Maja Chwalińska przed nowym wyzwaniem. Eksperci apelują przed Wimbledonem
Maja Chwalińska przyjedzie do Londynu w zupełnie innej roli niż jeszcze kilka miesięcy temu. Po rewelacyjnym Roland Garros cały tenisowy świat będzie patrzył na Polkę z innymi oczekiwaniami i znacznie większym zainteresowaniem. Były reprezentant kraju cieszy się z jej sukcesu, apeluje jednak o rozwagę i chłodną głowę.
Przysiężny: nie dokładajmy jej presji
Michał Przysiężny w rozmowie z dziennikiem „Fakt" zaapelował o stonowanie nastrojów wokół tenisistki. Zwrócił uwagę na to, jak gwałtownie zmieniła się jej sytuacja.
„Przede wszystkim nie nakładajmy na Maję dodatkowej presji. To zawodniczka, która przez większość kariery plasowała się w okolicach setnego, dwusetnego czy nawet trzechsetnego miejsca w rankingu. Teraz, dzięki świetnym wynikom, znalazła się w zupełnie nowej rzeczywistości. Dopiero zaczyna regularnie rywalizować z najlepszymi tenisistkami świata i zdobywać doświadczenie na tym poziomie" – podkreślił Przysiężny.
Jego zdaniem paryski sukces potwierdził ogromny potencjał Chwalińskiej, ale adaptacja do gry z czołówką na różnych nawierzchniach wymaga czasu. Kluczem do dalszych sukcesów ma być spokój.
Sława ma swoją cenę
Wielki sukces sportowy niesie za sobą zmiany, do których nie każdy jest przygotowany. Chwalińska musi teraz mierzyć się z nagłą popularnością, prośbami o autografy i zwiększonym zainteresowaniem mediów. Przysiężny przyznał, że to wszystko kosztuje energię.
„Nagle staje się rozpoznawalna, kibice proszą o autografy, pojawia się większe zainteresowanie na turniejach i poza nimi. To wszystko zabiera energię i wymaga przyzwyczajenia się do nowej roli" – powiedział były tenisista.
Dodał, że naturalnym zjawiskiem jest też wewnętrzna presja na podtrzymanie dobrej passy, ale wyraził przekonanie, że Chwalińska poradzi sobie z tym etapem, przez który przechodził wcześniej każdy wielki sportowiec.
Kort numer 12, czyli wielka scena
Opublikowany w sobotę plan gier wskazuje, że Chwalińska zainauguruje rywalizację na korcie numer 12. Choć brzmi to niepozornie, to jedna z największych aren całego turnieju, zaraz po kortach głównych, dysponująca potężną trybuną i zapewniająca głośne wsparcie kibiców od pierwszej piłki. Regularnie grywali tam uznani zawodnicy, jak Gael Monfils czy Amanda Anisimova.
Przydzielenie Polce tego kortu to wyraźny sygnał, że organizatorzy Wimbledonu traktują ją jako jedną z gwiazd tegorocznej edycji i liczą na jej długą obecność w turnieju.

Co czeka Chwalińską w drabince
Losowanie ułożyło się pomyślnie dla Chwalińskiej, która jedzie do Londynu jako rozstawiona z numerem 20. W pierwszej rundzie zmierzy się z kwalifikantką z Tajlandii, Mananchayą Sawangkaew, a jeśli ją pokona, kolejną rywalką będzie Alycia Parks lub Alicia Dudeney. Za sukces uznawane byłoby dotarcie do trzeciej rundy, choć prawdziwy egzamin przyjdzie później. W dalszej części drabinki czekać może starcie z Karoliną Muchovą lub rewanż za przegraną finał Roland Garros z Mirrą Andriejewą.
Trawa sprzyja technicznej i precyzyjnej grze, a właśnie na tym polu Chwalińska błyszczała w Paryżu. Jeśli utrzyma tę formę, Wimbledon może okazać się kolejnym wielkim krokiem w jej karierze.