Trump chciał się pochwalić sukcesami, a tu już wpadka. Nie takiej reakcji się spodziewał
Tegoroczne orędzie o stanie państwa miało być momentem największego triumfu Donalda Trumpa i ogłoszeniem nowej ery potęgi. Zamiast jednak pełnej jedności, prezydent musiał zmierzyć się z głośnym sprzeciwem oraz błyskawiczną weryfikacją danych przez media, które podważyły jego kluczowe twierdzenia. Na sali padły deklaracje, które zamiast zachwytu wywołały konsternację i śmiech.
- Prawda o bilionach dolarów
- Hokeiści jako symbol zwycięstwa
- Kontrowersje w polityce zagranicznej
- Incydenty i konstytucyjne granice
Prawda o bilionach dolarów
Trump ogłosił, że jego administracja przyciągnęła rekordowe 18 bln dolarów inwestycji zagranicznych w zaledwie rok. Miało to stanowić fundament „złotego wieku Ameryki”, jednak dziennikarze NBC News szybko zweryfikowali te rewelacje. Analiza wykazała, że realne zobowiązania opiewają na około 9,7 biliona dolarów, co stanowi niemal połowę kwoty zadeklarowanej przez prezydenta. Trump twierdził dumnie:
Dokonaliśmy transformacji, jakiej nikt wcześniej nie widział, i dokonaliśmy przełomu na wieki.
Wiele z tych projektów to jedynie kontynuacja planów ogłoszonych jeszcze przed jego kadencją. Podobne wątpliwości zgłosił Bloomberg, podkreślając, że liczby podawane przez Biały Dom są mylące i nie odzwierciedlają faktycznego napływu nowego kapitału do gospodarki. Ta rozbieżność rzuciła cień na gospodarczy triumfalizm prezydenta.

Hokeiści jako symbol zwycięstwa
Aby podkreślić tezę o „nadmiarze wygrywania”, Trump zaprosił na salę reprezentację hokeistów, która zdobyła złoto na Igrzyskach Olimpijskich po pokonaniu Kanady 2:1.
Ludzie proszą mnie: proszę, proszę, proszę, Panie Prezydencie, wygrywamy za dużo. Nie możemy tego dłużej znieść - zażartował prezydent USA i ogłosił również przyznanie bramkarzowi Connorowi Hellebuyckowi Prezydenckiego Medalu Wolności.
Choć Biały Dom promował ten moment w mediach społecznościowych hasłem „WE CAN'T STOP WINNING”, reakcja sali była wyraźnie podzielona. Trump sam zauważył, że choć część polityków opozycji wstała, nie wszyscy zdecydowali się na taki gest. Wykorzystanie sportowców do celów politycznych spotkało się z mieszanym obiorem, pokazując, że nawet złoty medal nie jest w stanie w pełni zjednoczyć skłóconego Kongresu.
Kontrowersje w polityce zagranicznej
Zadziwienie wywołały słowa Trumpa dotyczące Wenezueli, którą nazwał “nowym przyjacielem i partnerem”. Chwalił się również importem 80 mln baryłek ropy z tego kraju. To radykalny zwrot w retoryce, który nie uciszył jednak krytyków. Trump twierdził również, że ”zakończył osiem wojen” w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy swojej drugiej kadencji, co wywołało na sali głośny śmiech części Demokratów.
Widocznie oburzony prezydent skomentował: „To was śmieszy? Chorzy ludzie”. W kwestii Iranu prezydent zadeklarował chęć dyplomacji, lecz zaznaczył, że nigdy nie pozwoli na posiadanie broni jądrowej przez „głównego światowego sponsora terroru”. Ten zestaw deklaracji pogłębił wrogość między stronami podczas rekordowo długiego wystąpienia.
Incydenty i konstytucyjne granice
Przemówienie psuły liczne incydenty, takie jak wyprowadzenie z sali kongresmena Ala Greena za protest przeciwko kontrowersyjnym materiałom publikowanym przez otoczenie prezydenta. Z kolei Rashida Tlaib wielokrotnie wykrzykiwała: „A co z aktami Epsteina?”, co Trump skwitował stwierdzeniem, że Demokraci są „szaleni”. Najwięcej kontrowersji wzbudziły jednak ponowne sugestie o „trzeciej kadencji”, co stoi w sprzeczności z amerykańską konstytucją.
Prezydent stwierdził, że portal TrumpRx utworzył w pierwszym roku mojej drugiej kadencji, która “powinna być trzecią”.
Ale zdarzają się dziwne rzeczy - skwitował, nawiązując tym samym bezpośrednio do przegranych wyborów z 2020 roku.
Te słowa, w połączeniu z krytyką sędziów Sądu Najwyższego, pozostawiły po orędziu poczucie głębokiego niepokoju o stabilność systemu państwa.