Morawiecki o rozłamie w PiS: „Byliśmy zaskoczeni brutalnym wypchnięciem"
W Prawie i Sprawiedliwości doszło do poważnego pęknięcia, w wyniku którego partię opuściła spora grupa polityków. O kulisach konfliktu i próbach porozumienia Mateusz Morawiecki opowiedział w wywiadzie dla TV Republika oraz na piątkowej konferencji prasowej w Sejmie. Były premier podkreślał, że do samego końca walczył o jedność.
Kulisy decyzji i list do prezesa
Morawiecki zapewnił, że nie czuje się winny rozłamu, a odpowiedzialność za podział zrzucił na wewnętrznych „intrygantów".
„Do ostatniej chwili walczyliśmy o jedność, wyciągałem rękę do zgody. Jest wielu świadków, że jeszcze w ostatniej chwili wysyłałem list do pana prezesa" — mówił.
Bezpośrednim powodem odejścia miał być sprzeciw wobec zmuszania posłów do podpisania „lojalki".
Wcześniej Jarosław Kaczyński ogłosił, że grupa parlamentarzystów rezygnuje z członkostwa, co ma zatwierdzić Komitet Polityczny PiS. Były premier stanowczo odrzucił zarzuty prezesa o rozbijanie partii.
„Za mną świadczą dokumenty, rozmowy przy świadkach" — odparł.
Jak mówił w TV Republika, jego środowisko poczuło się zaskoczone:
„Byliśmy zaskoczeni tym bardzo brutalnym wypchnięciem z Prawa i Sprawiedliwości. Walczyliśmy do samego końca o zgodę, nawet napisałem list do pana prezesa".
Układ sił i poparcie dla frakcji
Rozłam wyraźnie uszczupla stan posiadania PiS w parlamencie.
„Jest nas 40 posłów, a także senator i troje europarlamentarzystów" — wyliczał Morawiecki.
Wśród wspierających go polityków znaleźli się między innymi Olga Semeniuk-Patkowska i Janusz Cieszyński.
„Decyzję przyjmuję z pokorą, ale my nie przestaniemy pracować dla Polski" — oświadczył podczas konferencji były minister cyfryzacji.
Mimo utraty stanowiska wiceprezesa PiS otoczenie Morawieckiego zapowiada dalszą aktywność w terenie — polityków ma czekać, jak mówił, „wielka trasa po Polsce".
„Jesteśmy dumni z osiągnięć naszego rządu. Polska potrzebuje dobrych rządów. Patrzymy z odwagą, determinacją, w przyszłość. Na pewno nasza propozycja dotrze pod strzechy" — deklarował.
Plany na przyszłość
Morawiecki uciął pytania o ewentualną nową partię.
„Nie ma debaty na ten temat" — mówił, wskazując, że na razie stawia na rozwój stowarzyszenia „Rozwój Plus".
Zdecydowanie zaprzeczył też doniesieniom o zbliżeniu z obozem rządzącym. Pytany, czy jest „dogadany" z PSL lub Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz, odparł, że nie prowadzi żadnych takich rozmów, bo osoby związane z rządem są „odpowiedzialne za to zło", które się dzieje.
Przy okazji sprostował też jedną z uwag Kaczyńskiego, zaznaczając, że nigdy nie był doradcą Donalda Tuska, a jedynie zasiadał w radzie gospodarczej przy jego rządzie. Kierunek dalszych działań określił jasno.
„Wiem, jak zwyciężać z Donaldem Tuskiem i właśnie po to stowarzyszenie Rozwój Plus powstało" — zapowiedział w wywiadzie dla TV Republika.
Prawica bez hegemona
W ocenie byłego premiera na prawicy zaszła trwała zmiana.
„Spory na prawicy to są takie spory w rodzinie" — ocenił w TV Republika, zaznaczając, że „dziś na prawicy nie ma hegemona".
Tłumaczył, że jego środowisko chciało otwarcia partii na nowych wyborców, czemu sprzeciwili się rywale.
„Różni szatani są czynni i (...) komuś bardzo zależało, żeby te kije w mrowisko powkładać. Niestety intryga się powiodła" — mówił.
Jak dodał, niektórym zależało na tym, by mieć partię „troszeczkę mniejszą, hermetyczną, ciasną, ale własną". W tym samym wywiadzie gorzko odniósł się do atmosfery sporu.
„Zajmowaliśmy się w dużym stopniu wynajdywaniem epitetów, wyzwisk i przypinaniem różnych wyssanych z palca łatek. Niedługo mogę się dowiedzieć, że jestem agentem BND czy Marsjan" — stwierdził.
Na konferencji zapewnił jednak, że jego frakcja nie da się ponieść emocjom:
„Nie odpowiadamy nienawiścią na nienawiść, na różne zaczepki. (...) Chcemy przedstawiać nasze racje".
