Tragedia na Jeziorze Lampackim, nie żyją ojciec i córka. Prokuratura bada okoliczności
Ojciec i córka wypłynęli łódką na Jezioro Lampackie i już nie wrócili na brzeg. Gdy ratownicy dotarli na miejsce, znaleźli pustą łódź, a chwilę później dokonali wstrząsającego odkrycia w wodzie. Teraz prokuratura bada jeden z najbardziej dramatycznych scenariuszy tej tragedii.
Ojciec i córka wypłynęli łódką na Jezioro Lampackie
Do tragicznych wydarzeń doszło w niedzielę, 28 czerwca, późnym popołudniem w Sorkwitach w województwie warmińsko-mazurskim. 63-letni Zbigniew R., mieszkaniec powiatu mrągowskiego, oraz jego 39-letnia córka Anna pojawili się tego dnia w wypożyczalni sprzętu wodnego nad Jeziorem Lampackim. Z ustaleń wynika, że wynajęli łódkę wyposażoną w dwa wiosła, założyli kamizelki ratunkowe i wypłynęli na jezioro.
Początkowo nic nie wskazywało na to, że spokojny rejs może zakończyć się dramatem. Ojciec i córka oddalili się od brzegu na około pół kilometra, za jeden z półwyspów. To właśnie tam później rozegrały się wydarzenia, które teraz szczegółowo odtwarzają służby. Ważne dla śledczych jest nie tylko to, co stało się na jeziorze, ale również to, w jakich okolicznościach oboje znaleźli się w wodzie.

Jak ustalił „Fakt”, Zbigniew R. mieszkał z rodziną w Sorkwitach, choć na co dzień pracował w Olsztynie. Do rodzinnej miejscowości miał wracać przede wszystkim na weekendy. Jego córka Anna była osobą z niepełnosprawnością. Mieszkańcy miejscowości przekazują, że ojciec i córka byli często widywani razem, także w rejonie jeziora.
– Często widywałem ich razem, jeździli rowerami niedaleko jeziora. Cała wieś jest w szoku. Nie wiemy, co tam się mogło wydarzyć — powiedział jeden z mieszkańców w rozmowie z „Faktem”.
Pustą łódkę znaleziono po alarmującym telefonie
Kluczowy moment nastąpił około godziny 17.45. Wtedy 63-letni mężczyzna zadzwonił do służb ratunkowych. Z przekazanych informacji wynikało, że może targnąć się na swoje życie. Po tym zgłoszeniu rozpoczęła się akcja ratunkowa na Jeziorze Lampackim.
Gdy ratownicy dotarli w rejon, w którym miała znajdować się łódka, zastali ją pustą. W pobliżu w wodzie odnaleziono ojca i córkę. Według informacji podanych przez „Super Express” oboje byli połączeni linką żeglarską. Ten szczegół stał się jednym z najważniejszych elementów sprawy, bo może mieć znaczenie dla ustalenia dokładnego przebiegu tragedii.

63-letniego Zbigniewa R. nie udało się uratować. Mężczyzna zmarł na miejscu. Jego córka została wydobyta z wody jeszcze żywa. Ratownikom udało się przywrócić jej czynności życiowe, po czym 39-latka została przetransportowana do szpitala. Niestety, mimo podjętych działań medycznych, kobieta zmarła kilka godzin później.
Jak podał „Super Express”, sekcja zwłok wykazała, że bezpośrednią przyczyną śmierci zarówno 63-letniego mężczyzny, jak i jego córki było utonięcie. To jednak nie zamknęło sprawy. Wyniki badań pośmiertnych wskazały przyczynę zgonu, ale śledczy wciąż muszą odpowiedzieć na pytanie, co dokładnie wydarzyło się wcześniej na jeziorze.
Prokuratura bada, czy 39-latka została unieruchomiona
Sprawa przybrała nowy wymiar po decyzji Prokuratury Rejonowej w Mrągowie. Śledztwo zostało wszczęte w kierunku zabójstwa 39-letniej Anny. Oznacza to, że prokuratura sprawdza nie tylko wersję dotyczącą samobójczej śmierci mężczyzny, ale także możliwość, że jego córka mogła zostać pozbawiona możliwości ratowania się przed utonięciem.
Jak informuje „Super Express”, śledczy analizują scenariusz, według którego kobieta mogła zostać wcześniej unieruchomiona linką żeglarską, a następnie wrzucona do jeziora. Taki przebieg zdarzeń miałby doprowadzić do jej śmierci. Na tym etapie postępowania nie przesądzono jednak ostatecznie, jak wyglądały ostatnie chwile ojca i córki.
Do tych ustaleń odniósł się Daniel Brodowski z Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. Przekazał, że śledczy badają, czy 39-latka została unieruchomiona przy pomocy linki żeglarskiej i wrzucona do wody, co mogło doprowadzić do jej utonięcia. To właśnie ten wątek ma być teraz jednym z głównych kierunków postępowania.
Tragedia w Sorkwitach wstrząsnęła mieszkańcami miejscowości. Z relacji osób znających rodzinę wynika, że ojciec i córka byli rozpoznawalni w okolicy i często spędzali czas razem. Teraz lokalna społeczność czeka na odpowiedzi, których udzielić ma prowadzone śledztwo. To ono ma wyjaśnić, czy doszło wyłącznie do dramatu na wodzie, czy też śmierć 39-letniej kobiety była wynikiem działania innej osoby.