Hotel Gołębiewski wydał oświadczenie po sprawie z udziałem Książula. Interweniował właściciel
Znany YouTuber Książulo opublikował nagranie, w którym ujawnił nałożony na niego zakaz wstępu do sieci Gołębiewski. Z pokazanych dokumentów wynika, że firma opracowała też specjalne procedury postępowania wobec osób popularnych. Restrykcje wobec twórcy ostatecznie wycofano po interwencji właściciela, ale sprawa zdążyła wywołać spore poruszenie.
Wyciek wewnętrznego dokumentu sieci
Na swoim kanale Książulo pokazał wewnętrzną wiadomość sieci Gołębiewski, którą przekazał mu jeden z pracowników. Z pisma rozesłanego do kadry menedżerskiej wynikało, że sieć wprowadza nowe zasady postępowania, mające „na celu ochronę interesu hotelu, zapewnienie spójnej komunikacji, podniesienie jakości obsługi oraz ograniczenie ryzyk wizerunkowych i organizacyjnych".
Zarząd polecił dopisać twórcę do listy osób niepożądanych. W piśmie wprost proszono o wpisanie „pana Szymona Nyczko, znanego jako Książulo, oraz osób mu towarzyszących na listę osób niepożądanych w obiektach hotelu Gołębiewski". Instrukcja precyzowała też, jak ma się zachować personel:
„komunikacja powinna być spokojna, rzeczowa, uprzejma i pozbawiona emocji. Pracownicy nie powinni wdawać się w dyskusję".

Co ciekawe, dokument wprowadzał również specjalny tryb obsługi innych influencerów o dużych zasięgach. W razie ich wizyty menedżerowie mają natychmiast uruchamiać komunikację między kluczowymi działami, tak by każdą ewentualną reklamację od razu kierować do dyrekcji placówki i nie dopuścić do kryzysu w całej sieci.

Telefoniczne potwierdzenie odmowy
Żeby sprawdzić autentyczność pisma, twórca spróbował zarezerwować pokój na drugą połowę lipca, podając swoje nazwisko. Całą rozmowę z recepcją nagrał i udostępnił w materiale. Po weryfikacji danych pracownica przekazała odmowny komunikat:
„Szanowny panie, zgodnie z decyzją hotelu nie możemy przyjąć pana rezerwacji ani świadczyć usług hotelowych. Decyzja ta wynika z wcześniejszego naruszenia zasad obowiązujących na terenie hotelu".
Gdy Książulo dopytał wprost, o jakie naruszone zasady chodzi, kobieta ucięła temat, odsyłając go do dyrekcji.
Odmowa potwierdziła, że blokada działała już przed formalnym wejściem w życie zapowiadanego regulaminu, a poszczególne placówki wdrożyły ją od ręki, odsyłając twórcę do oficjalnej korespondencji z władzami firmy.
Interwencja właściciela i wycofanie zakazu
Wszystko zmieniło się, gdy ekipa pojechała do hotelu w Mikołajkach, by skorzystać z parku wodnego jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów. Przy wyjściu z kompleksu doszło do niespodziewanego spotkania z dyrektorką placówki oraz właścicielem sieci, Jarosławem Gołębiewskim. Przedsiębiorca kategorycznie zaprzeczył, jakoby twórca miał zakaz wstępu, i zasugerował, że pismo mogło być inicjatywą pracowników, podjętą bez wiedzy centrali.
Po tej rozmowie blokada zniknęła, co autor udowodnił kolejnym telefonem na recepcję. Ta sama pracownica przekazała mu, że stanowisko firmy się zmieniło:
„Może pan zrobić rezerwację, dostałam informację od dyrekcji".
Gdy twórca zauważył, że kobieta rozpoznała go po głosie, usłyszał:
„Słyszę pana po głosie (...) czyli już rozumiem, że zakazu nie ma. Nie ma, może pan jak najbardziej".
W ten sposób kierownictwo całkowicie wycofało się z wcześniejszych restrykcji.
Skąd wziął się spór?
U podłoża konfliktu leżał wcześniejszy materiał z hotelu w Pobierowie, w którym twórcy skupili się na problemach technicznych, przede wszystkim na niedziałającej klimatyzacji podczas fali upałów.
„Pokazaliśmy tak naprawdę to, co tam zastaliśmy […] Tam nie było jakiejś jechanki, nie było tak naprawdę jakiegoś hejtu na ten hotel" – tłumaczył autor w nowym nagraniu.
Dodał też, że cały problem przedstawił „w jakiś humorystyczny sposób". Odniósł się też do krytykowanego cennika. Opłatę za dostarczenie posiłku do pokoju skwitował dosadnie, oceniając, że „300 zł za przeniesienie room service'u do pokoju" to absurd, z jakim nigdzie wcześniej się nie spotkał.
Jak przyznała sama sieć w oświadczeniu cytowanym w filmie, błędy obsługi wynikały z braku przepływu informacji między działami. Ostatecznie sprawa zakończyła się pełnym zwrotem kosztów za nieudany pobyt w Pobierowie i anulowaniem zakazu wstępu dla całej ekipy.