Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Od ataku na Iran minęło kilka dni, a Amerykanie domagają się jednego. Chodzi o syna Trumpa
Wiktoria  Klóska
Wiktoria Klóska 04.03.2026 08:03

Od ataku na Iran minęło kilka dni, a Amerykanie domagają się jednego. Chodzi o syna Trumpa

Od ataku na Iran minęło kilka dni, a Amerykanie domagają się jednego. Chodzi o syna Trumpa
fot. Julia Demaree Nikhinson/Associated Press/East News

Narastające napięcie wokół sytuacji na Bliskim Wschodzie błyskawicznie przełożyło się na emocje w amerykańskiej debacie publicznej. Gdy tylko pojawiły się spekulacje o możliwym szerszym zaangażowaniu USA w konflikt, w centrum dyskusji niespodziewanie znalazł się najmłodszy syn prezydenta. W sieci ruszyła lawina komentarzy, których wspólny mianownik jest jeden.

  • Przemówienie Donalda Trumpa po ataku USA na Iran wywołało burzę
  • #SendBarron: Czy Barron Trump powinien trafić do wojska?
  • Donald Trump i uniknięcie poboru do armii USA w czasach wojny w Wietnamie

Przemówienie Donalda Trumpa po ataku USA na Iran wywołało burzę

Wraz z kolejnymi doniesieniami o napiętej sytuacji między Stanami Zjednoczonymi a Iranem coraz częściej zaczęto mówić o możliwych konsekwencjach militarnych. W przestrzeni publicznej pojawiły się pytania o skalę ewentualnego konfliktu i o to, czy USA mogą zostać wciągnięte w długotrwałe działania zbrojne. Atmosfera niepewności szybko przeniosła się do mediów społecznościowych i programów publicystycznych.

Dodatkowym impulsem stało się nagranie z przemówieniem prezydenta USA, w którym odniósł się do ofiar amerykańskich operacji wojskowych. 

– Jako jeden naród opłakujemy prawdziwych amerykańskich patriotów, którzy ponieśli najwyższą ofiarę dla naszego kraju, nawet jeśli wciąż kontynuujemy słuszną misję, za którą oddali życie. (…) I niestety, zanim to się skończy, prawdopodobnie będzie ich więcej. Tak to wygląda – mówiła głowa Stanów Zjednoczonych.

Słowa te wielu odebrało jako zapowiedź, że liczba poległych może wzrosnąć, jeśli konflikt będzie się rozwijał. W efekcie dyskusja nie ograniczyła się wyłącznie do strategii czy geopolityki. Zaczęła dotyczyć również kwestii poboru do wojska i tego, kto w razie jego przywrócenia powinien zostać nim objęty.

Od ataku na Iran minęło kilka dni, a Amerykanie domagają się jednego. Chodzi o syna Trumpa
Donald Trump, fot. Mark Schiefelbein/Associated Press/East News

#SendBarron: Czy Barron Trump powinien trafić do wojska?

W krótkim czasie na platformie X pojawiła się fala wpisów z hasłem #SendBarron. Ich autorzy wprost sugerowali, że jeśli młodzi Amerykanie mieliby zostać wysłani na front, zasady powinny obowiązywać wszystkich – niezależnie od nazwiska czy pozycji społecznej.

W sieci zaczęto publikować komentarze o bardzo ostrym tonie. „Prezydent odpoczywa w swoim klubie golfowym, rozpoczynając III wojnę światową. #SendBarron”, „Skoro książę William i książę Harry mogli służyć w brytyjskim wojsku, to książę Barron może służyć w armii USA”, „Trump nie przejmuje się dziećmi z klasy pracującej i ubogich, którzy stracą życie w jego wojnie z Iranem #SendBarron”, „Książę Harry służył w Afganistanie, więc powiedzcie Barronowi, żeby szykował mundur” – pisali użytkownicy platformy X.

Wpisy często zawierały porównania do brytyjskiej monarchii i jej tradycji wojskowych. Internauci wskazywali, że męscy członkowie rodziny królewskiej w Wielkiej Brytanii odbywali służbę, dlatego – ich zdaniem – podobne standardy powinny obowiązywać także w Stanach Zjednoczonych. W ten sposób nazwisko 19-letniego Barrona Trumpa stało się jednym z najczęściej przywoływanych w kontekście ewentualnego poboru.

W tle tych komentarzy pojawia się również wątek praktyczny. Według medialnych informacji Barron Trump mierzy 206 centymetrów wzrostu i jest jednym z najwyższych członków rodziny. Tymczasem w niektórych formacjach armii USA obowiązują limity wzrostu, związane m.in. z bezpieczeństwem i dopasowaniem do sprzętu – takiego jak czołgi czy samoloty. W praktyce oznacza to, że nadmierny wzrost może stanowić przeszkodę w pełnieniu określonych funkcji wojskowych.

Donald Trump i uniknięcie poboru do armii USA w czasach wojny w Wietnamie

W całej dyskusji regularnie wraca również przeszłość samego prezydenta. Donald Trump stał się kandydatem do poboru w połowie lat 60., gdy Stany Zjednoczone znacząco zwiększały liczbę żołnierzy wysyłanych do Wietnamu. Był to okres, w którym wielu młodych mężczyzn – szczególnie z zamożnych rodzin – korzystało z możliwości odroczenia służby.

Trump otrzymał cztery odroczenia z powodu studiów. Ostatecznie jednak nie trafił do wojska z powodu zwolnienia medycznego. Powodem miała być diagnoza ostróg kostnych w piętach. Dokument wystawił podiatra dr Larry Braunstein. Po latach rodzina lekarza twierdziła, że była to forma przysługi dla Freda Trumpa, od którego lekarz wynajmował gabinet.

– To była rodzinna legenda – opowiadały później „New York Timesowi” córki lekarza.

Ten wątek dodatkowo podgrzewa emocje w internecie. Część komentujących uważa, że skoro w przeszłości sam prezydent uniknął służby, dziś – w obliczu potencjalnego konfliktu – pytania o równość wobec obowiązków państwowych są uzasadnione. Dyskusja wokół nazwiska Barrona Trumpa pokazuje, jak szybko w czasie napięć międzynarodowych debata publiczna może przenieść się z poziomu geopolityki na bardzo osobisty grunt.

Od ataku na Iran minęło kilka dni, a Amerykanie domagają się jednego. Chodzi o syna Trumpa
Donald Trump, fot. Alex Brandon/Associated Press/East News
Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji