Burza po słowach Kaczyńskiego o Morawieckim. „Tuskowa wtyka na prawicy"
Seria telewizyjnych wywiadów Jarosława Kaczyńskiego i jego słowa o Mateuszu Morawieckim szybko odbiły się szerokim echem. Prezes PiS podważył lojalność byłego premiera i przypomniał mu dawne powiązania z otoczeniem Donalda Tuska, a odpowiedzią była fala komentarzy. Głos zabrał nie tylko sam Morawiecki, lecz także politycy i publicyści z różnych stron sceny.
Kaczyński o przeszłości i intencjach Morawieckiego
W wywiadzie dla TV Republika Kaczyński relacjonował, że w bezpośredniej rozmowie zaproponował Morawieckiemu stanowisko premiera. Według relacji Kaczyńskiego były premier miał stwierdzić, że wie, iż o władzy decyduje partia, i to ją zamierza przejąć. To jednak wyłącznie wersja prezesa PiS.
Kaczyński przekonywał, że gdyby Morawiecki rozwiązał swoje stowarzyszenie, tak jak zrobił to Jacek Sasin, zachowałby czołową pozycję w partii.
„Gdyby zrobił to też Mateusz Morawiecki, to byłby dzisiaj bardzo ważnym (…) nazwiskiem w naszej partii, i oczywiście jednym z tych, którzy w momencie, kiedy ja odejdę, mogliby być poważnymi kandydatami, żeby mnie zastąpić" — oświadczył.
W rozmowie z wPolsce24 przypomniał zaś przeszłość Morawieckiego.
„Miał bardziej skomplikowany życiorys (…). Zresztą był nawet doradcą Tuska" — mówił prezes PiS.
Nawiązał w ten sposób do lat 2010–2012, gdy Morawiecki, wówczas prezes Banku Zachodniego WBK, zasiadał w powołanej przez Tuska Radzie Gospodarczej przy Premierze.
„Kaczyński wychodzi na tuskową wtykę"
Słowa prezesa PiS wywołały natychmiastowe reakcje, i to z bardzo różnych stron. Usunięta z partii Monika Pawłowska napisała na X:
„Niesamowite, jak Pan Prezes dał się zmanipulować tej zepsutej ekipie".
Ostro ocenił to również Robert Winnicki, były poseł Konfederacji i były szef Ruchu Narodowego.
„Kaczyński wychodzi na tuskową wtykę na prawicy" — napisał Winnicki.
Wytknął prezesowi, że najpierw uczynił Morawieckiego premierem, choć ten wcześniej doradzał Tuskowi.
Z kolei europoseł KO Krzysztof Brejza skomentował:
„Razem niszczyli państwo i ludzi, teraz pozostało już im tylko wzajemne niszczenie siebie".
Wątek podchwycili też publicyści. Jakub Wiech pytał, czy „sloganu o Morawieckim jako doradcy Tuska" naprawdę nikt się nie spodziewał, a Kamila Baranowska skwitowała:
„PJK właśnie w wywiadzie dla wPolsce.pl robi wrzutkę, że Mateusz Morawiecki był “doradcą Tuska”. Ehhh, prawico, prawico".
Morawiecki kontra Sasin
Sam Morawiecki utrzymywał, że do końca chciał działać w ramach PiS, w oparciu o strategię „dwóch płuc" partii. W wywiadzie dla wPolsce24 nazwał siebie „jednym z najbardziej lojalnych członków" ugrupowania i uderzył w Jacka Sasina.
„Mam wrażenie, że są osoby, które bardzo ciężko pracują, a są takie, które zajmują się przede wszystkim intrygami — i są w tym naprawdę dobre" — mówił.
Pytał też, „cóż takiego się zmieniło, że ta garstka intrygantów, kombinatorów, zaczęła zmieniać nastawienie pana prezesa".
Sasin nie pozostał dłużny.
„Cała ta narracja o intrygantach jest, widać, taką zaplanowaną narracją. Ten jednolity przekaz jest nie tylko nieprawdziwy, ale głęboko obraźliwy dla prezesa Kaczyńskiego" — ocenił w wPolsce24.
Zwrócił uwagę, że eskalacja sporu zbiegła się z decyzją o kandydaturze na premiera.
„Trudno nie zauważyć, że eskalacja tego kryzysu nastąpiła wtedy, gdy zdecydowano, że kandydatem na premiera będzie nie Morawiecki, a Przemysław Czarnek" — mówił.
Morawiecki: „czystki zamiast współpracy"
Do rozłamu odniósł się też Morawiecki we wpisie na X.
„Niestety zwyciężyła logika ultimatum zamiast rozmowy. Czystki zamiast współpracy. Intrygi zamiast wspólnego działania. Z Prawa i Sprawiedliwości usunięto ludzi, którzy przez lata oddawali tej formacji swoją pracę, energię i serce" — napisał.
Zapewnił zarazem:
„Nie damy się zamknąć w personalnych sporach. Nie damy sobie odebrać prawa do pracy dla Polski".
Kaczyński zapowiedział z kolei, że mimo rozstania „PiS będzie taką samą partią jak była przedtem". Przyznał, że odejście Morawieckiego i jego zaplecza to poważna strata, zwłaszcza ekonomiczna, ale zapewnił, że partia ma już „pomysły personalne".
Formalnie rezygnacje parlamentarzystów ma przyjąć Komitet Polityczny PiS na posiedzeniu 28 lipca.
