Architekt zmian czy niewolnik pracy? Kwiatkowski o cenie sukcesu: „Moi synowie stracili wiele chwil”
Krzysztof Kwiatkowski od lat obecny jest na szczytach polskiej polityki, pełniąc funkcje m.in. Ministra Sprawiedliwości, Prezesa NIK czy senatora. W rozmowie z „Gońcem” polityk kreśli jednak obraz swojej kariery nie tylko przez pryzmat sprawowanych urzędów, ale przede wszystkim kosztów osobistych. Sam diagnozuje u siebie pracoholizm i przyznaje, że za zawodowe ambicje przyszło mu zapłacić wysoką cenę w życiu prywatnym.
Szkoła Buzka: Polityka bez kalkulacji
Kariera Kwiatkowskiego nabrała tempa u boku premiera Jerzego Buzka, gdzie jako 26-latek został jego sekretarzem osobistym. Z perspektywy polityka była to lekcja działania nastawionego na rozwiązywanie problemów, a nie na partyjne kunktatorstwo. Jako przykład podaje odważne reformy, takie jak likwidacja ponad 30 województw czy wprowadzenie gimnazjów, które wdrażano mimo spodziewanego spadku poparcia.
– To był rząd, w którym nie kalkulowano. (...) Jeśli fachowcy mówili, że trzeba coś wprowadzić, to trzeba to było zrobić. To była niezwykła lekcja, którą w polityce zostawił mi Jerzy Buzek – opowiada.
CAŁA ROZMOWA DOSTĘPNA NA NASZYM KANALE YOUTUBE:
Prorocze ostrzeżenie dla środowiska sędziowskiego
Pełniąc funkcję Ministra Sprawiedliwości, Kwiatkowski wdrażał reformy mające na celu digitalizację sądownictwa, takie jak e-sądy czy dostęp do ksiąg wieczystych online. Jednocześnie musiał mierzyć się z oporem sędziów protestujących przeciwko ocenom ich pracy. Według relacji senatora, już wtedy ostrzegał on środowisko przed nadejściem ministra, który podda sądy znacznie bardziej radykalnemu, politycznemu nadzorowi.
– Powiedziałem wtedy tym sędziom: „Przyjdzie kiedyś minister, który wprowadzi wam takie rozwiązania, że z butów wyskoczycie”. Bo ja wprowadzam rozwiązania, które mają poprawić efektywność pracy sądów, (...) nie wprowadzam wam administracyjnego nadzoru ministra – wspomina.
Praca jako nałóg i rozpad życia rodzinnego
Senator w wywiadzie dokonuje rachunku sumienia dotyczącego życia rodzinnego, otwarcie przyznając, że praca stała się dla niego nałogiem. Kwiatkowski łączy swoje intensywne zaangażowanie zawodowe w Warszawie z późniejszym rozwodem. Zauważa również, że powielił schemat swojego ojca – sportowca, który choć był dla niego autorytetem, często pozostawał nieobecny w domu.
– Moi synowie na pewno stracili wiele chwil, które moglibyśmy spędzić wspólnie. (...) To nie jest tak, że w życiu nie płaci się pewnej ceny. Ta cena jest zawsze – przyznaje Krzysztof Kwiatkowski.
Dojrzałość do mówienia „nie dam rady”
Obecnie, jako 55-latek, polityk deklaruje, że uczy się stawiać granice, których nie dostrzegał przez pierwsze dekady swojej kariery. Przyznaje, że biologia zaczęła wymuszać na nim zmiany – zauważa m.in. skutki niedoboru snu. Zamiast – jak dawniej – podejmować się każdego zadania, Kwiatkowski twierdzi, że dziś potrafi już uczciwie odmówić interesantom zajęcia się ich sprawą.
– Zdarza mi się nawet powiedzieć: „Nie dam rady, nie jestem w stanie się czymś jeszcze dodatkowym zająć”. Kiedyś bym zapewne tak nie powiedział, bo albo bym ściemniał albo nawet chciałbym się tym zająć”.