Artur Dziambor ostro o PiS: „Przez osiem lat nie zrobili nic, by zdobyć broń nuklearną”
Prezydent Emmanuel Macron ogłosił nową koncepcję zaawansowanego odstraszania nuklearnego, która zakłada rozciągnięcie francuskiego parasola ochronnego na europejskich sojuszników, w tym Polskę. Premier Donald Tusk potwierdził, że Warszawa uczestniczy w rozmowach na ten temat z Paryżem. Inicjatywa wywołała ożywioną debatę o polskim bezpieczeństwie i przyszłości relacji ze Stanami Zjednoczonymi - szczególnie dlatego, że te nie są zadowolone z pomysłu Francji. Były poseł Konfederacji Artur Dziambor zastanowił się w rozmowie z naszym portalem, co Polska powinna zrobić w obecnej sytuacji.
- Według Artura Dziambora w geopolityce liczą się wyłącznie państwa dysponujące własnym arsenałem nuklearnym, dlatego Polska powinna dążyć do jego budowy
- Francuska propozycja to dodatkowa „cegiełka” do architektury naszego bezpieczeństwa militarnego, a nie propozycja mająca zastąpić sojusz ze Stanami Zjednoczonymi
- Chociaż powinniśmy pokładać zaufanie w unijnej tarczy nuklearnej podobnie jak w gwarancjach NATO, ostatecznie Polska powinna liczyć przede wszystkim na własne zdolności obronne
Polska w nuklearnej grze. Dlaczego potrzebujemy własnej broni?
Na początku marca 2026 roku Emmanuel Macron zaprezentował zaktualizowaną doktrynę obronną Francji. Francuski przywódca zadeklarował zwiększenie liczby głowic i zaprosił do współpracy osiem państw europejskich, oferując im współudział w programie. To przełomowy moment w architekturze bezpieczeństwa Starego Kontynentu, wywołujący w Warszawie kluczową dyskusję.
Komentując najnowsze doniesienia, Artur Dziambor podkreśla wagę geopolitycznego realizmu:
- Jak najbardziej Polska powinna mieć broń nuklearną i szkoda, że dopiero teraz o tym rozmawiamy. Wiemy doskonale, że w polityce międzynarodowej, w wielkiej geopolityce i w strategicznej walce na odstraszanie, liczą się tylko te państwa, które dysponują arsenałem nuklearnym. To są kraje, które w chwili największego zagrożenia mogą zawsze z tej ostatecznej karty skorzystać – zauważa polityk.
Przyznaje jednocześnie trudną prawdę o naturze tych zbrojeń:
- Zdajemy sobie sprawę, że jest to siła o niszczycielskim potencjale w skali globalnej.
Obecna sytuacja międzynarodowa wymusza szybkie i odważne decyzje. Były parlamentarzysta zaznacza, że świat nie stoi w miejscu i bierność jest najgorszym z możliwych wyborów.
- Tymczasem cały czas trwa wyścig o to, kto pierwszy zechce faktycznie tym zagrozić. Polska powinna brać w nim udział, ponieważ dzięki temu stałaby się jednym z graczy, któremu nie należy zbytnio najeżdżać na odcisk, gdyż zawsze może użyć tej właśnie karty – argumentuje Dziambor.
Wyraża przy tym ubolewanie nad dotychczasowym tempem polskiej dyplomacji zbrojeniowej i brakiem konkretnych działań w ubiegłych latach.
- Szkoda, że dopiero teraz się o tym rozmawia, chociaż dyskusja o arsenale nuklearnym w Polsce trwa już może od kilkudziesięciu lat. Dotychczas jednak nie było w tym kierunku żadnych ruchów ze strony naszych władz. Teraz, po raz pierwszy od bardzo dawna, w ogóle o tym rozmawiamy. Dobrze więc, że ten dialog ma miejsce. Niech to się rozwija, niech Polska jak najszybciej zyska możliwość budowania tego arsenału – podsumowuje.
Francuski parasol nad Warszawą. Szansa czy ułuda?
Inicjatywa Pałacu Elizejskiego spotkała się z natychmiastową reakcją polskiego rządu. Premier Donald Tusk oficjalnie potwierdził, że Warszawa bierze aktywny udział w rozmowach z Francją oraz grupą europejskich sojuszników w sprawie włączenia się w program odstraszania jądrowego. Jednak przeciwnicy tego rozwiązania – w tym część środowiska prezydenta Andrzeja Dudy – wyrażają wątpliwości co do tego, czy w obliczu egzystencjalnego zagrożenia zachodnioeuropejski partner rzeczywiście zaryzykuje własne bezpieczeństwo w obronie terytorium Polski.
Artur Dziambor podchodzi do tych obaw z chłodnym pragmatyzmem, wskazując na nieodłączną niepewność w stosunkach międzynarodowych.
- Nigdy nie będziemy mieli pewności, że partner, który znajduje się daleko od nas geograficznie, wstawi się za nami. Symulujemy pewne scenariusze, zakładając, że tak właśnie będzie – ocenia polityk.
Jednocześnie Dziambor stanowczo zaznacza, że współczesna obronność wymaga budowania wielowarstwowych sojuszy, a oferta z Paryża wpisuje się w ten model.
- Podobnie jak wierzymy w NATO, tak samo powinniśmy wierzyć w Unię Europejską i w ewentualną współpracę w ramach tarczy nuklearnej. Zakładamy bowiem, że w chwili próby będziemy działać razem, a nie zostaniemy pozostawieni sami sobie. Tej chwili próby jednak jeszcze nie przeszliśmy – analizuje sytuację.
Przestrzega zarazem przed fatalizmem i historycznymi uprzedzeniami, które często ograniczają polskie myślenie strategiczne.
- Odwoływanie się do tego, co było sto lat temu, nie ma dziś zastosowania, ponieważ żyjemy w innych społeczeństwach. Mamy zupełnie inaczej funkcjonujących liderów, więc i decyzje polityczne są podejmowane w inny sposób. Dlatego ja przede wszystkim liczyłbym na siebie – konkluduje, opowiadając się za koniecznością budowania suwerennego potencjału.
Sojusz z Waszyngtonem niezagrożony. "USA zawsze bronią swoich"
Pojawienie się polskiego rządu w orbicie francuskich planów wywołało w kraju nerwową dyskusję o przyszłości naszych relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Zastępca szefa amerykańskiego Pentagonu, Elbridge Colby, w oficjalnych wypowiedziach deklarował, że USA są przeciwne samodzielnemu nabywaniu broni atomowej przez mniejsze państwa europejskie, kładąc nacisk na struktury NATO. Część opozycji podnosi wręcz alarm, twierdząc, że negocjacje z Francją to "próba poróżnienia nas z amerykańskim sojusznikiem".
Dziambor jednoznacznie odrzuca tę narrację jako bezpodstawną.
- Jeśli natomiast chodzi o ochłodzenie stosunków ze Stanami Zjednoczonymi – tego się nie obawiam. To jest coś, czego boi się opozycja, przede wszystkim PiS. Tyle że PiS przez osiem lat swoich rządów nie zrobił nic w kierunku pozyskania broni nuklearnej dla Polski, a mógł.
Jego zdaniem, wejście w dialog z administracją Macrona to racjonalny wybór, który nie narusza sojuszu z Waszyngtonem.
- Tymczasem teraz widać pewien ruch. I nie jest to krok, który mógłby w jakikolwiek sposób zdenerwować naszych amerykańskich partnerów. Przecież Stany Zjednoczone to nasz partner militarny. Doskonale wiemy, że amerykańskie bazy są u nas utrzymywane przede wszystkim po to, by zachować kontakt Stanów Zjednoczonych z tą częścią Europy. Po drugie, wspierają one oczywiście nasze bezpieczeństwo. Rosyjski agresor nie będzie chętny do ataku, wiedząc, że wezmą w tym udział Amerykanie.
Siła amerykańskich gwarancji – jak wskazuje były poseł – tkwi w tym, że supermocarstwo w pierwszej kolejności chroni zawsze swój własny personel i instalacje wojskowe.
- Stany Zjednoczone kierują się zasadą, że zawsze bronią swoich. Jeśli komukolwiek z nich spadłby włos z głowy, natychmiast się angażują. To pozwala nam myśleć, że nasze bezpieczeństwo jest rzeczywiście większe – tłumaczy mechanizm tego sojuszu.
Na koniec rozmówca obala mit, jakoby Polska stała przed koniecznością wyboru między ofertą amerykańską a francuską, wskazując na brak analogicznej inicjatywy ze strony Białego Domu.
- Rozmowy o arsenale to tak naprawdę kolejna cegiełka do zwiększenia naszego bezpieczeństwa i nie widzę tutaj pola do sporu z Amerykanami. To nie jest tak, że istnieje alternatywa: Amerykanie mówią, że dadzą nam broń jądrową, a my odpowiadamy: »Nie, dziękujemy, wolimy z Francji«. Nie ma takiej alternatywy. Sytuacja wygląda tak, że Francja wyszła z własną inicjatywą uzbrojenia w tego typu broń między innymi nas – puentuje Artur Dziambor.
Źródło: Goniec.pl