Co się dzieje z Radą Pokoju Trumpa? Ekspert PISM: "Padła ofiarą swojej konstrukcji"
Zainicjowana na początku 2026 roku Rada Pokoju, będąca kluczowym projektem geopolitycznym prezydenta Donalda Trumpa, miała stanowić bezpośrednie narzędzie do stabilizacji na Bliskim Wschodzie. Dziś, w świetle eskalacji działań zbrojnych na osi Waszyngton-Teheran, funkcjonowanie tego organu napotyka poważne wyzwania. O ocenę dotychczasowych postępów w realizacji celów tej instytucji poprosiliśmy Rafała Tarnogórskiego, analityka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM).
- Paraliż operacyjny wynikający ze ścisłego uzależnienia Rady od decyzji Donalda Trumpa, który skupił się na konflikcie z Iranem
- Wątpliwości finansowe podnoszone przez agencję Reuters, którym stanowczo zaprzeczają oficjalne komunikaty Rady
- Brak postępów rozbrojeniowych w Strefie Gazy z powodu nieustępliwości negocjacyjnej Izraela i Hamasu
Ofiara autorskiej konstrukcji i zmiana priorytetów
Głównym założeniem nowej struktury było szybkie i bezpośrednie wdrożenie stabilizacji, usankcjonowane rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jak wskazuje Rafał Tarnogórski, dotychczasowe spowolnienie prac nie wynika ze złych założeń merytorycznych, lecz z samego modelu zarządzania inicjatywą, która opiera się na jednym ośrodku decyzyjnym.
- Ocena zależy od tego na jakie cele patrzymy. Wrażenie braku aktywności wynika z faktu, że Rada padła ofiarą swojej konstrukcji prawnej – to znaczy oparcia wszystkiego na woli i przewodnictwie Donalda Trumpa. A on jest teraz zajęty zupełnie czymś innym. Może być więc tak, że Rada Pokoju jako instrument, który prezydent USA chciał wykorzystać, zeszła na dalszy plan. Ostatnim znaczącym wydarzeniem, gdy zajrzymy na jej oficjalną stronę internetową pozostaje jej oficjalna inauguracja z 19 lutego. Odbyła się wtedy duża gala w Instytucie Pokoju w Waszyngtonie z udziałem samego Trumpa i innych zaproszonych delegacji oraz uroczyste przedstawienie zamierzeń doprowadzenia do pokoju w Strefie Gazy. Ale potem wydarzenia przyśpieszyły, a sam Trump i Stany Zjednoczone musiały poświęcić się innym kwestiom, czyli konfliktowi z Iranem.
Przesunięcie zaangażowania Białego Domu na bezpośrednią konfrontację zbrojną sprawiło, że aparat administracyjny Rady utracił swoją dynamikę operacyjną. Bez aktywnego udziału prezydenta Stanów Zjednoczonych w bieżących pracach, mechanizm ten musiał siłą rzeczy zostać zepchnięty na boczny tor polityki zagranicznej.
Spór o fundusze i kalendarz narzucony przez ONZ
Oprócz politycznej pauzy, Rada musi obecnie zarządzać kryzysem wizerunkowym w obszarze transparentności budżetowej. Lutowa inauguracja obfitowała w szerokie deklaracje państw dotyczące wsparcia materialnego, jednak dziennikarze śledczy podważają sprawność przepływów finansowych. Ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych tak diagnozuje ten problem:
- Rada ma określony mandat. Jej głównym celem – przynajmniej tym wyrażonym w rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ – było doprowadzenie do rozwiązania pokojowego i wdrożenie go w Strefie Gazy. Jeśli spojrzymy na ostatnie wydarzenia i informacje, które spływają z Rady – np. poprzez portal X – dużym echem odbił się komunikat zaprzeczający doniesieniom agencji Reuters, jakoby finansowanie Rady nie zostało zrealizowane. Według agencji założenia z 19 lutego, czyli deklaracje państw o wyposażeniu Rady w środki finansowe, nie zostały spełnione. Oświadczenie na portalu X z 10 kwietnia temu zaprzecza i zapewnia, że absolutnie wszystko jest realizowane zgodnie z planem. Rada będzie musiała poinformować o przekazanych środkach, bowiem zobowiązana jest do okresowych raportów przed Radą Bezpieczeństwa. Ciąży na niej obowiązek raportowania przed Radą Bezpieczeństwa co pół roku. Zakładając, że pierwsze posiedzenie odbyło się w lutym, prawdopodobnie w lipcu pojawi się konieczność przedstawienia tego, co udało się zrobić.
Lipcowy termin, narzucony przez dokumenty powołujące, będzie absolutnym weryfikatorem oświadczeń składanych na portalu X. Opublikowanie oficjalnego raportu rozliczeniowego obnaży, czy państwa członkowskie przekuły swoje polityczne poparcie w mierzalne pakiety finansowe dla zaplanowanych operacji.
Pat w Strefie Gazy blokuje kluczowy cel
Rozwiązanie problemów formalnych nie zmieni jednak twardych realiów na samym Bliskim Wschodzie. Brak chęci do ustępstw po stronie aktorów militarnych w terenie całkowicie uniemożliwia realizację mandatu operacyjnego tej instytucji. Rafał Tarnogórski opisuje naturę panującego impasu negocjacyjnego:
- Czy Trump zajmie się tym sam? To zależy od tego, w jaki sposób ułoży się po pierwsze kwestia Iranu, a po drugie, czy rzeczywiście uda się osiągnąć porozumienie w Strefie Gazy. Dużym problemem jest to, że sprawa utknęła w martwym punkcie pomiędzy żądaniami Izraela dotyczącymi rozbrojenia Hamasu, a żądaniami Hamasu, który deklaruje chęć rozbrojenia, ale pod warunkiem wstrzymania działań zbrojnych przez Izrael. Wydaje się, że żadna ze stron nie jest w stanie wykonać kroku w tył. To stawia pod znakiem zapytania główny cel, dla którego cała Rada została utworzona, czyli wdrożenie planu pokojowego dla Strefy Gazy. W mojej ocenie to wcale nie jest pewne.
Ten brak perspektyw rzutuje bezpośrednio na wiarygodność samej agendy pokojowej, dla której Rada została oficjalnie zwołana. Bez realnego, obustronnego wstrzymania ognia struktury cywilne i pomocowe nie są w stanie rozpocząć jakichkolwiek prac na palestyńskich terytoriach.
Sceptycyzm sojuszników i nowe, nieoczekiwane szanse
Opóźnienia dyplomatyczne, spotęgowane regularną wymianą ciosów w regionie Zatoki Perskiej, wywołują lawinowy spadek zaufania wśród zagranicznych partnerów projektu. Szczególnie jaskrawym tego dowodem są decyzje dotyczące deeskalacji zaangażowania militarnego, na co analityk PISM zwraca szczególną uwagę:
- Ze względu na atak Stanów Zjednoczonych na Iran oraz działania odwetowe Iranu w rejonie Zatoki Perskiej, wśród państw deklarujących poparcie dla Rady rośnie sceptycyzm wobec jej funkcjonowania. Także medialnie nagłaśniane brutalne działania Izraela wzbudzają na świecie duży opór. Więc skuteczność Rady stoi w tym momencie pod znakiem zapytania. Zależy ona od wdrożenia planu pokojowego, a przynajmniej jego niezbędnych elementów w Strefie Gazy. Nic mi nie wiadomo na temat tego, aby plany związane z rozmieszczeniem sił pokojowych (największy wkład żołnierzy deklarowała Indonezja) poszły do przodu. Wręcz przeciwnie – po wybuchu konfliktu zbrojnego pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem, Indonezja zawiesiła pewne działania, więc jej wkład w stabilizację Strefy Gazy również stoi pod znakiem zapytania.
Mimo ewidentnych niepowodzeń na pierwotnym froncie, analityk ostrzega przed przedwczesną marginalizacją powołanego formatu. Instytucja wciąż posiada w pełni ukonstytuowaną strukturę, która może ewoluować w nieprzewidzianym dotąd kierunku.
- Nie mamy na razie materialnych efektów działania Rady, które były zapowiadane ambitnymi deklaracjami. Jest jednak za wcześnie, by twierdzić, że już zawiodła. To instrument, który został stworzony i nie wykluczam, że wciąż może zostać wykorzystany. Jeśli nie w Gazie, to być może w innej sytuacji – być może to ta instytucja mogłaby otworzyć jakąś formalną drogę do porozumień z Iranem? Choć to przedwczesne wnioski i droga do tego daleka, nie możemy tracić z oczu faktu, że ten instrument wciąż jest na stole.
Źródło: Goniec.pl