Policjant był na miejscu tragedii w Skawinie. Ujawnił, co zastał na miejscu
Policjant znający kulisy śledztwa opisał to, co służby zastały w mieszkaniu w Skawinie. W lokalu znaleziono ciała 27-letniej Gabrieli, jej 59-letniej matki Zofii, ośmiodniowego dziecka i 35-letniego Mateusza G. Śledczy zakładają, że mężczyzna zamordował rodzinę, a potem odebrał sobie życie.
Rodzina niedawno zamieszkała w Skawinie
Do dramatycznego odkrycia doszło w jednym z mieszkań w Skawinie. Funkcjonariusze znaleźli tam ciała 27-letniej Gabrieli, jej 59-letniej matki Zofii, 35-letniego Mateusza G. oraz noworodka, który miał zaledwie osiem dni. Sprawa od początku była traktowana przez służby jako wyjątkowo poważna, bo okoliczności wskazywały na gwałtowny i brutalny przebieg zdarzenia.
Alarm podniósł ojciec 27-latki. Mężczyzna przez dłuższy czas nie mógł skontaktować się z rodziną, dlatego zawiadomił służby. Wcześniej miał przywieźć do mieszkania swoją żonę Zofię, by pomogła córce po powrocie ze szpitala. Gabriela niedawno urodziła dziecko przez cesarskie cięcie i potrzebowała wsparcia w pierwszych dniach opieki nad noworodkiem.

Z ustaleń Radia Kraków wynika, że rodzina nie mieszkała w Skawinie od dawna. Miała przeprowadzić się tam z Wadowic. Jak podano, wcześniej nie odnotowano wobec tej rodziny policyjnych interwencji, które mogłyby wskazywać na narastający konflikt lub wcześniejsze problemy domowe.
Śledczy odtwarzają teraz ostatnie godziny życia ofiar i próbują ustalić, co wydarzyło się w mieszkaniu przed przyjazdem służb. Na tym etapie wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi, a prokuratura czeka jeszcze na kolejne wyniki badań.
Wstępne ustalenia po sekcji zwłok
W poniedziałek, 6 lipca, prokuratura przekazała pierwsze informacje po sekcji zwłok wszystkich czterech osób. Według tych ustaleń 27-letnia Gabriela, jej 59-letnia matka Zofia oraz ośmiodniowe dziecko miały rany cięte i kłute. U starszej kobiety stwierdzono dodatkowo obrażenia głowy.
Ciało 35-letniego Mateusza G. znaleziono w łazience. Pozostałe ofiary znajdowały się w pokoju. Jak wynika z dotychczasowych informacji, mężczyzna miał rany cięte. Śledczy zakładają, że to on miał zaatakować żonę, teściową i dziecko, a następnie odebrać sobie życie.
Na miejscu zabezpieczono ślady, które mają pomóc w dokładnym odtworzeniu przebiegu zdarzeń. Prokuratura oczekuje także na wyniki badań toksykologicznych. Mają one wykazać, czy 35-latek mógł być pod wpływem alkoholu albo środków odurzających.

Według osoby znającej kulisy postępowania przebieg zdarzenia był wyjątkowo trudny do racjonalnego wyjaśnienia.
– Było wyjątkowo krwawo, na miejscu było pełno krwi. To zupełnie irracjonalna zbrodnia. To mógł być jakiś drobny incydent, związany może z kwestiami opieki nad nowo narodzonym dzieckiem, a może jakiś drobny spór, który rozwijał się w tle, a teraz wybuchł z ogromną siłą. Nie wiadomo – mówił Gazecie Wyborczej policjant znający kulisy śledztwa.
Policjanci i strażacy objęci opieką psychologiczną
Sprawa poruszyła nie tylko lokalną społeczność, ale również osoby, które jako pierwsze weszły do mieszkania i pracowały na miejscu tragedii. Radio Kraków podało, że policjanci i strażacy uczestniczący w działaniach zostali objęci szczególną opieką psychologiczną. To standardowa, ale bardzo ważna procedura przy zdarzeniach o tak drastycznym charakterze.
Śledczy sprawdzają również sytuację rodzinną i zawodową Mateusza G. Z przekazywanych dotąd informacji nie wynika, by wcześniej był on kojarzony z agresywnym zachowaniem lub konfliktami, które mogłyby zapowiadać tak dramatyczny finał. Osoby znające sprawę opisują go jako człowieka, który nie wyróżniał się negatywnie w swoim otoczeniu.
– Normalny facet, dobry kolega. W pracy uznawany za dobrego pracownika – opowiadała Gazecie Wyborczej osoba zapoznana ze śledztwem.
To właśnie ta rozbieżność między dotychczasowym obrazem 35-latka a skalą tragedii jest jednym z elementów, które śledczy będą musieli dokładnie przeanalizować. Kluczowe będą wyniki badań, zabezpieczone ślady oraz ustalenia dotyczące tego, co działo się w mieszkaniu tuż przed śmiercią czterech osób.
Na razie prokuratura zachowuje ostrożność w formułowaniu ostatecznych wniosków. Dotychczasowe ustalenia wskazują jednak, że Mateusz G. miał najpierw zabić swoją 27-letnią żonę Gabrielę, jej 59-letnią matkę Zofię oraz ośmiodniowe dziecko, a następnie popełnić samobójstwo.