Tadeusz Rydzyk pracował niegdyś jako katecheta. Uczeń wspomina, jaki był naprawdę

Można by spodziewać się ogromnych rewelacji dotyczących prowadzenia lekcji religii przez kontrowersyjnego duchownego. Jak się okazuje, katechezy były wyjątkowe, a zajęcia przebiegały w niesamowicie przyjaznej atmosferze.
Tadeusz Rydzyk był kiedyś kompletnie inną osobą?
Tadeusz Rydzyk jeszcze jako początkujący duchowny znalazł posadę w szkole w Szczecinku. Jak pisze jego były uczeń, postać redemptorysty od razu rzucała się w oczy, a to za sprawą jego okularów - ale nie tylko, ksiądz miał roztaczać wokół siebie wyjątkową aurę:
- Niemal wiecznie uśmiechnięty i promieniejący energią młody zakonnik w charakterystycznych okularach prowadził katechezę w salkach przyklasztornych - czytamy wpis profesora na stronie salon24.
Dla wielu osób może być nie do uwierzenia fakt, że Tadeusz Rydzyk miał odznaczać się odwagą, kiedy poruszał sprawy polityczne. Mówił o nich wprost, ale dało się odczuć, że jego stosunek nie jest dość pozytywny. Mówił np. uczniom o protestach robotników, co wtedy było kontrowersją i mógł ponieść za to konsekwencje.
Jak pisze profesor Stanisław Żarko, katechezy prowadzone przez Tadeusza Rydzyka były naprawdę wyjątkowe. Aż chciało chodzić się na jego zajęcia. Nie były prowadzone w okrojonych ramach edukacyjnych, można było wyczuć luz prowadzącego - duchowny przemeblowywał sale, a nawet grał na gitarze.
Bardzo chętnie żartował i często poświęcał czas na rozmowy z uczniami. Na każdych lekcjach uczniowie mieli siadać w kręgu ustawionym z ławek, co nie było stosowane przez innych nauczycieli. Potem Tadeusz Rydzyk zniknął ze szkoły i zajął się innymi religijnymi przedsięwzięciami.
Co ciekawe, prawdziwe nazwisko duchownego to nie Rydzyk, a Kordaszewski. Przejął personalia od partnera swojej matki. Miał czwórkę rodzeństwa, a jego dawni sąsiedzi zdradzili mediom, że rodzina była naprawdę biedna.
Uważany był za miłego i radosnego chłopca, który zawsze służył pomocą. Już jako kilkulatek sprzeciwiał się władzy - pewnego dnia w przedszkolu odmówił nauczycielce recytowania wiersza o Stalinie.
Ma też na koncie ucieczkę z domu. Pojechał do Warszawy, aby zainterweniować, ponieważ jego brata źle potraktowano w pracy. Co ciekawe, nie mają dziś między sobą dobrych relacji, brat Mirosław nie chce, by go odwiedzał, w obawie przed pomówieniami.
Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:
Jeżeli chcesz się podzielić informacjami ze swojego regionu, koniecznie napisz do nas na adres [email protected]
Źródło: Salon24



































