Nawrocki dostał pytanie o konflikt w PiS. Reakcja prezydent mówi wszystko, trzy wymowne słowa
Prezydent Karol Nawrocki nie zamierza gasić pożaru w Prawie i Sprawiedliwości. Pytany o to na Podkarpaciu, uciął temat jednym zdaniem i odszedł od dziennikarzy. Padło ono akurat w dniu, w którym mija ultimatum postawione politykom PiS przez Jarosława Kaczyńskiego.
Prezydent odmawia mediacji
Podczas czwartkowego spotkania z mieszkańcami Dębicy jeden z dziennikarzy zapytał głowę państwa, czy spróbuje załagodzić konflikt w Prawie i Sprawiedliwości. Prezydent nie krył zniecierpliwienia samym pytaniem.
„Czy pan redaktor naprawdę uważa, że to jest moje zadanie?” – odparł pytaniem Nawrocki.
Zaraz potem przypomniał, jaką rolę pełni.
„Jestem prezydentem Polaków, prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, a pan redaktor zadaje pytania, które mnie nie dotyczą” – uciął.
Wymowa tej odpowiedzi była jednoznaczna. Nawrocki nie zamierza mieszać się w wewnętrzne rozgrywki żadnej partii, również tej, która poparła go w wyborach. Zaraz po tych słowach prezydent odszedł, nie czekając na kolejne pytania.
Rozmowy na Nowogrodzkiej bez porozumienia
Pytanie padło w dniu, w którym o północy upływa termin ultimatum. Zgodnie z przyjętą w ubiegłym tygodniu uchwałą komitetu politycznego PiS każdy parlamentarzysta musi złożyć deklarację o braku przynależności do stowarzyszeń prowadzących działalność polityczną w ramach ugrupowania. Kto tego nie zrobi, naraża się na wykluczenie.
Mateusz Morawiecki przyjechał na Nowogrodzką około południa, a rozmowa z prezesem skończyła się po godzinie 15:00. Jak podał Piotr Müller, to były premier poprosił Kaczyńskiego o spotkanie. W rozmowach mieli uczestniczyć również Jacek Sasin oraz sekretarz generalny partii Piotr Milowański.
Rzecznik PiS Rafał Bochenek przekazał, że „rozmowy miały charakter konstruktywny, choć nie doprowadziły do rozstrzygnięcia sprawy zasadniczej”. Z nieoficjalnych informacji wynika, że Morawiecki nie podpisał tak zwanej lojalki, czyli oświadczenia o wystąpieniu ze stowarzyszeń i pozostaniu w partii. Nie zgodził się też rozwiązać Rozwoju Plus.
Ostatnie godziny przed rozłamem
Jak przekazał w RMF FM Jacek Sasin, oświadczenia złożyło dotąd około 150 posłów, a brakuje mniej więcej czterdziestu podpisów. Ci, którzy nie dostarczą dokumentów do północy, mają stracić członkostwo w partii i miejsce w klubie parlamentarnym.
Zupełnie inaczej sytuację widzi środowisko Morawieckiego. Müller przypomina, że w kwietniu obaj politycy mieli ustalić, iż Rozwój Plus nie zostanie zlikwidowany i będzie działać w ramach partii.
„Z nieznanych nam przyczyn, pewna grupa intrygantów przeprowadziła tę akcję, która próbuje wypchnąć premiera Morawieckiego i kilkudziesięciu posłów z Prawa i Sprawiedliwości” – mówił europoseł.
Wobec fiaska rozmów rozłam w ugrupowaniu wydaje się coraz bardziej realny.
