Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Gen. Koziej ostrzega przed rosyjską prowokacją w Polsce. „Musimy się tego spodziewać”
Wojciech Mulik
Wojciech Mulik 14.07.2026 08:43

Gen. Koziej ostrzega przed rosyjską prowokacją w Polsce. „Musimy się tego spodziewać”

Gen. Koziej ostrzega przed rosyjską prowokacją w Polsce. „Musimy się tego spodziewać”
fot. BBN

Rosja może nasilić działania hybrydowe przeciwko Polsce, wykorzystując sabotażystów, drony oraz operacje prowadzone pod fałszywą flagą — ostrzega gen. Stanisław Koziej. Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego w rozmowie z Gońcem wskazał, że Moskwa będzie próbowała wywołać w Polakach strach przed bezpośrednią wojną. Odniósł się również do zapowiedzi ujawnienia szczegółów polskiego wsparcia wojskowego. — Pomagamy obcym wywiadom weryfikować swoich agentów w Polsce — alarmował.

Rosja będzie zbliżać się do granicy otwartej wojny

Gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, był gościem w programie „Punkty Zapalne” w Gońcu. Pytany o doniesienia dotyczące możliwej rosyjskiej prowokacji wobec Polski lub państw bałtyckich, ocenił, że należy je traktować jako zapowiedź możliwej intensyfikacji trwającej już agresji hybrydowej.

Jak podkreślił, nie musi ona przybrać formy otwartego ataku militarnego. Rosja może działać poprzez sabotaż, podpalenia, dywersję na kolei, cyberataki, dezinformację czy kolejne incydenty w przestrzeni powietrznej.

— Musimy się spodziewać zwiększonej, zintensyfikowanej agresji hybrydowej Rosji na nasze terytorium — stwierdził generał.

Zdaniem Kozieja Moskwa może stopniowo zwiększać skalę działań, jednocześnie pilnując, aby nie przekroczyć progu, który zmusiłby NATO do jednoznacznej reakcji.

— Rosja będzie intensyfikowała tę agresję hybrydową, przybliżając ją coraz bardziej do progu otwartej agresji, do progu artykułu 5. Dzisiaj te akty są jednak jeszcze od niego odległe — tłumaczył były szef BBN.

W jego ocenie celem Rosji jest przede wszystkim zastraszenie społeczeństw państw europejskich. Kreml miałby liczyć, że obawa przed bezpośrednią konfrontacją przełoży się na presję wywieraną na rządy, aby ograniczyły lub całkowicie wstrzymały wsparcie dla Ukrainy.

Koziej przekonywał, że Rosja nie widzi możliwości łatwego osiągnięcia swoich celów na froncie, dlatego chce zwyciężyć poprzez osłabienie determinacji Zachodu.

Może się to przejawiać m.in. poprzez incydenty graniczne, ataki na infrastrukturę krytyczną czy wtargnięcia dronów, których pochodzenie będzie trudne do natychmiastowego ustalenia.

Generał ostrzega ws. Rosji. Nie „zielone”, lecz „szare ludziki”

Były szef BBN zwrócił uwagę, że rosyjskie operacje w Polsce nie musiałyby przypominać zajęcia Krymu, gdzie pojawili się żołnierze bez oznaczeń, określani jako „zielone ludziki”.

— Ja bym może nie używał terminu „zielone ludziki”, ale „szare ludziki” — powiedział.

Jak wyjaśnił, chodzi o osoby rekrutowane już na terenie atakowanego państwa: przestępców, członków środowisk kryminalnych albo ludzi zainteresowanych łatwym zarobkiem. Mogliby oni wykonywać zlecone przez rosyjskie służby akty sabotażu i dywersji, bez formalnego związku z rosyjską armią.

To właśnie trudność w jednoznacznym przypisaniu ataku konkretnemu państwu stanowi — według Kozieja — jedną z największych słabości obecnego systemu bezpieczeństwa.

Generał mówił o „doktrynalnej luce” dotyczącej stosowania artykułu 5 NATO wobec agresji hybrydowej. Sojusz dysponuje planami na wypadek klasycznego ataku zbrojnego, ale znacznie trudniej byłoby uzyskać zgodę wszystkich państw na wspólną reakcję wobec serii niejednoznacznych aktów sabotażu.

Dlatego — jego zdaniem — Polska jako państwo frontowe powinna zabiegać o opracowanie w NATO konkretnych procedur i planów reagowania na takie scenariusze. W rozmowie pojawiło się również pytanie o rosyjską operację pod fałszywą flagą, której celem byłoby przekonanie Polaków, że za atakiem stoi Ukraina.

Koziej przyznał, że taki scenariusz należy brać pod uwagę. Według niego Rosja mogłaby wykorzystać drona zawierającego ukraińskie elementy lub w taki sposób zamaskować trasę jego przelotu, aby utrudnić ustalenie, skąd naprawdę został wysłany.

— Możemy się spodziewać różnych zakamuflowanych akcji. Chodzi o to, aby zamaskować swój udział, a wskazywać na kogoś, kto jest dla Rosji wygodny jako przeciwnik — ocenił.

Generał podkreślił, że takie zdarzenie zostałoby prawdopodobnie natychmiast wsparte szeroką kampanią dezinformacyjną. Jej celem byłoby zaostrzenie konfliktu między Polską i Ukrainą oraz wzmocnienie nastrojów przeciwnych dalszemu wspieraniu Kijowa.

 

„Możemy mieć rosyjskie dywizje nad Bugiem”

Koziej ostro ocenił również trwającą w Polsce polityczną licytację dotyczącą tego, kto przekazał Ukrainie więcej uzbrojenia i która partia była wobec niej bardziej uległa.

— Smutne jest to, że do takiego stanu doprowadza nasza wojna polsko-polska. Każdy pilnuje swojego stadka wyborczego — mówił.

Zaznaczył jednocześnie, że gloryfikowanie przez władze Ukrainy postaci odpowiedzialnych za mordowanie Polaków jest nieakceptowalne i wywołuje uzasadnione emocje. Polskie elity powinny jednak — jego zdaniem — próbować tonować konflikt i szukać rozwiązania, zamiast wykorzystywać nastroje społeczne do walki o poparcie.

— Politycy są od tego, aby realizować interesy całej wspólnoty narodowej, a nie pilnować wyłącznie swojego stada wyborczego — podkreślił.

Były szef BBN ostrzegł, że zahamowanie wsparcia dla Ukrainy mogłoby doprowadzić do konsekwencji bezpośrednio zagrażających Polsce.

— Jeżeli Ukraina przegra tę wojnę z Rosją, będziemy mieli rosyjskie dywizje nad Bugiem. Czy nasi politycy biorą pod uwagę ryzyko, do którego sami mogą doprowadzić? — pytał.

Generał odniósł się także do zapowiedzi ujawnienia pełniejszej listy polskich donacji wojskowych dla Ukrainy.

W jego ocenie opinia publiczna powinna znać ogólną skalę pomocy i rodzaje przekazanego sprzętu. Ujawnianie szczegółów dotyczących dat, tras transportu, stanu technicznego uzbrojenia czy sposobu jego dostarczenia byłoby już jednak poważnym błędem.

Jak tłumaczył, nawet informacje dotyczące wydarzeń sprzed kilku lat mogą pozwolić rosyjskim służbom potwierdzić, które wcześniejsze doniesienia ich informatorów były prawdziwe.

— Wywiad rosyjski może powiedzieć: „Ten agent dobrze nam mówił, trzeba w niego inwestować. A tamten źle mówił, do niczego się nie nadaje”. Pomagamy weryfikować obcym wywiadom swoich agentów w Polsce — ostrzegał.

Dane mogłyby również pomóc Rosjanom ocenić tempo transportowania sprzętu, przygotowywania go do walki oraz szkolenia ukraińskich żołnierzy.

— Nie walczymy wtedy z rosyjskim wywiadem, tylko pośrednio pomagamy, aby był w Polsce skuteczniejszy — ocenił Koziej.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji