Rodzinny dramat w Skawinie. Nie żyją 4 osoby, w tym noworodek. Sąsiedzi zabrali głos
Tragedia w Skawinie wstrząsnęła mieszkańcami bloku przy ul. Niepodległości. W jednym z mieszkań znaleziono ciała trzech dorosłych osób oraz 8-dniowej dziewczynki. Śledczy badają sprawę, a policja wskazuje na najbardziej prawdopodobną wersję wydarzeń. Sąsiedzi rodziny zabrali głos.
Nie odbierali telefonu. Bliscy zaalarmowali służby
Do dramatycznego odkrycia doszło w piątek, 3 lipca, w Skawinie w województwie małopolskim. Chodzi o mieszkanie w bloku przy ul. Niepodległości, gdzie po interwencji służb odnaleziono ciała czterech osób. Jak relacjonuje "Fakt", mieszkańcy okolicy są wstrząśnięci tym, co wydarzyło się za drzwiami jednego z lokali.

Zgłoszenie do centrum powiadamiania ratunkowego wpłynęło tuż po godz. 15. Z przekazanych informacji wynika, że zadzwonił mężczyzna, który od dłuższego czasu nie mógł skontaktować się z najbliższymi. Jego żona miała pojechać do córki, by pomóc jej przy nowo narodzonym dziecku. Gdy kontakt z rodziną urwał się, mężczyzna zaczął się niepokoić.
Na miejscu okazało się, że nikt nie otwiera drzwi mieszkania. Niepokój zgłaszającego spotęgował fakt, że zza drzwi słychać było dzwoniący telefon, na który próbował się dodzwonić. To właśnie wtedy zdecydował się wezwać pomoc. Na ul. Niepodległości skierowano służby, które musiały sprawdzić, co dzieje się w środku.
Strażacy zajrzeli przez okno. W mieszkaniu zobaczyli krew
Po przyjeździe na miejsce strażacy podjęli próbę ustalenia sytuacji wewnątrz mieszkania. Lokal znajdował się na drugim piętrze. Ratownicy zajrzeli do środka przez okno i wtedy zauważyli krew. Po tym odkryciu zdecydowano o siłowym wejściu do mieszkania.
Drzwi zostały wyważone. W środku służby natrafiły na cztery ciała. Ofiarami byli: 59-letnia kobieta, jej 27-letnia córka, 35-letni zięć oraz 8-dniowa wnuczka. Skala tragedii natychmiast poruszyła mieszkańców bloku i okolicy, zwłaszcza że w mieszkaniu znajdowało się także nowo narodzone dziecko.
Sprawą zajęli się śledczy. Na tym etapie postępowania badany jest dokładny przebieg wydarzeń oraz to, co doprowadziło do śmierci całej rodziny. Policja przekazała wstępne przypuszczenia, ale ostateczne ustalenia będą wymagały dalszych czynności procesowych.
Policja wskazuje na jedną hipotezę. Sąsiedzi mówią o szoku
Według wstępnych ustaleń śledczych sprawcą miał być 35-letni mężczyzna. Policja podejrzewa, że mógł on zabić rodzinę, a następnie odebrać sobie życie. Funkcjonariusze zaznaczają jednak, że na razie jest to hipoteza, która wymaga dalszego potwierdzenia.
– Samobójstwo rozszerzone to na razie najbardziej prawdopodobna hipoteza – zaznaczyła podinsp. Katarzyna Cisło, rzeczniczka małopolskiej policji.
Mieszkańcy okolicy, z którymi rozmawiał "Fakt", nie kryli wstrząsu. Z ich relacji wynika, że nic wcześniej nie zapowiadało podobnej tragedii. Wskazywali, że w klatce znajduje się zaledwie kilka mieszkań, a w pobliżu działają m.in. przedszkole i pogotowie. Tym bardziej dramatyczne odkrycie wywołało poruszenie wśród osób, które znały rodzinę choćby z widzenia.
– Znałam tych ludzi, spokojna rodzina. Nigdy nie było żadnych awantur. On pracował w pobliskim markecie – mówiła jedna z mieszkanek Skawiny w rozmowie z "Faktem".

Sąsiedzi zwracają również uwagę na dramat bliskich ofiar. Szczególnie poruszające są relacje dotyczące mężczyzny, który zaalarmował służby, gdy nie mógł skontaktować się z rodziną. To on miał czekać na wiadomość od żony, która pojechała pomóc córce przy dziecku.
– Dziadek tej maleńkiej dziewczynki jest w tak złym stanie, w takim szoku, że policja boi się teraz o jego życie. Dotknęła go tragedia nie do wyobrażenia, jak człowiek może coś takiego znieść – mówili mieszkańcy bloku w rozmowie z "Faktem".