Goniec.pl > Wiadomości > 7-latka w jednej chwili zajęła się ogniem. Dziadek zdradził wstrząsające szczegóły
Ada Rymaszewska
Ada Rymaszewska 13.09.2023 09:38

7-latka w jednej chwili zajęła się ogniem. Dziadek zdradził wstrząsające szczegóły

straż pożarna
Facebook/Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Wołominie

Tragiczne zdarzenie w Helenowie pod Warszawą. W poniedziałkowy (11 września) wieczór na jednej z posesji zaroiło się od służb ratunkowych. Okazało się, że doszło do pożaru, w wyniku którego dotkliwie poparzona została 7-latka. Z relacji dziadka dziecka wynika, że dramat wcale nie musiał być wynikiem nieszczęśliwego wypadku i niewykluczone, że stać za nim mogła jedna z najbliższych dziewczynce osób.

Pożar w Helenowie koło Wołomina

Zgłoszenie o tym tragicznym pożarze wpłynęło do wołomińskiej policji w poniedziałek (11 września) o godzinie 22.30. Na miejscu jako pierwsza miała pojawić się straż pożarna, która udzieliła rannej 7-latce oraz jej 40-letniej matce najpilniejszej pomocy. 

- Dziecko miało poparzenia całego ciała, drugiego stopnia. Poparzona była także dorosła osoba -poinformowała "Fakt" mł. asp. Joanna Pieńczuk z KPP w Wołominie.

Dorosła kobieta została przetransportowana do szpitala karetką pogotowia, natomiast w przypadku 7-latki, konieczne było wezwanie śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Jak wynika z relacji portalu WWL112.PL, od obu poszkodowanych wyczuć można było zapach benzyny, co mogłoby wskazywać, że do pożaru doszło w wyniku podpalenia. Z kolei “Fakt” dotarł do dziadka rannej dziewczynki, który przekazał inne, szokujące informacje.

Wszyscy się mylili. Jest nowa prognoza pogody na zimę, duża zmiana

Szokujące wyznanie dziadka poparzonej 7-latki

Pan Henryk wciąż pozostaje pod wpływem ogromnego szoku, wywołanego tym, co stało się z jego ukochaną wnuczką. Według jego wiedzy, malutka Łucja ma poparzone ok. 70 proc. powierzchni ciała i cały czas walczy o życie.

- Nie mogłem spać. Była godzina 22, syn przyjechał z pracy. Patrzę, a tam pogotowie, straż, mnóstwo samochodów. Nie wiedziałem, co się dzieje. Idę i pytam syna, co się stało, a on mi mówi: "Agnieszka podpaliła córkę" - opowiedział.

Pytany o to, dlaczego matka miałaby podpalić własne dziecko, odpowiada otwarcie, że jego synowa miała problemy osobiste, z którymi przez długi czas próbowała walczyć, szukając pomocy.

- Od jakiegoś czasu leczyła się psychiatrycznie. Dopadła ją depresja. Miesiąc temu wróciła z oddziału i wszystko było dobrze - przekazał.

40-latka podpaliła własną córkę?

40-letnia pani Agnieszka i jej mąż doczekali się dwójki dzieci, przy czym 7-letnia Łucja jest młodszym z potomków. Dziewczynka dopiero co rozpoczęła naukę w szkole. Nikt nie spodziewał się, że dojdzie do tak ogromnego dramatu.

- Synowa zrobiła mi kolację, a potem poszedłem do domu. Mieszkamy z żoną po sąsiedzku - wyznał pan Henryk, dodając, że jego małżonka wraz z synową miały wspólnie poczekać na powrót ojca dzieci z pracy.

Do tragedii miało dojść w czasie, gdy babcia i starsza z wnuczek poszły do drugiego pokoju, a Łucja została z mamą. Nie minęła dłuższa chwila, a z pomieszczenia zaczęły wydobywać się dym i ogień.

Prokuratura wszczęła postępowanie

Dziadek Łucji zdaje się nie mieć wątpliwości, że synowa wszystko dokładnie zaplanowała. - Przyszykowała się. Miała zapałki, moją benzynę do kosiarki. Wylała na córkę benzynę i ją podpaliła, a że pooblewała sobie przy tym ręce, to też je poparzyła. Potem w szpitalu powtarzała: "Co ja zrobiłam, co ja zrobiłam" - powiedział załamany senior.

Działania w sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa Warszawa Praga. Sprawę wyjaśnia też policja. Z nieoficjalnych informacji wynika ponadto, że we wtorek w miejscu pożaru zjawili się pracownicy Ośrodka Pomocy Społecznej.

Źródło: WWL112.PL, Fakt