Porażające sceny w Żabce Żródło: Syperx, CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0), via Wikimedia Commons

Bulwersujące sceny w Żabce. Klient groził i przeklinał, sprzedawca mu kibicował

25 Kwiecień 2021 Bartłomiej CieślakBartłomiej Cieślak

Do porażających scen doszło w jednym ze sklepów Żabki w Warszawie. Jeden z klientów opisał bulwersująca sytuację, która go spotkała. Mężczyzna przeklinał i mu groził, a sprzedawca zamiast pomóc i odpowiednio zareagować, podsycał negatywną atmosferę i nic nie robił sobie z obowiązku noszenia maseczek.

Sprawę opisała Gazeta Wyborcza, do redakcji której napisał pan Marcin. To właśnie on wybrał się przed południem w sobotę 17 kwietnia do Żabki przy ul. Bitwy Warszawskiej 1920 roku w Warszawie, by zrobić zakupy. Nie mógł spodziewać się tego, co stało się w środku.

Zakupy w sklepie nie powinny wiązać się z nieprzyjemnymi wydarzeniami - chyba, że zaliczamy do takich kolejkę do kasy. Pan Marcin miał jednak większego pecha. W pewnym momencie do sklepu wszedł mężczyzna bez maseczki, co było jawnym pogwałceniem obowiązujących w Polsce zasad reżimu sanitarnego.

Pan Marcin postanowił zwrócić mu uwagę, jednak w odpowiedzi usłyszał same przekleństwa. Zwrócił się więc do mężczyzny stojącego za kasą, bo to właśnie do pracowników sklepu powinno należeć dbanie o to, by obowiązujące zasady były przestrzegane.

Odpowiedź sprzedawcy zwaliła go jednak z nóg. Powiedział, że nie jest tu od tego, by zwracać uwagę klientom. Nie jest to jednak prawda, gdyż w myśl znowelizowanych przepisów sprzedawca może odmówić obsługi klienta bez maseczki, co potwierdza Jerzy Jabraszko z warszawskiej straży miejskiej.

Rodzina Pawła Królikowskiego wciąż nie może postawić mu nagrobkaRodzina Pawła Królikowskiego wciąż nie może postawić mu nagrobkaCzytaj dalej

Na tym się jednak nie skończyło i dopiero chwilę później pan Marcin usłyszał słowa, które go zbulwersowały.

- Po podejściu do kasy mężczyzna bez maski powiedział do pracownika Żabki, że wkur... się moimi uwagami, na co ten odpowiedział, że >trzeba było mu pożyczyć dobrej choroby< - relacjonował w liście do Gazety Wyborczej.

Po wyjściu ze sklepu obaj panowie spotkali się na parkingu. Tam znów w kierunku pana Marcina poleciały przekleństwa, a także groźby. W odpowiedzi czytelnik wezwał straż miejską, jednak zanim pojawiła się ona na miejscu, obu mężczyzn już nie było.

Mimo wszystko czytelnik postanowił, że sytuacja ta była zbyt jawnym pogwałceniem wszelki zasad, by móc po prostu odpuścić, wrócić do domu i zapomnieć. Napisał w tej sprawie do centrali Żabki. Z odpowiedzi można wywnioskować, że sprzedawca może ponieść jakieś konsekwencje swojego zachowania.

- Bardzo nam przykro z powodu doświadczenia klienta sklepu. Nasi franczyzobiorcy jako niezależni przedsiębiorcy samodzielnie zatrudniają pracowników i nimi zarządzają. Jednak podpisując umowę, zobowiązują się do przestrzegania, wraz z pracownikami, standardów obsługi. Dlatego zgłoszona sytuacja zostanie zweryfikowana z franczyzobiorcą. Zależy nam na tym, aby nasze sklepy pozostały bezpiecznym miejscem dla naszych klientów, a także pracowników sklepów - brzmiała odpowiedź biura prasowego Żabki.

Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:

Jeżeli chcesz się podzielić informacjami ze swojego regionu, koniecznie napisz do nas na adres redakcja@goniec.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza

Następny artykuł