Anna Bryłka skrytykowała premiera ws. Polexitu. Dziennikarz wytknął jej hipokryzję
Politycy nie mówią prawdy, odcinek 1410. Tym razem w roli głównej znalazła się Anna Bryłka, posłanka Konfederacji.
- Sarkastyczna obrona przed oskarżeniami: w marcu 2026 roku Anna Bryłka na antenie Polsat News drwi z obaw o polexit, używając popularnego mema sugerującego halucynacje
- Twarda deklaracja z przeszłości: w kwietniu 2024 roku w studiu RMF FM polityk wprost oświadczyła, że w ewentualnym referendum poparłaby wyjście Polski z Unii Europejskiej
- Dowody na piśmie: europosłanka jest współautorką opublikowanego w 2019 roku przez Konfederację dokumentu zatytułowanego Polexit – bezpieczne wyjście awaryjne
Zagrożenie polexitem według Donalda Tuska a kpiąca riposta europosłanki
W połowie marca 2026 roku premier Donald Tusk opublikował w mediach społecznościowych wpis, w którym wprost stwierdził, że wyjście Polski z Unii Europejskiej to dzisiaj realne zagrożenie. Szef rządu zadeklarował pełną determinację, by nie dopuścić do realizacji tego scenariusza. W swoim komunikacie precyzyjnie wskazał podmioty, które jego zdaniem odpowiadają za budowanie antyunijnych nastrojów, wymieniając polityków Konfederacji, Prawa i Sprawiedliwości oraz prezydenta Karola Nawrockiego.
Reakcja ze strony Konfederacji była natychmiastowa. Anna Bryłka, występująca jako gość programu Gość Wydarzeń na antenie telewizji Polsat News, postanowiła odnieść się do komunikatu szefa rządu poprzez sarkastyczne nawiązanie do internetowego powiedzenia. Użyty przez nią memiczny zwrot służy z założenia do obśmiania rozmówcy poprzez zasugerowanie mu opierania się na własnych urojeniach i wymyślonych problemach, a nie na rzeczywistości.
Zapytana przez dziennikarza o wpis premiera, europosłanka zadeklarowała, że łączenie zwykłej krytyki polityki Brukseli z rzekomym dążeniem do wyjścia z Unii Europejskiej to skrajna demagogia. Swoją postawę wobec ostrzeżeń szefa rządu skwitowała jednym pytaniem:
- Chciałabym zapytać pana premiera, czy ten polexit jest teraz z nim w pokoju?
Krótka pamięć polityczna: od chęci opuszczenia struktur po bagatelizowanie tematu
Prowadzący program dziennikarz stacji Polsat News nie poprzestał jednak na wysłuchaniu ironicznego żartu. Zareagował natychmiast, przypominając polityk jej własne, jednoznaczne słowa, które padły w przestrzeni publicznej zaledwie dwa lata wcześniej. Ta bezpośrednia konfrontacja obnażyła wyraźny dysonans między obecnym uspokajaniem nastrojów przez Annę Bryłkę a radykalnymi tezami wygłaszanymi przez nią w okresie kampanii wyborczej.
Dokładnie w kwietniu 2024 roku, podczas wywiadu w studiu radia RMF FM, Bryłka została wprost zapytana o to, jak zachowałaby się w przypadku hipotetycznego referendum dotyczącego przyszłości państwa we Wspólnocie. Kandydująca wówczas do Parlamentu Europejskiego działaczka sformułowała lapidarną odpowiedź:
- Zagłosowałabym za wyjściem z UE.
W tamtym okresie dzisiejsza europosłanka wcale nie uważała polexitu za abstrakcyjny wymysł, lecz aktywnie go usprawiedliwiała. Swoje twarde stanowisko argumentowała przede wszystkim rosnącymi kosztami członkostwa, które jej zdaniem stawały się dla państwa obciążeniem. Jako kluczowe powody do opuszczenia struktur wymieniała również zagrożenie płynące z przyspieszonej federalizacji Unii Europejskiej oraz ograniczania suwerenności państw narodowych.
Dowody na piśmie i internetowa narracja o politycznej hipokryzji
Wypowiedź z anteny RMF FM nie jest jedynym dowodem na wieloletnie, antyunijne zaangażowanie Anny Bryłki. Warty przytoczenia jest także fakt z 2019 roku, kiedy to polityk była współautorką oficjalnego, partyjnego dokumentu Konfederacji. Opracowanie to nosiło niezwykle dosłowny i jednoznaczny tytuł: Polexit – bezpieczne wyjście awaryjne.
Skonfrontowana z tym faktem w marcu 2026 roku, europosłanka błyskawicznie zmieniła front, łagodząc wymowę własnych publikacji. W odpowiedzi stwierdziła, że dokument sprzed lat stanowił zaledwie teoretyczną analizę różnych dostępnych scenariuszy geopolitycznych. Przekonywała również, że obecnie obywatele Polski wyraźnie pragną pozostać w Unii Europejskiej, co w jej ocenie sprawia, że temat polexitu całkowicie przestaje istnieć.
Tak radykalna zmiana narracji napotkała stanowczą reakcję opinii publicznej. W mediach społecznościowych oraz w kręgach prounijnych i prawicowych zaczęła masowo krążyć narracja o hipokryzji europosłanki. Użytkownicy wytykają jej instrumentalne traktowanie własnych poglądów:
- To zwyczajna hipokryzja, kiedy osoba pobierająca wysoką pensję w euro z Parlamentu Europejskiego opowiada o tym, że zagłosowałaby za wyjściem Polski z Unii. Korzysta z przywilejów, które daje jej unijny mandat, a jednocześnie podważa sens instytucji, z której żyje. Nie wnosi do niej nic konstruktywnego, tylko powtarza hasła, które nie mają szans na realizację, bo jej środowisko polityczne nie ma żadnej większości i żadnego realnego wpływu na decyzje - czytamy.
- A czy to nie przypadkiem ona przyznała, że głosowałaby za polexitem? - skomentowano.
- Jawne nawoływanie do Polexitu nie pykło, bo UE ma ponad 80 procent poparcia wśród społeczeństwa - dodano.
Źródło: Goniec.pl, X