Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Zdrowie > Wygrał ze śmiercią. Krzysztof Kwiatkowski o walce z nowotworem: „Widziałem czarne worki”
Natalia Ziółkowska
Natalia Ziółkowska 28.07.2026 02:06

Wygrał ze śmiercią. Krzysztof Kwiatkowski o walce z nowotworem: „Widziałem czarne worki”

Wygrał ze śmiercią. Krzysztof Kwiatkowski o walce z nowotworem: „Widziałem czarne worki”
fot. Goniec

Historia Krzysztofa Kwiatkowskiego to poruszające świadectwo walki, w której stawką było życie. Senator, znany z politycznej nieustępliwości, musiał zmierzyć się z diagnozą, która dla wielu brzmiała jak wyrok. – Wyciągnięto mnie za uszy z drugiej strony lustra – przyznaje polityk, wspominając dramatyczne miesiące spędzone na oddziałach onkologicznych, gdzie optymizm był główną bronią przeciwko statystykom.

Gen walki i bolesna pomyłka

Fundamentem siły Kwiatkowskiego okazał się dom rodzinny. Jako syn zapaśnika i pielęgniarki, od dziecka nasiąkał duchem rywalizacji i świadomością kruchości zdrowia. Na podwórku nazywano go „Czołgiem”, bo kiedy parł do przodu, nikt nie mógł go zatrzymać. Ta cecha uratowała mu życie, gdy w 1995 roku usłyszał… błędną diagnozę. Lekarze w rodzinnym Zgierzu uznali guz na brzuchu za niegroźnego tłuszczaka. Dopiero po operacji okazało się, że to zaawansowany, nieoperacyjny chłoniak wielonarządowy. 

– Lekarze powiedzieli mojej mamie, że tu się nie da już nic zrobić – wspomina Kwiatkowski, który o powadze swojego stanu dowiedział się znacznie później.

CAŁA ROZMOWA DOSTĘPNA NA NASZYM KANALE YOUTUBE:

Widok czarnych worków i moment zwątpienia

Prawdziwa batalia rozegrała się w Centrum Onkologii na Ursynowie oraz w Katowicach. To tam Kwiatkowski przeszedł wycieńczającą chemioterapię i autoprzeszczep szpiku. Choć zazwyczaj nie dopuszczał do siebie myśli o porażce, sala onkologiczna brutalnie przypominała o rzeczywistości. 

– Było kilka takich dni, gdzie trzy osoby zmarły. W bardzo krótkim czasie. Dopiero wtedy pierwszy raz do mnie dotarło, że wcale tej choroby nie muszę wygrać – wyznaje. 

Widok kolegów wywożonych w czarnych workach był granicznym doświadczeniem, które na moment przygniotło nawet legendarnego „Czołga”.

Smak życia zamknięty w bułce

Przełomem w procesie rekonwalescencji stał się moment, który Kwiatkowski pamięta ze szczegółami. I to po ponad 20 latach. Po długim okresie karmienia kroplówkami i jałową pulpą, pozwolono mu zjeść środek zwykłej bułki. 

– Boże, jakie to było wspaniałe uczucie. Wszystkie głupie myśli odeszły, jak zjadłem ten kawałek bułki – opowiada z uśmiechem. 

To proste doświadczenie stało się symbolem zwycięstwa nad chorobą, którą oficjalnie pokonał na początku 1997 roku, niemal natychmiast wracając do aktywności publicznej.

Misja dawania nadziei

Dziś Krzysztof Kwiatkowski uważa, że jego obowiązkiem jest głośne mówienie o chorobie, by dawać siłę innym pacjentom i ich rodzinom. Podkreśla, że wsparcie bliskich, szczególnie matki, która rzuciła pracę, by być przy nim każdego dnia, było szalenie istotne. 

– Chorobę w beznadziejnym stanie można pokonać – przekonuje senator, dodając, że zadaniowe podejście do problemów i wrodzony optymizm to narzędzia, które sprawdzają się nie tylko w szpitalu, ale i w codziennym życiu.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji