Rodzinna tragedia w Skawinie. Są wyniki sekcji zwłok
Trwa wyjaśnianie okoliczności tragedii, która wstrząsnęła Skawiną i całą Polską. W mieszkaniu przy ul. Niepodległości odnaleziono ciała czterech członków rodziny, w tym ośmiodniowej dziewczynki. Po przeprowadzonych sekcjach zwłok prokuratura przekazała nowe informacje, które – jak ustalił "Fakt” – potwierdzają wcześniejszy kierunek śledztwa.
Tragedia w Skawinie. Tak doszło do makabrycznego odkrycia
Do dramatycznego odkrycia doszło w piątek, 3 lipca, w jednym z mieszkań przy ul. Niepodległości w Skawinie pod Krakowem. Służby zostały zaalarmowane przez zaniepokojonego członka rodziny, który od dłuższego czasu nie mógł nawiązać kontaktu z bliskimi. Policjanci, wspólnie ze strażakami, siłowo weszli do zamkniętego od środka mieszkania. W środku znaleźli ciała czterech osób – 27-letniej Gabrieli G., jej 35-letniego męża Mateusza G., ich ośmiodniowej córki Luizy oraz 59-letniej Zofii P., matki kobiety. Jak wcześniej informowała prokuratura, mieszkanie było zamknięte od środka, a okna pozostawały zamknięte.
Od początku śledczy brali pod uwagę scenariusz tzw. zabójstwa suicydalnego. W poniedziałek w Zakładzie Medycyny Sądowej w Krakowie przeprowadzono sekcje zwłok wszystkich ofiar, a ich wstępne wyniki – jak przekazał "Fakt” – potwierdziły wcześniejsze przypuszczenia. Według śledczych sprawcą śmierci trzech osób miał być 35-letni Mateusz G., który następnie odebrał sobie życie. Ciało mężczyzny odnaleziono w łazience, natomiast ciała pozostałych członków rodziny znajdowały się w jednym z pokoi mieszkania.
Śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Krakowie nadal trwa. Śledczy przesłuchali już członków rodziny oraz sąsiadów, którzy zgodnie twierdzili, że małżeństwo uchodziło za spokojne i nie sprawiało problemów. Rodzina nie była objęta procedurą Niebieskiej Karty, a dotychczas nie ujawniono żadnych zgłoszeń dotyczących przemocy domowej. Nadal nie jest również znany motyw tragedii. Jak dotąd śledczy nie odnaleźli listu ani innego materiału, który mógłby wyjaśnić przyczyny jego działania.

Wyniki sekcji zwłok przyniosły nowe informacje. Prokuratura zabrała głos
Nowe informacje dotyczące przebiegu tragedii przekazał "Faktowi” rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie, prok. Tomasz Waszczuk. Jak poinformował, sekcje zwłok pozwoliły ustalić charakter obrażeń poszczególnych ofiar.
Jeśli chodzi o starszą kobietę, sekcja zwłok wykazała rozległe obrażenia głowy, zadane ciężkim przedmiotem. To one prawdopodobnie były powodem zgonu. Podobne obrażenia głowy stwierdzono u młodszej kobiety, dodatkowo na jej ciele ujawniono rany cięte – powiedział prokurator w rozmowie z "Faktem”.
Jak dodał, również ośmiodniowa Luiza doznała obrażeń zadanych ostrym narzędziem.
Jeśli chodzi o 8-dniową córeczkę Luizę, u niej sekcja zwłok wykazała również rany cięte na ciele – przekazał prok. Waszczuk.
Śledczy na obecnym etapie nie ujawniają liczby zadanych ciosów ani dokładnej lokalizacji wszystkich ran. Potwierdzają jednak, że część obrażeń została zadana ciężkim narzędziem, a część ostrym przedmiotem.
Według nieoficjalnych ustaleń "Faktu”, pierwszą ofiarą mogła paść 59-letnia Zofia P., która miała zostać zaskoczona przez sprawcę. Z kolei obrażenia ujawnione na rękach Gabrieli G. mogą świadczyć o tym, że próbowała się bronić. Informacje te nie zostały jednak oficjalnie potwierdzone przez prokuraturę. Śledczy podkreślają, że ostateczne wnioski będzie można wyciągnąć dopiero po zakończeniu wszystkich badań i analiz materiału dowodowego.
Śledczy o sprawcy tragedii. Nowe ustalenia i ważne zeznania sąsiada
Jak przekazał "Fakt”, sekcja zwłok potwierdziła również wcześniejszą hipotezę dotyczącą przebiegu zdarzeń.
Sekcja zwłok u mężczyzny wykazała również rany cięte na ciele – powiedział prok. Tomasz Waszczuk.
Wstępne wyniki sekcji zwłok potwierdzają dotychczasową tezę śledczych, zgodnie z którą sprawcą tragedii był 35-letni mężczyzna. Jak ustalił "Fakt”, ciało Mateusza G. znajdowało się w łazience, natomiast ciała trzech pozostałych ofiar odnaleziono w jednym z pokoi mieszkania.
Postępy przyniosły także przesłuchania świadków. Sąsiedzi zgodnie opisywali rodzinę jako spokojną i dobrze funkcjonującą, a nikt wcześniej nie zgłaszał niepokojących sytuacji. Jeden z mieszkańców zeznał jednak, że w czwartek około godziny 20 słyszał płacz noworodka. Do tej relacji odniósł się prokurator.
Wcześniej była mowa o czwartku około godziny 18.00, a teraz wiemy, że jeszcze około 20.00 dziecko płakało i było uspokajane przez rodziców. To trochę zawęża nam czas zdarzenia – powiedział "Faktowi” Tomasz Waszczuk.
Na odpowiedzi wciąż czeka jednak najważniejsze pytanie – co było motywem działania sprawcy.
Jak wynika z wcześniejszych relacji bliskiego znajomego rodziny, z którym rozmawiał "Fakt”, w zachowaniu małżeństwa nie było wcześniej widocznych sygnałów mogących zapowiadać tak dramatyczny finał.