Rząd ma pomysł na weto prezydenta. Ustawa wdrażająca DSA podzielona na pół
Sejmowa komisja przyjęła pierwszą część przepisów wdrażających unijny Akt o usługach cyfrowych. To efekt nowej taktyki rządu, o której jako pierwsza napisała „Rzeczpospolita". Zamiast jednej ustawy powstały dwie, a ta bardziej sporna poczeka. Cała operacja ma jeden cel: skłonić prezydenta do podpisu przynajmniej pod częścią regulacji.
Co dokładnie trafiło do Sejmu?
Pierwszy projekt to tak zwane minimalne wdrożenie DSA. Nie rozstrzyga sporów o treści w internecie, a jedynie wskazuje instytucje odpowiedzialne za stosowanie unijnych przepisów. Sejm może go uchwalić jeszcze w lipcu.
Drugi, ten dotyczący między innymi procedury blokowania treści, dopiero czeka na rozpatrzenie. Prace nad nim potrwają dłużej, bo to właśnie tam znajduje się źródło całego konfliktu.
Według „Rzeczpospolitej" tak podzielona regulacja ma szansę uzyskać akceptację Karola Nawrockiego.
Standerski wyjaśnia powody podziału
Powody wyjaśnił w rozmowie z dziennikiem wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski.
„Projekty zostały rozdzielone ze względu na sprawność i efektywność procesu legislacyjnego. Jeden dotyczy wyznaczenia organów, a drugi procedury. Obu tematom towarzyszyły różne dyskusje, w związku z czym łatwiej jest rozpatrywać je w dwóch projektach" − powiedział.
Jego zdaniem pierwsze efekty już widać.
„Już to widzimy, ponieważ pierwszy projekt został rozpatrzony i przyjęty przez komisję sejmową, a drugi, w zakresie procedury, będzie rozpatrywany w następnych tygodniach" − dodał wiceszef resortu.
Resort deklaruje otwartość na uwagi, propozycje i poprawki ze strony parlamentarzystów. Standerski dopowiedział jednak, na czym mu zależy.
„Trzeba te uwagi i poprawki składać. Liczymy na merytoryczną dyskusję" − zaznaczył.
Skąd wzięło się weto?
Karol Nawrocki zablokował ustawę w styczniu. DSA to unijne rozporządzenie, które nakłada na platformy internetowe obowiązek usuwania nielegalnych treści i lepszej ochrony użytkowników. Polska musi wprowadzić przepisy wykonawcze, a za zwłokę grożą jej konsekwencje ze strony Brukseli.
Prezydent nie kwestionował wtedy sensu samej regulacji. Wskazał jednak na rozwiązania, których nie mógł zaakceptować, przede wszystkim na nową procedurę blokowania treści.
Zapowiadał wówczas, że dwa miesiące współpracy wystarczą, by przygotować i uchwalić nową ustawę. Od tamtej pory minęło pół roku, a przepisów wciąż nie ma.
