Czy Rosja przetestuje Polskę? Witold Jurasz ujawnia scenariusz prowokacji
Rosyjski lub białoruski śmigłowiec narusza polską przestrzeń powietrzną, awaryjnie ląduje, a następnie na terytorium naszego kraju wkracza oddział specnazu. To jeden ze scenariuszy możliwej prowokacji, o których w programie „Punkty Zapalne” mówił Witold Jurasz. Były dyplomata ostrzega, że celem Moskwy nie musiałoby być rozpoczęcie otwartej wojny, lecz sprawdzenie, czy Polska jest gotowa bronić swojej suwerenności.
Rosyjska prowokacja wobec Polski
Rosja nie musi wysyłać na Polskę kolumn czołgów, by podważyć wiarygodność naszego państwa i całego NATO. Zdaniem Witolda Jurasza znacznie bardziej prawdopodobna byłaby operacja ograniczona, niejednoznaczna i zaplanowana w taki sposób, aby polskie władze stanęły przed niezwykle trudnym wyborem.
Dziennikarz Onetu i były dyplomata opowiedział w programie „Punkty Zapalne”, jak mogłaby wyglądać rosyjska prowokacja. Wśród możliwych wariantów wymienił uderzenie w infrastrukturę krytyczną, czasowy paraliż płatności elektronicznych oraz wtargnięcie na terytorium Polski rosyjskich lub białoruskich żołnierzy.
Jeden z najbardziej niepokojących scenariuszy zakłada pojawienie się nad Polską rosyjskiego albo białoruskiego śmigłowca. Oficjalnym wytłumaczeniem naruszenia granicy mogłaby być awaria systemu nawigacyjnego, a następnie usterka silnika zmuszająca załogę do lądowania.
Na pomoc lotnikom miałby następnie ruszyć uzbrojony oddział specjalny.
— Białoruski albo rosyjski śmigłowiec ma najpierw awarię nawigacji, wlatuje do Polski, później ma przypadkową awarię silnika i ląduje. Na pomoc rusza oddział specnazu albo jacyś ludzie, nie wiadomo jacy — opisywał Jurasz.
Taka operacja postawiłaby polskie władze przed pytaniem, czy wobec obcych żołnierzy należy natychmiast użyć siły, czy rozpocząć negocjacje. W ocenie byłego dyplomaty właśnie na niezdecydowanie Warszawy mogłaby liczyć Moskwa.
Rosjanie mogliby zaproponować wycofanie swoich ludzi w zamian za konkretne ustępstwa, na przykład ograniczenie polskiego wsparcia wojskowego dla Ukrainy.
Witold Jurasz o planach Rosji
Celem takiej operacji nie byłoby trwałe zajęcie dużej części Polski. Rosja mogłaby ograniczyć się do przejęcia kontroli nad niewielkim obszarem, na przykład jedną miejscowością, a następnie po kilku dniach wycofać swoich żołnierzy.
Militarnie nie byłoby to zwycięstwo o większym znaczeniu. Politycznie konsekwencje mogłyby jednak okazać się ogromne.
Jeżeli obce wojska wkroczyłyby do Polski, pozostały na jej terytorium przez kilka dni, a następnie wyjechały po negocjacjach, pojawiłoby się pytanie o rzeczywistą suwerenność państwa należącego do NATO.
— Niby jesteśmy w NATO i wiemy, że czołgami do Warszawy nie wjadą. Ale jeżeli zajęli jakąś wioskę, zostali tam przez trzy dni i później grzecznie wyjechali, to nasza suwerenność staje się umowna — przekonywał Jurasz.
Rosja mogłaby w ten sposób pokazać, że Polska, podejmując decyzje dotyczące bezpieczeństwa lub pomocy dla Ukrainy, musi brać pod uwagę stanowisko Kremla.
Według Jurasza prowokacja wymierzona w Polskę byłaby dla Rosji szczególnie atrakcyjna ze względu na pozycję naszego kraju w regionie.
Jeżeli Warszawa zostałaby zmuszona do negocjowania z Moskwą, presję odczułyby również Litwa, Łotwa i Estonia. Kreml mógłby przekonywać, że skoro Polska — największe państwo wschodniej flanki NATO — nie była w stanie zdecydowanie zareagować, mniejsze kraje bałtyckie tym bardziej powinny ograniczyć swoje wsparcie dla Ukrainy.
— Rosjanie chcieliby pokazać krajom bałtyckim, że nawet Polska musi negocjować z Rosją. Jeżeli załatwiliby „polski problem”, problem państw bałtyckich załatwiłby się sam — ocenił były dyplomata.
Jego zdaniem właśnie dlatego operacja przeciwko Polsce mogłaby przynieść Kremlowi więcej korzyści niż podobna prowokacja przeprowadzona bezpośrednio przeciwko Estonii czy Łotwie.
Atak na infrastrukturę i paraliż płatności
Wtargnięcie rosyjskich żołnierzy to najbardziej spektakularny, ale niejedyny możliwy wariant. Jurasz wskazywał również na działania poniżej progu otwartego konfliktu zbrojnego.
Rosja mogłaby uderzyć w element infrastruktury krytycznej, doprowadzając do przerw w dostawach prądu w części kraju. Innym rozwiązaniem byłby rozbudowany cyberatak, który na pewien czas sparaliżowałby system płatności elektronicznych.
W każdym z tych przypadków Moskwa mogłaby zaprzeczać, że ma cokolwiek wspólnego z wydarzeniami. Jednocześnie obserwowałaby reakcję polskich instytucji, społeczeństwa i sojuszników.
Najważniejszym celem byłoby sprawdzenie, czy Polska zachowa spójność, czy też pogrąży się w politycznym sporze dotyczącym odpowiedzialności za kryzys i sposobu odpowiedzi.
Jurasz podkreślił, że informacje o możliwej prowokacji potwierdzał w kilku niezależnych źródłach. Nad tekstem poświęconym tej sprawie miał pracować przez ponad sześć tygodni. Według niego jeden z rozmówców był ambasadorem ważnego państwa NATO.
Były dyplomata zastrzega, że realizacja opisywanego scenariusza nie jest przesądzona. Samo ujawnienie informacji może natomiast zmniejszyć prawdopodobieństwo rosyjskiej operacji.
— Głęboko wierzę, że lepiej jest, żeby Rosjanie wiedzieli, że my wiemy. Jeżeli słyszą wyraźnie, że zareagujemy, pięć razy się zastanowią — mówił.