Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Instytucje wiedziały i milczały. To działo się dzieciom przez lata
Natalia Ziółkowska
Natalia Ziółkowska 07.01.2026 11:59

Instytucje wiedziały i milczały. To działo się dzieciom przez lata

Instytucje wiedziały i milczały. To działo się dzieciom przez lata
Fot. Canva

Przemoc wobec dzieci i młodych ludzi w Polsce rzadko bywa dziełem „jednej złej osoby”. Częściej jest efektem systemu, który chroni sprawców, a osoby reagujące spycha na margines. Alina Czyżewska – aktywistka, była aktorka i społeczniczka – w rozmowie z Goniec.pl opowiada o mechanizmach wyparcia, bierności i cichego przyzwolenia, które od lat funkcjonują w szkołach, teatrach i instytucjach kultury.

Jej diagnoza jest jednoznaczna: problemem nie jest brak prawa, lecz brak jego egzekwowania – oraz społeczna zgoda na to, by przemoc była „elementem systemu”.

Zawód jak tarcza

Środowisko teatralne przez dekady budowało narrację, w której cierpienie było wpisane w zawód. Hierarchia, absolutna władza reżysera czy pedagoga oraz mit artystycznego poświęcenia tworzyły przestrzeń, w której przemoc psychiczna i fizyczna mogła być usprawiedliwiana jako metoda pracy.

Ten mit teatralny i ta mistyczność zawodu, którą sobie opowiadamy nawzajem, sprawiają, że jesteśmy w stanie bardzo dużo wycierpieć – mówi Alina Czyżewska w rozmowie z Gońcem.

Nadużycia bywały bagatelizowane, opowiadane półżartem przy bankietowych stolikach jako anegdoty o „trudnych dyrektorach”. Zamiast nazywać je przemocą lub przestępstwem, środowisko przez lata chroniło sprawców – zwłaszcza w mniejszych ośrodkach, gdzie lokalne układy bywają silniejsze niż instytucjonalna kontrola.

Sprawa z Lublina

Jednym z najbardziej wstrząsających przykładów jest sprawa z jednego z zespołów szkół w Lublinie. Dyrekcja placówki miała wiedzę o niestosownych wiadomościach i zachowaniach nauczyciela fotografii wobec uczennic, a mimo to nie zawiadomiła prokuratury. Sprawca odszedł z pracy za porozumieniem stron.

Czyn przestępczy dyrektorki trwa od trzech lat, bo od trzech lat miała wiedzę o molestowaniu seksualnym i przez cały ten czas nic z tym nie zrobiła – podkreśla Czyżewska.

Zamiast ochrony ofiar, instytucja uruchomiła mechanizm odwetu wobec sygnalisty. Nauczyciel, który nagłośnił sprawę, został zaszczuty, a część grona pedagogicznego wystąpiła w obronie dyrekcji. Dopiero protest uczniów i zainteresowanie ogólnopolskich mediów doprowadziły do zawieszenia dyrektorki i działań prokuratury.

Przeniesienie – czy to kara?

Podobne mechanizmy funkcjonują w edukacji artystycznej. Po ujawnieniach dotyczących przemocy w łódzkiej filmówce ruszyła fala relacji byłych studentów o upokarzaniu i przekraczaniu granic przez pedagogów. Jednym z najbardziej drastycznych przykładów była historia studentki kopniętej w brzuch „w ramach ćwiczeń warsztatowych”.

Zamiast konsekwencji dyscyplinarnych, sprawcy często byli przenoszeni do innych uczelni.

Czyżewska porównuje ten mechanizm do praktyk znanych z instytucji kościelnych: zmiana miejsca zatrudnienia zamiast realnej odpowiedzialności.

W szkołach teatralnych młodzi ludzie są uczeni absolutnej podległości. Cierpienie ma rzekomo „otwierać emocje”, a sprzeciw traktowany jest jak brak talentu.

Aktor ma zdjąć majtki bez dyskusji – to komunikat, który przez lata funkcjonował jako norma.

Tymczasem, jak podkreśla Czyżewska, profesjonalna praca z emocjami powinna opierać się na świadomości, narzędziach i bezpieczeństwie, a nie na upokarzaniu.

Trening bezradności, czyli szkoła

Problem przemocy nie zaczyna się na studiach. Jego fundamenty budowane są znacznie wcześniej – w szkole podstawowej i średniej. Krzyk, poniżanie, seksualizujące uwagi ze strony nauczycieli czy trenerów bywają traktowane jako element „twardego wychowania”.

Uczymy się bycia ofiarą i bezradności w obserwowaniu przemocy przez dwanaście lat w szkole. A potem tacy idziemy w dorosłość – mówi Czyżewska.

System nie uczy reagowania, nie daje narzędzi sprzeciwu, a hierarchia władzy staje się ważniejsza niż dobro dziecka. Brakuje jasnych procedur i realnej odpowiedzialności dyrekcji za zaniechania.

Marszewo, Gorzów i cena odwagi

Symboliczną historią jest sprawa psycholożki Estelli Wierzbickiej z technikum w Marszewie. Po zgłoszeniu molestowania uczennic przez nauczyciela sama stała się ofiarą mobbingu i straciła pracę. Sprawca przyznał się do winy, lecz sąd warunkowo umorzył postępowanie.

W Gorzowie Wielkopolskim nauczyciel molestował dzieci przez 20 lat przy biernej postawie kuratorium. Dopiero po latach dorosłe już ofiary zdecydowały się zgłosić sprawę do prokuratury.

Walka z przemocą to także ogromna praca z naszymi przekonaniami i z naszą wiedzą – podkreśla Czyżewska.

Jej zdaniem wstyd, który dziś dźwigają ofiary, powinien zostać przeniesiony na sprawców i instytucje, które ich chroniły. Bez tego żadna reforma nie będzie skuteczna.

Źródło: Goniec

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Dach
Do 31 stycznia i ani dnia dłużej. Polacy muszą to zgłosić albo narażą się na grzywnę
AI
AI nie jest tym, czym straszą. Prof. Aleksandra Przegalińska z Harvardu studzi technologiczne lęki
Kościół Słońca
W Polsce powstał nowy Kościół. Należymy do niego automatycznie
Julia Stachowiak
Była polską gwiazdą filmów dla dorosłych. "Straciłam kontakt z własnym ciałem"
Ewa Zajączkowska-Hernik
„Strażniczka patriarchatu”. Politolożka o fenomenie Ewy Zajączkowskiej-Hernik z Konfederacji
płyta indukcyjna
[QUIZ] Ile naprawdę wiesz o swoich rachunkach za prąd? Możesz się zdziwić