcę tej tragedii, jak i jego żonę, dlatego jest to dla mnie tak ogromny szok. Adam pełnił służbę w grupie interwencyjnej Służby Więziennej, której zadaniem jest m.in. tłumienie więziennych buntów, a także konwojowanie szczególnie niebezpiecznych więźniów. Nie widziałam przed tą tragedią żadnych niepokojących sygnałów w jego zachowaniu. Adam nie był typem agresywnego człowieka, przeciwnie. Był sympatyczny, uśmiechnięty, lubił żartować, dlatego wszyscy jesteśmy wstrząśnięci tym, co się stało” - powiedziała w rozmowie z “Faktem”.

Twierdzenie służb, że praca w więzieniu nie miała wpływu na całokształt tej tragedii, według mnie, nie jest prawdą. Na podstawie czego tak szybko wyciągnięto takie wnioski? - dopytuje była współpracownica Adama Sz.

Zdaniem kobiety potężny stres to codzienność pracowników Służby Więziennej. “Jak ktoś kto siedzi na stołku dyrektora lub w kadrach i nie ma nic wspólnego z codziennym użeraniem się z więźniami, może mówić, że służba nie ma wpływu na psychikę funkcjonariuszy? Ja tam pracuję blisko 20 lat i wielokrotnie jeździłam razem z Adamem w konwojach, jeździliśmy razem z mordercami, z najgorszymi przestępcami skazanymi na dożywocie, z wieloletnimi wyrokami, jeździliśmy z bronią długą, gdzie każdy z nas musiał mieć oczy dookoła głowy. Przeżyłam dwie napaści w więzieniu, gdzie sprawca jednej z nich został skazany i przyznał, że chciał mnie zabić. Ale takie rzeczy są zamiatane pod dywan, wiele spraw nie wychodzi na światło dzienne, bo jest to dla nich niewygodne. Wygodne są tylko statystyki właściwe” - podkreśla.

ZOBACZ: Pokazali mandat dla kierowcy BMW. W życiu nie widzieliście czegoś takiego

Była funkcjonariuszka przekonuje, że w SW nie ma odpowiedniej opieki psychologicznej. “Badania psychologiczne, które my przechodzimy polegają na tym, że idzie się do lekarza medycyny pracy z wynikami, a później jest pięciominutowa rozmowa z psychologiem. Padają zdawkowe pytania, czy wszystko jest w porządku, czy o czymś chcę powiedzieć i zazwyczaj pada odpowiedź: nie. I na tym badanie się kończy. Tak wygląda opieka psychologiczna w Służbie Więziennej. Na co dzień wydaje się nam, że wszystko jest dobrze, że świetnie sobie radzimy, ale te emocje, ten stres kumulują się latami i czasami wystarczy iskra, żeby doszło do tragedii. U mnie objawiło się to ciężką chorobą z autoagresji. Powiem więcej, nas wykańczają ludzie na stanowiskach. Więcej stresu mamy ze strony naszych przełożonych, niż samych więźniów. Traktuje się nas jak śmieci, dlatego nikt nie chce pracować w Służbie Więziennej. O tym problemie w ogóle się nie mówi” - wyznała dziennikarzom “Faktu”.

Kobieta przyznała, że funkcjonariusze obawiają się mówić psychologowi więziennemu o swoich problemach z obawy, że zostaną wydaleni ze służby. Wspomniała także o żonie 51-latka, która jako jedyny przeżyła masakrę w Prusicach. “Ona pracowała jako wychowawca. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co musi teraz przeżywać. Modliłam się, żeby jej synek przeżył, bo miałaby wtedy powód, żeby dalej żyć, ale niestety on również zmarł. Żona Adama dosyć późno urodziła dzieci, były wyczekane i bardzo kochane. Nie wiem, co się teraz z nią dzieje, mam nadzieję, że zaopiekowała się nią rodzina. Znam realia panujące w Służbie Więziennej i szczerze mówiąc nie wierzę w skuteczność tej opieki psychologicznej, którą rzekomo została objęta” - dodała rozmówczyni serwisu.