Pełniący obowiązki sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, Ołeksijej Daniłow, zwrócił się do polskich władz o umożliwienie stronie ukraińskiej uczestnictwa w badaniu sprawy wybuchu do jakiego doszło w Przewodowie. Jak przekazał Daniłow, służby ukraińskie dysponują "dowodami rosyjskiego śladu", który mógłby zostać zweryfikowany przez oba państwa.
Szef NATO Jens Stoltenberg potwierdził międzynarodowe ustalenia dotyczące rakiety, która spadła we wsi Przewodów przy granicy z Ukrainą. Pocisk został najprawdopodobniej wystrzelony przez ukraińskie wojsko, a do Polski trafił przez przypadek. Niemniej odpowiedzialność za incydent została zrzucona na Rosję.Jens Stoltenberg zabrał głos w związku z wybuchem rakiety na terenie kraju członkowskiego NATO. - Śledztwo trwa w zakresie tego incydentu - oświadczył dyplomatycznie szef NATO.Ze słów Jensa Stoltenberga wyciągnąć można wniosek, iż opinia międzynarodowa niemal pewna jest, że rakieta pochodzenia rosyjskiego nie została wystrzelona przez wojsko Władimira Putina.
W rozmowie z dziennikarzem "Wirtualnej Polski" wdowa po tragicznie zmarłym mężu w Przewodowie podzieliła się przejmującymi słowami. Kobieta pogrążona w żałobie mówiła o potrzebie życia, do którego motywują ją jej dzieci.
Andrzej Duda przekazał ustalenia po posiedzeniu w Biurze Bezpieczeństwa narodowego. Wszystko wskazuje, że nie doszło do ostrzału Polski, a rakieta nie wybuchła, tylko doszło do "eksplozji paliwa", który pozostał w pocisku. - Przede wszystkim proszę państwa nic, absolutnie nic, nie wskazuje, że był to intencjonalny atak na Polskę - oświadczył w samo południe prezydent RP.- Nie mamy żadnej wskazówki, poszlaki, która by nam pozwalała twierdzić, że był to atak na Polskę - powiedział tuż po wyjście z Biura Bezpieczeństwa Narodowego Andrzej Duda. Prezydent kilkukrotnie podkreślił, iż wstępne ustalenia wskazują, że doszło do tragicznego wypadku. Jednocześnie Andrzej Duda niejako potwierdził nieoficjalne słowa Joe Bidena, iż rakieta nie została wystrzelona przez Rosjan.
Jest oficjalne oświadczenie prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego, w odniesieniu do informacji, jakoby zabłąkane rosyjskie pociski miały spaść na terytorium Polski. W wyniku eksplozji, do której doszło w miejscowości Przewodów (woj. lubelskie), zginęły dwie osoby.
W sieci pojawiły się nagrania z miejscowości Przewodów (woj. lubelskie), gdzie rzekomo miały spaść rosyjskie rakiety. Dotarliśmy także do zdjęć z miejsca zdarzenia. Ukazują one sporych rozmiarów lej w ziemi oraz zniszczony ciągnik, który ucierpiał w wyniku eksplozji. Trwa badanie wszelkich okoliczności zdarzenia.
Widzowie programu "60 minut" nadawanego w rosyjskiej państwowej stacji mogli przecierać oczy ze zdumienia, kiedy prowadząca program przyznała, iż rosyjska armia ma pewne problemy w prowadzonej "specjalnej operacji wojskowej". Jak przyznała główna kremlowska propagandystka Olga Skabiejewa, trudno jest prowadzić wojnę z 50 krajami sprzymierzonymi przeciwko Rosji.
Leszek Miller odniósł się do szansy na historyczną sprawiedliwość dla Polaków zamordowanych na Wołyniu. Były premier poruszył ten temat po decyzji Wołodomyra Zełenskiego ogłoszonej 11 listopada. - Kości setek tysięcy Polaków pomordowanych na Wołyniu leżą do dziś na polach, w lasach i studniach - mówił w studio Polsat News. Polityk stwierdził, że obecnie jest "dobry moment".Wołyń wrócił na tapetę polskich polityków, a Leszek Miller jest jednym z wypowiadających się na temat kości niezgody między Polakami i Ukraińcami. Były premier w jasnych słowach określił swoje stanowisko w tej sprawie. Leszek Miller niejako sugeruje, że otworzyła się niepowtarzalna szansa na ustalenie prawdy o Wołyniu.
Wywiad Wołodomyra Zełenskiego i jego żony Oleny przejdzie do historii. Jedna odpowiedź prezydenta wywołała wymowną reakcję pierwszej damy. Twarz Oleny Zełenskiej wykrzywiła się w grymasie, co kontrastowało z roześmianą twarzą jej męża. Co tam się stało? Wołodymyr Zełenski mimo wojny w Ukrainie nie zapomina o obecności w międzynarodowych mediach. Prezydent dobrze wie, że nie może pozwolić na to, by świat odsunął temat Ukrainy na drugi plan.Najnowszy wywiad Wołodomyra i Oleny Zełenskich dla CNN odbija się szerokim echem. Wszystko przez słowa prezydenta Ukrainy i znaczącą reakcję jego żony. Wszystko się nagrało.
Andrzej Duda przed Grobem Nieznanego Żołnierz zdecydował się na niecodzienne słowa. Prezydent w czasie przemówienia z okazji 11 listopada postanowił publicznie wygłosić przeprosiny. Skierowane zostały do konkretnych osób.Obchody 104. rocznicy odzyskania niepodległości rozpoczęły się w Warszawie niemal z samego rana. Tuż po godzinie 12 przemówienie w ramach uroczystości 11 listopada wygłosił Andrzej Duda.Chociaż przekrój tematów poruszanych przez Andrzeja Dudę był wyjątkowo szeroki, to uwagę zawracają krótkie słowa dotyczące szczerych przeprosin. Prezydent nie zapomniał jednak o szczególnych podziękowaniach. Miały one osłodzić trudy "poniżanych".
Rosjanie nie poprzestają w sianiu swojego terroru pośród ukraińskich mieszkańców. W poniedziałkowych godzinach porannych wielu z nich zbudziły syreny przeciwlotnicze. Według nieoficjalnych informacji część niezestrzelonych pocisków w Kijowie trafiła w obiekty infrastruktury krytycznej, odcinając niektóre dzielnice od prądu i bieżącej wody.
Decyzja Władimira Putina dotycząca zerwania tzw. umowy zbożowej będzie miała tragiczne konsekwencje nie tylko dla okupowanej Ukrainy. - Rosja świadomie działa, chcąc doprowadzić do pojawienia się głodu na kilku kontynentach - powiedział Wołodymyr Zełenski. Kijów w emocjonalnym apelu zwrócił się do ONZ państw G20.Tzw. umowa zbożowa gwarantowała stronie ukraińskiej, iż mimo okupacji, przez porty przepływać będą mogły dostawy żywności kierowane na cały świat. W sobotę wszystko się zmieniło.Rosyjskie Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało, iż w związku z wydarzeniami w Sewastopolu Federacja Rosyjska zawiesza "umowę zbożową". Wołodymyr Zełenski wydał oświadczenie, gdzie przyznał, że decyzja wcale nie zapadła na Kremlu w sobotę 29 października. Pojawił się przejmujący apel do społeczności międzynarodowej.
Poznań. Makabryczne ustalenia śledczych na temat 52-letniej Switłany P. i jej czynów wobec dziesięciorga dzieci. Polacy, którzy pomogli rodzinie kobiety uciec od piekła wojny, zaskarbiły sobie zaufanie dzieci, a te wyjawiły, przez jakie piekło przechodzą każdego dnia. Matka zastępcza nie tylko je biła i poniżała. 52-latka sprzedawała dzieci pedofilom na godziny.Switłana P. miała być dla dzieci szansą na normalne życie, a stała się najgorszym z możliwych oprawców. 52-latka była rodziną zastępczą dla dziesięciorga dzieci i każde nich było przez nią krzywdzone.Brakuje słów na ustalenia śledczych, do których dotarli dziennikarze "Gazety Wyborczej". Ukrainka jeszcze przed przyjazdem do Polski dopuszczała się makabrycznych czynów. - Zmuszała dzieci do stania w kącie, czasem przez całą noc, ograniczała dostęp do jedzenia, picia i toalety. Sześciolatce, która zamieszkała u niej tuż przed wojną, wyrywała włosy, a do ust wpychała pieluchę zabrudzoną moczem i kałem. Biła tłuczkiem po głowie i rękach oraz paskiem i gałęzią po pośladkach - czytamy w artykule "GW".
Alaksandr Łukaszenka stał się obiektem drwin, a wierna propaganda białoruskiego reżimu nie omieszkała nagłośnić "prowokacje" ze strony sąsiadów. Wystarczy historyczna flaga Białorusi, by dyktator wpadł w szał, a telewizja musiała rozmazywać maszt. Alaksandr Łukaszenka dzień i noc musi stawiać czoło wrogim państwom, którzy zazdroszczą dobrobytu panującego na Białorusi. Propagandziści reżimu dyktatora wykryli niecny spisek.Ukraińcy, tuż przy granicy z Białorusią, dopuścili się prowokacji. Przynajmniej tak utrzymuje reżim Łukaszenki. Sytuacja z flagą powieszoną przy przejściu granicznym doczekała się specjalnego materiału w państwowej telewizji kierowanej wprost zza biurka w Mińsku.Obrazy pokazywane w materiale były na tyle drastyczne i kontrowersyjne, że zdecydowano się na zastosowanie rozmazania fragmentu nagrania. Tak, nadal mówimy jedynie o fladze.
Szokujące i absolutnie niedopuszczalne słowa na antenie jednej z propagandowych rosyjskich telewizji. Kremlowski propagandysta Anton Krasowski w reżimowej stacji RT mówił m.in. o "utopieniu ukraińskich dzieci w rzekach i spaleniu ich we własnych domach". Do karygodnych słów Krasowskiego odniósł się Dmytro Kułeba, ukraiński minister spraw zagranicznych, który stwierdził, że "agresywne podżeganie do ludobójstwa nie ma nic wspólnego z wolnością słowa". Przegrywający wojnę w Ukrainie rosyjski dyktator, Władimir Putin używa wszelkich możliwych metod, by nie Rosjanie nie zwrócili się przeciwko niemu. Agresywna, rosyjska propaganda wojenna sączy się z rosyjskich programów telewizyjnych, a pseudodziennikarze czują się na tyle pewnie, że mają odwagę nawoływać do mordowania ludności ukraińskiej.
Władimir Putin jest skłonny podjąć decyzję o użyciu bomby atomowej? "The Sun" donosi, że niezapowiedziana wizyta brytyjskiego ministra obrony Bena Wallace'a w Waszyngtonie ma związek z pogłębiającymi się obawami przed nieprzewidywalnymi ruchami dyktatora.Władimir Putin może posunąć się do ostatecznych środków? Tak twierdzi "The Sun". Dziennik poinformował, że Ben Wallace miał we wtorek spotkać się z posłami z komisji obrony. Plany miał zmienić w ostatniej chwili. Brytyjski minister obrony gości obecnie w Waszyngtonie.
Władimir Putin ogłosił stan wojenny. Nie obejmą jednak one Rosji, a nielegalnie anektowane obwody Ukrainy. Prezydent Federacji Rosyjskiej w oświadczeniu oskarżył "kijowski reżim" o wrogie działania.Władimir Putin ogłosił stan wojenny. Potwierdziły się wcześniejsze nieoficjalne doniesienia niezależnych, rosyjskich mediów.
Pojawiły się doniesienia o dwóch rosyjskich rakietach, które trafiły w obiekt wojskowy w powiecie złoczowskim. To graniczący z Polską obwód lwowski na zachodzie Ukrainy. Jak informuje szef regionalnych władz, Maksym Kozycki, na Telegramie, nie ma ofiar w ludziach - Jeden z pocisków zestrzeliły siły obrony przeciwrakietowej - podkreśla Kozycki. Jak dodał, obiekt znajduje się w dzielnicy Złoczów.
500 plus dla uchodźców z Ukrainy. Polskie Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej oraz UNICEF osiągnęli ważne porozumienie. Chodzi o świadczenie 500+ w dla ukraińskich dzieci, które znalazły schronienie w Polsce. - To bardzo ważny dokument, który świadczy o tym, że zdajemy egzamin z solidarności - podsumowała szefowa MRiPS Marlena Maląg.Podpisy pod memorandum dotyczącym niesienia pomocy ukraińskim dzieciom złożyli we wtorek minister rodziny i polityki społecznej Marlena Maląg i krajowy koordynator biura UNICEF do spraw reagowania kryzysowego w Polsce, Rashed Mustafa Sarwar.
Prezydent Zełenski zaapelował do przywódców państw grupy G7 o zwiększenie zdolności obrony przeciwlotniczej. - Konieczne jest zintensyfikowanie wspólnych wysiłków na rzecz stworzenia tarczy powietrznej dla Ukrainy - oznajmił prezydent Ukrainy na wideokonferencji liderów najbogatszych państw świata. Ukraiński przywódca zaproponował ponadto "trzy kroki" na drodze do pokoju.We wtorek odbyło się pilnie zwołane, wirtualne spotkanie tzw. grupy G7 (siedem państw będących jednymi z najważniejszych na świecie pod względem gospodarczym). Dzień po tym, jak rosyjskie pociski spadły na miasta w całej Ukrainie, w tym na Kijów, Zełenski wezwał przywódców "wielkiej siódemki", by ci zapewnili Ukrainie "tarczę powietrzną", co miałoby być, zdaniem lidera Ukrainy, pierwszym krokiem na drodze do pokoju i jednocześnie pozbawieniem Rosji szans na zwycięstwo.
W kontekście tureckiej inicjatywy, dotyczącej nowej tury rozmów pokojowych pomiędzy Federacją Rosyjską a szeroko pojętym Zachodem w kwestii Ukrainy, wypowiedział się Siergiej Ławrow. - Moskwa jest gotowa wysłuchać wszelkich propozycji [...] Jesteśmy gotowi wysłuchać każdego - oznajmił minister spraw zagranicznych Rosji. Informacje o wypowiedziach Ławrowa pojawiają się dzień po barbarzyńskich atakach rosyjskich na liczne miasta na terenie Ukrainy, w których śmierć poniosło co najmniej 19 osób.Cały świat oczekuje kresu wojny wywołanej przez Władimira Putina na terytorium Ukrainy. Konflikt pochłania coraz więcej ofiar. Pojawiły się doniesienia o tureckiej inicjatywie wznowienia rozmów pokojowych pomiędzy zaangażowanymi krajami Zachodu a Rosją.
Dwa przejścia graniczne między Polską i Ukrainą zostały odcięte od energii elektrycznej. Brak prądu uniemożliwił przekraczanie granicy, a to zaowocowało zatrzymaniem ruchu granicznego. Rosyjskie rakiety nie tylko spadły blisko granicy Polski, ale także realnie wpłynęły na funkcjonowanie jednostek Straży Granicznej.Praca na polsko-ukraińskich przejściach granicznych w Medyce i Korczowej została wstrzymana. Paraliż, a co za tym idzie tworzenie się długich kolejek, związany był bezpośrednio z rosyjskim atakiem na cele cywilne.Poniedziałkowy ostrzał rakietowy na terenie Ukrainy to kolejny akt okrucieństwa i potwierdzenie, że Władimir Putin już dawno zapomniał, czym jest człowieczeństwo. Nagrania z atakowania miejsc pełnych bezbronnych cywilów obiegły sieć.Wśród infrastruktury, która ucierpiała w wyniku rosyjskiego ostrzału, znalazły się również dwa przejścia graniczne. Budynki nie zostały co prawda wzięte przez Kreml na celownik, ale ich praca została sparaliżowana ze względu na skutki ostrzału.
Barbarzyństwo wojsk rosyjskich nie wystarczyło, by odebrać ducha walki oraz jedności ukraińskiej ludności. W trakcie, gdy pociski spadały na stolicę Ukrainy, zjednoczeni mieszkańcy Kijowa, zgromadzeni na podziemnych stacjach metra śpiewali ludowe pieśni, by wzajemnie dodać sobie otuchy.Dramatyczny dzień dla całej Ukrainy. Od samego rana trwał ciężki ostrzał wielu miast na terenie całego kraju, przez putinowskich żołdaków. Ciężko nazwać "żołnierzem" kogoś, kto kieruje rakiety na ulice, po których porusza się ludność cywilna. Okrucieństwo kolejny raz nie miało szans w starciu z jednością i solidarnością Ukraińców. Docierają do nas wzruszające obrazki ze stacji kijowskiego metra, czy też wzajemnej pomocy tuż po rosyjskich bombardowaniach.Poniżej nasza poranna relacja z dramatycznych wydarzeń w Ukrainie:
Białoruski dyktator w porozumieniu ze swoim rosyjskim odpowiednikiem podjął decyzję o utworzeniu białorusko-rosyjskiej jednostki wojskowej. Padły jednocześnie oskarżenia w stosunku do Ukrainy o planowanie wraz z państwami NATO ataku na Białoruś. Łukaszenka poinformował o tym na naradzie w sprawie bezpieczeństwa Białorusi.- W związku z zaostrzeniem się sytuacji na zachodnich granicach Państwa Związkowego zgodziliśmy się na rozmieszczenie regionalnego ugrupowania Federacji Rosyjskiej i Republiki Białorusi - przekazał w poniedziałek Aleksander Łukaszenka. Zdaniem samozwańczego białoruskiego prezydenta ma to być odpowiedź na Ukraiński plan, który wraz z państwami NATO, zakłada atak na Białoruś. Dlatego zdecydował się utworzyć białorusko-rosyjskie jednostki wojskowe.
W trakcie poniedziałkowych ataków rakietowych rosyjskich wojsk na liczne punkty na mapie Ukrainy, pociski spadły m.in. na Lwów. "Pozostańcie w schronach do końca alarmu" - zaapelował mer Lwowa Andrij Sadowy w mediach społecznościowych. Z powodu ostrzału, część miasta nie ma prądu, przestały pracować również niektóre z miejskich ciepłowni - przekazał Sadowy.Znajdujący się niedaleko naszych granic Lwów, jest jednym z wielu ukraińskich miast, na które zostały w poniedziałek rano spadły rosyjskie rakiety. W ostrzale centrum Kijowa zgięło co najmniej osiem osób, a 24 zostały ranne - przekazał Rostysław Smyrnow, doradca szefa ukraińskiego MSW.
- Próbują nas zniszczyć i zetrzeć z powierzchni ziemi. Niestety są zabici i ranni. Proszę nie opuszczać schronów. Zadbajcie o siebie i swoich bliskich. Trzymajmy się i bądźmy silni - napisał na Telegramie Wołodymyr Zełenski. Dramatyczny apel prezydenta pojawia się w kontekście barbarzyńskich ataków, głównie na cywilów w całej Ukrainie. Od rana, trwa rosyjski, zmasowany atak rakietowy na ukraińskie miasta.Dramatyczne doniesienia z Ukrainy. Podczas poniedziałkowych ataków na ukraińskie miasta m.in. Kijów, Lwów, Dniepr i Zaporoże, ucierpiało wielu cywilów, oraz obiektów infrastruktury. Według doradcy szefa MSW Antona Heraszczenki w stolicy kraju zginęło co najmniej 8 osób, a 24 zostały ranne. Prezydent Ukrainy zaapelował do mieszkańców swojego kraju o pozostanie w schronach.
Są reakcje najwyższych przedstawicieli władz Federacji Rosyjskiej na sobotni wybuchy na Moście Krymskim. - Rosja musi odpowiedzieć na ukraiński atak terrorystyczny na Most Krymski bezpośrednim zniszczeniem terrorystów – grzmiał Dmitrij Miedwiediew, wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, który miał wpaść w szał na doniesienia o płomieniach na przeprawie wodnej. Do tej kwestii po raz pierwszy odniósł się publicznie także Władimir Putin, dla którego znaczenie konstrukcji jest symboliczne.W sobotę (8 października) doszło do potężnej eksplozji na Moście Krymskim. Przeprawie wodnej o tyle istotnej dla Rosji, ponieważ umożliwia transport na okupowany Krym żołnierzy i sprzętu wojskowego. Już wtedy, w kierunku Ukrainy padły oskarżenia ze strony Narodowego Komitetu Antyterrorystycznego Federacji Rosyjskiej, oskarżył stronę ukraińską o celowe podpalenie mostu. Władimir Putin zażądał, aby utworzono specjalną komisję rządową, która ma zbadać i ustalić dokładnie przyczyn oraz przebieg porannych wydarzeń. Teraz najwyżsi oficjele rosyjscy zareagowali publicznie, groźbami.
Kolejna niezwykle brutalna zemsta ponoszących dotkliwe porażki w wojnie Rosjan. W nocy z soboty na niedzielę wojska Władimira Putina ponownie ostrzelały Zaporoże na południowym wschodzie Ukrainy, wystrzeliwując co najmniej dziesięć rakiet. Lokalne władze podają, że zginęło siedemnaście osób, ale bilans pozostaje otwarty. Jest też wielu rannych.Położone nad Dnieprem Zaporoże jeszcze do niedawna pozostawało jednym z najbardziej zaludnionych miast Ukrainy. Wszystko jednak zmieniło się wraz z wybuchem wojny z Rosją, kiedy to z miasta, w obawie o własne życie, uciekła znaczna część ludności.Byli jednak i tacy śmiałkowie, którzy zdecydowali się na pozostanie w rodzinnych domach, godząc się z nieprzewidywalnym losem lub wierząc w szybki i spektakularny sukces ukraińskich wojsk. Ten wydaje się coraz bliższy, ale wraz z kolejnymi dobrymi dla wolnego świata doniesieniami, nadchodzą też i te tragiczne.