Instytucje wiedziały i milczały. To działo się dzieciom przez lata
Przemoc wobec dzieci i młodych ludzi w Polsce rzadko bywa dziełem „jednej złej osoby”. Częściej jest efektem systemu, który chroni sprawców, a osoby reagujące spycha na margines. Alina Czyżewska – aktywistka, była aktorka i społeczniczka – w rozmowie z Goniec.pl opowiada o mechanizmach wyparcia, bierności i cichego przyzwolenia, które od lat funkcjonują w szkołach, teatrach i instytucjach kultury.
Jej diagnoza jest jednoznaczna: problemem nie jest brak prawa, lecz brak jego egzekwowania – oraz społeczna zgoda na to, by przemoc była „elementem systemu”.
Zawód jak tarcza
Środowisko teatralne przez dekady budowało narrację, w której cierpienie było wpisane w zawód. Hierarchia, absolutna władza reżysera czy pedagoga oraz mit artystycznego poświęcenia tworzyły przestrzeń, w której przemoc psychiczna i fizyczna mogła być usprawiedliwiana jako metoda pracy.
– Ten mit teatralny i ta mistyczność zawodu, którą sobie opowiadamy nawzajem, sprawiają, że jesteśmy w stanie bardzo dużo wycierpieć – mówi Alina Czyżewska w rozmowie z Gońcem.
Nadużycia bywały bagatelizowane, opowiadane półżartem przy bankietowych stolikach jako anegdoty o „trudnych dyrektorach”. Zamiast nazywać je przemocą lub przestępstwem, środowisko przez lata chroniło sprawców – zwłaszcza w mniejszych ośrodkach, gdzie lokalne układy bywają silniejsze niż instytucjonalna kontrola.
Sprawa z Lublina
Jednym z najbardziej wstrząsających przykładów jest sprawa z jednego z zespołów szkół w Lublinie. Dyrekcja placówki miała wiedzę o niestosownych wiadomościach i zachowaniach nauczyciela fotografii wobec uczennic, a mimo to nie zawiadomiła prokuratury. Sprawca odszedł z pracy za porozumieniem stron.
– Czyn przestępczy dyrektorki trwa od trzech lat, bo od trzech lat miała wiedzę o molestowaniu seksualnym i przez cały ten czas nic z tym nie zrobiła – podkreśla Czyżewska.
Zamiast ochrony ofiar, instytucja uruchomiła mechanizm odwetu wobec sygnalisty. Nauczyciel, który nagłośnił sprawę, został zaszczuty, a część grona pedagogicznego wystąpiła w obronie dyrekcji. Dopiero protest uczniów i zainteresowanie ogólnopolskich mediów doprowadziły do zawieszenia dyrektorki i działań prokuratury.
Przeniesienie – czy to kara?
Podobne mechanizmy funkcjonują w edukacji artystycznej. Po ujawnieniach dotyczących przemocy w łódzkiej filmówce ruszyła fala relacji byłych studentów o upokarzaniu i przekraczaniu granic przez pedagogów. Jednym z najbardziej drastycznych przykładów była historia studentki kopniętej w brzuch „w ramach ćwiczeń warsztatowych”.
Zamiast konsekwencji dyscyplinarnych, sprawcy często byli przenoszeni do innych uczelni.
Czyżewska porównuje ten mechanizm do praktyk znanych z instytucji kościelnych: zmiana miejsca zatrudnienia zamiast realnej odpowiedzialności.
W szkołach teatralnych młodzi ludzie są uczeni absolutnej podległości. Cierpienie ma rzekomo „otwierać emocje”, a sprzeciw traktowany jest jak brak talentu.
– Aktor ma zdjąć majtki bez dyskusji – to komunikat, który przez lata funkcjonował jako norma.
Tymczasem, jak podkreśla Czyżewska, profesjonalna praca z emocjami powinna opierać się na świadomości, narzędziach i bezpieczeństwie, a nie na upokarzaniu.
Trening bezradności, czyli szkoła
Problem przemocy nie zaczyna się na studiach. Jego fundamenty budowane są znacznie wcześniej – w szkole podstawowej i średniej. Krzyk, poniżanie, seksualizujące uwagi ze strony nauczycieli czy trenerów bywają traktowane jako element „twardego wychowania”.
– Uczymy się bycia ofiarą i bezradności w obserwowaniu przemocy przez dwanaście lat w szkole. A potem tacy idziemy w dorosłość – mówi Czyżewska.
System nie uczy reagowania, nie daje narzędzi sprzeciwu, a hierarchia władzy staje się ważniejsza niż dobro dziecka. Brakuje jasnych procedur i realnej odpowiedzialności dyrekcji za zaniechania.
Marszewo, Gorzów i cena odwagi
Symboliczną historią jest sprawa psycholożki Estelli Wierzbickiej z technikum w Marszewie. Po zgłoszeniu molestowania uczennic przez nauczyciela sama stała się ofiarą mobbingu i straciła pracę. Sprawca przyznał się do winy, lecz sąd warunkowo umorzył postępowanie.
W Gorzowie Wielkopolskim nauczyciel molestował dzieci przez 20 lat przy biernej postawie kuratorium. Dopiero po latach dorosłe już ofiary zdecydowały się zgłosić sprawę do prokuratury.
– Walka z przemocą to także ogromna praca z naszymi przekonaniami i z naszą wiedzą – podkreśla Czyżewska.
Jej zdaniem wstyd, który dziś dźwigają ofiary, powinien zostać przeniesiony na sprawców i instytucje, które ich chroniły. Bez tego żadna reforma nie będzie skuteczna.
Źródło: Goniec