Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Tak Kościół kryje księży. "Tu go złapali, więc wysłali na Karaiby". Nowe fakty
Radosław Gruca
Radosław Gruca 19.01.2026 15:05

Tak Kościół kryje księży. "Tu go złapali, więc wysłali na Karaiby". Nowe fakty

Tak Kościół kryje księży. "Tu go złapali, więc wysłali na Karaiby". Nowe fakty
Fot. Canva

Piotr Krysiak, autor książki „Wyspa Ślepców”, odsłania kulisy jednej z najbardziej wstrząsających afer pedofilskich w polskim Kościele. W rozmowie z Gońcem dziennikarz śledczy opowiada o działalności księdza Wojciecha Gila na Dominikanie, mechanizmach tuszowania nadużyć przez zakon michalitów oraz o własnym spotkaniu z duchownym — jeszcze zanim sprawa stała się międzynarodowym skandalem.

„Król” Juncalito i pierwsze sygnały ostrzegawcze

Historia opisana w „Wyspie Ślepców” zaczęła się w 2013 roku, podczas prywatnego wyjazdu Piotra Krysiaka na Dominikanę. Dziennikarz, wówczas związany z TVP, szukał tematów dotyczących Polonii. Trafił na opowieść o polskim księdzu, który w górskiej wiosce Juncalito cieszył się statusem niemal świętego.

Ksiądz Wojciech Gil, znany miejscowym jako Padre Alberto, zbudował tam ogromne wpływy. Inwestował w infrastrukturę, remontował szpital, organizował straż pożarną i ratowników. Gdy ekipa z Polski dotarła na miejsce, została przyjęta w okazałej, dwupoziomowej willi z widokiem na góry — luksusie niedostępnym dla większości mieszkańców regionu.

Już wtedy Krysiak zauważył niepokojące szczegóły. Podczas wielogodzinnego wywiadu duchownemu nieustannie towarzyszył kilkuletni chłopiec, który przez cały czas stał tuż przy nim.

Dopiero później — po konsultacjach ze specjalistami — dziennikarz dowiedział się, że taka forma bliskości bywa charakterystyczna dla sprawców wykorzystywania seksualnego. Wówczas jednak wątpliwości zostały zagłuszone przez skalę działalności charytatywnej księdza, w tym stworzenie w jego domu sali komputerowej dla dzieci.

Jeszcze większy niepokój wzbudziła wizyta w pomieszczeniu określanym jako „dla dziewczynek”. Nastolatki obecne w środku wyglądały znacznie dojrzalej, niż wskazywałby ich wiek — miały makijaż i długie, pomalowane paznokcie.

Coś mi w tej sytuacji nie pasowało. Kojarzyło mi się to z tym, o czym mówi się w kontekście pedofilii w Kościele. Nie powiedziałem tego wtedy nikomu, ale pozostał we mnie bardzo nieprzyjemny niesmak – wspomina Krysiak.

Ekipa nie zdecydowała się zostać na noc.

Ostrzeżenie, ucieczka i bezkarność

Kilka miesięcy później do Krysiaka dotarła informacja, że Padre Alberto w pośpiechu opuścił Dominikanę. Okazało się, że został ostrzeżony o planowanym aresztowaniu. Informację miała przekazać mu kobieta pracująca jednocześnie przy kościelnym chórze i w prokuraturze.

Dzięki przeciekowi ksiądz zdążył uciec. Pod pretekstem wyjazdu na chrzciny zabrał grupę dominikańskich dzieci i opiekunów, a gdy policja pojawiła się w Juncalito, był już w drodze do Europy.

Gdyby tam pojechał i wrócił, to byłby jego koniec. I nie mówię o siedmiu latach więzienia — on mógłby nawet nie doczekać wyroku – mówi Krysiak.

Dziennikarz podkreśla kontrast między reakcją dominikańskich służb a opieszałością polskich instytucji. Na Dominikanie do wioski wysłano zespoły psychologów, którzy przez wiele miesięcy pracowali z ofiarami. W Polsce ksiądz przez długi czas pozostawał na wolności, mieszkając u rodziców i przyjmując gości.

Sprawa nabrała tempa dopiero po ujawnieniu skandalu z udziałem arcybiskupa Józefa Wesołowskiego, nuncjusza apostolskiego na Dominikanie, który również był zamieszany w wykorzystywanie nieletnich i pozostawał w bliskich relacjach z Gilem.

Karaiby zamiast odpowiedzialności

Śledztwo Krysiaka wykazało, że wyjazd Gila na Dominikanę nie był przypadkiem. Wcześniej duchowny pracował w ośrodku michalitów w podwarszawskich Markach (lub Ząbkach), gdzie zajmował się trudną młodzieżą i dziećmi z niepełnosprawnościami.

Już tam dochodziło do brutalnych nadużyć: przemocy fizycznej, zakuwania wychowanków w kajdanki, przewożenia ich w bagażniku samochodu. Gdy sprawa zaczęła wychodzić na jaw, zamiast zawiadomienia organów ścigania zastosowano znany kościelny mechanizm — przeniesienie problemu.

Tu go złapali, wiedzieli, że będzie smród i afera, więc w nagrodę wysłali go jak najdalej. Na Karaiby. Zamiast odpowiedzialności — ucieczka – mówi Krysiak.

Na Dominikanie Gil działał według schematu znanego z najgłośniejszych spraw światowych. Budował wizerunek filantropa, rozdawał prezenty, oferował luksusy niedostępne dla biednych dzieci: jedzenie, klimatyzację, internet. W zamian oczekiwał uległości.

Wyrok i cena reportażu

Ostatecznie Wojciech Gil został w Polsce skazany na siedem lat więzienia po dobrowolnym poddaniu się karze. Zdaniem Krysiaka wyrok był rażąco niski wobec skali krzywd. Zgromadzony materiał dowodowy — w tym tysiące zdjęć dzieci zabezpieczonych na nośnikach — był, jak mówi, wstrząsający.

Dziennikarz przyznaje, że praca nad „Wyspą Ślepców” była dla niego psychicznie wyniszczająca. Musiał robić długie przerwy, a dziś — po lekturze akt i zeznań ofiar — nie jest pewien, czy byłby w stanie napisać tę książkę jeszcze raz.

Źródło: Goniec

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Komisja Europejska, Karol Nawrocki
Bruksela pozywa Polskę do TSUE i wnosi o kary. To pokłosie decyzji Nawrockiego
Piotr Kraśko przekazał tragiczne informacje
Była 19:00. Piotr Kraśko rozpoczął "Fakty" od tragicznej informacji. O tej śmierci jest głośno w Polsce
Zbigniew Ziobro choruje na raka przełyku
Nie tylko Ziobro. Jego żona też została wmieszana. Prokurator krajowy nie krył zdziwienia
Nie żyje duchowny
Nie żyje uwielbiany duchowny. Proboszcz przegrał z nowotworem
Ziobro przerwał milczenie. Udzielił wywiadu w Budapeszcie
Ziobro przerwał milczenie. Udzielił wywiadu w Budapeszcie. "Jestem ofiarą polowania"
płyta indukcyjna
[QUIZ] Ile naprawdę wiesz o swoich rachunkach za prąd? Możesz się zdziwić