Tak Kościół kryje księży. "Tu go złapali, więc wysłali na Karaiby". Nowe fakty
Piotr Krysiak, autor książki „Wyspa Ślepców”, odsłania kulisy jednej z najbardziej wstrząsających afer pedofilskich w polskim Kościele. W rozmowie z Gońcem dziennikarz śledczy opowiada o działalności księdza Wojciecha Gila na Dominikanie, mechanizmach tuszowania nadużyć przez zakon michalitów oraz o własnym spotkaniu z duchownym — jeszcze zanim sprawa stała się międzynarodowym skandalem.
„Król” Juncalito i pierwsze sygnały ostrzegawcze
Historia opisana w „Wyspie Ślepców” zaczęła się w 2013 roku, podczas prywatnego wyjazdu Piotra Krysiaka na Dominikanę. Dziennikarz, wówczas związany z TVP, szukał tematów dotyczących Polonii. Trafił na opowieść o polskim księdzu, który w górskiej wiosce Juncalito cieszył się statusem niemal świętego.
Ksiądz Wojciech Gil, znany miejscowym jako Padre Alberto, zbudował tam ogromne wpływy. Inwestował w infrastrukturę, remontował szpital, organizował straż pożarną i ratowników. Gdy ekipa z Polski dotarła na miejsce, została przyjęta w okazałej, dwupoziomowej willi z widokiem na góry — luksusie niedostępnym dla większości mieszkańców regionu.
Już wtedy Krysiak zauważył niepokojące szczegóły. Podczas wielogodzinnego wywiadu duchownemu nieustannie towarzyszył kilkuletni chłopiec, który przez cały czas stał tuż przy nim.
Dopiero później — po konsultacjach ze specjalistami — dziennikarz dowiedział się, że taka forma bliskości bywa charakterystyczna dla sprawców wykorzystywania seksualnego. Wówczas jednak wątpliwości zostały zagłuszone przez skalę działalności charytatywnej księdza, w tym stworzenie w jego domu sali komputerowej dla dzieci.
Jeszcze większy niepokój wzbudziła wizyta w pomieszczeniu określanym jako „dla dziewczynek”. Nastolatki obecne w środku wyglądały znacznie dojrzalej, niż wskazywałby ich wiek — miały makijaż i długie, pomalowane paznokcie.
– Coś mi w tej sytuacji nie pasowało. Kojarzyło mi się to z tym, o czym mówi się w kontekście pedofilii w Kościele. Nie powiedziałem tego wtedy nikomu, ale pozostał we mnie bardzo nieprzyjemny niesmak – wspomina Krysiak.
Ekipa nie zdecydowała się zostać na noc.
Ostrzeżenie, ucieczka i bezkarność
Kilka miesięcy później do Krysiaka dotarła informacja, że Padre Alberto w pośpiechu opuścił Dominikanę. Okazało się, że został ostrzeżony o planowanym aresztowaniu. Informację miała przekazać mu kobieta pracująca jednocześnie przy kościelnym chórze i w prokuraturze.
Dzięki przeciekowi ksiądz zdążył uciec. Pod pretekstem wyjazdu na chrzciny zabrał grupę dominikańskich dzieci i opiekunów, a gdy policja pojawiła się w Juncalito, był już w drodze do Europy.
– Gdyby tam pojechał i wrócił, to byłby jego koniec. I nie mówię o siedmiu latach więzienia — on mógłby nawet nie doczekać wyroku – mówi Krysiak.
Dziennikarz podkreśla kontrast między reakcją dominikańskich służb a opieszałością polskich instytucji. Na Dominikanie do wioski wysłano zespoły psychologów, którzy przez wiele miesięcy pracowali z ofiarami. W Polsce ksiądz przez długi czas pozostawał na wolności, mieszkając u rodziców i przyjmując gości.
Sprawa nabrała tempa dopiero po ujawnieniu skandalu z udziałem arcybiskupa Józefa Wesołowskiego, nuncjusza apostolskiego na Dominikanie, który również był zamieszany w wykorzystywanie nieletnich i pozostawał w bliskich relacjach z Gilem.
Karaiby zamiast odpowiedzialności
Śledztwo Krysiaka wykazało, że wyjazd Gila na Dominikanę nie był przypadkiem. Wcześniej duchowny pracował w ośrodku michalitów w podwarszawskich Markach (lub Ząbkach), gdzie zajmował się trudną młodzieżą i dziećmi z niepełnosprawnościami.
Już tam dochodziło do brutalnych nadużyć: przemocy fizycznej, zakuwania wychowanków w kajdanki, przewożenia ich w bagażniku samochodu. Gdy sprawa zaczęła wychodzić na jaw, zamiast zawiadomienia organów ścigania zastosowano znany kościelny mechanizm — przeniesienie problemu.
– Tu go złapali, wiedzieli, że będzie smród i afera, więc w nagrodę wysłali go jak najdalej. Na Karaiby. Zamiast odpowiedzialności — ucieczka – mówi Krysiak.
Na Dominikanie Gil działał według schematu znanego z najgłośniejszych spraw światowych. Budował wizerunek filantropa, rozdawał prezenty, oferował luksusy niedostępne dla biednych dzieci: jedzenie, klimatyzację, internet. W zamian oczekiwał uległości.
Wyrok i cena reportażu
Ostatecznie Wojciech Gil został w Polsce skazany na siedem lat więzienia po dobrowolnym poddaniu się karze. Zdaniem Krysiaka wyrok był rażąco niski wobec skali krzywd. Zgromadzony materiał dowodowy — w tym tysiące zdjęć dzieci zabezpieczonych na nośnikach — był, jak mówi, wstrząsający.
Dziennikarz przyznaje, że praca nad „Wyspą Ślepców” była dla niego psychicznie wyniszczająca. Musiał robić długie przerwy, a dziś — po lekturze akt i zeznań ofiar — nie jest pewien, czy byłby w stanie napisać tę książkę jeszcze raz.
Źródło: Goniec