Polska i Ukraina tracą historyczną szansę? Ekspert o wielkim kryzysie
Kryzys w relacjach Polski z Ukrainą nie jest tylko kolejnym sporem o symbole, historię i bieżącą politykę. Marek Stefan, ekspert ds. geopolityki ze Strategy&Future i kanału “Układ Sił”, w programie “Punkty Zapalne” ocenił, że oba państwa mogą zapłacić za niego wysoką cenę. Jego zdaniem Polska i Ukraina tracą właśnie szansę, która otworzyła się po 2022 roku, a spór o politykę historyczną może przykryć znacznie ważniejsze pytanie: czy Warszawa i Kijów są w stanie zbudować realny sojusz interesów.
Kryzys z Ukrainą. “Oba państwa mogą stracić”
Odebranie Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu, odwołany przyjazd prezydenta Ukrainy do Polski i narastające napięcie wokół pamięci historycznej sprawiły, że relacje Warszawy z Kijowem znalazły się w najtrudniejszym momencie od początku pełnoskalowej wojny.
Marek Stefan w “Punktach Zapalnych” nie ukrywał, że skutki tego konfliktu mogą wykraczać daleko poza bieżącą polityczną burzę.
– Przede wszystkim wydaje się, że niestety oba państwa mogą stracić na tym w perspektywie średnio- i długookresowej – ocenił ekspert.
Jak tłumaczył, po 2022 roku polsko-ukraińska współpraca została zdominowana przez kwestie wojskowe, bezpieczeństwo i wspieranie Kijowa w walce z Rosją. Zdaniem Stefana znacznie mniej mówiło się jednak o tym, co mogło stać się drugim filarem relacji: współpracy geoekonomicznej, infrastrukturalnej, energetycznej i przemysłowej.
To właśnie ten obszar – jak przekonywał – może dziś stać się jedną z pierwszych ofiar politycznego konfliktu.
– Takim wątkiem, który nie jest poruszany, ale moim zdaniem będzie ofiarą tych pogorszonych relacji, jest współpraca geoekonomiczna – mówił Stefan.
Polska i Ukraina tracą historyczną szansę?
Marek Stefan zwrócił uwagę, że Polska i Ukraina, mimo różnicy potencjałów, mają podobny problem strategiczny. Oba państwa – jak mówił – pozostają peryferyjne w międzynarodowym podziale pracy, bo nie dysponują wystarczająco silnymi firmami oferującymi produkty o wysokiej marży.
Współpraca Warszawy i Kijowa mogłaby więc służyć nie tylko bezpieczeństwu militarnemu, ale także wyrwaniu się z gospodarczej peryferyjności. W obecnej atmosferze, jak ostrzega Stefan, będzie to jednak znacznie trudniejsze.
– Tracimy szansę, która się otworzyła w 2022 roku i niestety będzie to miało poważne konsekwencje – stwierdził.
Zdaniem eksperta problem może być szczególnie dotkliwy dla Ukrainy. Po zakończeniu działań wojennych Kijów będzie musiał zmierzyć się z powrotem z gospodarki wojennej do funkcjonowania w realiach pokoju, ryzykiem kolejnych fal migracji i koniecznością zbudowania nowego modelu rozwoju.
– Ukraina jest państwem, które toczy konflikt i cała gospodarka jest skupiona na tym, żeby ten wysiłek wojenny podtrzymać – mówił Stefan.
W jego ocenie właśnie dlatego współpraca z Polską mogłaby być dla Ukrainy jednym z kluczowych elementów powojennej odbudowy. Tymczasem polityczne emocje po obu stronach granicy sprawiają, że oba państwa “nie tworzą warunków” do rozmowy o głębszej synergii.
Spóźniona transakcyjność polskiej polityki
W rozmowie pojawił się także wątek polskiej polityki wobec Ukrainy po 2022 roku. Prowadzący pytał, czy Warszawa nie przeszła od jednej skrajności do drugiej: od gestów symbolicznego wsparcia do formułowania żądań dopiero w momencie ostrego napięcia.
Stefan przyznał, że w Polsce pojawiła się dziś narracja, według której konflikt z Ukrainą ma “wyleczyć Polaków z romantyzmu politycznego” i nauczyć bardziej transakcyjnego patrzenia na relacje międzynarodowe. Ekspert zaznaczył jednak, że transakcyjność nie jest żadnym nowym odkryciem epoki Donalda Trumpa.
– To jest coś oczywistego, pewien banał, który zawsze funkcjonował w stosunkach międzynarodowych – tłumaczył.
Problem polega na tym, że Polska – według Stefana – uczy się tego zbyt późno. Jego zdaniem demonstracyjne stawianie żądań dopiero w momencie kryzysu nie zastąpi konsekwentnego budowania relacji i twardego negocjowania interesów za zamkniętymi drzwiami.
– Stawianie w tej chwili żądań czy demonstrowanie naszej sprawczości jest po prostu spóźnione – ocenił.
Ekspert przypomniał, że “okienko możliwości” otworzyło się już jesienią 2022 roku, gdy stało się jasne, że Ukraina obroniła swoją państwowość i nie zostanie wymazana z mapy Europy. To wtedy – jego zdaniem – Polska mogła zacząć układać relacje z Kijowem na bardziej dojrzałym, strategicznym gruncie.