Awantura podczas pogrzebu. Wściekły mężczyzna złapał za telefon i zadzwonił do kardynała
Telefonem do kardynała Kazimierza Nycza zakończyła się jedna z uroczystości pogrzebowych, którą odprawiał ks. Mateusz Szewczyk. Duchowny odmówił jednemu z wiernych wygłoszenia z ambony mowy pożegnalnej ku czci zmarłego. W odpowiedzi parafianin zadzwonił ze skargą do kardynała. Jego odpowiedź była zaskakująca.
Kłótnia podczas pogrzebu. Ksiądz: "Dzisiaj miałem niezłą akcję"
- Dzisiaj miałem niezłą akcję - napisał w mediach społecznościowych ks. Mateusz Szewczyk, który podzielił się z wiernymi zdumiewającą sceną, jaka rozegrała się w jednym z Kościołów podczas uroczystości pogrzebowej, którą miał sposobność prowadzić ów kapłan.
Odprawiający tamtego dnia mszę ks. Mateusz Szewczyk nie zgodził się bowiem na wygłoszenie mowy pożegnalnej z ambony przez jednego z uczestników pogrzebu. W odpowiedzi parafianin zaczął grozić palcem duchownemu, mówiąc, iż posiada numer do kard. Kazimierza Nycza i jednym połączeniem może wprawić kapłana w niemałe zakłopotanie.
Wykazując się równie dużą pewnością siebie ksiądz, polecił wiernemu wykonanie połączenia, by skonfrontować się z opinią mężczyzny i zamienić przy okazji parę słów ze swoim przełożonym.
Wierny zadzwonił do kard. Nycza w trakcie pogrzebu
Zirytowany całą sytuacją wierny chwycił za telefon i natychmiast wybrał numer do kardynała, by ten “naprostował" niewłaściwe, jego zdaniem, zachowanie księdza. Jak się jednak okazało, parafianin, zamiast usłyszeć słowa wsparcia, usłyszał, iż nie powinien odczuwać żalu względem księdza.
- Miałem przyjemność porozmawiać przez telefon z Eminencją. Rozmowa była przyjemna. Ostatecznie „grożenie Kardynałem” nie pomogło i wyszło na moje. Pan powiedział pożegnanie poza Mszą i nie z ambony - komentował w internecie ks. Mateusz Szewczyk.
Jak przekazał duchowny, jednym z argumentów niezadowolonego wiernego było twierdzenie, iż do tej pory, brał on udział w innych uroczystościach tego typu i żadnego z księży nie raziło wygłaszanie mowy pożegnalnej z ambony przez osobę świecką.
Mowy pogrzebowe z ambony. Kiedy można?
Duchowny nie zawsze musi przystępować na warunki, które proponuje wierny. W swojej argumentacji ksiądz powoływał się na nauczanie papieża Benedykta XVI, który uważał, iż “Ambona służy jedynie czytaniu tekstów mszalnych, Psalmu responsoryjnego oraz orędzia wielkanocnego”. Służy ona również jako miejsce wygłaszania homilii oraz odczytywania intencji modlitwy wiernych.
Kościół dopuszcza jednak możliwość wygłoszenia mowy pożegnalnej w trakcie uroczystości pogrzebowych przez osobę świecką. Dotyczy to jednak tylko osób, które były duchownymi, pełniły oficjalnie określone posługi liturgiczne albo były szczególnie zasłużone dla Kościoła.
- Kiedyś byłem świadkiem sytuacji, w której była głoszona taka "laudacja" na cześć zmarłego w trakcie Mszy (padły słowa, że był wspaniałym mężem i ojcem), a tajemnicą nie było, że zmarł nagle, tj. na wakacjach z kochanką. I takie to są kojące mowy pogrzebowe - komentował całą sprawę ks. Szewczyk.
Można by się jednak zastanowić, co w sytuacji, jeśli zmarły rzeczywiście był dobrym i pokornym człowiekiem i nie było mu dane stać się osobą publiczną lub zasłużoną dla Kościoła, a najbliżsi, którzy przybyli go pożegnać chcieliby wspomnieć go z należytym szacunkiem. Wszak o zmarłych winno się mówić albo dobrze, albo wcale.
Śledź najnowsze newsy na Twitterze Gońca: https://twitter.com/GoniecPL
Źródło: Twitter/pater matthaeus/o2.pl