Mama musi zapłacić czesne za zamknięte przedszkole Żródło: Pixabay

Kobieta musi zapłacić za przedszkole, które było zamknięte przez dwa miesiące

28 Kwiecień 2021 Irmina JachIrmina Jach

Mieszkanka podwarszawskiej miejscowości otrzymała sądowy nakaz zapłaty za prywatne przedszkole, które przez ostatnie dwa miesiące pozostawało zamknięte z powodu pandemii koronawirusa. Przedsiębiorca nie widzi nic złego w obciążeniu rodziców opłatami - twierdzi, że sytuacja nie wynika z jego winy. Rodzice zapowiedzieli odwołanie.

Pani Joanna jest mamą chłopca, który uczęszcza do prywatnego przedszkola dwujęzycznego, w którym czesne wynosi 1100 złotych miesięcznie. 14 marca ubiegłego roku przedszkole tak jak wszystkie placówki w Polsce, zostało zamknięte z powodu lockdownu. Otworzono je po upływie dwóch miesięcy.

Mama musi zapłacić czesne za zamknięte przedszkole

Mama przedszkolaka twierdzi, że w czasie zamknięcia w placówce nie były świadczone prawie żadne usługi. W umowie, poza opieką nad dziećmi, był jeszcze między innymi basen i lekcje języka angielskiego. Podopieczni placówki pozostawali pod wyłączną opieką rodziców.

- Właściciel odmówił rodzicom możliwości nauki zdalnej z dziećmi, co było absurdem w momencie, kiedy cały świat już jest skomputeryzowany - komentuje pani Joanna.

Kobieta - z uwagi na zamknięcie przedszkola - zaprzestała regulowania czesnego. Twierdzi, że właściciel przedszkola nie rozliczył się z rodzicami za marzec - w tym okresie placówka była otwarta tylko przez dwa tygodnie. W kwietniu i maju wpłacała 30 procent umówionej kwoty.

Konferencja prasowa Mateusza MorawieckiegoKonferencja prasowa Mateusza MorawieckiegoCzytaj dalej

18 maja 2020 roku, po poluzowaniu obostrzeń sanitarnych, przedszkole zostało ponownie otwarte, ale wielu rodziców nie zdecydowało się na posłanie do niego dzieci. Placówka miała być nieprzystosowana sanitarnie - wszystkie podłogi oklejone były wykładzinami.

- W czerwcu, z powodu przedłużającej się pandemii, złożyłam wypowiedzenie umowy w trybie natychmiastowym, ale nie zostało ono przyjęte przez właściciela- wyznała mama. W umowie uwzględniono miesięczny okres wypowiedzenia.

Po roku od rezygnacji z usług przedszkola pani Joanna znalazła w skrzynce pocztowej list od e-sądu w Lublinie. Po otworzeniu koperty zobaczyła nakaz zapłaty na kwotę 2245 złotych, z czego 650 złotych to opłaty sądowe. Kobieta zapowiedziała, że zamierza wnieść sprzeciw do nakazu.

Adwokat Paulina Sułkowska z Kancelarii Adwokacko-Radcowska Sarbiński & Sobczyk przyznała w rozmowie z Money, że takich spraw jest obecnie wiele. Sąd w podobnych przypadkach zna tylko punkt widzenia przedszkola, dlatego warto zadbać o wniesienie sprzeciwu do nakazu.

Ekspertka zaznacza, że umowę z przedszkolem można wypowiedzieć w każdym czasie i nie grożą za to żadne kary. Tak jak w przypadku każdego zlecenia, rodzic powinien zwrócić właścicielowi przedszkola wydatki, które ten poczynił w celu należytego wykonania zlecenia. Jeśli wypowiedzenie nastąpiło bez konkretnego powodu, są zobowiązani naprawić szkodę.

- To okoliczności niezależne od żadnej ze stron, zatem taką okolicznością może być również pandemia koronawirusa. Jest to bowiem nadzwyczajna sytuacja, niezależna od stron i nie ma w niej winy rodziców ani placówki- zaznaczyła adwokat Paulina Sułkowska, dodając, że warto zacząć od próby polubownego rozwiązania sporu.

Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:

Jeżeli chcesz się podzielić informacjami ze swojego regionu, koniecznie napisz do nas na adres redakcja@goniec.pl

Źródło: Onet.pl

Następny artykuł