Z ostatniej chwili. Jest decyzja Karola Nawrockiego ws. budżetu
Jedna decyzja, wiele konsekwencji. W sprawie kluczowego dokumentu finansowego państwa głowa państwa znalazła się w sytuacji, w której każdy ruch oznaczał polityczne ryzyko. Ostateczne rozstrzygnięcie nie zamyka jednak sporu, a jedynie przenosi go na inny poziom, pogłębiając napięcia między najważniejszymi instytucjami w kraju.
- Ruch prezydenta i jego ukryta logika
- Co naprawdę zawiera budżet na 2026 rok
- Kohabitacja w praktyce – konflikt, który się nie kończy
Podpis z zastrzeżeniem. Dlaczego prezydent zdecydował się na taki manewr
Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie ustawy budżetowej na 2026 rok była jedną z najbardziej wyczekiwanych i jednocześnie najbardziej niejednoznacznych w jego dotychczasowej kadencji. Od tygodni politycy, ekonomiści i komentatorzy spekulowali, czy głowa państwa zdecyduje się na weto, czy też – mimo głębokich zastrzeżeń wobec rządu – pozwoli ustawie wejść w życie.
Prezydent wybrał rozwiązanie pośrednie, które w polskiej polityce zawsze niesie silny ładunek symboliczny. Podpisanie ustawy zostało połączone z jednoczesnym skierowaniem jej do Trybunału Konstytucyjnego. To ruch, który z jednej strony zapobiega najczarniejszemu scenariuszowi, czyli prowizorium budżetowemu i paraliżowi finansów publicznych, z drugiej zaś stanowi otwarte zakwestionowanie sposobu działania rządu i jakości przygotowanego dokumentu.
W swoim publicznym wystąpieniu prezydent podkreślał, że brak budżetu byłby zagrożeniem dla stabilności państwa, wypłat świadczeń i funkcjonowania kluczowych instytucji. Jednocześnie jednak jasno zaznaczył, że nie chce brać odpowiedzialności za rozwiązania, które jego zdaniem budzą poważne wątpliwości prawne i ustrojowe. W tym sensie decyzja Nawrockiego jest próbą balansowania pomiędzy rolą arbitra dbającego o ciągłość państwa a rolą politycznego przeciwnika rządu Donalda Tuska.
Dla części opinii publicznej to dowód odpowiedzialności, dla innych – wyrachowany manewr mający zachować twardą postawę bez ponoszenia pełnych konsekwencji weta. Jedno jest pewne: ten ruch nie wygasza konfliktu, lecz otwiera nowy jego etap.

Budżet 2026 pod lupą. Gigantyczne kwoty i strategiczne priorytety
Ustawa budżetowa na 2026 rok to jeden z największych dokumentów finansowych w historii III RP. Skala zaplanowanych wydatków i deficytu jasno pokazuje, że państwo wchodzi w kolejny rok z ambicją aktywnej polityki gospodarczej, ale także z rosnącym obciążeniem finansów publicznych.
Wydatki zaplanowano na poziomie blisko 920 miliardów złotych, przy dochodach sięgających nieco ponad 647 miliardów. Oznacza to deficyt przekraczający 270 miliardów złotych – liczbę, która dla krytyków rządu jest symbolem fiskalnej nieodpowiedzialności, a dla zwolenników konieczną ceną bezpieczeństwa i rozwoju.
Struktura dochodów opiera się w dużej mierze na podatkach pośrednich. VAT i akcyza pozostają głównymi źródłami wpływów, co uzależnia kondycję budżetu od konsumpcji i tempa wzrostu gospodarczego. Podatki dochodowe, zarówno od osób fizycznych, jak i prawnych, mają mniejsze, choć wciąż istotne znaczenie.
Po stronie wydatków rząd jasno wskazał swoje priorytety. Na pierwszym miejscu znajduje się obronność. Nakłady na wojsko i bezpieczeństwo narodowe mają przekroczyć 200 miliardów złotych, co oznacza dalsze utrzymywanie wydatków wojskowych na poziomie bliskim 5 procent PKB. To sygnał wysyłany zarówno do społeczeństwa, jak i do sojuszników z NATO.
Drugim filarem jest ochrona zdrowia. Setki miliardów złotych mają trafić do systemu, który od lat zmaga się z niedoborem kadr, zadłużeniem szpitali i rosnącymi kosztami świadczeń. Rząd zapowiada inwestycje infrastrukturalne, wzrost wynagrodzeń i poprawę dostępności usług medycznych.
Nie zabrakło także środków na infrastrukturę transportową – drogi, kolej i projekty strategiczne. To element, który ma pobudzać gospodarkę i jednocześnie odpowiadać na oczekiwania społeczne w mniejszych miejscowościach.
Właśnie te elementy – skala deficytu, sposób finansowania wydatków oraz procedura uchwalenia ustawy – mają być przedmiotem analizy Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent nie zakwestionował samej idei wydatków, lecz ramy, w jakich zostały one przyjęte.
Kohabitacja na ostrzu noża. Budżet jako pole bitwy politycznej
Spór o budżet stał się kolejnym, bardzo wyraźnym symbolem trudnej kohabitacji między Pałacem Prezydenckim a rządem Donalda Tuska. Od początku obecnej kadencji relacje te są napięte, a ustawa budżetowa – jako fundament działania państwa – tylko spotęgowała konflikt.
Prezydent Karol Nawrocki konsekwentnie korzysta z przysługujących mu narzędzi konstytucyjnych. Weta, kierowanie ustaw do Trybunału Konstytucyjnego i ostre publiczne wypowiedzi stały się stałym elementem tej relacji. Z kolei rząd oskarża głowę państwa o blokowanie reform, działanie z pobudek partyjnych i destabilizowanie procesu rządzenia.
Wymiana argumentów coraz częściej przypomina otwartą wojnę instytucjonalną. Prezydent podnosi kwestie jakości legislacji i odpowiedzialności za finanse publiczne. Rząd odpowiada, że działania Pałacu Prezydenckiego są politycznym sabotażem i próbą podważenia demokratycznego mandatu większości parlamentarnej.
Skierowanie budżetu do Trybunału Konstytucyjnego dodatkowo komplikuje sytuację. Dla rządu to zagrożenie niepewnością prawną, dla prezydenta – forma kontroli konstytucyjnej w warunkach głębokiego sporu ustrojowego. Niezależnie od rozstrzygnięcia, sam fakt tej decyzji będzie ciążył nad realizacją budżetu i relacjami między władzą wykonawczą a głową państwa.
